Znaleziono 0 artykułów
12.03.2026

Najgorsze rady dotyczące związków, które można przeczytać w internecie

12.03.2026
(Fot. Getty Images)

Atakują z impetem prawd objawionych i budują w osobach głodnych bliskości iluzoryczne przekonanie, że oto znalazły wytyczne, jak randkować skutecznie i z powodzeniem. Sukces jest jednak wątpliwy, jeśli rada, która ma go zapewnić, nie ma kompletnie sensu. Czy internet naprawdę nie wie nic o miłości?

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...


Podaż świadczy o popycie. To, że Instagrama, TikToka czy YouTube’a zalewają porady dotyczące związków, świadczy wyłącznie o tym, że kompletnie pogubiliśmy się w świecie znormalizowanego ghostingu i mężczyzn o unikowym stylu więzi (zdiagnozowanym oczywiście wedle kryteriów objaśnionych przez ChatGPT). W zasadzie powodzenie relacji na różnych jej etapach można w całości zawierzyć mediom społecznościowym, bo Instagram podpowie, jak dekodować niejasne sygnały człowieka, który niby podrywa, ale jakoś bez przekonania, a Tik Tok podsunie skuteczne sposoby na zdrowienie po bolesnym rozstaniu. Kłopot polega na tym, że osoby, które traktują serio romantyczne rady z mediów społecznościowych – zwłaszcza te faworyzowane przez algorytm – i stosują się do nich, ryzykują wieczne życie w pojedynkę. Drugi kłopot, większy, polega na tym, że stopniowo uwewnętrzniamy radykalną retorykę internetowego poradnictwa i w oparciu o nią wchodzimy w interakcje o romantycznym potencjale. Trzeci kłopot? Też niebagatelny: zdecydowana większość porad jest adresowana do heteroseksualnych kobiet i podtrzymuje archaiczną patriarchalną dynamikę, w której on zdobywa, a ona ewentualnie pozwala się zdobyć – nawet jeśli sporo z tych tipów sformułowano dla niepoznaki tak, by kusiły feministycznym wydźwiękiem. Chciałabym ująć to z większą gracją, ale niestety się nie da: wszystkie te rady są najzwyczajniej w świecie bardzo głupie. A najdurniejsze z nich znajdziecie poniżej.

Rada 1. „Gdyby chciał, toby mógł”

Królowa wśród idiotycznych porad. Randkowanie organizowane według reguły, która niebezpiecznie upraszcza złożoną naturę międzyludzkich interakcji, szybko się kończy. Jasne, początkowo może dawać pewne poczucie sprawczości w procesie selekcji kandydatów na podstawie ich zaangażowania, ale ta miara emocjonalnej inwestycji jest zbyt niehumanitarna i za bardzo odklejona od realiów, żeby długoterminowo zasilała pewność siebie. Rada „Gdyby chciał, toby mógł” okazała się takim hitem mediów społecznościowych, że z jej głupotą rozprawiają się już neuronaukowcy i neuronaukowczynie, którzy i które cierpliwie tłumaczą brak zależności między chęcią a możliwością. Za pragnienie i działanie odpowiadają różne partie ludzkiego mózgu i, jak uparcie powtarzają eksperci, nie istnieje prosta, automatyczna korelacja między jednym a drugim. Czytaj: nie każdy, kto chce, faktycznie może. I oczywiście taka zasada potwornie ujednolica wszystkie romantyczne kontakty, w których nie ma już miejsca na indywidualne potrzeby, zasoby, lęki, przeszłe doświadczenia czy obecną sytuację życiową.

Rada 2. „Jeśli tylko przeprasza, ale nie zmienia swojego zachowania, to znaczy, że tobą manipuluje”

Podobny przypadek jak rada numer 1 – też za bardzo upraszcza sytuację, żeby można było stosować ją ze spokojnym sumieniem i wiarą, że faktycznie uchroni nas przed emocjonalnymi nadużyciami złych ludzi. Max Butterfield, doktor psychologii, wręcz uważa to podejście za „ekstremistyczne” i ostrzega, że to perspektywa, która odbiera nam możliwość głębokiego zrozumienia innych osób i mechanizmów więzi. „To prawda, że przeprosiny są mało efektywne, jeśli nie pociągają za sobą zmiany w zachowaniu”, wyjaśniał na swoim Instagramie. „Jeśli szczerze przepraszasz, musisz się zmienić. Jeśli osoba, z którą jesteś w relacji, przeprasza szczerze – też będzie musiała się zmienić. Ale sam fakt, że ktoś przeprosił i dalej zachowuje się tak samo, nie świadczy jeszcze o manipulacji”. I dodaje, że zamiast ferować wyroki na podstawie jednostkowych sytuacji, które wcale nie muszą świadczyć o złej woli, znacznie zdrowiej jest obserwować model zachowania – a ten widać dopiero po czasie.

Rada 3. „Dziewczyno, pamiętaj, wysiłek, który facet podejmuje na początku relacji, to jego maksimum. Potem spodziewaj się już tylko mniej”

To może być prawda, ale tylko w wypadku romansów pozbawionych emocjonalnej treści, inicjowanych przez notorycznych podrywaczy ku uciesze ego. Uwodzi, aż uwiedzie, a potem traci zapał. Szczęśliwie ta wątpliwa mądrość nijak ma się do pogłębionych relacji, które startują z niższego pułapu (to ten czas ostrożnego poznawania się, stopniowego odsłaniania) i konsekwentnie rozwijają (czytaj: relacja wchodzi na kolejne poziomy bliskości, rośnie wzajemne zaufanie etc.). Psycholog Max Butterfield, którego misją jest obalanie rad sprzedawanych przez influencerki i influencerów, zachęca, by rozwojowy potencjał relacji oceniać nie na postawie epickości romantycznych gestów (bo te mogą być mylące), lecz kompetencji czy wyznawanych wartości. Na przykład: czy interesująca nas osoba potrafi regulować emocje i jak radzi sobie ze stresem.

Rada 4. „Chcesz? Dostaniesz, ale tylko jeśli pokażesz, że ci nie zależy”

Ostentacyjna emocjonalna obojętność pozuje w mediach społecznościowych na sprytną strategię, która gwarantuje powodzenie w każdej dziedzinie życia. Unurzana w ezobełkocie teoria kosmicznego przyciągania zakłada, że rzeczy przychodzą do tych, którym nie zależy. Jak to się ma do relacji? Wskrzesza na przykład te wszystkie średniowieczne taktyki – ze zgrywaniem niedostępnej na czele – a tymczasem to właśnie wyrównane poziomy emocjonalnej dostępności obu stron sprzyjają rozkręcaniu się relacji. Człowiek potrzebuje sycących więzi z innym człowiekiem – niekoniecznie romantycznych, bo przyjaźń też wypełnia życie – a trwanie w stanie zamrożenia emocji oddala nas od innych, a nie zbliża. Programowo zdystansowani nie potrafią być blisko z ludźmi. To psychologia, a nie magia.

Rada 5. „Chcesz, żeby zawsze cię pragnął? Nigdy nie mów mu komplementów”

Proszę nie regulować ekranów, internet naprawdę w to wierzy i przekonuje, że to najlepsza metoda na utrzymanie wysokiej temperatury w związku. Są jakieś dowody na to, że ona działa? Jakieś sensowne argumenty, które sugerują, że mogłaby? Żadnych. Mamy za to teorie Gottmanów, małżeństwa amerykańskich psychologów, którzy od 30 lat badają relacje. I ich dekalog szczęśliwego pożycia wyraźnie zakłada, że aby związek przetrwał, pozytywne interakcje muszą wydarzać się pięć razy częściej niż negatywne. Czyli pięć komplementów powinno przypadać na jedno burknięcie. To działa w dwie strony. Musi.

Angelika Kucińska
  1. Styl życia
  2. Społeczeństwo
  3. Najgorsze rady dotyczące związków, które można przeczytać w internecie
Proszę czekać..
Zamknij