Znaleziono 0 artykułów
05.02.2021

„Firefly Lane”: Przyjaźń na całe życie

(Fot. materiały prasowe)

Gdyby nie odtwórczynie głównych ról najlepszych przyjaciółek Tully i Kate, nowy serial Netfliksa byłby tylko łzawą operą mydlaną. Na szczęście Katherine Heigl i Sarah Chalke mają ekranową chemię na miarę wielkich romansów.

Główne role grają doświadczone aktorki

Katherine Heigl powraca z niebytu. Odkąd zaszła za skórę Shondzie Rhimes, nie dostawała zbyt wielu propozycji. Szczęście się do niej uśmiechnęło, gdy Meghan Markle została księżną Sussex. Zwolniło się wtedy miejsce w obsadzie serialu „W garniturach”. Heigl dograła w nim do finału. Teraz szansę dał jej Netflix. W „Firefly Lane” gra Tully Hart, pewną siebie prezenterkę telewizyjną, która pogrywa mężczyznami. Pod maską zimnej suki skrywa rany z dzieciństwa. Partneruje jej Sarah Chalke jako przyjaciółka Tully, Kate Mularkey. Podczas gdy Hart jest głośna, piękna i zbuntowana, zawsze chętna do eksperymentów, podrywu i zgrywy, Kate mierzy się z kompleksami. W dorosłym życiu też nie czuje się dość dobra, wciąż porównując się do przebojowej Tully. Chalke pamiętają fani „Hożych doktorów”. W medycznym sitcomie (2001-2010) grała lekarkę Elliot Reid, ukochaną głównego bohatera J.D. (Zach Braff). Potem była jedną z dziewczyn Teda w „Jak poznałem waszą matkę” i matką chłopca z porażeniem mózgowym w serialu komediowym „Nie ma mowy”. Heigl i Chalke natychmiast złapały porozumienie. Sarah jest też koleżanką twórczyni serialu, Maggie Friedman.

(Fot. materiały prasowe)

Serial powstał na podstawie kobiecej powieści, scenariusz też napisała kobieta

Najpierw była powieść autorki bestsellerów Kristin Hannah.

Wydana w 2008 roku „Firefly Lane” jest jedną z niemal 30 książek, które Amerykanka napisała o kobietach. Debiutowała w 1991 roku powieścią „Wspólnicy”, którą napisała, gdy zatrzymała ją w domu zagrożona ciąża. Wcześniej studiowała prawo, pracowała też w branży reklamowej.

(Fot. materiały prasowe)

„Firefly Lane” na ekran przeniosła Maggie Friedman, która wcześniej pracowała przy „Eastwick”, „Jeziorze marzeń” czy „Czarownicach z East Endu”. Hannah dała jej wolną rękę – pojawiła się na planie serialu tylko kilka razy, podkreślając, że to dzieło scenarzystki, a nie pisarki.

Scenariusz jest oparty na kobiecym doświadczeniu

Hannah w powieści, a Friedman w scenariuszu uważnie przyglądają się kobietom. Mężczyźni występują na drugim planie, pokazani wyłącznie przez pryzmat relacji z głównymi bohaterkami. Po latach dominacji męskiego spojrzenia nareszcie oglądamy filmy i seriale, w których perspektywa się zmienia. Tully i Kate mierzą się z problemami dziewczynek, dorastających dziewcząt, a potem dojrzałych kobiet. Najpierw mozolnie wykuwają swoją tożsamość jako nastolatki, potem wchodzą na rynek – matrymonialny i pracy, w końcu mierzą się z konsekwencjami wcześniejszych decyzji już po czterdziestce. Czy ich życie wygląda tak, jak sobie wymarzyły? Czego im brakuje? Czy poświęciły zbyt wiele? Friedman opowiada o aborcji i macierzyństwie, romansach i uwodzeniu, sukcesach i stagnacji. Każda widzka może przejrzeć się w ich losach jak w lustrze.

Fabuła toczy się w kilku planach czasowych

Kate i Tully poznajemy w epoce dzieci kwiatów. Akcja toczy się w Seattle. Kate należy do typowej amerykańskiej rodziny z amerykańskich przedmieść, Tully zajmuje się matka, podstarzała hipiska, która każe nazywać się Cloud (Beau Garrett). Dziewczynkę wcześniej wychowywała babcia, ale gdy Cloud powraca, Tully musi zmierzyć się z matką, która nigdy o nią nie dbała. Nieśmiała, niezbyt atrakcyjna, wyśmiewana Kate (młodsze wcielenie gra Roan Curtis) najpierw z ukrycia, a potem całkiem jawnie podziwia Tully (Ali Skovbye). Od tej pory będą nierozłączne. W każdym odcinku przeskakujemy między wspomnieniami dziewcząt z młodości, ich wejściem w dorosłość (Tully chce zrobić karierę jako prezenterka, Kate marzy o produkcji) i dojrzałością, gdy Tully jest lokalną gwiazdą, a Kate kurą domową, zmuszoną do powrotu do pracy. Niezmienna pozostaje ich przyjaźń. Zawsze okazują sobie wsparcie – są ze sobą związane na dobre i na złe, ta relacja jest dla nich ważniejsza niż związki z mężczyznami. Bywa też toksyczna – Kate nie potrafi pozbyć się kompleksów, a Tully jest nadmiernie ekspansywna. Wykorzystują się nawzajem, ale nie potrafią się rozstać. Jak w dobrym romansie. Dzięki podróży przez dekady oglądamy Tully i Kate w różnych wcieleniach, a kostiumografowie i charakteryzatorzy naprawdę się postarali, żeby oddać klimat kolejnych epok.

(Fot. materiały prasowe)

Twórcy określają produkcję jako „operę mydlaną w wersji premium”

Amerykańscy krytycy nie pozostawili na „Firefly Lane” suchej nitki, pisząc, że tylko Heigl i Chalke podniosły rangę przeciętnej w najlepszym wypadku produkcji. Twórcy chcieli, żeby serial należał do kategorii „opery mydlanej premium”, ale wydaje się, że z wyższej półki są tylko odtwórczynie głównych ról. Fabuła, estetyka i przesłanie przypominają rzewne filmidła ze stacji telewizyjnych takich jak Hallmark czy Lifetime – chwytają za serce i wyciskają łzy, ale nie zostają w pamięci.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę