Znaleziono 0 artykułów
21.02.2019

Osiem ramion szaleństwa

Gigantyczna ośmiornica w Muzeum Oceanograficznym w Monako (Fot. Gallup/Getty Images)

Ewolucja stworzyła inteligencję na dwa sposoby. Jeden to my, drugi to te ośmioramienne mięczaki. Ośmiornica, jedno z najbardziej niezwykłych zwierząt, myśli całym ciałem. Oblewa wodą ludzi, za którymi nie przepada, a tym, których lubi, pozwala się głaskać po głowie.

Do pracy potrzebuje kawałka papieru, nożyka i grubej podkładki. Przy pomocy tych trzech narzędzi Masayo Fukuda od 25 lat wyczarowuje kirie, czyli wycinane obrazy. Nie mają zbyt wiele wspólnego z wycinankami, nad którymi męczyłam się w przedszkolu. Japończycy cięcie papieru podnieśli bowiem do rangi sztuki. Risa Fukui tworzy niepokojące portrety, gęste od cienkich papierowych linii. Wystawia je na przezroczystych panelach. Energiczne, wręcz rozgorączkowane kreski rzucają cienie na podłogę. Papierowe liście i pawie pióra Akiry Nagai niczym się nie różnią od tych prawdziwych, choć artysta bawi się też, wycinając kirie, jakby w pośpiechu naszkicowane bardzo cienkim ołówkiem. Najbardziej znana z nich wszystkich – Nahoko Kojima – wycina od piątego roku życia, od ponad dziesięciu lat ma własne studio w Londynie. Jej kolorowa interpretacja „Alicji w Krainie Czarów” jest zachwycająca, ale artystka karierę zrobiła, wycinając zwierzęta z kilkumetrowych kawałków tradycyjnego japońskiego papieru washi. Tak żeby po zawieszeniu pod sufitem tworzyły papierowe rzeźby. Zaczęło się w 2012 roku od pantery mglistej, wyciętej z papieru o powierzchni dwa metry na metr, która zawisła w galerii Saatchi. A w 2018 roku w Bangkoku Kojima wystawiła płetwala błękitnego naturalnej wielkości. Miał 32 metry długości.

Zasady w kirie są dwie: po pierwsze, wycinać z pojedynczego kawałka papieru; po drugie, robić to ręcznie. Podobno każdy artysta ma charakterystyczny styl cięcia, po którym można go rozpoznać. Tak samo jak malarzy poznaje się po pociągnięciach pędzla.

Cięcia Masayo Fukudy są koronkowe. To pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy patrzę na jej prace w większości związane z morskimi stworzeniami. W 2018 roku jej Instagram zapełnił się zdjęciami ryb, łodzików, wielorybów i meduz. A tuż pod koniec grudnia zeszłego roku artystka pokazała pracę, z której jest najbardziej dumna. Wyciętą z kartki formatu A2 ośmiornicę.

Z daleka wydaje się, że to namalowany ultracienkim długopisem obraz. Dopiero z bliska widać precyzyjne, wręcz laserowe, cięcia. Ale Fukuda nie miała lasera, tylko nożyk. Artyści kirie do pracy używają specjalnych japońskich ostrzy – bardzo cienkich i bardzo ostrych, które szybko się tępią. Podobno trzeba je zmieniać co dwie-trzy minuty. Wycięcie ośmiornicy zajęło Fukudzie dwa miesiące. W ten sposób chciała pokazać miłość do tych stworzeń.

Ryciny zoologiczne (Fot. Bettmann / Contributor / Getty Images)

Wzór widać najlepiej, kiedy białą ośmiornicę położy się na czarnym tle. Ażurowe wijące się ramiona zdobią wypukłe przyssawki z promienistymi detalami. Misternie zrobiona skóra wydaje się śliska. Głowę dekoruje koronka. Tak samo jak płaszcz rozpostarty między ramionami. A wyłupiaste oczy są tak żywe, że sprawiają wrażenie, jakby stwór śledził nas źrenicami w kształcie grubych kresek.

Ośmiornica Fukudy to artystyczne szaleństwo, ale czyż szaleństwem nie jest sama ośmiornica? Przecież to jedno z najbardziej niezwykłych zwierząt stworzonych przez naturę. Ośmioramienny mięczak, który potrafi przecisnąć się przez otwór wielkości własnego oka, nawet gdy rozpiętość jego ramion sięga dziewięciu metrów. Może poruszać się jak odrzutowiec, wyrzucając strumień wody przez syfon, którym także oddycha i przez który rozpyla chmurę sepii, gdy czuje się zagrożona. Ma trzy serca i błękitnozieloną krew, ale nie ma stałego koloru i raz na zawsze ustalonej tekstury skóry. Może ona więc dowolnie się wybrzuszać, tworząc kolce, wypustki, grudki i bąble. Spektrum kolorów przechodzi od bieli, przez wszystkie odcienie brązowopomarańczowe, po fiolet i głęboką czerwień. Ale to nie wszystko. Skóra ośmiornic ma w sobie kubeczki smakowe i receptory węchu. Ośmiornica czuje smak i zapach całą powierzchnią ramion.

Właśnie, ramiona! To oddzielne szaleństwo natury. Czują, smakują, pamiętają. Prawdopodobnie widzą światło. Nawet po odcięciu jeszcze przez chwilę potrafią zmieniać kolor. Z pół miliarda neuronów w ciele ośmiornicy (to tyle samo, ile ma pies) tylko jedna trzecia znajduje się w mózgu. Aż dwie trzecie w ramionach. Wygląda na to, że ośmiornica myśli całym ciałem. Każde z ramion ma około 200-250 przyssawek. U największej z ośmiornic – ośmiornicy olbrzymiej – każda przyssawka, niezależnie od innych, może podnieść do 13 kilogramów. Nie dziwi więc, że w laboratoriach akwaria z ośmiornicami są dociskane dodatkowymi ciężarami. Zbyt często zdarzają się ośmiornicze ucieczki. Sy Montgomery w swojej fantastycznej książce „The Soul of an Octopus” opisuje te najbardziej brawurowe: znikające w nocy ośmiornice znajdywano po drugiej stronie sali w innym akwarium albo w połowie schodów, niestety martwe. Bez wody ośmiornice przeżyją niewiele ponad pół godziny. Zdarzały się przypadki, kiedy zwierzęta zatykały zawory w pojemnikach i zalewały wodą całe laboratorium. Ale moja ulubiona historia to ta o ośmiornicy, która tak często wystrzeliwała wodę z syfonu w stronę żarówek, powodując spięcie, że wymęczeni naukowcy wypuścili ją do morza.

(Fot. Materiały prasowe)

Lubię tę historię, bo udowadnia inteligencję ośmiornic. I wskazuje na ich poczucie humoru. Takich anegdot jest więcej. Mięczaki rozpoznają twarze: oblewają wodą ludzi, za którymi nie przepadają, a tym, których lubią, pozwalają się głaskać po głowie. Zmieniają wtedy kolor na delikatną biel. Używają narzędzi (dwie połówki kokosa świetnie nadają się na zbroję, można wejść do środka i zatrzasnąć kokosa siłą ramion), otwierają słoiki (zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz), zmieniają swoje ciało, upodabniając się do piętnastu różnych gatunków zwierząt (m.in. wąż morski, flądra, ukwiał i skrzydlica) – w zależności od sytuacji i rodzaju niebezpieczeństwa. Zdarza im się też – z muszelek po małżach – budować miasta (dwa znaleziono u wybrzeży Australii).

Przez tysiąclecia uważano ośmiornice za – w najlepszym razie – głupie dziwadło (to Arystoteles), a w najgorszym za złośliwe monstrum, ucieleśnienie czystej grozy (to Victor Hugo). Dopiero od niedawana zaczynamy rozumieć, jak bardzo inteligentne i wrażliwe są te stworzenia. Niektórzy filozofowie, jak Peter Godfrey-Smith (który ośmiornicom poświęcił całą wydaną również po polsku książkę „Inne umysły. Ośmiornice i prapoczątki świadomości”), twierdzą, że ewolucja stworzyła inteligencję na dwa sposoby. Jeden sposób to my. Drugi to ośmiornice. I choć przez długi czas naukowcy uważali, że ośmiornice nie są specjalnie bystre, bo średnio radziły sobie w testach z pociąganiem za dźwignię, żeby dostać jedzenie (jedna dźwignię po prostu wyrwała ze ściany), to Sy Montgomery sugeruje, że może po prostu nie interesują ich nasze zagadki. I zastanawia się, jak my wypadlibyśmy w ośmiorniczym teście na inteligencję, w którym sprawdzałyby, ile kolorystycznych wzorów może wyprodukować nasze odcięte ramię w ciągu sekundy.

Ale ośmiornice mają nie tylko inteligencję. Mają także osobowość. Są ciekawskie, złośliwe, nieśmiałe albo wręcz przeciwnie, bardzo śmiałe. Sama podczas nurkowania spotkałam ośmiornicę, która najpierw schowała się w jamie, ale po chwili wyszła na mnie popatrzeć. Patrzyłyśmy tak sobie w oczy przez kilka minut. Wysuwała w moją stronę ramiona, ale nie pozwalała mi się dotknąć. Za to sama dotykała drugiego nurka – mężczyznę, oplatając końcówkę ramienia na jego nadgarstku (podejrzewam, że była kobietą). A potem zabrała nas na spacer po okolicy. Odpłynęła dwa metry od nas i poczekała, aż podpłyniemy bliżej. I potem znowu – dwa metry i oczekiwanie. Wielu nurków opowiada o ośmiornicach, które pokazują im swoje terytorium. A ci, którzy w jednym miejscu nurkują codziennie, z ośmiornicami się zaprzyjaźniają. Tak jak Elora Kooistra, która jako Elora Explora na Instagramie umieszcza filmiki z Egbertem. Egbert to niewielka ośmiornica, która czeka na Elorę pod wodą, wita się, podając jedno lub dwa ramiona, a potem po prostu spędza z nią czas. Pozwala jej patrzeć, jak poluje na kraby, a czasem nawet poprosi o pomoc, np. w przesunięciu pnia, pod którym kryje się jedzenie.

W 1974  roku filozof Thomas Nagel zadał słynne pytanie „Jak to jest być nietoperzem”? I nie chodzi tu o to, żeby sobie wyobrazić, że ja, jako człowiek, jestem nietoperzem. Tylko o to, żeby zrozumieć, jak nietoperz czuje się jako nietoperz. A ja nie przestaję pytać siebie, jak to jest mieć więcej neuronów w ramionach niż w mózgu. Jak to jest widzieć ból? Jak to jest dotykać czegoś przyssawką, oplatać ramię wokół przedmiotu i całą powierzchnią skóry czuć smak i zapach? Jak to jest, kiedy jest się ośmiornicą? I czy my, z naszymi dwiema rękami, dwiema nogami, chwytnymi palcami, jednym sercem, które tłoczy czerwoną krew, twarzą, która potrafi wyrażać emocje, ustami, które się śmieją, i oczami, które płaczą, nie wydajemy jej się jakimś dziwnym szaleństwem natury?

Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki Sy Montgomery „The Soul of an Octopus: A surprising Exploration into the Wonder of Consciousness” i tekstu Amii Srinivasan dla „London Review of Books”, „The Sucker, the sucker!”.

Katarzyna Boni
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę