Znaleziono 0 artykułów
25.09.2019

Rosalía: Flamenco w wersji pop

25.09.2019
Rosalía (Fot. Getty Images)

Występuje na Coachelli, Lollapaloozie i Open’erze, zgarnia nagrody Grammy, na YouTubie bije rekordy oglądalności. Wpisana na listę liderów nowego pokolenia magazynu „Time” artystka świętuje dziś 30. urodziny.

Gdy „Dziennik Bridget Jones” wszedł na ekrany w 2001 roku, główna bohaterka przepadła na rozmowie o pracę w telewizji informacyjnej, bo El Niño określiła mianem „przejściowego trendu”. – Latynoskie rytmy przemijają – orzekła, myląc zjawisko pogodowe z gatunkiem muzycznym. Niemal 20 lat później popełniłaby podwójny błąd. Hiszpańskojęzyczne piosenki szturmem zdobywają listy przebojów za sprawą takich muzyków jak J Balvin, Luis Fonsi i Rosalía. Każde z nich na swój sposób reinterpretuje tradycję. Miksują gatunki i tworzą nową jakość. Z nich wszystkich to Rosalía, 26-letnia Hiszpanka, jest jednak artystką skłonną do największych eksperymentów. Mówi nawet, że bez pionierskiego zacięcia nie da się tworzyć muzyki. Tym samym odpiera ataki purystów, którzy uważają, że jej flamenco w wersji pop szarga świętości.

Rosalía z nagrodami Grammy (Fot. Getty Images)

Rosalía Vila Tobella o słodkim głosie kapryśnej dziewczynki mogłaby zagrać w „Szkole dla elity”, hiszpańskim hicie Netfliksa. Nie tylko dlatego, że jest śliczna. Image jest dla niej równie ważny jak dźwięki, rytmy i teksty. Jej paznokcie, pieczołowicie malowane przez zaufaną manikiurzystkę, widać z najdalszego krańca widowni, nawet na tak wielkich koncertach jak Coachella czy Open’er. Długie, ostre, świecące w ciemności – dla niej symbolizują kobiecą siłę. Seksapil, który nie jest strategią podrywu, a raczej gestem emancypacji. Nad całością wizerunku czuwa siostra Rosalíi, Pili. W dzieciństwie razem z 11 kuzynkami spędzały czas na uczeniu się makijażu, wcielaniu się w role i opowiadaniu sobie historii. To właśnie Pili ubiera wokalistkę w jaskrawo żółte kombinezony, białe sneakersy i ciężką biżuterię, który to strój budzi znów głośny sprzeciw konserwatystów. No bo jak można tańczyć flamenco bez falbaniastej sukienki? I to w ciężarówce, jak w teledysku do największego przeboju „Malamente”. Od premiery 30 maja 2018 roku wideo obejrzano na YouTubie 106 milionów razy (piosenkę można też było usłyszeć w serialu „Euforia”). Wyścigi motorów, stacje benzynowe i fabryki, które służą tu za scenografię, to krajobraz dzieciństwa Rosalíi.

Rosalía na scenie (Fot. Getty Images)

Wychowała się w hiszpańskim, choć ona pewnie powiedziałaby, że katalońskim („Milionària” to jej pierwsza piosenka nagrana po katalońsku), miasteczku Sant Esteve Sesrovires, niedaleko Barcelony. – Mój dom stał w industrialnym miasteczku, ale blisko lasu. Te dwie przestrzenie zawsze w moich inspiracjach koegzystowały – tłumaczy gwiazda. Zaczęła śpiewać w wieku siedmiu lat, trzy lata później wiedziała, że na pewno chce związać się z muzyką na stałe, jako 13-latka zaczęła naukę w szkole muzycznej Escola Superior de Música de Catalunya. Jej nauczyciel flamenco, José Miguel „El Chiqui” Vizcaya, przyjmował tylko jednego ucznia rocznie. Niedługo później dziewczyna bez powodzenia wystartowała w programie telewizyjnym „Tú Sí Que Vales”. Sędziowie dostrzegli jej talent, ale stwierdzili, że nie jest jeszcze gotowa na sławę. Ona też z początku nie wiedziała, dokąd ma ją zaprowadzić jej muzyczna droga. Ale od kiedy usłyszała flamenco, a konkretnie swojego idola, Camaróna de la Islę, nie potrafiła o andaluzyjskiej melancholii zapomnieć. Jako że pochodzi z bogatszej Katalonii, zarzucano jej, że nie rozumie bólu, tęsknoty i złości, która stoi za muzyką wykluczonych – andaluzyjskich Romów. – Tradycją trzeba potrząsnąć jak szklaną kulą ze śniegiem. Dopiero wtedy robi się ciekawie – twierdzi Rosalía. – Są artyści, którzy pokazują nam, skąd pochodzimy. I tacy, którzy wskazują przyszłość – mówiła w wywiadzie dla „Rolling Stone”. Wydaje się, że udało jej się te dwa założenia połączyć. Na wydanej rok temu płycie „El mal querer”, na wskroś nowoczesnej w brzmieniu, opowiedziała przecież historię toksycznej miłości, inspirowanej anonimową powieścią „Flamenca” z XIII wieku.

Na londyńskim tygodniu mody (Fot. Getty Images)

Przekonała już do swojej wizji Pharrella Williamsa (zagrała na organizowanym przez niego festiwalu Something in the Water), Madonnę, która należała do jej pierwszych fanek, i Billie Eilish, z którą nagrała piosenkę. Obsypano ją też nagrodami – na MTV Video Music Awards cztery nominacje zamieniła na dwie statuetki. Jej ambicje sięgają dalej. I mają jednoznacznie feministyczne podłoże. – Chciałabym, żeby kobiet w studiu nagraniowym było tyle co mężczyzn – mówi, wskazując na swoje inspiracje wyrazistymi kobiecymi głosami – Björk, Lauryn Hill i Kate Bush. Dzięki temu, że one robiły swoje 30, 20 i 10 lat temu, ona może nic sobie nie robić z krytyków. I nie bać się popu, bo chcąc pokazać światu hiszpańskie dziedzictwo, musi zmiksować je z tym, co chwytliwe.

Jej głos wcale nie potrzebuje jednak ozdobników. Najpiękniej brzmi w czystej formie. Taką usłyszymy w jednej ze scen „Bólu i blasku” Pedro Almodóvara. Rosalía zadebiutowała na ekranie rólką jednej z dziewcząt śpiewających z matką głównego bohatera tradycyjną pieśń. „Jako dziecko z mamą i siostrą oglądałyśmy jego filmy. Kobiety, o których opowiadał, były jednocześnie bliskie i dalekie” – napisała na swoim Instagramie, chwaląc się występem. O jej sukcesie niech świadczy to, że Pedro – kiedyś idol – dziś zalicza się do bliskich przyjaciół Rosalíi. Podobnie jak Riccardo Tisci, dyrektor kreatywny domu mody Burberry, Dua Lipa i Kardashianki.

Anna Konieczyńska
  1. Ludzie
  2. Portrety
  3. Rosalía: Flamenco w wersji pop
Proszę czekać..
Zamknij