Znaleziono 0 artykułów
16.05.2020

Asia Pietrzyk: Staram się puszczać oko do odbiorcy

Asia Pietrzyk (Fot. Jacek Szopik / wnętrza & stylizacje: Paula Maso)

Gdyby Asia Pietrzyk nie rysowała, to cały czas najchętniej spędzałaby w kuchni. Tuż przed naszym wywiadem formowała chleb. Polska ilustratorka mieszkająca w Szwecji z powodzeniem godzi obie pasje. Grono jej zleceniodawców nieustannie rośnie.

Asia pojawia się na ekranie w kolorowej koszuli, której geometryczne wzory przywodzą na myśl jej twórczość. W jej pracach właśnie one są charakterystyczne – żywe barwy i geometryczne formy. Intensywne róże, żółcie i oranże zawsze układają się w subtelny żart.Koszulę kupiła w lokalnym second-handzie. Lokalnym, czyli sztokholmskim. Asia Pietrzyk mieszka i pracuje w Sztokholmie od ponad dziewięciu lat, ale nosi się, jak chce – skandynawski minimalizm prędko się jej znudził. – Przez pierwsze trzy lata tutaj wymieniłam całą garderobę na czarno-białą. W pewnym momencie stwierdziłam, że mam już dość i zapragnęłam większej liczby barw – opowiada. – Okazało się, że jest coraz więcej skandynawskich marek, które uwielbiają kolory, jak np. fińska Marimekko, z którą bardzo chciałabym w przyszłości współpracować. 

Asia Pietrzyk (Fot. Jacek Szopik / wnętrza & stylizacje: Paula Maso)

Styl Asi jest eklektyczny, bo nie podąża ślepo za trendami, a modę traktuje jako rodzaj zabawy: – Uwielbiam vintage i second-handy. Kiedy przyjeżdżam do Polski, to zaraz je odwiedzam. Ma w szafie kilka perełek, z których jest bardzo dumna: – Pierwsza z nich to jukata, którą znalazłam na lokalnym ryneczku w Tokio. Udało mi się ją kupić za ok. 50 zł. Drugą rzecz upolowałam w Polsce. Piękna wełniana, oversize’owa marynarka ma z pewnością więcej niż 30 lat. Ma jeszcze metkę „made in West Germany”.

(Z archiwum artystki)
Asia Pietrzyk (Fot. Jacek Szopik / wnętrza & stylizacje: Paula Maso)

Jednak nie z modą, a ilustracją i grafiką Asia Pietrzyk postanowiła związać zawodową przyszłość: – Nie mam wykształcenia plastycznego, skończyłam filologię germańską, ale rysowałam od zawsze. Zdałam nawet do liceum plastycznego, jednak w ostatniej chwili wycofałam papiery. Pytam, czy ze strachu: – Trochę się obawiałam wykonywania artystycznego zawodu. Wydawało mi się, że to stąpanie po cienkim lodzie – dodaje.

Przed przyjazdem do stolicy skandynawskiej mody pracowała jako tłumaczka, lektorka i nauczycielka języka niemieckiego, jednak czuła, że nie to chce robić w życiu: – Nie odczuwałam z pracy żadnej satysfakcji – opowiada artystka. – 11 lat temu wzięłam wszystkie oszczędności i pojechałam na miesiąc do Paryża, żeby zastanowić się, na czym tak naprawdę mi zależy. Odpowiedź była oczywista. Z nowym pomysłem na siebie Asia wróciła do rodzinnej miejscowości w Wielkopolsce, a potem dla chłopaka przeprowadziła się do Sztokholmu: – To był nowy początek – mówiPierwsze dwa lata nie były łatwe: – Starałam się sama szukać zleceń, ale z perspektywy czasu widzę, że moje portfolio nie było aż tak ciekawe, jak wtedy sądziłam. Byłam jednak bardzo zdeterminowana. Po pierwszym zleceniu stopniowo zaczęły pojawiać się następne. 

(Z archiwum artystki)

Niezależnie od tego, czy rysuje postaci, przedmioty czy robi ilustracje na temat oszczędzania pieniędzy, Asia unika dosłowności. W jej pracach zawsze jest przymrużenie oka. – Bardzo lubię abstrakcyjne malarstwo, wiele z niego czerpię. Do dzisiaj inspiruję się także polską szkołą plakatu. Uwielbiam plakaty z lat 60. i 70., które motywują mnie do tego, żeby szukać metafor i poczucia humoru tak, jak robił to np. Jan Młodożeniec. Staram się puszczać oko do odbiorcy. Jednocześnie dbam o to, żeby moje prace były kobiece – opowiada. Co jeszcze pobudza jej wyobraźnię? –  Filmy, w tym stare kino i niemiecki ekspresjonizm, czyli np. „Metropolis”, „Gabinet doktora Caligari”. Kocham te przesadzone formy, to, że wszystko jest karykaturalne. Bardzo lubię polskie i amerykańskie wzornictwo z lat 50. i 60. Uwielbiam także twórczość Joana Miró… Mogłabym wymieniać jeszcze długo.

Asia Pietrzyk (Fot. Jacek Szopik / wnętrza & stylizacje: Paula Maso)
(Z archiwum artystki)

Artystka ma na koncie współpracę z takimi firmami i magazynami, jak „Time”, „Warby Parker”, francuskie „Elle”, „Wired”, WWD oraz „Saks Fifth Avenue”. Z tej ostatniej jest szczególnie dumna: – To zlecenie otrzymałam dzięki amerykańskiej agencji. Wymagający klient i ciężka praca, ale jednocześnie mnóstwo radości.  Z radością wspomina także zeszłoroczną pracę, w której zaprojektowała opakowanie do herbaty: – Od początku do końca wszystko zrobiłam tam sama. Klientka przyniosła kartonowe pudełko i dała mi wolną rękę. Tego typu odpowiedzialność w pracy freelancera może być czasami przytłaczająca, jednak Asia lubi wolność, którą daje jej zawód:– Początkowo, kiedy zdarzyło się, że klient odrzucał mój projekt, traktowałam to bardzo osobiście. Było mi przykro. Teraz wiem, że trzeba wpisać się w koncepcję klienta, dla którego się pracuje. Nie mam z tym problem – kwituje.

(Z archiwum artystki)

Zastanawiam się, czy aktualna sytuacja na świecie ma wpływ na jej życie i pracę: – U nas tak naprawdę, pomimo pandemii, życie toczy się normalnie. Szwecja wprowadziła tylko dwa obostrzenia: zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób, a także odwiedzin ludzi starszych w szpitalach i domach opieki. Czytam informacje, jestem na bieżąco z tym, co się dzieje w Polsce, ale staram się mimo wszystko myśleć pozytywnie. 

Asia Pietrzyk (Fot. Jacek Szopik / wnętrza & stylizacje: Paula Maso)

Przychodzi to na pewno łatwiej w miejscu tak pięknie usytuowanym jak Sztokholm: – Mieszkamy na wyspie Södermalm, w trochę dekadencko-hispterskiej dzielnicy, z dużą liczbą knajp – opowiada Asia. – Możesz umówić się ze znajomymi nad wodą, przynieść jedzenie, butelkę wina. To jest fantastyczne w tym mieście. Wyczuwam w tonie jej głosu, że chyba nie planuje powrotu do kraju: – Jest mi tutaj bardzo dobrze. Oczywiście, tęsknię za Polską, ale gdy przyjeżdżam do kraju, to po kilku dniach brakuje mi Szwecji. Kiedy jestem tutaj, myślę, że chętnie zjadłabym prawdziwego, polskiego pączka z nadzieniem różanym, a w Polsce mam ochotę na bułeczkę cynamonową. Przez kilka najbliższych lat na pewno zostanę w Szokholmie.

Zwłaszcza że pracy jej nie brakuje: – W tym roku dołączyłam do agencji MAD Illustrators,  z czego jestem bardzo dumna. Poza zleceniami do gazet pracuję nad książką ilustrowaną, a następną mam już ułożoną w głowie. To jest książka dla dzieci, która dotyczy designu i sztuki. Więcej nie mogę zdradzić – uśmiecha się. Nie możemy się doczekać efektów.

(Z archiwum artystki)

 

Katarzyna Pietrewicz-Żero
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę