Znaleziono 0 artykułów
21.01.2020

Cristóbal Balenciaga: Obsesyjny perfekcjonista

Wieczorowa suknia Balenciagi, 1948 rok (Fot. Clifford Coffin, Getty Images)

Podobno gdy w 1968 roku zamknął swój dom mody, Mona Bismarck, jedna z jego najwierniejszych klientek, w żałobie ukryła się na trzy dni w swojej willi na Capri. Cecil Beaton nazywał go „Picassem świata mody”, wielokrotnie powtarzając, że „stworzył dla niej przyszłość”. Hiszpan był samoukiem i nigdy nie nauczył się szkicować, bo najważniejsza była dla niego tkanina i forma, jaką przy jej pomocy mógł wykreować. 

W Paryżu od poniedziałku mówi się tylko o jednym – po 52 latach do kalendarza tygodnia haute couture powróci dom mody Balenciaga. Ruch ten być może zdziwi tych, którzy w obecnym dyrektorze kreatywnym marki, Demnie Gvasalii, upatrują jedynie mistrza postsowieckiego normcore’u, współczesnego turpistę i utalentowanego, lecz niepokornego projektanta, chcącego wywrócić do góry nogami cały panujący system mody. Powrót do wysokiego krawiectwa nie będzie jednak zaskoczeniem dla tych obserwatorów branży, którzy od 2015 roku (wtedy Gvasalia przejął stery marki) śledzą, jak sprawnie Gruzin korzysta z dziedzictwa wielkiego Hiszpana. Częściej między słowami niż dosłownie składa hołd najbardziej kultowym dla jego twórczości motywom. Poza tym czy to nie piękne, że do historii „jedynego couturiera w prawdziwym znaczeniu tego słowa”, jak o Balenciadze mówiła Gabrielle Chanel, dopisany zostanie kolejny rozdział?

Płaszcz projektu Balenciagi, 1955 rok (Fot. Terry Fincher, Getty Images)

Christian Dior, z którym Balenciagę łączyła nie tylko przyjaźń, ale także dzień urodzin (Francuz był o 10 lat młodszy od Hiszpana), nazywał go „mistrzem nas wszystkich”. Tak też brzmi tytuł jednej z najlepszych biografii Balenciagi, którą w 2013 roku wydała amerykańska historyczka kultury i dziennikarka Mary Blume. Dzięki wspomnieniom najbliższej współpracownicy Balenciagi, Florette, można nie tylko bliżej poznać życiorys projektanta, ale także zrozumieć, jak bardzo wyprzedzał swoje czasy.

Kreacja Balenciagi w "Vogue'u", 1967 rok (fot. David Bailey, Getty Images)

Nadzwyczajna codzienność

Ze stroju hiszpańskich biedaków uczynił najbardziej kultowy dla swojej marki motyw – mówił o Balenciadze Demna Gvasalia w wywiadzie dla „Women’s Wear Daily”. Odniósł się tym samym do vareuse, czyli luźnej koszuli noszonej przez hiszpańskich rybaków, którą sam także zaadaptował do swoich kolekcji. W interpretacji Gruzina przyjęła ona jednak postać kolorowych minisukienek. Odniesień do codzienności w twórczości Cristóbala było jednak o wiele więcej. Bez względu na to, czy inspirował się garderobą klasy robotniczej (oprócz rybackich koszul korzystał także z kapeluszy z dużym, opadającym na plecy rondem), dziełami najznamienitszych hiszpańskich malarzy (El Greca, Goi, Velázqueza), czy – po prostu – kulturowym dziedzictwem swojej ojczyzny, zawsze wynosił je na wyżyny krawiectwa. Z fartuchów, w których kobiety łowiły ryby, czynił warstwy pełnych splendoru wieczorowych sukni, a równie chętnie, co z bieli i czerni, korzystał z elektryzującego turkusu, ochry i szkarłatnej czerwieni jednoznacznie utożsamianych z hiszpańskim krajobrazem. W tym kontekście zupełnie innego znaczenia nabiera legenda o początkach zdolnego projektanta, którą posiłkują się dziennikarze. Matka Cristóbala, szwaczka, najczęściej pracowała na zlecenie najbogatszych baskijskich arystokratów (chłopiec podobno zachwycił się kostiumem markizy de Casa Torres, która zachęciła go, by go dla niej skopiował). Zanim skończył 20 lat, otworzył swój pierwszy butik w San Sebastián. Na miejsce kolejnego wybrał Madryt. Oba nazwał Eisa. Był to skrót od panieńskiego nazwiska jego matki – Eisaguiire. W 1936 roku opuścił Hiszpanię, by wyruszyć na podbój Francji. Le Maison Balenciaga otworzył się na Avenue George V. W biznesie towarzyszył mu partner i wieloletni powiernik, francusko-polski arystokrata Władzio Jaworowski d’Attainville.

Kreacja Balenciagi w "Vogue'u", 1952 rok (Fot. Horst P. Horst, Getty Images)
Kreacja Balenciagi na okładce "Vogue'a", 1951 rok (Fot. Cecil Beaton/Conde Nast , Getty Images)

 

Dramatyzm i dyscyplina

Balenciaga był jednym z pierwszych kreatorów, którzy wzięli na warsztat przestrzeń między ciałem a ubraniem. Dopasowanym kostiumom, w których niektórzy dopatrują się wpływów diorowskiej sylwetki, towarzyszyły skrócone rękawy, mające eksponować biżuterię lub rękawiczki. Kołnierzyki było zaokrąglone, by podkreślać obojczyki. A objętość towarzyszyła asymetrycznym cięciom lub podkreślała te rejony kobiecej sylwetki, o których innym projektantom nawet się nie śniło. Mimo że od klasycznych piękności wolał modelki obdarzone oryginalną urodą, nie lubił oglądać swoich ubrań na chudych sylwetkach. Dziennikarz „Business of Fashion” Colin McDowell w swoim niedawnym tekście przywołuje wypowiedź jednej ze sprzedawczyń jego butiku. Na obawy klientki, która nabrała trochę ciała od ostatnich przymiarek, miała odpowiedzieć: „Mistrz lubi panie z brzuszkiem!”.

Cristobal Balenciaga (Fot. Roger Viollet , Getty Images)

Do fanek Balenciagi należały nie tylko Europejki z wyższych sfer, ale także spragnione nowości redaktorki. „Balenciaga oferuje nowy sposób na życie” – pisał „Vogue” w artykule „Dramatyzm-Dyscyplina” w latach 60. Dziennikarze magazynu zwrócili wtedy uwagę na dojrzałe cięcia, wysmakowaną konstrukcję (widoczną zarówno z zewnątrz, jak i od środka), wierność ulubionym motywom przełamywanym subtelnymi wariacjami na ich temat oraz subtelność, która towarzyszy dramatyzmowi. „Jego wysokie standardy stworzyły nowy poziom doskonałości, do którego dążyć będą absolutnie wszyscy”.

Kolekcja Demny Gvasalii dla Balenciagi, jesień-zima 2017 (Fot. Estrop, Getty Images)

Okazuje się jednak, że do owej doskonałości najmocniej dążył on sam. Był skromny i nieśmiały. Klientów butiku podglądał przez drzwi od zaplecza, a gdy dziennikarzom prezentowano jego nową kolekcję, podobno zamykał się w atelier i niewzruszony tym, co napiszą o jego projektach, rozpoczynał już prace nad kolejną. Nade wszystko był jednak perfekcjonistą. A jego pogoń za ideałem przybierała niekiedy obsesyjną wręcz formę. Nie rysował, więc cała jego uwaga (a często i gniew) skupiała się na tkaninie. Jak opętany dopracowywał linie, a nad jednym szwem potrafił spędzać kilka godzin. Gdy nie mógł spać, można go było zobaczyć przy oknie, zaginającego i drapującego zasłony.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę