Znaleziono 0 artykułów
14.04.2019

Już jest pierwszy teledysk z nowej płyty Madonny

W gorsecie projektu Jeana Paula Gaultiera podczas koncertu w 1990 roku (Fot. Gie Knaeps, Getty Images)

Jedna z największych gwiazd popu powróci niedługo albumem „Madame X”. Do sieci właśnie trafił pierwszy teledysk do singla „Medellín” z gościnnym udziałem Malumy. 

Gdy nie wiem, jak się zachować, zachowuję się jak bóg – oświadczyła Madonna w jednym z wywiadów. Dziewczyna znikąd, obdarzona przeciętnym talentem wokalnym, dzięki ambicji, intuicji i seksapilowi została najpotężniejszą performerką świata. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Welcome to the World of Madame ❌. ..................... @nunoxico @stevenkleinstudio

Post udostępniony przez Madonna (@madonna)

Supergwiazda 

Jest 16 sierpnia 1978 roku. Punk rock się kończy, ale trwa pogoda dla lwic. Madonna Louise Ciccone, która właśnie przeprowadziła się do Nowego Jorku, świętuje dwudzieste urodziny. Ma nagraną pracę w Dunkin' Donuts. A za sobą pierwszą w życiu podróż samolotem i pierwszą w życiu zamówioną taksówkę. W kieszeni trzydzieści pięć dolarów oszczędności. Dopiero za rok będzie mogła legalnie kupować alkohol, więc czeka ją ostatnie dwanaście miesięcy partyzanckiego picia. I czterdzieści lat walki o władzę. Jeszcze nie wie, że jako sześćdziesięciolatka będzie najpotężniejszą performerką na świecie. Przeżyje wszystkie supergwiazdy swojego pokolenia – Michaela Jacksona, Whitney Houston i Prince’a.

Madonna w 1979 roku (Fot. Michael McDonnell/Hulton Archive, Getty Images)

Grzeczna dziewczynka

Od piątego roku życia Madonna wychowuje się bez matki. Dziewczynka mieszka z rodzeństwem, ojcem i drugą panią Ciccone w Michigan. Chodzi do katolickich szkół. Prześladuje ją lęk przed nagłą utratą opiekuna, dlatego często nie może zasnąć, jeżeli ojca nie ma w pobliżu. Jest dobrym i sumiennym dzieckiem. Zapisuje się na wszystkie kółka zainteresowań, jest bardzo aktywna i we wszystkim najlepsza. Osobowość typu A i oryginalna uroda to jej wielkie atuty, ale w głębi serca często cierpi z powodu niedocenienia. W liceum zaczyna szukać ujścia dla swojej ekspresyjnej natury. Chodzi na zajęcia z rysunku prowadzone przez zakonnice, gdzie szkicuje gołe wersje ubranych modeli. Interesuje ją performance. Pierwszy koncert, na jaki idzie, to występ Ziggy’ego Stardusta. Wtedy też postanawia zostać kameleonem. Pomimo młodego wieku w mig łapie pomysł Davida Bowiego, który nie traktuje płci ani tożsamości jako wiążącej decyzji na całe życie. Z marszu wciela pomysł w życie. Zaczyna eksperymentować z androgynicznym wizerunkiem, który będzie jej towarzyszył podczas nauki w szkole baletowej. W Nowym Jorku wprowadza się z ukochanym muzykiem do opuszczonej synagogi na Queens. Gra na perkusji i gitarze w zapomnianych przez świat i ludzi zespołach rockowych. Zmienia chłopaków jak rękawiczki, ale trzyma rękę na pulsie w kwestii własnej kariery. Jest niestrudzona i nie sposób jej zniechęcić. Stopniowo wypracowuje sobie szansę nagrania studyjnego albumu. W roku 1983 powstaje jej pierwsza płyta, zatytułowana po prostu „Madonna”.

Na planie teledysku "Papa don't preach", 1986 rok (Fot. Terry McGinnis, Getty Images)

Skok na sukces

Z Michaelem Jacksonem na afterparty po gali rozdania Oscarów w 1991 roku (Fot. Ron Galella, Getty Images)

Jej osobowość medialna to żywioł. Bardzo głośno mówi, wszędzie jest jej pełno, w każdej rozmowie nawiązuje do seksu. Taniec Madonny jest zdyscyplinowany, adrenalinowy i bardzo erotyczny. Rozpiera ją energia, ale ma głowę na karku, więc pilnuje swojego interesu. W nagraniach z lat osiemdziesiątych twardo mówi o pieniądzach: nie wolno nikomu ufać, trzeba wszystko sprawdzać i każdego podliczać. Każdy element jej wizerunku: rozczochrane, nieregularnie utlenione włosy, podarte ubrania i żywiołowa gestykulacja podkreślają, jak bardzo jest nieposkromiona. A jednocześnie jest ambitna i kontrolująca. W połowie lat osiemdziesiątych Madonna jedzie w trasę koncertową z częściowo niepełnoletnimi Beastie Boysami, których dobiera jej wytwórnia w roli supportu. Seria występów zatytułowana jest „The Virgin Tour”. Jej publiczność – małe dziewczynki pod opieką rodziców – w osłupieniu wysłuchuje ze sceny wrzasków trzech wandali, którzy w prasie mają już opinię genialnych debili. Ciccone nie komentuje sytuacji, bo rozumie punk rocka, a przy okazji lubi sobie zapolować. Przez parę dni obserwuje młodszych kolegów jak pantera, po czym wciąga do garderoby najcichszego, najprzystojniejszego i najbardziej tajemniczego z nich, Adama Yaucha. Gdy zdejmuje buty i kokardkę, którą nosi na głowie, ma około metr sześćdziesiąt, ale budzi respekt. W środowisku nowofalowych, intelektualnych muzyków jest już bardzo poważana. Kim Gordon z Sonic Youth mówi w wywiadach, że seksualność Madonny to przełomowy wątek w popkulturze, a Jean-Michel Basquiat uważa ją za swoją przyjaciółkę. Madonna idzie za ciosem. Dopieszczona przez środowisko artystów, decyduje się na skok na przemysł masowej rozrywki.

Z Seanem Pennem w 1987 roku (Fot. Bettmann, Getty Images)

Blond ambicja

– Lecę na dresiarzy. Pociąga mnie też ukryta strona machismo, w której twardzi mężczyźni to tak naprawdę zapłakane małe dziewczynki. To, czego pragnę seksualnie, nie ma nic wspólnego z wartościami, jakich szukam w partnerze – oświadcza w jednym z wywiadów. Sean Penn, którego poznaje na planie swojego teledysku do „Material Girl” i niedługo później poślubia, nie jest jednak zapłakaną małą dziewczynką. Małżeństwo rozpada się z powodu brutalnych odruchów Penna. Madonna ucieka i dedykuje byłemu mężowi obsypany nagrodami album „True Blue”. Rośnie w siłę. Nie boi się otwartego konfliktu z kościołem katolickim, który zadaje sobie trud formalnego potępienia teledysku do „Like a Prayer”. Madonna śni w nim o seksie ze świętym, tańczy w płonącym kościele i pokazuje stygmaty. Prowokacja zaczyna się jej podobać. A wizerunek sceniczny rozwija się w perwersyjnym, jak na tamte czasy, kierunku. Występuje w sukniach ślubnych i krucyfiksach, a także czerpie z estetyki sadomasochistycznych orgii. Zaczyna produkować filmy. W dwugodzinnym dokumencie z 1991 roku zatytułowanym „W łóżku z Madonną”, który rejestruje jej trasę koncertową pod hasłem „Blond Ambition”, jest zarazem producentem, narratorem, autorką ścieżki dźwiękowej i główną bohaterką. Film pokazuje ją w ciekawym świetle. Jej aura zmienia się z minuty na minutę. W jednej scenie daje się namówić na symulowanie seksu oralnego na szklanej butelce, żeby zaraz potem z pełną bezbronnością odpowiedzieć na pytanie, kto jest miłością jej życia. Jej wizerunek z tamtych czasów – platynowe włosy, wyskubane do granic przyzwoitości brwi i czerwone usta – jest zainspirowany postacią Marylin Monroe. Madonna wciela się nie tylko w jej seksapil, ale też w pewien tragizm i wewnętrzny konflikt. Wydaje się doskonale rozumieć zagubienie Monroe. Ale sama wybiera życie, bo ma misję i działa zadaniowo.

Madonna podczas koncertu w 1985 roku (Fot. Jim Steinfeldt/Michael Ochs, Getty Images)

Światło ze Wschodu

Podczas koncertu w ramach trasy Blonde Ambition w 1990 roku (Fot. Frans Schellekens, Getty Images)

Jej oświecone wcielenie spreparowane na potrzeby nowego tysiąclecia było strzałem w dziesiątkę. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Madonna nagrywa album „Ray of Light”, który rozchodzi się w nakładzie dwudziestu milionów egzemplarzy. Krytycy są zachwyceni szlachetnymi trip hopowymi i elektronicznymi wątkami w nagraniach, a Ciccone odcina kupony od sławy. Wie, w jaką muzykę warto inwestować. Madonna z 2000 roku wyprzedza trendy. Jest uduchowiona, żylasta i zafascynowana Azją. Jej seksualność pogłębia się o nowy, ezoteryczny wymiar. Osiąga szczytową formę – chodzi na jogę, jest wdzięczna za wszystko, czyta Kabałę i uwodzi swojego ochroniarza. A jednocześnie nabiera jest dystyngowana i skupiona na sobie. Po przeprowadzce do Londynu przeżywa okres fascynacji monarchią, ale pod bardzo dziwnym kątem. Wypowiada się o królowej Elżbiecie II jak o koleżance po fachu, doświadczonej performerce.

Madonna (Fot. Kevin Mazur, Getty Images)

Madonna S.A.

Gdy nie wiem, jak się zachować, zachowuję się jak bóg – oświadcza w wywiadzie dla telewizji ABC. Wkracza w nową dekadę ze świadomością, że jej nazwisko jest korporacją. Jednocześnie wiele wskazuje na to, że chce mieć wszystko pod kontrolą. Próbuje dopilnować osobiście tego, żeby w jej firmie wszystko działało jak w zegarku. Jej tancerze opowiadają o współpracy z nią jak o obozach tanecznych, bo Madonna sprawdza, czy nie popalają marihuany i prawidłowo się odżywiają. Zdaje sobie sprawę, że zarządza wielkim teatrem. I wywiązuje się ze swoich obowiązków. Ma to zresztą we krwi od zawsze. W latach osiemdziesiątych prawie wszyscy jej tancerze byli gejami. Stała za nimi murem, zachęcając do publicznego wyrażania siebie.

Madonna na gali MET w 2017 roku (Fot. Jamie McCarthy, Getty Images)

Trudno oszacować, czy więcej napisano o jej braku wrodzonego talentu (słaby głos, staroświecka technika aktorska, niedoskonała kondycja), czy o charyzmie i skuteczności w produkowaniu samej siebie. W sześćdziesiąte urodziny Madonna nie musi już nawet podliczać zysków i strat. Udowodniła, że dziewczyna spoza establishmentu, która polega wyłącznie na własnej intuicji i zwierzęcej woli przetrwania, może zostać boginią.

Zobacz teledysk:

Kaja Kusztra
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę