Znaleziono 0 artykułów
10.11.2018

Collage. Butik inny niż wszystkie

Wnętrze butiku Collage (Fot. Fot. Martyna Rudnicka)

Najpierw jest zapach. Szlachetny, wytrawny, nieco ziołowy. A za chwilę za nosem podążają oczy i widzą nieduże, lecz z nadzwyczajnym smakiem urządzone wnętrze. Narożną parterową przestrzeń na warszawskim Powiślu wypełniają drobiazgi wybrane przez kobiety dla kobiet.

Jestem w sklepie Collage, który właśnie obchodzi swoje pierwsze urodziny. Założyły go absolwentki Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, Marta Puchalska-Kraciuk i Ewelina Moszczyńska. Początkowo miał być pomieszczeniem wystawowym znajdującej się za ścianą wspólnej pracowni wnętrzarskiej, w którym projektantki mogłyby prezentować mniejsze przedmioty swojego autorstwa: lustra, obite aksamitem pufy i fotele, drewniane stoliki, okrągłe marmurowe tace. Szybko jednak okazało się, że miejsce aż prosi się o dodatkowy asortyment. Swój dom znalazły więc w nim produkty dobrze założycielkom znane i przez nie sprawdzone. Taka jest też filozofia Collage: to zbiór przedmiotów, które Marta i Ewelina same chcą mieć w swoim najbliższym otoczeniu.

Tylko natura

Żadnych tworzyw sztucznych – to pierwsza zasada, która towarzyszy właścicielkom przy doborze produktów. Dlatego dostępna biżuteria nie jest pozłacana, tylko złota, na półkach stoją onyksowe szkatułki, tace z marmuru oraz ekologiczne kosmetyki, w tym w 100 procentach naturalne perfumy holenderskiej marki Abel. Argumentacja? Złoto można przetopić, z marmuru stworzyć kolejne przedmioty, olejek wypielęgnuje skórę i ani trochę nie zaszkodzi planecie. W dobie coraz większej świadomości ekologicznej takie podejście powinno być przykładem.

 Ewelina Moszczyńska i Marta Puchalska-Kraciuk ( Fot. Martyna Rudnicka)
Reklama

W centralnym punkcie sklepu znajduje się żyrandol jedyny w swoim rodzaju: złożony z różowych kwarcowych rollerów do twarzy, jednego z flagowych produktów i bestsellerów Collage. To niewielkie narzędzie potrafi zdziałać cuda: poprawia krążenie, wygładza zmarszczki, relaksuje. Działa zarówno solo, jak i w połączeniu z ulubionym olejkiem. Tych również znajdziemy sporo, między innymi Eye Love roll on marki Raaw by Trice. Sekretem niezwykłego zapachu unoszącego się we wnętrzach Collage, są świece i perfumy francuskiej marki Parle moi de Parfum oraz wegańskie mydła L’Esperluete. Uwagę przykuwają błękitno-białe, stożkowato rzeźbione bryły. Choć wyglądają na przyciski do papieru lub piękne ozdoby o nieokreślonej funkcji, okazują się ręcznie robionymi w paryskim atelier mydełkami. Oczywiście na bazie naturalnych składników. Istotny jest nie tylko skład, ale sam projekt danego przedmiotu, a nawet opakowanie. Estetyczna poprzeczka została tutaj zawieszona wysoko.

Pora relaksu

Drugą przyjętą zasadą było… wyjście z kuchni. Kobieta ma się porządnie zrelaksować, prace kuchenne, nawet najbardziej ulubione, zostawiamy na później. Nie ma zatem sprzętów kuchennych czy zastaw stołowych. Jedyny wyjątek stanowią delikatne filiżanki z Majoliki Nieborów, która niedawno wznowiła produkcję historycznych wzorów z porcelany. Otaczać się pięknymi przedmiotami, podziwiać je, ale też z nich korzystać. Złapać oddech po ciężkim dniu, zorganizować sobie weekend z dala od pędzącego świata. Już sama wizyta w Collage ma działanie terapeutyczne. Spora dawka piękna poprawia nastrój na długie godziny.

Wnętrze butiku Collage (Fot. Fot. Martyna Rudnicka)

Tymczasem najlepiej sprzedającym się produktem dizajnerskiego duetu wciąż pozostają lustra. Poniekąd to właśnie od nich się zaczęło. Jako niezbędny element wnętrza, paradoksalnie okazywały się najtrudniejsze do znalezienia. Dlatego Marta i Ewelina postanowiły projektować je same. Różne kształty, różne wielkości: od niedużego, idealnego na toaletkę do porannego makijażu, po całkiem spore, stanowiące istotną część pomieszczenia. Bez względu na kształt, mosiężna rama zawsze wygląda tak samo. Choć cienka, wychodzi poza taflę szkła, mamy też kontrolę nad jej kolorem. To sprawia, że użytkowy przecież przedmiot staje się intrygującym gadżetem, „szytym na miarę” dziełem sztuki.

Wnętrze butiku Collage (Fot. Martyna Rudnicka)

Na wieszaku obok lustra wisi różowy szlafrok. Miękka i śliska tkanina cupro świetnie wpasowuje się w filozofię pielęgnacji, relaksu i przyjemności. To projekt autorski właścicielek, stworzony specjalnie na potrzeby miejsca. Początkowo zaskakujące, lecz równie adekwatne, okazują się marokańskie skórzane „babusze” – płaskie buty z migdałowym noskiem, na miękkiej podeszwie, w najpiękniejszych egzotycznych kolorach: limonkowym, pomarańczowym lub nieco spokojniejszych odcieniach bakłażana czy drzewnego brązu. Przywiezione z daleka i osadzone w oszczędnym wnętrzu, nabierają zupełnie nowego kontekstu, dalekiego od barwnych i eklektycznych bazarów, zbliżając się do nowej wizji, którą wniósł całkiem niedawno do mody choćby Jacquemus.

Wnętrze butiku Collage (Fot. Martyna Rudnicka)

Czarne i ciemno-zielone skórzane akcesoria to dzieło polskiej marki, Tuo Studio, jeszcze mało znanej, lecz z dużym potencjałem. Eleganckie wizytowniki, portfele i kopertówki powstały na zamówienie butiku i nie można ich kupić nigdzie indziej. Dla Collage powstają też złote kolczyki m.in. w formie niewielkich, grubych kółek. Specjalne kolekcje to kolejne założenie, które właścicielki starają się realizować. Na pewno nie zależy im, żeby pół miasta nosiło ich rzeczy.

Jednym z przedmiotów, który Marta i Ewelina wprowadziły właściwie tylko ze względu na własne potrzeby, są spinki francuskiej marki Sylvain Le Hen. Ozdoby do włosów przez lata pozostawały w cieniu, dopiero niedawno, głównie dzięki Skandynawkom, wracają do łask. Te projekty dalekie są jednak od tego, co ze słowem „spinka” się kojarzy. Klamry czy wsuwki w tym ujęciu wyglądają raczej jak fragmenty artystycznej instalacji niż funkcjonalne gadżety. Metalowe, geometryczne, ozdobione dyskretną pojedynczą cyrkonią, w złotym lub srebrnym kolorze – to po prostu biżuteria do włosów, która spokojnie może stanowić o całej stylizacji.

Kolekcjonerska ambicja

Kilka chwil spędzonych w butiku i już wiem. Wszystko, co mnie otacza, składa się na wyjątkową, niepowtarzalną kolekcję. Przedmioty nie tylko są piękne same w sobie. One ze sobą współgrają. Koncept jest jasny, co właścicielki szybko potwierdzają. Bywa, że od jednego producenta biorą tylko jeden przedmiot, ponieważ reszta już nie składa się w spójną całość. Przyznają też, że swoiste budowanie sklepowej kolekcji to wspaniała odskocznia od ich codziennej pracy. Spotkania ściśle techniczne, które, mimo pozorów, dominują zawód projektanta wnętrz, ustąpiły nieco tym lżejszym, bardziej fascynującym.

Przestrzeń, która miała być przedłużeniem biura, nagle stała się miłą od niego odskocznią. Marcie i Ewelinie udało się stworzyć zupełnie inny świat, praktycznie w centrum wielkiego miasta. Czas płynie tu inaczej, każdy element zachwyca: od kamiennej miseczki, po kolor ścian. Od roku kawałek tego świata każda z nas może przynieść do domu.

Harel
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę