Znaleziono 0 artykułów
28.03.2018

„Cool people to remember”. Dyrektorka castingów o kulisach swojej pracy

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Nie do końca wiemy, jak powinna wyglądać piękna twarz, ale pewne jest, że ma moc poruszającą tłumy. Uruchamia wyobraźnię, sprawia, że pożądamy, zazdrościmy albo aspirujemy. O tym jak biznes, polityka i moda kształtują współczesne definicje piękna, rozmawiamy z dyrektorką castingów, Anią Jóźwiak.

Paryski Tydzień Mody dobiega końca. Zdzwaniam się z Anią. Poprzedniego dnia wróciła do swojego domu w Nowym Jorku, kończąc dwumiesięczne życie na backstage’u. Wybierała modeli do męskich i damskich pokazów takich marek, jak Kenzo, Isabel Marant, Erdem, czy Preen i to u boku prawdziwych guru castingu – asystowała Angusowi Munro i Noah Shelley.

O swojej pracy opowiada, jakby była bajecznie prosta: – Szukam interesujących twarzy. Wybieram piękne dziewczyny, których uroda wpisuje się w koncepcję marki, estetykę stylisty.

Jak to się robi? – Liczy się gust, wyczucie i zmysł strategiczny, bo nie oszukujmy się: w modzie jest dużo analizy – mówi Ania. Tak jednym zdaniem sprowadza mnie na Ziemię, przypomina, że za światem marzeń i luksusu kryje się potężna machina o nazwie „biznes”.

Gigi look

– Bardzo fajnie jest mieć ciekawy punkt wyjścia, opowiedzieć castingiem jakąś historię, np. wybierając dziewczyny o silnie zaznaczonych brwiach albo zbliżonym typie urody, żeby wyglądały identycznie. Ale nie oszukujmy się, takie zabiegi są dla koneserów, niewiele osób to zauważy. Dla świata liczą się mocne nazwiska, które przyciągną uwagę. Kiedyś pracowałam przy pokazie z Gigi Hadid, jej stylizację buyerzy nazwali roboczo „Gigi look”. Te ubrania sprzedały się w 200 procentach – mówi Ania, a po chwili dodaje: – Moda spełnia marzenia, a te marzenia kosztują. Wszystko musi się składać. Jest racjonalna, w końcu sama kiedyś była modelką, obserwuje ten świat od podszewki, odkąd skończyła 16 lat.

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Wybierając konkretne twarze, muszę więc liczyć się z tym, że moja wymarzona dziewczyna być może pójdzie w pokazie tylko pod warunkiem, że zostanie zaproszona do kampanii marki. Inna zgodzi się wyłącznie, jeśli zaproponuję jej najlepszą pozycję w line-upie, będzie zamykać albo otwierać pokaz, a pamiętajmy, że to są tylko dwa miejsca. Układając pokaz, trzeba pamiętać, że poziom nazwisk powinien być wyrównany i jeśli dorzucimy jeszcze ulubione modelki stylisty i projektanta, to cała operacja robi się naprawdę skomplikowana.

Więcej kreatywnego pola dają jej męskie fashion weeki. – Tu nie ma jeszcze dużego ciśnienia, bo modele nie są tak rozpoznawalni wśród szerszej publiczności.

Komputerowcy na cracku

W komercyjnym świecie naturszczycy zamiast profesjonalnych modeli to ekstrawagancja, na którą mogą pozwolić sobie tylko najwięksi. Rick Owens słynie z ekscentrycznych castingów, które co roku przygotowuje dla niego Angus Munro, szef Ani. Pewnego sezonu brief do pokazu brzmiał: TRAILER TRASH, CRACKHEAD GEEKS X 40 PLEASE (Koczownicy z kempingu, komputerowcy na cracku, razy 40, proszę). – To zadanie specjalne, ale nie jest trudne, bo to konkret. Najtrudniej pracuje mi się z ludźmi, którzy nie wiedzą, czego chcą i nie potrafią mi zaufać – przyznaje Ania.

Skompletowanie armii freaków to kwestia czasu i pomysłowości. Poza agencjami charakterystycznych modeli Ania szuka na Instagramie, Facebooku, wśród znajomych, czy na ulicy: – Wszystkie chwyty są dozwolone. Już dawno przełamałam swoją nieśmiałość i nauczyłam się zupełnie naturalnie zaczepiać ludzi, żeby proponować im udział w projekcie. To jest wyzwanie, bo muszę rozgryźć ich osobowość. Ocenić, czy dadzą radę, czy odnajdą się w świetle reflektorów.

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Praca nad castingiem to stan permanentnej obserwacji, trudno go w sobie wyłączyć, więc staje się sposobem na życie. Na ulicy, w internecie, na imprezie u znajomych Ania przygląda się ludziom i jeśli znajduje kogoś ciekawego, od razu kataloguje, bo może pewnego dnia, właśnie TA twarz stanie się kluczowym elementem jakiejś układanki. Systematycznie wpisuje namiary do notatnika, wrzuca zdjęcia do folderu Cool people to remember albo odpowiednio oznacza kategorię na Instagramie. – Mam ich mnóstwo: ludzie z tatuażami na twarzach, ludzie bez zębów, krągłe kobiety, pomarszczone kobiety... Teraz zachwycają mnie starsi mężczyźni, tacy po 60. Chyba chodzi o to, że czują się bardzo swobodnie. Wydaje im się, że nikt na nich nie patrzy – uśmiecha się.

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Niezwykłych-zwykłych bohaterów szuka często do projektów własnych. To zdjęcia, które nie powstają na żadne komercyjne zlecenie. Są eksperymentem artystycznym niby oderwanym od rynku, ale bacznie przez ten rynek obserwowanym. Sztuka daje wolność i jest świetną przestrzenią do zaprezentowania świeżej estetyki i prawdziwej osobowości fotografa. Tu pojawiają się odważne tematy, łamanie kanonów i autentyczni bohaterowie – często chodzi o badanie wizerunku i ciała: – Ostatnio szukałam kulturystek, zapaśniczek i domin. To była świetna zabawa, taką pracę lubię najbardziej.

Diastemy i piegi

Kiedy pytam o kanon piękna AD 2018, Ania odpowiada od razu: – Nie wierzę w kanony, to już nie działa, bo tylko ogranicza możliwości. Piękna dziewczyna wyróżnia się. Ona po prostu robi wrażenie.

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Ania nie wierzy też w fotogeniczność lub jej brak: – To kwestia obycia. Jeśli ktoś oswoi się z aparatem, poczuje się bezpiecznie na sesji, to zaczyna inaczej wyglądać. Zresztą zawstydzenie czy zamknięte oczy potrafią być urocze. Wcale nie uważam, że to musi być problem.

Problem jest wtedy, kiedy pojawia się nuda, a jednostajność nawet w pięknie nudzi śmiertelnie.

Jest tyle niesamowitych osób, które marzą, żeby zaistnieć w modelingu. Niektórym się nawet udaje, ale ten moment trwa coraz krócej. Teraz świetne modelki znikają nawet po pół roku, zalewa je fala nowych młodych dziewczyn. Moda domaga się nowych twarzy co sezon.

Ania Jóźwiak (Fot. Stanisław Boniecki)

Jaki jest więc klucz do sukcesu? – Kiedy myślę o mojej pracy, czasami mam wrażenie, że robię casting do filmu, tylko obraz, który powstaje, jest nieruchomy.

Uroda potrzebuje charakteru, to banalna prawda, której nie da się podważyć. Osobowość, wiek, świadomość ciała – to wszystko wpływa na to, jak modele sprawdzają się na planie. Ania zastrzega: – Nie lubię castingować 16-latek, wiem, że to dzieci, które muszą coś udawać, przecież nie są dorosłymi kobietami, nie mają ich doświadczeń. Czasami potrzebują czasu, żeby dojrzeć. Zdarza się, że bardzo młoda dziewczyna przyjeżdża na fashion week i coś nie wychodzi. Jest piękna, ale nie przechodzi przez castingi, więc robi przerwę. Wraca, kiedy jest gotowa i wtedy rządzi! Zresztą wierzę, że każdy ma taki swój moment w życiu, czymkolwiek się zajmuje.

Pięknu służą też niedoskonałości – to kolejna znana, zawsze aktualna reguła. – Uwielbiam diastemy, piegi – mówi Ania. To, co charakterystyczne, według niej może stać się prawdziwym zaklęciem. Czasami działają wąskie usta, innym razem szerokie. Bladość albo ciemna skóra. — Zasadą jest brak zasad, wszystko zależy od kontekstu.

A co z przekazem? Zastanawiam się głośno: jeśli trendy są barometrem nastrojów społecznych i przemian, to jak nasza wrażliwość na piękno określa wyzwania współczesnego świata? Co głęboko zmieniło się w ostatnim czasie?

Otwartość na kolory skóry. To się dzieje od jakiegoś czasu, ale wciąż niedostatecznie mocno. Jestem szczęśliwa, że moi szefowie rozumieją, że nie mogą mieć tylko białych kobiet na pokazie, bo świat tak nie wygląda. Czarnoskóre modelki, mulatki, skośnookie są naprawdę piękne… Ja jestem zakochana w Naomi Chin Wing, Dipti, HeeJung, Alyssa Traore, Aira, Shanelle Nyasiase, Chu Wong... Mogę tak bez końca. Uwielbiam je, bo są piękne i mają wspaniałe osobowości. Zresztą jestem dumna z tego, że do sesji w polskim „Vogue’u” wycastingowałam czarnoskórą modelkę, Grace Bol. Polska potrzebuje takich zmian.

Basia Czyżewska - Skończyła historię sztuki, ale zawodowo zajmowała się tylko modą — stylizując, pisząc, adaptując internetową wersję magazynu i-D na polskim rynku. Lubi interpretować modę, jako zjawisko powstające na przecięciu kultury, przemysłu i ulicy. 

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę