Znaleziono 0 artykułów
02.09.2022

Szyk czerwonego dywanu na ślubie w toskańskim stylu

02.09.2022
(Fot. Alli Woods)

Kiedy artystka Jessica Yolanda Kaye, która współpracowała z Gabrielą Hearst i Alexą Chung, obawiała się, że z powodu kolejnych restrykcji covidowych jej bliscy nie będą mogli przylecieć na jej ślub do Włoch, postanowiła w rodzinnej Australii zorganizować uroczystość w toskańskim stylu. Jej przejrzysta, ozdobiona perłami suknia od Dany Harel nadała weselu szyku niczym z czerwonego dywanu.

Po zaręczynach przy kieliszku szampana w wannie w Soho Farmhouse w grudniu 2020 roku artystka Jessica Yolanda Kaye i jej partner Matteo Grand nastawili się na wesele w skąpanych w słońcu Włoszech, skąd pochodzi rodzina Granda. Z biegiem czasu lista restrykcji covidowych jednak wciąż się wydłużała. Mieszkająca w Londynie, ale pochodząca z Australii para uznała, że to, czy ich ukochana rodzina będzie w stanie przylecieć do Europy, było zbyt niepewne, co nie sprawiło, że zrezygnowali ze swojego marzenia. Rozwiązaniem było przeniesienie Toskanii do Australii.

– Nie chcieliśmy być długo zaręczeni ani ciągłe przekładać ślubu, więc postanowiliśmy pobrać się w Australii – mówi Jessica, ulubienica świata mody, która współpracowała między innymi z Gabrielą Hearst i Alexą Chung. Gdy decyzja zapadła, para twórców (Matteo jest współzałożycielem platformy z designem Portaire) zabrała się do przekształcania różowej posiadłości w malowniczej dolinie Hunter Valley w Nowej Południowej Walii w rustykalny azyl we włoskim stylu.

Wesele Jessiki Yolandy Kaye: Toskania w Australii

– Chcieliśmy, by nasza ceremonia ślubna była osobista i kameralna. Z kolei reszta wesela miała spowodować, że nasi goście poczują się, jakby wybrali się na letnie wakacje na europejską wieś – mówi panna młoda. Po tym, jak Jessica i Matteo złożyli swoje przysięgi na słonecznym dziedzińcu – gdzie pofalowane wzgórza Wollombi Hills udawały włoskie Colline Metallifere – goście spotkali się na tradycyjnym aperitivo, w czasie którego zespół muzyczny grał na żywo „Come prima”. Krążyły tam tace, na których stały negroni, spritz i szampan, a bliscy pary młodej rozmawiali przy szwedzkim stole, na którym piętrzyły się parmezan, mozzarella, pomidory i figi. Obowiązujący dress code to „toskańskie przyjęcie koktajlowe”.

Temat wesela pasował nie tylko do pochodzenia Granda, lecz także do historii miłości pary młodej, która na pierwszą randkę poszła do Cafe Roma, włoskiej restauracji w Sydney, po tym, jak umówił ich wspólny przyjaciel. – Obojgu nam zależało, by nasze wesele było kameralne i by odzwierciedlało to, kim naprawdę jesteśmy – mówi Jessica. Znalazły się tam również odniesienia do żydowskiego dziedzictwa panny młodej. – Mój brat Dave udzielił nam ślubu pod chupą pokrytą gipsówką – mówi. – Poszło mu świetnie. Wszyscy w jednakowym stopniu śmiali się i płakali.

Znaczącą rolę na weselu odegrała muzyka. Gdy panna młoda szła do ołtarza, jej siostry dołączyły do zespołu, by zaśpiewać „Fly Me to the Moon” Astrud Gilberto (– Nigdy tego nie zapomnę – wspomina Jessica), z kolei piosenką do pierwszego tańca nowożeńców była „You Make Me Feel Like Dancing” Leo Sayera, wykonana przez samego autora, bliskiego przyjaciela rodziny.

Suknia ślubna od Dany Harel: „Kiedy ją założyłam, nie mogłam przestać się uśmiechać”

Choć planowanie wesela trwało kilka miesięcy i obejmowało każdy, najmniejszy nawet szczegół (– Na przykład moje prace, które zawisły na drzwiach łazienek, albo region Włoch, z którego pochodziło nasze wino – jak mówi Kaye), poszukiwanie sukni ślubnej zajęło Jessice wyjątkowo mało czasu. Po tym, jak wraz z mamą i siostrą zarezerwowała spotkanie w salonie sukien ślubnych, „żeby zobaczyć, jak to wygląda”, ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu wyszła z niego z kreacją, którą przymierzyła tam jako drugą. – To przejrzysta suknia od Dany Harel, w całości ozdobiona perłami, koralikami i kryształami Swarovskiego. Pamiętam, że zastanawiałam się wtedy, czy zakup drugiej sukni, którą założyłam, nie jest nieodpowiedzialnym ruchem – wspomina. – Ale prawda była taka, że czułam się w niej szczęśliwa. Miałam dwa wyjścia: albo spędzić kilka miesięcy, szukając różnych modeli i porównując je ze sobą, albo po prostu od razu się zdecydować.

Jej kreacja w niczym nie przypominała garnituru – stroju, w którym Kaye zawsze myślała, że wyjdzie za mąż. – Nigdy nie przypuszczałam, że założę coś tak „ładnego”, ale kiedy przymierzyłam tę suknię, nie mogłam przestać się uśmiechać. Zakochałam się w przejrzystej spódnicy, która pasowała bardziej na czerwony dywan niż ślub. Wybrałam też długi, owalnie wykończony welon od Petera Langnera z odrobiną pereł – opowiada Jessica. Panna młoda dodała do tego bladoróżowe sandały na platformie z lakierowanej skóry od Prady oraz kolczyki Mineraleir, które pasowały do bransoletki z żółtego złota – prezentu od dziadka – i pierścionka art déco należącego do jej mamy, który służył jako „coś starego”.

Do tańca Jessica przebrała się w sukienkę o kroju marynarki od Bianki Spender. – Była luźna, stonowana i bardzo w moim stylu. Podkręciłam ją mieniącymi się butami na niewysokim obcasie marki Mach & Mach oraz efektownymi kolczykami Valére – mówi. Kilka dni przed weselem udało jej się założyć też garnitur, o którym kiedyś marzyła. – Ślub cywilny wzięliśmy w obecności najbliższej rodziny w ogrodzie moich rodziców, tak by nasi dziadkowie, którzy nie mogli pojechać na wieś na samo wesele, też mogli wziąć w nim udział – wyjaśnia panna młoda. Biały garnitur z Zary bez rękawów i białe pantofle bez pięty spisały się idealnie.

– Czułam się bardzo szczęśliwa i zaskakująco obecna w czasie ceremonii – mówi Jessica o swoim wielkim dniu. – Nasze wesele odbyło się na kilka dni przed mocnym uderzeniem wariantu Omikron, więc naprawdę udało się nam, że wszyscy – nasza najbliższa rodzina i przyjaciele z Australii – mogli tam być. To było kilka niezapomnianych dni.

Artykuł ukazał się oryginalnie na Vogue.co.uk. 

Jessica z dziewczynkami, które sypały kwiaty.

„Moje najlepsze przyjaciółki to założycielki australijskiej marki Avenue. Były tak miłe, że zgodziły się uszyć komplety, które każda z moich druhen założyła w dniu ślubu”.

„Nigdy nie przypuszczałam, że założę coś tak »ładnego«, ale kiedy przymierzyłam tę suknię, nie mogłam przestać się uśmiechać. Była elegancka, ale nowoczesna, efektowna, a jednocześnie niewymuszona. Zakochałam się też w przejrzystej spódnicy, która pasowała bardziej na czerwony dywan niż ślub”.

„Planowałam trzymać bukiet z kwiatów białej eustomy, ale kiedy Christelle, nasza florystka, pokazała mi pęk rumianku, który zebrała w dniu naszego ślubu, natychmiast się w nim zakochałam i wybrałam właśnie tę wiązankę”.

Panna młoda wybrała długi, owalnie wykończony welon od Petera Langnera z odrobiną pereł.

Jessica zakochała się w przejrzystej spódnicy sukni i jej zdobieniach.

Chwile przed pójściem do ołtarza.

„Proces planowania wesela pobudził moją kreatywność, ale był też źródłem stresu. Jestem osobą, dla której liczy się wszystko albo nic, więc musiałam oddzielić to od reszty życia (w przeciwnym wypadku przez cały rok nie wzięłabym pędzla do ręki”.

„Gdy zaczynaliśmy planować, poświęcałam dużo czasu na research, wizualizując sobie każdy moment wesela i tworząc moodboardy – od kwiatów w czasie aperitivo po tkaninę, z której wykonano pawilon ogrodowy i serwetki na stołach. Mniej przejmowałam się tym, jak każdy element wyglądał oddzielnie, skupiałam się raczej na historii, którą opowiadały wspólnie”.

„Chciałam, by moje druhny założyły to, na co miały ochotę. Dress code obowiązujący w czasie ślubu określiliśmy jako »toskańskie przyjęcie koktajlowe«, więc zachęcałam je, by dobrze się bawiły i miały na sobie coś, w czym będą czuły się świetnie”.

„Moja mama Judy założyła suknię z jedwabnego szyfonu ombré z domu mody Oscar de la Renty”.

„W czasie ceremonii czułam się bardzo szczęśliwa i zaskakująco obecna”.

„Jesteśmy niesamowicie wdzięczni, że udał nam się tak fantastyczny dzień i że wszystko wyglądało tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Nasze wesele odbyło się kilka dni przed mocnym uderzeniem wariantu Omikron, więc mieliśmy szczęście, że cała nasza rodzina i wszyscy przyjaciele z Australii mogli tam być”.

„Dołączyliśmy do naszych gości, by wypić szampana i zjeść przekąski. Kelnerzy podawali małe kąski tortellini z dyni, kwiatów cukinii i crudo z łososia, a w tle grał zespół jazzowy”.

„Goście zostali poprowadzeni żwirową ścieżką do różowej posiadłości, gdzie powitali ich kelnerzy trzymający tace z szampanem oraz koktajlami negroni i spritz. Chciałam, by zarówno jedzenie, jak i kwiaty przywoływały na myśl prowansalski targ, przybrany koszami pełnymi lawendy i tymianku oraz dużymi ceramicznymi donicami chryzantem i rumianku”.

Miejsce przyjęcia było pełne kwiatów i zieleni.

„Każdy stół w pawilonie został nazwany na cześć miejsca, które jest dla nas ważne: od głównej ulicy w londyńskim Notting Hill (Portobello) przez nasze ulubione miejsce na Sycylii (Scopello) i po ulicę w Bondi, przy której zaczęliśmy ze sobą mieszkać (Gould) po restaurację, w której po raz pierwszy się spotkaliśmy (Roma)”.

„40-metrowy otwarty pawilon z widokiem na jezioro i przylegające do niego wzgórze był ozdobiony udrapowanym szyfonem i bujną zielenią. Tło było spektakularne”.

„Jeżeli chodzi o włosy i makijaż, chciałam, by były raczej powściągliwe. Zależało mi na tym, by wyglądać trochę bardziej wyjątkowo niż zwykle. W dniu naszego ślubu było bardzo wilgotno, więc po kilku godzinach (i intensywnym tańcu hora, który jest częścią żydowskich wesel) na mojej twarzy nie został prawie ślad makijażu!”

„Posadziliśmy gości tak, by przy sześciu długich stołach, na których znalazły się świece i kwiaty, wymieszać starych i nowych przyjaciół. Kwiaty wyglądały, jakby właśnie zostały zebrane w ogrodzie. Goście delektowali się włoskim jedzeniem z półmisków, na których znalazły się nasze ulubione potrawy z podróży po Europie”.

„Matteo wzniósł ostatni toast, a gdy kończył, podano espresso martini, które pomogło ludziom wstać i przejść na parkiet, gdzie bliski przyjaciel rodziny Leo Sayer wykonał swoją znaną piosenkę »You Make Me Feel Like Dancing« do naszego pierwszego tańca”.

„Moja sukienka od Bianki Spender była luźna, stonowana i bardzo w moim stylu. Podkręciłam ją mieniącymi się butami na niewysokim obcasie marki Mach & Mach i efektownymi kolczykami Valére”.

Błyszczące buty panny młodej od Mach & Mach.

„Atmosferę ożywiał nasz grający na saksofonie DJ Sam Weiss”.

„Tort, najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam, został wniesiony w czasie setu tanecznego. Było to 80-centymetrowe ciasto o smaku orzechów laskowych na bezie z kremem z białej czekolady i prosecco, pokryty malinami i podany na białych hortensjach. Był tak smaczny, że jeszcze przez kilka dni jedliśmy go na śniadanie”.

„Mieliśmy też bar z deserami, pełny naszych ulubionych przysmaków: brownie z czekoladową masą karmelową, tiramisu, trufli z Nutellą i truskawek w czekoladzie”.

Para młoda chciała zamienić swoje miejsce w Hunter Valley w europejski azyl dla gości.

„Gdy przyjęcie miało się już kończyć, Matteo i jego świta przejęli scenę i fałszując, zaśpiewali dla mnie serenadę – ich własną wersję »Con te partirò«. To było mocne zakończenie”.

Kerry McDermott
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę