Znaleziono 0 artykułów
23.12.2021

Serial „Kontrola”: Historia pewnej miłości, odsłona druga

23.12.2021
(Fot. Michał Stańczyk)

Gdy w 2018 roku Natasza Parzymies kręciła dwuminutową etiudę „Kontrola”, robiła po prostu ciekawy projekt na studenckie zaliczenie. Z czasem pojawiły się kolejne, kilkuminutowe odcinki. W trakcie pandemii produkcja stała się światowym hitem oglądanym na YouTubie przez kilkadziesiąt milionów osób. Historia burzliwego uczucia młodych dziewczyn, Majki i Natalii, trafiała w serca i emocje, bez względu na współrzędne geograficzne i kontekst kulturowy. Nowy sezon perypetii tych nieoczywistych bohaterek startuje 21 grudnia, tym razem na Player.pl.

Odcinki są dłuższe, widzowie będą mieli szansę głębiej zajrzeć w życiorysy dziewczyn. Nie zmieni się jedno – szalenie intensywne, czasami destrukcyjne uczucie łączące Majkę i Natalię. O tym, jak to jest odbierać emocjonalne e-maile od młodych Brazylijczyków, w jaki sposób wpłynęła na zdjęcia zmiana politycznego klimatu w Polsce i dlaczego tak ważne jest, że w tle akcji „Kontroli” są tym razem święta – opowiadają grające główne role Adrianna Chlebicka i Ewelina Pankowska.

(Fot. Michał Stańczyk)

Pierwszy sezon „Kontroli” realizowałyście jako projekt studencki, bez świadomości, że osiągnie taki sukces. Na plandrugiego sezonu wchodziłyście w całkiem innej atmosferze. Co się zmieniło?

Ewelina Pankowska: Prawie nie zmieniła się nasza ekipa, co jest wielkim atutem. To szczęście, że mogliśmy pracować z ludźmi, którzy od początku ten projekt tworzyli, oni są jego sercem. Co się zmieniło? Wiedzieliśmy, ile będziemy mieli dni zdjęciowych i że one rzeczywiście się odbędą. Bo przy pierwszym sezonie to była wielka niewiadoma. Pewny był tylko dzień, w którym się spotykaliśmy, a czy kolejny się wydarzy, czy znajdzie się budżet i czas – to nie było takie oczywiste.

Adrianna Chlebicka: Dla mnie i dla Eweliny na pewno ważne było to, że tym razem dostałyśmy cały scenariusz. Wcześniej mniej więcej było wiadomo, co ma się wydarzyć, ale to nie było precyzyjnie zapisane, wszystko działo się na bieżąco. Teraz mogłyśmy spotykać się na próby, zastanawiać nad różnymi rozwiązaniami. To jest dla aktora zupełnie inna praca.

(Fot. Michał Stańczyk)

W karierze aktorki bywają różne momenty. Czasami wybór ról jest szeroki, kiedy indziej lista jest krótka. Czy jeśli jesteście w stanie się zaangażować w coś, co ma dodatkową warstwę, przesłanie, to jest dla was dodatkowy argument „za”?

ACh: To zawsze jest wartość dodana, kiedy czujemy, że historia, w którą wchodzimy, będzie nie tylko przyjemną rozrywką, ale również może coś w ludziach pootwierać i stać się ważna dla wielu osób. Takie poczucie miałam zarówno przy tworzeniu „Kontroli”, jak i filmu „Hiacynt”. Praca przy historiach filmowych, które mogą coś zmienić, to spełnienie zawodowych marzeń.

EP: Życzyłabym sobie zawsze takich projektów, jak „Kontrola”. Wspaniale byłoby pracować przy czymś, co będzie mi bliskie, ale też pracować w taki sposób jak tu, czyli współtworzyć projekt razem z ekipą. My naprawdę chcieliśmy o tym opowiedzieć, to była nasza autentyczna potrzeba. Natasza, pisząc scenariusze, wyrażała siebie, a my, budując te postaci, dawaliśmy im bardzo dużo ze swojej kreatywności, swojego serca...

ACh: I z wrażliwości. Byłyśmy z Eweliną obecne przy całym procesie, byłyśmy jego częścią. Mogłyśmy sugerować, podrzucać pomysły, miałyśmy prawo głosu. To naprawdę rzadko się zdarza. Zazwyczaj aktor jest aktywny tylko na ostatnim etapie, gdzie oczywiście daje dużo od siebie, może coś pozmieniać w dialogach, ale tutaj przestrzeń na te zmiany była większa.

EP: To była sytuacja o tyle szczególna, że te postaci są w jakimś sensie na nas zbudowane. Nigdy ich nie miało być poza tą etiudą i kiedy się okazało, że będzie dalszy ciąg, to Natasza już nie myślała o abstrakcyjnej „dziewczynie” i „kontrolerce”, tylko myślała o nas. Mówię trochę w jej imieniu, ale takie mam wrażenie, że obserwując nas jako aktorki i kobiety, zastanawiała się, co może z nas wziąć do tych postaci. To też jest dla aktora źródłem siły.

(Fot. Michał Stańczyk)

Od premiery pierwszych odcinków w 2018 r. do dziś bardzo nam się Polska pozmieniała. Czy duch czasów jakoś wniknął w rzeczywistość bohaterek?

EP: Kiedy zaczęliśmy tworzyć „Kontrolę” kompletnie nie myśleliśmy, że robimy coś kontrowersyjnego, co będzie tak mocno kontrastowało z rzeczywistością. Po prostu opowiadałyśmy historię miłości. Teraz okazuje się, że jest to historia, która może być wsparciem dla wielu osób.

Przy okazji pierwszego sezonu Natasza mówiła w wywiadach, że jest on trochę oderwany od geopolitycznego kontekstu. W drugim sezonie ekranowa przestrzeń ma trochę więcej polskiej tożsamości.

EP: Myślę, że to wynika z tego, że drugi sezon bardziej odsłania światy dziewczyn, które – co było od początku ustalone – mieszkają w Warszawie.

ACh: Przy większym formacie te wątki musiały zostać rozbudowane. Drogi bohaterek będą się dalej krzyżować, ale tym razem dowiemy się, jak to wpływa na ich codzienność. Lepiej poznamy ich rzeczywistość, a przez to jeszcze łatwiej będzie się utożsamić z dziewczynami i zrozumieć ich wybory.

Kiedy zaczęliśmy pisać o pierwszym sezonie, szybko się okazało, że ten serial sięga bardzo daleko, jest fenomenem w odległych zakątkach świata. Stałyście się powierniczkami młodych Brazylijek.

EP: Mniej więcej. Ludzie zaczęli do nas pisać na długo przed tym, kiedy o „Kontroli” zrobiło się głośno w Polsce. Pierwsze miliony odsłon na YouTubie nabijali głównie w Brazylii, ale także w różnych innych, dalekich geograficznie od nas, miejscach. To wciąż się zdarza. Ludzie chcą dzielić się swoimi wrażeniami i historiami.

ACh: Świadomość, że ludzie tak bardzo utożsamiają się z naszymi bohaterkami – tak naprawdę o czym więcej aktor mógłby marzyć?

(Fot. Michał Stańczyk)

Internet to miecz obosieczny. Mnóstwo tam szlamu, ale jednocześnie media społecznościowe dają wsparcie osobom, które mają poczucie, że nie przynależą. Myślicie, że „Kontrola” dała komuś takie poczucie: „nie jesteś sam”?

EP: Tak, to się dosyć często pojawia w wiadomościach z podziękowaniem za serial. On nie tylko był świetnie przyjmowany jako dzieło, ale też że dawał iskierkę nadziei. Ludzie pisali, że nabrali odwagi, by mówić o tym, kim są, czego pragną, jakie mają potrzeby. Dla nas jest szczególnie piękne, kiedy ktoś w tym serialu znajduje otuchę.

Natalia jest ochroniarką, Majka – studentką. W polskim kinie te światy się rzadko spotykają. Tu nie ma wokół ich uczucia żadnej wielkiej analizy, jest po prostu więź, namiętność. Może ta swoboda w portretowaniu społecznego kontekstu też trafia do ludzi?

EP: Tak nam się wydaje. Z jednej strony jest to, o czym mówisz: teoretycznie różne światy się spotykają, tak po prostu. Z drugiej strony, ludzie często nas pytają o wagę tego spotkania: czy miłość między kobietami jest pewnego rodzaju manifestem. Dla nas od początku to nie płeć Majki i Natalii, ale wyjątkowość uczucia była w centrum uwagi. Mnie się wydaje, że do ludzi trafił charakter tego projektu. „Kontrola” nie ma na celu walki z nikim ani postulowania zmiany świata w radykalny sposób.

ACh: Mowa o rzeczywistości, którą my znamy, która po prostu jest. Dla nas to wszystko było naturalne i tak chcieliśmy to przedstawić. Może właśnie dlatego tak pięknie to zadziałało, że nikt nie wyczuł tam żadnej walki politycznej, a po prostu zobaczył miłość dwóch dziewczyn?

EP: Ta swoboda przejawia się też w innych obszarach. Chociażby format tego serialu, te krótkie odcinki, które nie są oczywistym wyborem przy historii, która ma ciężar i nie jest śmiesznym filmikiem, który ma tylko dostarczyć rozrywki. Swoboda i lekkość są istotnymi elementami tego projektu.

(Fot. Michał Stańczyk)

Skoro mówimy o swobodzie, to dla mnie jedną z najlepszych rzeczy w „Kontroli” jest to, jak wolna i niedookreślona jest relacja bohaterek. One się schodzą, rozchodzą, zdradzają.

Element obyczajowego luzu i seksualnej wolności był i jest w waszym serialu silny.

EP: Ja się bardzo cieszę, że mogę przedstawiać postać, której orientacja psychoseksualna nie jest centralnym tematem tej historii. Bardzo lubię to, że nie nadajemy temu jakiejś wielkiej wagi. Przedstawiamy to jako element codzienności, coś, co jest naturalną częścią życia.

ACh: Majka przed Natalią miała tylko facetów. To pokazuje nam też, że pokochała po prostu człowieka, bez względu na płeć. Na tym nam bardzo zależało: żeby ludzie zobaczyli po prostu dwie osoby, które połączyło coś ważnego.

EP: To jest trochę na przekór potrzebie, którą wszyscy mamy. Żeby dookreślać. Ustalać, czy jesteś heteroseksualna czy homoseksualna? Powiedz to od razu, najlepiej w wieku 10 lat, i zostaw nietknięte, już na zawsze. A przecież wiadomo, że życie wygląda zupełnie inaczej. Rzeczy są bardziej płynne, skomplikowane i złożone, niż to jest przeważnie przedstawiane.

ACh: Tu wróciłabym do pierwszego pytania – o to, co się zmieniło. Pozwolę sobie je obrócić: co się zmieni? Na pewno zmieni się publiczność. To już nie będą jedynie widzowie, którzy mają świadomość, w co klikają i czego mniej więcej powinni oczekiwać. Jesteśmy bardzo ciekawi tego, w jaki sposób odbiorą nas użytkownicy Playera TVN-u, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Niezmiennie pozostajemy otwarte na rozmowy.

(Fot. Michał Stańczyk)

Punktem wyjścia drugiego sezonu jest czas okołoświąteczny, różnica zdań między Natalią i jej partnerką na temat tego, jak obchodzić wigilię. To temat, który wyznacza rytm grudnia w większości polskich domów. Wujek z PiS, ciocia od Rydzyka, siostrzenica z błyskawicą Strajku Kobiet – nasze lokalne smaczki. Czy to tło kryje w sobie jakieś znaczenie?

ACh: Święta są magicznym, ale też dla wielu osób trudnym czasem – z wielu względów, często najprostszych. Natalia i jej dziewczyna mają robić pierwsze święta, każda wyobraża to sobie inaczej. Ale znowu: nie skupiamy się na tym, że to są święta organizowane przez dwie dziewczyny, nie to jest problemem, tylko kto wyprowadzi psa, czy mamy wystarczająco miejsca w lodówce, co mamy przygotować, w co się ubrać, z kim przyjdzie mama tym razem, czy ojciec przyjedzie czy nie? Natalia nagle uzmysławia sobie, że to nie jest miejsce, w którym chciałaby być, że to nie jest życie, o którym marzyła. A może do tej pory sobie nie zdawała sprawy, że w ogóle mogłaby marzyć? Jest w tym wszystkim dużo ciepła. Skupiamy się na naszych potrzebach i pytaniach, które czasami warto sobie zadać w tym okołoświątecznym czasie.

EP: Mam nadzieję, że widzowie poczują tę magię. Ale też, że święta będą nie tylko miłym obrazkiem, ale też pewnym ukojeniem dla osób, dla których jest to trudny okres. Istnieje wyidealizowany obraz świąt: wielki stół, cała rodzina się śmieje po tym, jak ubrała razem choinkę. Frustruje nas, kiedy w naszych domach wygląda to zupełnie inaczej. W serialu też wygląda nie tak. U Majki na wieczerzy spotyka się nie jej biologiczna rodzina, a ludzie, którzy są sobie z różnych powodów bliscy. Nie rezygnują ze świątecznej aury, mimo że zrezygnowali ze świąt z krewnymi.

To też jest chyba trochę o tym, że rodzina nie ma jednej skodyfikowanej formy. Że czasami stwarzamy sobie rodzinę na nowo. Pewnie wiele jest takich Natalii i Majek, którym rodzice powiedzieli „Jesteś z dziewczyną? Nie chcemy cię znać, nie wracaj do domu, nie mamy miejsca dla ciebie przy świątecznym stole”.

ACh: Zdajemy sobie sprawę, że to się dzieje i nie uciekamy od tego. Dlatego też bardzo walczyliśmy o to, by tłem w naszej historii były święta. Żeby osobom, które są w takiej sytuacji, w jakimś sensie dać namiastkę świąt.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę