Znaleziono 0 artykułów
22.04.2018

Efekt Thierry’ego Muglera

Christophe de Lataillade dyrektor artystyczny Muglera (Fot. Materiały prasowe)

U Thierry’ego Muglera wszystko jest kosmiczne, porażające – obojętne czy projektuje modę, ubiera Lady Gagę albo Beyonce, reżyseruje teledyski dla George’a Michaela, czy tworzy pierwszy w świecie wirtualny pokaz mody – musi być teatralnie. Rozmowa z Christophem de Lataillade, dyrektorem artystycznym Muglera.

Niewiele osób zna słynnego projektanta tak dobrze jak Christophe de Lataillade, który najpierw był jego osobistym asystentem, później odpowiadał za udźwiękowienie pokazów mody i produkcję wszystkich ikonicznych reklamowych spotów. Teraz jest dyrektorem artystycznym marki.

Mugler, kolekcja haute couture wiosna-lato 97 (Fot. THIERRY ORBAN/Sygma via Getty Images)

Czy to pierwsza pana wizyta w Polsce?

Druga. Proszę sobie wyobrazić chłopca, który ma 18 lat i pierwszy raz w życiu przyjeżdża do wschodnioeuropejskiego kraju. Był początek lat 80-tych. Podróżowałem z mamą. Pociągiem. Dla nas wszystko za żelazną kurtyną to była terra incognita. Wjechaliśmy od strony Niemiec Wschodnich i zdziwiliśmy się widząc tylu żołnierzy na granicy z Polską. Odwiedziliśmy wiele miejsc, byliśmy w Warszawie, Krakowie, Częstochowie, także w Auschwitz, które powinien zobaczyć każdy. Spędziliśmy w Polsce miesiąc. To był czas strajków w Gdańsku – czuło się nastrój nadchodzącej wolności. Pamiętam, co bardzo mnie zaskoczyło, że Polacy, ci starszej generacji mówili nieźle po francusku. Stare miasto w Warszawie wciąż było w rusztowaniach, mimo, że upłynęło tyle lat, wciąż trwała odbudowa po wojnie. Dzisiaj choć jest więcej samochodów, powietrze bardziej zanieczyszczone, jedzenie o wiele lepsze, wciąż czuję tamtego ducha w ludziach.

Mugler, kolekcja haute couture wiosna lato 1998 (Fot. Stephane Cardinale/Sygma via Getty Images)

Co pana zaskoczyło, gdy 27 lat temu zaczynał Pan pracę z Thierry Muglerem?

Że był nie tylko projektantem – sam robił zdjęcia, więc miał precyzyjne wyobrażenie o tym jak powinny wyglądać modelki na filmach reklamowych, które promowały jego kolekcje. Traktował kadry jak fotografie.

To chyba ułatwia zadanie fotografom?

Przeciwnie. Thierry pracował wtedy często z Helmutem Newtonem. Przyjaźnili się, ale Mugler bez przerwy mówił mu jak ma robić zdjęcia. W końcu Newton nie wytrzymał: – Dlaczego sam tego nie zrobisz? – po czym włożył mu aparat w ręce i wyszedł ze studia. Zrobili później jeszcze kilka kampanii reklamowych wspólnie, ale Newton już nie pozwalał Thierry'emu być na planie.

Mugler, kolekcja haute couture wiosna-lato 97 (Fot. THIERRY ORBAN/Sygma via Getty Images)

 

Co decyduje o sukcesie reklamowych produkcji?

 

Czasem po prostu szczęście. Kiedyś Thierry wymyślił, że potrzebuje do reklamy gigantycznego dinozaura. Próbowaliśmy znaleźć coś takiego w Hollywood. Nic mu nie pasowało. Ale zdjęcia robiliśmy niedaleko opuszczonej stacji benzynowej w Palm Springs. Stała tam ogromna betonowa figura dinozaura. Nie mogliśmy uwierzyć – dokładnie takiej potrzebowaliśmy!

Innym razem robiliśmy zdjęcia, na Hawajach na wulkanicznej plaży. Wciąż płynęła pod nią lawa, więc powierzchnia była tak gorąca, że choć mieliśmy buty na bardzo grubych podeszwach, topiły się i po każdym dniu zdjęciowym musieliśmy je wymieniać.

A w latach 80. i 90. w ogóle wszystko, co robiliśmy, było praktycznie niewykonalne.

Mugler, kolekcja haute couture jesień-zima 1997-1998 (Fot. Pierre Vauthey/Sygma/Sygma via Getty Images)

Jak wtedy kiedy musiał pan umieścić modelkę na czubku La Géode? (The Cité des Sciences et de l'Industrie to największe na świecie muzeum techniki, położone w kompleksie zwanym Parc de la Villette, z charakterystyczną ogromną lustrzaną kulą zwaną La Géode w której mieści się sala kinowa – przyp. red.).

Thierry wyobraził sobie, że chciałby umieścić modelkę na szczycie tej kuli. Narysował na kartce – bo tak ma w zwyczaju – jak to ma wyglądać i kazał mi znaleźć sposób, żeby jego wizję zrealizować.

Od czego pan zaczął?

Musiałem znaleźć firmę która wynajmuje dźwigi. La Géode ma 50 metrów wysokości. Potrzebowaliśmy dźwigu, który ma przynajmniej 80 metrów, żeby posadzić na czubku ludzi i sprzęt – tam jest niewielki obszar, na którym można się poruszać bezpiecznie. Kula jest pokryta metalem, bardzo śliska.

Modelka stała na szczycie przez kilka godzin, bez możliwości podparcia się czy przytrzymania czegokolwiek. Za nią był człowiek, który trzymał ją za kostki, żeby nie spadła i drugi, który robił sztuczny dym, bo Thierry chciał, żeby kula płonęła...

I płonęła?

Oczywiście.

Reklama perfum Angel 1995 (Fot. Materiały prasowe)

Modelka była w tym wszystkim niezwykle dzielna. Zwykle do takich zadań bierzemy statystki, ale zdarzają się odważne modelki. Do dziś pamiętam pewną Szwajcarkę, która pozowała na framudze okna na 65 piętrze budynku Chryslera na Manhattanie, kiedy robiliśmy kampanię Angel w 1988 roku. Albo francuską aktorkę Estelle Lefébure, z którą w 1992 roku robiliśmy zdjęcia na jednym z wysokich budynków niedaleko Times Square. Estelle miała na sobie czarny kostium i niebieską chustę, która miała powiewać, a ja starałem się odwrócić uwagę ochroniarzy, żeby mogła podejść jak najbliżej krawędzi.

Na szczęście nie zawsze pracujemy w tak ekstremalnych warunkach. Często robiliśmy zdjęcia na plaży White Sands w Meksyku. To tam zrobiliśmy jedną z pierwszych kampanii z Jerry Hall żeby wypromować zapach Angel.

Pierre Aulas - od lat pracuje przy tworzeniu zapachów Muglera (Fot. Materiały prasowe)

Tę z 1995 roku, na której Jerry leży w wieczorowej sukni na piasku?

Dokładnie. W tamtym czasie Jerry była żoną Micka Jaggera. W dniu kiedy mieliśmy robić zdjęcia zadzwoniłem do niej rano. Była w odwiedzinach u rodziny w Texasie. Poprosiłem, aby była na sesji, tego samego dnia. Zjawiła się punktualnie w miasteczku Alamogordo – jakiejś zapadłej dziurze w Nowym Meksyku. Podjechała białą limuzyną – szofer ubrany cały na biało. Jerry wysiadła jak prawdziwa diva i weszła do skromnego hotelu, ciągnąc za sobą walizkę Vuittona. Później się okazało, że walizka wypełniona była bielizną, którą przymierzała przez cały wieczór – nie wiadomo po co, bo nie to miało być tematem sesji. Taka jest Jerry.

Prawdą jest, że często pracuję z ekscentrykami – ludźmi, którzy żyją w zupełnie odrealnionym świecie, tak jak Thierry.

Reklama perfum Angel 1992 (Fot. Materiały prasowe)

Jak się z nim pracuje?

Wbrew pozorom łatwo, bo kiedy on wpada w szał twórczej euforii, wszystkim się to udziela. Thierry wie jak sprawić, żebyśmy weszli w ten nastrój i realizowali jego pomysły. Wie czego chce, jak ma wyglądać efekt końcowy.

Chce wszystko kontrolować?

(Do rozmowy włącza się Pierre Aulas, który od lat pracuje przy tworzeniu zapachów Muglera)

Making of kampanii perfum Aura (Fot. Materiały prasowe)

Pierre Aulas: On nie pracuje w ten sposób. Niczego nie sugeruje, nie osacza nas wskazówkami. Mówi: Rób swoje, rób jak uważasz. Pokazujemy mu efekty naszej pracy, a on ocenia, czy to co zrobiliśmy, jest wystarczająco dobre. Czasem wywraca to do góry nogami. Mówi: OK, ale pokażmy to tak a tak. I to rzeczywiście to jest lepsze, od tego co zaproponowaliśmy. Na tym polega jego geniusz.

Christophe de Lataillade: Cenię w nim to, że jest bardzo pewny tego, co mówi. Uparty, jego pomysł pozostaje niezmienny.

Weźmy taką butelkę zapachu Angel. Kształt gwiazdy wcześniej był niemożliwy do uzyskania. Zespół robotników w fabryce w której powstawał, głowił się nad nim przez wiele dni. W końcu udało im się odlać butelkę, ale uporczywie pękała. Wymyślili więc specjalną wirującą formę żeby szkło rozciągało się równomiernie we wszystkich kierunkach. Ale to nie pomogło. Aż pewnego dnia pracownik fabryki otworzył okno na końcu sali i to rozwiązało problem – flakon nie pękł. Chodziło o zbalansowanie powietrza na zewnątrz i wewnątrz flakonu. Zajęło to aż dwa lata.

Pierre Aulas: Z butelką Angel było tak, że się uparł na kształt gwiazdy. Ale miał rację. Choć flakon stworzono 25 lat temu, jest wciąż nowoczesny i rozpoznawalny.

Making of kampanii perfum Aura (Fot. Materiały prasowe)

Christophe de Lataillade: Z samym zapachem Angel też nie było łatwo. Kiedy po raz pierwszy zaprezentowano go publicznie, opinie były negatywne. Do tego stopnia, że dyrektorka Saks Fifth Avenue, powiedziała, że jak długo ona tu rządzi, ta “kpina z perfum” nie przestąpi progu jej domu towarowego. Dopiero później, widząc jak wielki jest sukces Angel i jak entuzjastycznie piszą o nim krytycy, przeprosiła.

Making of kampanii perfum Aura (Fot. Materiały prasowe)

Szczerze mówiąc znam wiele osób, które wręcz nie znoszą Angel, wiem to dlatego, że ja je lubię.

Pierre Aulas: Robimy perfumy, które nazywamy “love and hate fragrances”, budzą silne emocje. Prawdopodobnie tak samo będzie z zapachem, który właśnie wprowadziliśmy – Aurą – ale jeśli ktoś go pokocha, to na zabój.

Christophe de Lataillade: Thierry zawsze chciał mieć zielone perfumy. We wschodniej kulturze to bardzo pozytywny kolor. W Europie nie. Tu marka Mugler kojarzy się z błękitem Angel.

Myśląc Mugler, widzę raczej czerń i lateks.

Christophe de Lataillade: Należę do ludzi, którzy pamiętają, kiedy Mugler był na szczycie świata mody i zapewniam, że często używał zieleni w swoich kolekcjach. Zieleń to hinduska księżniczka, cała w szmaragdach. Hinduska mitologia to coś, co go zawsze interesowało. A flakon w formie wielkiego szmaragdu to jego fetysz. Chodziło mu o zielony klejnot, tak jak wcześniej o niebieską gwiazdę dla Angel, czy ametyst dla Alien.

Inauguracja perfum Angel (Fot. Eric Robert/Sygma/Sygma via Getty Images)
Mugler, kolekcja haute couture wiosna-lato 97 (Fot. Pierre Vauthey/Sygma/Sygma via Getty Images)

To dlaczego w butiku Muglera wybiera się zapachy bez oglądania flakonu?

Christophe de Lataillade: Rzeczywiście mamy tam fontannę zapachową i rozwiązania, które to umożliwiają. Chcemy pokazać klientom, co naprawdę lubią, a nie to, co im się wydaje, że lubią. Skonfrontować ludzi z zapachem w najczystszej formie. To rodzaj zabawy w chowanego. Perfumy prezentujemy w prostej butelce, na której są tylko numery.

Czy nie wydaje się Panu, że Thierry Mugler zasłużył na wielką retrospektywę, taką jak McQueen miał w V&A Museum?

Christophe de Lataillade: Ależ będzie ją miał! W przyszłym roku, otwieramy ogromną wystawę obejmująca wszystkie aspekty jego pracy, w Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu (MBAM). Czeka nas dużo pracy, w archiwach firmy mamy wyjątkowe ubrania i akcesoria. Kiedyś zrobił suknię z koronki, ale wpadł na pomysł, że byłaby lepsza w lateksie. Czegoś takiego nikt wcześniej nie oglądał. Innym razem wymyślił suknię z taśmy magnetofonowej – przygotowywaliśmy ją przez wiele miesięcy. Naomi Campbell podczas sesji na Wyspach Kanaryjskich, biegała w tej sukni po plaży, wpadła do wody i… było po sukience. Wiele z jego kreacji, wykonano z takich eksperymentalnych materiałów. Czeka nas ciężka praca – niektóre ubrania muszą być uszyte od nowa, nie ma innego wyjścia. Mogę jednak zapewnić, że wystawa będzie spektakularna.


Wystawa "Thierry Mugler - Creatures of Haute Couture" zostanie otwarta w lutym 2019 roku w Museum of Fine Arts w kanadyjskim Montrealu.

Katarzyna Straszewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę