Znaleziono 0 artykułów
19.11.2018

Filip Springer: Znikanie

Katowice (Fot. Filip Springer)

Nowoczesność bez planu ma krótki termin ważności. Wybudowana kosztem miliarda złotych Strefa Kultury, nowa wizytówka i duma miasta, wkrótce skryje się w cieniu wielkiego osiedla mieszkaniowego wybudowanego po sąsiedzku.

Chodziło o dumę. Żeby odzyskać godność. Żeby miasto w końcu miało się czym pochwalić. – Miasto powinno dawać swoim mieszkańcom poczucie dumy – mówił reżyser Wielkiej Przemiany i były prezydent Katowic, Piotr Uszok. Stoję na Rondzie im. Jerzego Ziętka i tak jak rok temu patrzę na północny wschód. Tam, gdzie powinna być Strefa Kultury, u stóp nowego biurowca KTW, widzę białą halę namiotową. Zasłania częściowo Spodek i niemal całkowicie Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Lawiruję między płotami i ciężarówkami, docieram do kładki prowadzącej do NOSPR-u, a przed moimi oczami roztacza się widok na kolejne namioty: jeden wzdłuż ulicy Góreckiego na tyłach MCK, następne między siedzibą orkiestry a Muzeum Śląskim. Zza namiotowych hal upstrzonych wyciągami kominów wentylacyjnych wystaje tylko wieża szybu górniczego Warszawa II i niektóre pokopalniane budynki. Kto nie wie, że muzeum tam jest, nie wyczyta tego z pejzażu upstrzonego wielkimi jak boiska namiotami. Te zniszczenia są tymczasowe. Katowice przygotowują się do 24. Konferencji Klimatycznej ONZ. W pierwszej połowie grudnia do miasta przyjadą tysiące delegatów, dziennikarzy, aktywistów i setki głów państw. Wybudowanej z wysiłkiem dumy Katowic nie dojrzą, mimo że znajdą się w samym sercu Strefy Kultury. Namioty mogły stanąć wszędzie, a stanęły w najbardziej reprezentacyjnej części miasta. Duma jest, a jakby jej nie było.

Katowice (Fot. Filip Springer)

Labiryntem ścieżek i schodów, między uwijającymi się robotnikami, docieram do Muzeum Śląskiego. Gabinet dyrektor Alicji Knast jest na ostatnim piętrze najwyższego z kubików obłożonych szklanymi płytami. Jestem tu, bo Muzeum grozi nie tylko tymczasowe zniknięcie. – Naszą rolą jest strzec dziedzictwa. Żeby były ślady po przeszłości, a wraz z nimi opowieść o niej. Nie tylko te materialne w gablotach i magazynach, ale też te obecne w przestrzeni miasta. Troska o dziedzictwo jest wpisana w formę architektoniczną naszej siedziby. Budynek muzeum stanowi symboliczną ramę, punkt odniesienia. On nas ukorzenia w przestrzeni, pozwala nam przemyśleć samych siebie. My tu ciągle budujemy swoją tożsamość, po tym wszystkim co się temu miastu i regionowi przytrafiło… Jesteśmy tu, to nas dotyczy, więc zabieramy głos. I problem nie jest w tym, że nikt się z nami nie zgadza. Nie. Problem w tym, że nikt nas nawet nie słucha. Jeśli dyskusja na temat pielęgnowania specyfiki krajobrazu i potrzeby chronienia tegoż nam się tutaj nie uda, to nie wiem gdzie miałaby się w Polsce udać – zawiesza głos, patrzy za okno. Milczy dłuższą chwilę. W końcu bierze głęboki oddech, składa dłonie na kolanach. Przymyka oczy. Oboje w tym pokoju wiemy, że wypowiadamy słowa, które ulatują w pustkę. I że układamy je w zdania, które samym swoim istnieniem przepowiadają klęskę. – Wie pan, czasem sobie wspominam dzień otwarcia muzeum. To było lato 2015 roku. Świętowaliśmy. Chodziłam między ludźmi. Powtarzali: nasze muzeum, nasze muzeum.  

Katowice (Fot. Filip Springer)
Katowice (Fot. Filip Springer)
Reklama

Trzy miesiące później spółka TDJ Estate kupiła działkę na północ od Muzeum Śląskiego i całej Strefy Kultury. Deweloper zorganizował zamknięty konkurs architektoniczny, do którego zaprosił kilka pracowni. Wygrała Medusa Group, biuro, które dla tego samego inwestora zaprojektowało stojący vis-a-vis Spodka biurowiec KTW. Medusa to nie szeregowi siepacze architektoniczni, ale renomowana pracownia i marka. Ich realizacje regularnie pojawiają się zestawieniach najlepszych budynków, wygrywają konkursy polskie i zagraniczne. Twarzą biura jest Przemo Łukasik. To on jesienią 2017 roku przyszedł do gabinetu Alicji Knast pokazać, co zaprojektował dla TDJ. Na wizualizacjach widać było trzy dwunastokondygnacyjne wieże mieszkalne obłożone szkłem. A to tylko pierwszy etap budowy całego osiedla. Później zabudowa miała być jeszcze wyższa, nawet do osiemnastu kondygnacji. Budynki miały stanąć na zapleczu Muzeum Śląskiego, po drugiej stronie Góreckiego. Gdy Alicja Knast zobaczyła projekty, rozpętała się burza. – Tego widoku za rok nie będzie – mówiła w krótkim filmie udostępnionym przez Muzeum w internecie. – Dwunastopiętrowe budynki mieszkalne na trzymetrowej skarpie z wysokim parterem. Czy to oznacza, że wstydzimy się postindustrialnej przeszłości? Czy to oznacza, że dominanta, którą teraz tworzą szyb Bartosz, szyb Warszawa II i wieża ciśnień nie są dla nas istotne? Czy to oznacza, że za pięćdziesiąt lat chcemy pokazywać naszym dzieciom budynki mieszkalne i że nie chcemy, żeby wiedziały, skąd ten region się wywodzi? 

Knast napisała list do prezydenta Marcina Krupy. Bez odpowiedzi. Spotkała się też z przewodniczącą Rady Miasta, Krystyną Siejną, ale tylko po to, by dowiedzieć się, że sprawa nie może stanąć na Radzie. W lokalnych gazetach i portalach pojawiło się kilka wywiadów i artykułów na temat planowanej inwestycji. Przyciśnięty do muru inwestor ujawnił w końcu wizualizacje. Miasto pod tym naciskiem zorganizowało debatę o inwestycji. Jej termin (23 lutego 2018 roku) i miejsce zostały ogłoszone dzień wcześniej. 

Katowice (Fot. Filip Springer)

Ta debata nie miała sensu. Dziesięć dni wcześniej inwestor złożył już wniosek o pozwolenie na budowę oparty o wydane przez miasto warunki zabudowy. Urzędnicy zgodzili się w nich na realizację. Zrezygnowali z wstrzymania się od wydania takich warunków, co zgodnie z prawem jest możliwe, gdy trwają prace nad przygotowaniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu objętego inwestycją. Prace nad tym planem wloką się od 2015 roku. Prezydent miasta wystąpił do Rady o jego uchwalenie dopiero, gdy TDJ kupiło działkę. Wcześniej nikomu w mieście nie przyszło do głowy, że dla tak kluczowego terenu warto uchwalić plan, by Strefę Kultury jakoś ochronić. Tym bardziej, że dzięki jej istnieniu, wartość działek wokół wzrosła. Tego samego dnia, w którym miała się odbyć debata, miasto kolejny raz aneksowało umowę z wykonawcą planu miejscowego dla tego terenu. Padła obietnica, że zostanie on wyłożony do publicznego wglądu w październiku. Tak się jednak nie stało. Nowy termin to grudzień.

Katowice (Fot. Filip Springer)

Debata doszła do skutku. Przedstawiciele inwestora tłumaczyli na niej, że osiedle wcale nie zniszczy widoku Muzeum i Strefy Kultury, że mieszkaniówka jest w tym miejscu potrzebna i że zatrudniając renomowaną, wyłonioną w konkursie pracownię dają wyraz swojej troski o to miejsce. „Mówimy o jednym z najcenniejszych terenów pod względem inwestycyjnym, kulturowym i identyfikacyjnym dla całej metropolii i w zasadzie mamy się tam powstrzymać od inwestowania?” – pytał retorycznie Stanisław Podkański, architekt miejski. „Wszyscy starają się budować jak najgęściej i jak najwyżej. Chcą stawiać budynki 80-, 100-, 150 metrowe. Inwestor nie będzie budował, jeśli mu się to nie zamknie finansowo” – dodawał Roman Olszewski, naczelnik Wydziału Budownictwa i Planowania Przestrzennego katowickiego magistratu. „Oczywiście jest to dobre miejsce na inwestycję i dobre miejsce na funkcję mieszkaniową – przekonywał krótko po debacie Henryk Mercik, członek Zarządu Województwa Śląskiego. „Jesteśmy w centrum miasta. Nie chodzi o to, żeby tam zostawić pole czy park, bo to nie ma sensu. Mówię to jako architekt i urbanista. Trzeba tam coś zrobić. Pytanie jak. Być może powstanie tam świetna realizacja, a może trochę gorsza. To ruletka. Ale promesą, że będzie to dobre, jest udział świetnych architektów ze Śląska”. 

Katowice (Fot. Filip Springer)

Alicja Knast otrzymała wreszcie odpowiedź od prezydenta Marcina Krupy, który uznał, że  potrzebę dialogu o inwestycji wyczerpała tamta debata. Miasto też przerwało oficjalne milczenie i wydało oświadczenie. „W wielu miastach na świecie – także w Polsce – w centrach miast dobrze funkcjonują wielokondygnacyjne obiekty. Przykładem katowickim może być osiedle Gwiazdy wraz z zabudową uniwersytecką, która sąsiaduje ze strefą Kultury od południa, a obiekty wzajemnie się dopełniają. Takie działania pozwalają stworzyć miejsce żyjące na co dzień, nie tylko podczas wydarzeń i imprez”. Samorządowe Kolegium Odwoławcze odrzuciło też wniosek Muzeum Śląskiego, by unieważnić warunki zabudowy dla nowej inwestycji. Sprawa budowy osiedla została przesądzona. Jednak Alicja Knast się nie poddawała. Na jej polecenie Muzeum Śląskie zamówiło studium ochrony krajobrazowej dla dyskutowanego terenu. Przez dwa miesiące pracowali nad nim eksperci z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technicznego pod kierunkiem dr. inż. Klary Czyńskiej. Naukowymi metodami przyglądali się osiom widokowym w mieście, badali intensywność zabudowy w poszczególnych częściach centrum i analizowali, jak mieszkalne wieże wpłyną na funkcjonowanie muzeum w pejzażu miasta. Wyniki ich opracowania są druzgocące: osiedle TDJ zaburzy nie tylko widok samego muzeum, konsekwencje krajobrazowe budowy osiedla będą odczuwalne w sporej części śródmieścia, bo nowe budynki zamkną wiele osi widokowych, zwiększą chaos w przestrzeni i poczucie dysharmonii.  Wydział Inwestycji Muzeum Śląskiego przygotował też własną analizę, na podstawie której wykazał, że zbliżoną ilość powierzchni użytkowej TDJ osiągnie, wznosząc na swojej działce niższe budynki w zabudowie kwartałowej. Do wyników obu opracowań nie odniósł się merytorycznie nikt z miasta, ze strony inwestora czy pracujących nad projektem architektów. Nikt nie widział już potrzeby takiej dyskusji.

Katowice (Fot. Filip Springer)

Z Przemem Łukasikiem spotykam się w Warszawie w modnej piekarni na Placu Grzybowskim. Nim zgodzi się na rozmowę, zastrzega, że musi poprosić o pozwolenie na nią swojego inwestora. Miejsce spotkania wybrał nieprzypadkowo. W czasie studiów na Ecole d’Architecture Paris-Villemin Łukasik dorabiał w piekarni. – Żeby mieć dobry chleb – zaczyna – trzeba mieć dobry zaczyn, trzeba go pielęgnować, nie można zużywać do końca. Dobre pieczywo bazuje głównie na tym. A dopiero potem dodaje się te wszystkie gadżety: rodzynki, czekoladę, orzechy albo czarnuszkę. W tamtej sytuacji mieliśmy w Katowicach mieli sytuację odwrotną. Gadżety już były: piękne Muzeum, NOSPR, centrum kongresowe. Ale nie było ciasta. Tego, co tworzy miasto. My to miasto mamy tam zrobić… Zachowaliśmy się w całej tej sytuacji ponadstandardowo. Bo niewielu jest inwestorów, który przed wydaniem pozwolenia na budowę pokazuje wizualizacje i chce dyskutować z sąsiadami tak jak my z dyrektor Knast. Nie ukrywam, były momenty, w których inwestor zastanawiał się, czy wartościowa rozmowa na ten temat jest możliwa, czy nie poskutkuje ona wyłącznie podniesieniem temperatury publicznej dyskusji. Jednym z punktów odniesienia była dla nas wysoka architektura Katowic, ta powojenna. Osiedle Tysiąclecia, Gwiazdy na Roździeńskiego, Superjednostka, Separator. Budynki, z którymi mieszkańcy miasta zaczynają się identyfikować. Poza tym, jedyny dokument planistyczny, który mieliśmy do dyspozycji, czyli studium zagospodarowania przestrzennego, zakładał budowę w tym miejscu dzielnicy o charakterze metropolitalnym. Zabudowa metropolitalna kojarzy się ludziom z architekturą wysoką. Taka jest w Londynie czy Nowym Jorku. Studium mówi o zabudowie sześciokondygnacyjnej, ale z możliwością dominant. Ja interpretuję to tak, że od architekta zależy decyzja, czy to będzie jedna, trzy czy dziesięć dominant. My w pierwszym etapie inwestycji zdecydowaliśmy się na trzy. Tate Modern w Londynie to również poprzemysłowy budynek zaadaptowany na muzeum. Architektura która stanęła za Tate daje jej tło, a od frontu, od Tamizy mamy przedpole, które tworzy warunki dla kontemplowania sylwety Tate. U nas będzie tak samo. Nasz projekt tworzy tło dla kontemplacji widoku muzeum. Niczego nie zasłania.

Katowice (Fot. Filip Springer)

(To niezbyt dobry przykład dla kogoś, kto choć raz widział Tate Modern. Budynek elektrowni Bankside, w którym znajduje się galeria, to potężny obiekt, długi na dwieście metrów. Sterczy z niego wysoki na blisko sto metrów komin. Zawłaszcza on widok tej części wybrzeża Tamizy i rządzi w nim niepodzielnie. Budynki, które wyrosły za nim i na zachód od niego, nie są w stanie w żadnym stopniu Tate Modern zagrozić. Wybudowany na tyłach galerii-elektrowni mieszkalny Neo Bankside wręcz nieśmiało wykukuje zza niej, lecz na pewno jej nie przerasta, ani nie przytłacza. Nie da się porównywać tego, jak funkcjonuje w przestrzeni Londynu Tate Modern, z rolą, jaką w pejzażu Katowic odgrywa Muzeum Śląskie).

Mój komentarz do analiz krajobrazowych przygotowanych przez naukowców ze Szczecina? Pokazałem kilka zdjęć obiektów, które dzisiaj, wcześniejszymi decyzjami zatykają i przysłaniają te osie, które Muzeum wskazało jako nadrzędne. Nie co innego jak słynny rudzielec, nagradzane wszędzie i słynne Centrum Informacji Naukowei i Biblioteka Akademicka  zamyka jedną z tych osi, które Muzeum stara się chronić. To jedna z równoległych osi. A one są do siebie podobne, wręcz identyczne. Wszystkie są tak samo ważne,  są wewnętrznymi ulicami dawnej ulicy robotniczej. Starałem się pokazać, że już dawno, w części zaprzepaszczono szanse na tak ortodoksyjne traktowanie tych widoków. Ale czy to jest argument, żeby powielać te błędy? – pytam.

Nie. Ale pamiętaj, że my nie staniemy przed tym muzeum tylko za nim. Wypełnimy pustkę. Zabrakło konsultacji, dialogu, zamiast tego był monolog jednej strony. Gdyby zapytano kogokolwiek o to, czy nowe osiedle zasłoni Muzeum Śląskie, to przypuszczam, że nikt nie miałby wątpliwości, jaka jest odpowiedź.
 

Katowice (Fot. Filip Springer)

Przez blisko miesiąc urzędnicy katowickiego magistratu zbywają milczeniem moje pytania o tę sprawę. Ewa Lipka, rzeczniczka prezydenta, nie odpowiada na maile, rozłącza telefony i ignoruje smsy. Reaguje dopiero, gdy zagrażam, że puścimy tekst bez stanowiska miasta. Mail z odpowiedziami przychodzi w piątek, ostatni dzień roboczy przed publikacją tego artykułu (jego pełną można pobrać klikając tutaj). „W procedurze sporządzenia projektu planu nie ma opóźnień. Stopień skomplikowania zagadnień oraz rola tej przestrzeni w strukturze miasta wymagają pogłębionych, czasochłonnych analiz” – informują urzędnicy. 

Odnoszą się także do odpowiedzi na pytanie o fikcyjną debatę o osiedlu: „Debata była odpowiedzią na zapotrzebowanie społeczne, które zostało silnie wyartykułowane akurat w tym okresie czasu (sic!). Dlatego Urząd Miasta podjął szybkie działania, by taką debatę zorganizowa. Wysoka frekwencja potwierdziła zasadność działań miasta. Dodatkowo, z debaty prowadzony był streaming, dzięki czemu każda zainteresowana osoba mogła zapoznać się z jej przebiegiem”. 

O potencjalnej sprawczości tej debaty urzędnicy jednak milczą. Nie widzą też większego sensu we wstrzymywaniu inwestycji poprzez niewydawanie warunków zabudowy w oczekiwaniu na plan miejscowy. „Zawieszenie postępowania w tym przypadku nie miałoby żadnego wpływu na końcowe rozstrzygnięcie w przedmiotowej sprawie i wydanie decyzji o warunkach zabudowy”. Argumentują to tym, że przecież prace nad planem bardzo się wloką. Wiedzą, co mówią, w końcu sami aneksowali odwleczenie tych prac.

Słowem, miasto nie ma sobie w sprawie osiedla nic do zarzucenia. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Nikt temu nie przeczy. – I to jest chyba najbardziej przerażające – podsumowuje Alicja Knast. – A zatem cześć, znikamy. 

Cykl reporterski o Wielkiej Przemianie: W swojej krótkiej historii Katowice zmieniały oblicze wiele razy. Słowo „nowoczesność” odmieniano tu przez wszystkie przypadki. W ostatnim dwudziestoleciu Katowice zmierzyły się z niemal wszystkimi problemami, z jakimi borykają się inne polskie miasta. Jednak nigdzie indziej nie występowały one jednocześnie i w takim natężeniu. By je rozwiązać, wpompowano w katowickie centrum setki milionów złotych. W ten sposób największe miasto Śląska stało się polem miejskiego eksperymentu na niespotykaną skalę. Przez ostatni rok Filip Springer przyglądał się jego efektom. W swoim serialu reporterskim analizuje przemianę Katowic przeprowadzoną przy pomocy architektonicznych ikon. I szuka odpowiedzi na pytanie, czym jest miejska nowoczesność w polskim wydaniu. 

Filip Springer
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Wyloguj się
Magdalena Łachacz
Magdalena Łachacz28.11.2018, 14:14
Bardzo dobry artykuł. Sama mieszkałam przez trzy lata w Katowicach, akurat od 2015 roku, kiedy otworzone zostało Muzeum (jedno z moich ulubionych miejsc w Katowicach). Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem autora, że za budynkiem Muzeum nic nie powinno powstać, ponieważ z tyłu jest obrzydliwy nieużytek, który szpeci widok o wiele bardziej. Ilekroć ktoś odwiedzał mnie w Katowicach, nie mógł się nadziwić, że taki teren w centrum miasta jest tak bardzo zaniedbany. Może projekt nie jest piękny, ale to, co jest teraz za Muzeum wcale ładne nie jest. A co do osi widokowej - rozwala ją wielka droga, która orze miasto na pół.

Wczytaj więcej
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę