Znaleziono 0 artykułów
10.06.2021
Artykuł sponsorowany

Grażyna Torbicka: Odwaga to ciekawość świata

Grażyna Torbicka (Fot. Materiały prasowe)

Pewnie nie byłabym dziś tak silna i gotowa na nowe rzeczy, które przynosi życie, gdyby nie droga, którą musiałam przejść – mówi nam Grażyna Torbicka, ambasadorka L’Oreal Paris. Wyjątkowy wywiad, w którym tłumaczy, dlaczego ważna jest wierność własnym przekonaniom, towarzyszy jubileuszowi 50-lecia słynnego sloganu reklamowego „Ponieważ jesteś tego warta”. Oparta na nim kampania francuskiej marki była przełomowa, bo oddawała głos kobietom. 

Czym jest dla pani odwaga?

Odwaga jest dla mnie równoznaczna z ciekawością świata, ludzi, życia. Z otwarciem na świat i wszystkimi jego konsekwencjami. Z niecofaniem się przed nowym, nieznanym, innym. Gdy zastanawiam się, kiedy czułam się odważna, to przypominam sobie sytuacje, w których nie bałam się wskoczyć na głęboką wodę. Oczywiście to, która woda jest głęboka, to już indywidualne odczucie. To, co dla jednych jest najprostsze, dla innych bywa najtrudniejsze. 

Dziś dużo mówimy o tym, jak wychowywać dziewczynki tak, żeby potrafiły wyrażać swoje zdanie, żeby wierzyły w siebie. Jak pani była kształtowana przez rodziców jako dziewczynka?

Nie mam poczucia, że byłam „wychowywana jako dziewczynka”, że z powodu bycia dziewczynką musiałam się tak, a nie inaczej zachowywać. Tego nie było w moim rodzinnym domu. Nie było też oceniania, surowych nakazów. „Masz zrobić tak i tak, masz być taka czy taka”. Nigdy. Najwyżej rozmowy o tym, jak postąpiłam, żebym się zastanowiła, czy to było w porządku, czy może należało inaczej. Gdy się urodziłam, moi rodzice byli bardzo młodzi – mama miała 22 lata, tata 26. Byli wtedy w pełnym uderzeniu, każde bardzo intensywnie pracowało. Odwagę na swoje życie czerpałam z odwagi, jaką obserwowałam u nich.

Zawsze umiała pani być z siebie dumna? Nauka myślenia o sobie dobrze bywa trudna, bo duma często bywa mylona z chełpliwością czy chwaleniem się.

Duma to jest rzeczywiście takie dziwne słowo, które w odniesieniu do siebie samej brzmi dla mnie trochę nienaturalnie. Nie jest łatwo szczerze, bez taryfy ulgowej, oceniać własne osiągnięcia. Chyba że to są osiągnięcia sportowe, wymierne. Znacznie łatwiej powiedzieć, że jesteś dumna z kogoś. 

Jednak próbując zrobić bilans własnych dokonań, mogę powiedzieć, że jestem dumna z tego, jakich wyborów dokonywałam i dokonuję. Podejmując decyzje, kieruję się zawsze tym, czy nie robię czegoś wbrew sobie i swoim przekonaniom. Dziś jest to łatwiejsze, bo dzięki intensywnej pracy mam kontakty z wieloma ludźmi, wiem, na co mnie stać, i wiem, jaka jestem. Całe swoje życie pokierowałam tak, żeby czerpać doświadczenie i z sukcesów, i porażek. Bo życie, jak śpiewała Kora, to nieustanne „falowanie i spadanie”.

Świat mediów dynamicznie się zmienia. Czego od pani oczekiwano, kiedy zaczynała pani swoją drogę? Z jakimi stereotypami musiała się pani mierzyć?

Teraz jestem kojarzona przede wszystkim z filmem, ale na początku zajmowałam się bardzo szeroko pojętą kulturą, muzyką, literaturą, przede wszystkim teatrem. Swoją rolę widziałam tak, że jestem jednym z odbiorców kultury, tylko na tej uprzywilejowanej pozycji, że mogę porozmawiać z twórcami o ich sztuce. Te rozmowy nie miały nigdy formuły „pytanie-odpowiedź”, był to raczej rodzaj dyskusji, dialogu wynikającego z zaciekawienia, zachwytu albo zdziwienia. Było to czasami powodem sporów z moimi szefami czy szefowymi. „Ty nie jesteś mentorką, nie jesteś autorytetem” – słyszałam. Uważano, że rolą prowadzącej program jest zadawanie pytań, a w pytaniu nie powinno być nawet cienia sugestii, że masz jakiś własny pogląd. Wiedziałam, że gdybym temu uległa, to straciłabym serce do tego, co robię. 

Pracujące zawodowo kobiety zawsze mierzą się z jakimiś przeciwnościami. Jesteś młoda? Na pewno niepoważna. Dojrzała? Za stara! Jeśli nie masz aparycji Miss Polonii, to jesteś niewystarczająco atrakcyjna na wizję, a jak jesteś ładna, to na pewno nie jesteś mądra. Nie masz dzieci? Karierowiczka. Masz dzieci? Co robisz w pracy, idź do dzieci... Czego pani się o sobie nasłuchała przez te wszystkie lata? 

Wszystko, co pani powiedziała, jest absolutnie prawdą. Dokładnie tak to wygląda! Ale jest różnica między kiedyś i dziś. Gdy zaczynałam pracę w telewizji, mogłam takie rzeczy usłyszeć na słynnych korytarzach na Woronicza, dochodziły z jakichś kątów, mówiono to za moimi plecami. Dość szybko zrozumiałam, że jeśli chce się zachować zdrowie psychiczne w takiej pracy jak moja, trzeba po prostu robić swoje, nie słuchać plotek, dać sobie spokój. Mnie się to udawało. Natomiast odkąd trwa era internetu, trzeba mieć siłę słonia, żeby poradzić sobie z komentarzami. To, ile komentarzy, głównie dotyczących wyglądu, ukazuje się na różnego rodzaju portalach, jest porażające. Możesz zrobić kapitalne, duże wydarzenie, poprowadzić je naprawdę dobrze, ale nie znajdziesz słowa na temat tego, jak wypadło pod względem profesjonalnym, tylko czy byłaś dobrze ubrana, w którym miejscu przesunęła ci się sukienka albo czy dobrze ci w tym kolorze. Ocenianie przez wygląd jest zmorą dzisiejszych czasów. 

Mam wrażenie, że Grażyna Torbicka jest ikoną, której się nie dotyka. Nawet media plotkarskie, jeśli w ogóle o pani wspominają, to na zasadzie: „Ależ ona ma klasę, wyszła po zakupy w pastelowym kombinezonie, to jest styl!”. 

No ale czy to nie jest nienormalne?

Że ich w ogóle obchodzi, w czym Torbicka idzie po pietruszkę?

No właśnie. Nie mówię tylko o sobie, mówię też o wielu innych osobach publicznych. Fani zachwyceni, fani zawiedzeni, fani zaskoczeni, zaliczyła wpadkę. Ciągłe obserwowanie, kto w czym jak wygląda, a nie, co zrobił, to jakaś plaga. 

W dodatku w tej narracji brakuje konsekwencji. Z jednej strony presja, żeby kobiety wpisywały się w kanon. Z drugiej, osoby, które, by wpisać się w kanon, decydują się na przykład na zabiegi, natychmiast są wyszydzane. Chyba nie ma innego wyjścia niż powiedzieć sobie: „To nie ma znaczenia, przestańmy o tym mówić”.

Otóż to. To nie ma znaczenia! To, czy będziemy wyglądały pięknie, zależy od tego, na ile będziemy szły z podniesioną głową i błyskiem w oku. A masz tę energię wtedy, kiedy znasz swoją wartość, kiedy jesteś sobą, jesteś naturalna, nie udajesz kogoś, kim nie jesteś. To oczywiście nie przychodzi samo, trzeba to w sobie wypracować, ale każdy ma szansę. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy jest bardzo dużo źródeł, z których można czerpać wsparcie. Nasza rozmowa też służy temu, żeby dać wsparcie innym kobietom. Żeby spokojnie ze sobą porozmawiały, przyjrzały sobie, nie robiły nic na siłę. 

Grażyna Torbicka (Fot. Materiały prasowe)

Tym bardziej, że ideał kobiecości to dynamicznie zmieniający się konstrukt.

Bardzo śmieszny, bardzo. Niedawno był związany z Angeliną Jolie, teraz już z kimś całkiem innym. 

Osoby publiczne wciąż są obserwowane i oceniane, ale jednak ostatnie lata, także dzięki ruchowi #MeToo, przynoszą pewne otwarcie na różnorodność, zmianę.

Tak, zdecydowanie. Dzięki ruchowi #MeToo, takim rozmowom jak nasza, rośnie świadomość, że naszą największą siłą jest naturalność i bycie sobą. Że nie wszystkie mamy wyglądać tak samo, mieć takie same usta, być umalowane. Docenia się wagę różnorodności, również na poziomie wizualnym. W kontekście zewnętrzności każda z nas może odnaleźć swój styl, poszukać tego, w czym czuje się najlepiej. 

Ja już od pięciu lat współpracuję z L'Oréal Paris i tutaj też widzę, jak bardzo zmieniają się kanony kobiecości. W ubiegłym roku zrobiliśmy na przykład sesję podkładu True Match bez retuszu, naturalnego makijażu, bez upiększania. Po to, żeby pokazać: tak wyglądamy, nie jesteśmy perfekcyjne, bez jednej plamki, zmarszczki. Odbiór sesji był bardzo pozytywny. Takie podejście daje poczucie, że piękno płynie z tego, co mamy w sobie. Cieszę się z tego kierunku zmian.

Pamiętam, jak ponad 10 lat temu minęłam panią na jakimś festiwalu filmowym i zaszokował mnie telewizyjny, bardzo gruby makijaż.  W telewizji ktoś przez lata „rysował” pani twarz. Jak to wpływa na własne postrzeganie twarzy? Dzisiaj na luzie wychodzi pani po zakupy bez makijażu?

Makijaż telewizyjny, który widziała pani lata temu, bardzo się zmienił. Gdy zaczynałam pracę, był bardzo gruby, ciężki. Teraz czułość kamer jest taka, że wystarcza bardzo delikatny. Ja zwykle maluję się sama. Tylko czasami, przy dużych galach, korzystam z mistrzostwa sprawdzonych makijażystek. Nowa osoba nie zna mojej twarzy, a to jest szalenie istotne. Każda z nas wie doskonale, jak najlepiej wygląda jej twarz, w jakim makijażu, jak podkreślić to albo zatuszować coś innego. Natomiast jeśli chodzi o tak zwany makijaż „z gatunku sztuki użytkowej”, codzienny, to powiem szczerze, że ja go lubię. Delikatnie wytuszowane rzęsy, nawilżający podkład i nawilżająca pomadka na usta jest dla mnie rodzajem normalnej pielęgnacji twarzy. Lekki makijaż dodaje mi pewności siebie. 

Dziś na ulicach widzimy coraz więcej dziewczyn, które mocno eksperymentują z makijażem. Malują usta na zielono, mają makijaż gotycki, stawiają na mocne konturowanie.

Mnie się to bardzo podoba. Gdybym była dzisiaj młoda, to bawiłabym się tym i na pewno miałabym wielką frajdę. Zresztą ja w ogóle traktuję makijaż jako rodzaj barw ochronnych. 

Znani ludzie coraz częściej zostają influencerami. Pani nie zdecydowała się na mocną obecność na Instagramie czy TikToku. Dlaczego?

To nie jest świat, z którego wyrosłam i pewnie nie znalazłabym wspólnego języka z tymi, dla których jest on naturalny, czyli z młodymi ludźmi. Swoją obecność na Instagramie czy na Facebooku uruchamiam, gdy coś jest dla mnie bardzo ważne i mam coś istotnego do powiedzenia. Tak było na przykład w momencie Strajku Kobiet. Ale codzienne wypowiadanie się? Nie odczuwam potrzeby. Wolę skupić energię i działania na kreowaniu wydarzeń.

Konkretne działania, to na przykład festiwal Dwa Brzegi, który wspólnie z zespołem realizuję od 15 lat. Rzeczywisty kontakt z widzami, budowanie ośmiodniowej propozycji programowej, wypełnionej projekcjami, spotkaniami z twórcami, koncerty, wernisaże. Tak rozumiem moją rolę influencerki. 

Jako dyrektorka festiwalu Dwa Brzegi od dłuższego czasu podejmuje pani decyzje, wybiera tytuły, układa program. Jak z tego punktu widzenia zmieniają się wizerunki i rola kobiet w branży filmowej?

Jeżeli chodzi o obecność kobiet i słyszalność ich głosu w świecie filmowym, to dużo się dzieje. Obserwujemy wiele ruchów, wydarzeń. Na przykład w 2018 r. podczas festiwalu w Cannes na schodach Pałacu Festiwalowego artystki protestowały przeciwko nieobecności kobiet w Konkursie Głównym. Przy okazji różnych manifestów, także Amerykańskiej Akademii Filmowej, zwraca się uwagę na to, że trzeba równo rozdzielać zadania pomiędzy kobiety i mężczyzn. 

Nawet jeśli to chwilowy trend, to bardzo dużo zostało już zrobione i pokazane. Udowodniono, że kobiety są fantastycznymi twórczyniami, robią znakomite filmy i ich głos jest ważny, także dla odbiorców. 

Co wcześniej było hamulcem? Dziwne przeświadczenie producentów, że jeżeli chcą osiągnąć sukces kasowy, to reżyser i główny bohater muszą być mężczyznami. Aż tu nagle okazało się, że również kobieta może zrobić film, który wszyscy chcą obejrzeć, a w tym filmie główną postacią może być kobieta. Bariera została przełamana. Na jak długo? To jest kwestia nieustającej pracy i nieustającej czujności. 

Twarzą tej przemiany została Frances McDormand. 

Wcześniej, choć w inny sposób, dokonywała tego Meryl Streep. Wykupywała scenariusze, w których były główne role kobiece do zagrania, realizowała je i grała. McDormand zrobiła jeszcze jedną rzecz: stworzyła inny model bohaterki filmowej, kobiety zwyczajnej, takiej everywoman, o której nigdy nie pomyślelibyśmy, że jest zdolna do wielkich czynów, a jednak jest odważna i nie cofnie się przed niczym. Do tego ma dystans do siebie. Myślę, że McDormand już w „Fargo” proponowała coś nowego w kobiecym aktorstwie. W „Nomadland” jest producentką, gra główną rolę i wykupiła prawa do książki Jessiki Bruder, na podstawie której powstał film. 

Widzimy też takie przykłady wśród młodych twórczyń. Emerald Fennell, autorka filmu „Obiecująca. Młoda. Kobieta”, zrobiła film z główną bohaterką kobietą – fighterką. To się ogląda jak najlepszy thriller z groteskowym, komediowym zacięciem, ale jednocześnie dotykający wielu bardzo ważnych problemów i wątków w relacjach między kobietami i mężczyznami, w postrzeganiu kobiet. Dla mnie to kapitalny scenariusz na wielu płaszczyznach. Pokazujący, że przeszkodą w karierze kobiet są nie tylko mężczyźni, lecz także inne kobiety.

To są opowieści o odzyskiwaniu głosu. McDormand dodatkowo przypomina, że ciało po czterdziestce istnieje, że ma potrzeby.

Sprawa rozumienia kobiecości wyłącznie przez cielesność pokutuje od dawna. Moja ukochana Marilyn Monroe była fantastyczną aktorką. Miała swingowe wyczucie, ogromny talent. A do historii przeszła przede wszystkim jako symbol seksu. 

To chyba znak czasów. A te czasy się zmieniają. Jest nadzieja. Gdyby mogła pani młodziutkiej sobie coś podpowiedzieć, to co to by było?

Gdybym miała szansę, żeby cofnąć się w czasie i spotkać z 18-letnią Grażynką, to pewnie powiedziałabym jej: „Grażynko, przed tobą bardzo ciekawe życie”. Bo jestem z mojego życia bardzo zadowolona. Powiedziałabym jej: „Słuchaj, nie umrzesz w wieku 40 lat”. Bo mnie się wtedy wydawało, że po czterdziestce to już głęboka starość. Powiedziałabym: „Nie przejmuj się tak bardzo tym, co mówią o tobie inni. Nie bierz wszystkiego do siebie. Słuchaj tego, przemyśl, ale bądź krytyczna. Odważnie mów, co myślisz”. Bo jak patrzę na siebie z tamtego okresu, to kosztowało mnie bardzo dużo walki z samą sobą, żeby to zrozumieć. A można było dojść do tego szybciej. Z drugiej strony, pewnie nie byłabym dziś tak silna i gotowa na nowe rzeczy, które przynosi życie, gdyby nie droga, którą musiałam przejść.  


Wypromowane przez L'Oréal Paris hasło „Ponieważ jesteś tego warta” od pół wieku zachęca kobiety do niezależności. Powstało w czasach, gdy odwagą było samo myślenie o realizowaniu własnej wizji siebie. Ciekawi jesteśmy, co dziś jest odwagą, jak ją wyrażacie, co was motywuje do działania. Dlatego zapraszamy do udziału w konkursie L'Oréal Paris i „Vogue Polska” „Moja odwaga, moja historia”.

Co należy zrobić, aby wziąć udział w konkursie?

Powiedzcie nam, jak interpretujecie odwagę. Czym jest dla was pewność siebie? Skąd czerpiecie poczucie własnej wartości? Czy źródło tej dumy tkwi w życiu zawodowym, prywatnym, a może w połączeniu tych dwóch sfer? Jaki swój gest czy decyzję same byście doceniły? Napiszcie o tym, z czego cieszycie się na tyle, że pragniecie o tym powiedzieć głośno. Pokażcie historie, które staną się inspiracją dla innych kobiet. A my najlepsze prace opublikujemy w papierowym wydaniu „Vogue Polska” oraz na stronie Vogue.pl.

Zgłoszenia o długości od 3 do 5 tys. znaków ze spacjami możecie nadsyłać za pośrednictwem formularza zamieszczonego poniżej.

Regulamin konkursu dostępny pod linkiem.

Na zgłoszenia czekamy do godz. 23.59 30 czerwca 2021 r.

 
Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę