Znaleziono 0 artykułów
26.03.2019

Guccio Gucci: Nestor rodu skandalistów

Witryna sklepu Gucci (Fot. Getty Images)

O zdradach, zabójstwach i zemstach w rodzinie Gucci można by nakręcić nową wersję „Dynastii”. Modowe imperium założone przez Guccia Gucciego, który obchodziłby dziś 138. urodziny, zostało stworzone z miłości do piękna, ale o mały włos nie zniszczyła go żądza pieniądza.

Guccio Gucci, syn florenckiego kapelusznika, przyszedł na świat 26 marca 1881 roku w niewielkim warsztacie w dzielnicy Oltrarno. Z luksusem po raz pierwszy zetknął się w hotelu Principe di Savoia. A raczej na jego progu, gdzie przyglądał się z fascynacją portierowi w eleganckiej liberii i kapeluszu, otwierającemu gościom drzwi przybytku. Guccio od dziecka przejawiał zamiłowanie do piękna. Godzinami potrafił obserwować stroje gości. Portier polubił ciekawskiego chłopca, więc pozwalał mu sobie towarzyszyć. Chłopcu jego praca wydawała się szczytem marzeń, zapytał więc pewnego dnia, co zrobić, żeby zostać portierem. Mężczyzna poradził mu wyjazd do Londynu, bo jego zdaniem tamtejszy hotel Savoy był znacznie bardziej luksusowy od florenckiego. „Ale pamiętaj: świat luksusu ma to do siebie, że kto zajrzał tam chociaż raz, temu nie wystarcza już nic innego. Sam zobaczysz!” – przestrzegł Gucciego. Słowa mężczyzny miały okazać się prorocze.

Od pucybuta do milionera

Guccio wziął sobie do serca radę przyjaciela. Kiedy miał 16 lat, zaoszczędził pieniądze na bilet. Ze skromnym bagażem i listem polecającym od florenckiego portiera zapukał do drzwi londyńskiego Savoy, by zgłosić się do pracy na stanowisku portiera. Biednie wyglądającego chłopaka, który na domiar złego nie mówił po angielsku, odesłano z kwitkiem. Ale Guccio nie zrezygnował z marzeń. Ucząc się pilnie języka, codziennie wracał do Savoy z pytaniem o pracę. Jego determinacja przyniosła w końcu efekty. Młodzieniec musiał co prawda zacząć od posady pomywacza, ale już po pół roku awansował na stanowisko pucybuta, a następnie boya hotelowego. To oznaczało kontakt z elegancką klientelą hotelu. Mógł więc dokładnie przyglądać się obuwiu gości, ich strojom, luksusowym kufrom i walizom. Wrodzony urok osobisty sprawił, że Guccio szybko stał się ulubieńcem bogaczy. Podszlifował angielski, nauczył się hiszpańskiego. Praca, choć skromna, była dla niego źródłem inspiracji. To właśnie podczas pastowania butów wpadł na pomysł otworzenia sklepu z akcesoriami ze skóry. Teraz potrzebował tylko zgromadzić środki do realizacji swojego celu.

Patrizia Gucci z książką „Gucci. Prawdziwa historia dynastii sukcesu” (Fot. Getty Images)

Historia rodziny Guccich obrosła mitem. Dlatego nie wiadomo do końca, czy Guccio zamienił pracę w Savoy na stanowisko stewarda w Orient Ekspresie na trasie Paryż-Sankt Petersburg. Za to z pewnością w 1902 roku wrócił do rodzinnej Florencji, gdzie zakochał się w Aidzie Calvelli. Wybranka nie spotkała się z aprobatą rodziców Guccia, bo była panną z nieślubnym dzieckiem, co w tamtych czasach czyniło ją wyrzutkiem. Dla młodego mężczyzny nie stanowiło to jednak problemu. Ożenił się z Aldą i adoptował jej synka Uga, szybko też na świecie pojawiły się jego własne dzieci: córka Grimalda i synowie Enzo, Aldo, Vasco i Rodolfo. Powiększająca się w szybkim tempie rodzina sprawiła, że Guccio musiał odłożyć na bok marzenia o własnym butiku. Imał się różnych prac, żeby zarobić na utrzymanie żony i gromadki dzieci, a następnie walczył na froncie I wojny światowej. Jako że uszedł z wojennego piekła z życiem, postanowił zaryzykować.

W 1921 roku swe podwoje otworzył, istniejący w rozbudowanej formie do dziś, oferujący wyroby skórzane sklep przy florenckiej Via della Vigna Nuova. Szyld ze srebrnym napisem na czarnym marmurze głosił dumnie: „G. GUCCI & Co.”. Zaprojektowane przez Guccia walizki, torby, kufry i aktówki wyróżniały się nowoczesnym wykończeniem. A także niebanalnymi kolorami, będącymi efektem pasji ich twórcy do eksperymentów z technikami farbowania. Kiedy Mussolini wprowadził w czasie wojny reglamentację skóry, Guccio zaczął produkować torby z płótna ze znanym dziś na całym świecie logo, czyli splecionymi ze sobą literami G. Butik odniósł wielki sukces. Gucci senior marzył, by w przyszłości synowie przejęli dzieło jego życia i uczynili z założonej przez niego firmy włoskiego potentata wyrobów skórzanych. Miał ambicje, żeby otworzyć filie w Rzymie i Mediolanie. Szybko okazało się jednak, że jego dzieci mają bardziej dalekosiężne plany. Rozbuchane ambicje rodzeństwa Guccich miały się przyczynić do globalnego sukcesu marki, a zarazem stać się zarzewiem konfliktu, który o mały włos nie zniszczył imperium ich ojca.

Logo Gucci (Fot. Getty Images)

Rodzinne waśnie

Gdy synowie Guccia dorośli, zaczęli namawiać ojca na globalną ekspansję marki. Szczególnie ambitne plany miał Aldo. Przekonany, że Amerykanie pokochają wyroby Gucciego, chciał otworzyć filię za oceanem. I choć Guccio opierał się, póki mógł, po jego śmierci nikt już Alda nie powstrzymał. Miał poparcie braci, a ze zdaniem Grimaldy, która jako kobieta została pozbawiona udziałów w rodzinnym imperium, nikt się nie liczył. Kobiety zresztą nigdy nie miały w rodzinie Guccich nic do powiedzenia. Z czasem również to miało odbić się firmie czkawką. Tymczasem jednak dzięki talentowi biznesowemu Alda z produktami Gucci pokazywały się gwiazdy, takie jak Ingrid Bergman, która zakochała się w kultowej dziś Bamboo Bag, czy Jackie Kennedy, za której sprawą torebka Hobo została przechrzczona na Jackie. Marka, która miała już butiki m.in. w Nowym Jorku i Palm Beach, stała się międzynarodowym imperium, przynoszącym milionowe zyski. Bracia trwonili pieniądze na egzotyczne podróże, zabawę w kasynach i luksusowe samochody. Firma znosiła ich rozrzutność, ale konflikty między rodzeństwem doprowadziły ją z czasem na skraj upadku.

Witryna Gucci (Fot. materiały prasowe)

Nawet członkowie rodziny Guccich przyznają, że historia ich rodziny mogłaby posłużyć za inspirację dla scenariusza „Dynastii”. Nie brakuje w niej spektakularnych bójek, zdrad i wendet. Ukrywana przed rodziną córka Alda, wychowana w Anglii Patricia, dwa lata temu historię swoją i rodziny opisała w książce „W imię mojego ojca”. Wcześniej nie mogła tego zrobić, bo sprzedając swoje udziały, musiała podpisać dokument zakazujący ujawniania przez dziesięć lat faktów z życia rodziny. Co znamienne, pozycji nie wydano do tej pory we Włoszech. Rodacy Guccich mogą za to kupić „oficjalną” historię rodu, napisaną przez Patrizię, córkę Paola, syna Alda z prawego łoża. Tego samego, którego Aldo wydziedziczył po tym, jak ten założył konkurencyjną firmę, Paolo Gucci. W odwecie za wykluczenie z testamentu syn doniósł na ojca do urzędu skarbowego. W rezultacie Aldo za oszustwa podatkowe trafił na rok i jeden dzień do więzienia.

Solidną cegiełkę do rodzinnych waśni dołożył też Maurizio – syn młodszego brata Alda, Rodolfa. Ojciec przekazał Mauriziowi w spadku 50 proc. udziałów w domu mody i 230 milionów dolarów. Z tego powodu w rodzinie rozpętała się prawdziwa wojna. Ojciec walczył z synami, bracia z braćmi, kuzyni z kuzynami. Trwała bitwa o fotel prezesa. W latach 80. w Stanach Zjednoczonych i w Europie toczyło się jednocześnie 20 procesów sądowych z udziałem Guccich. Zarzewiem konfliktu było też to, że Maurizio, Aldo i jego synowie Giorgio i Paolo mieli zupełnie różne wizje firmy. A że wszyscy mieli wybuchowe charaktery, na zebraniach zarządu poszło na noże. Ponoć skłóceni mężczyźni wyrzucali z okien torby Gucci, które potem pracownicy zbierali z chodnika. Nie raz dochodziło też do rękoczynów. Kiedyś Aldo cisnął w jednego z synów kryształową popielniczką. A kiedy na jednym z zebrań Paolo zaproponował wprowadzenie tańszej linii, bracia rzucili się na niego z pięściami. Mężczyzna po bijatyce wybiegł z biura z zakrwawioną twarzą, wykrzykując: „Chcieli mnie zabić! Tak wyglądają zebrania zarządu w Gucci!”. Ta scena stała się natychmiast pożywką dla włoskiej prasy.

Sytuację pogarszał fakt, że żona Maurizia, dla utrudnienia nosząca to samo imię, co córka Paola, Patrizia, skłonnością do intryg mogła się równać z Alexis z „Dynastii”. To ona jest autorką cytatu, że woli łkać w rolls roysie, niż być szczęśliwa na rowerze. Za jej sprawą Maurizio coraz bezwzględniej próbował się pozbyć z zarządu pozostałych członków rodziny. Chciał w spokoju realizować swoją wizję: by firma skupiła się na kolekcjach prêt-à-porter. Szybko znalazł zewnętrznych inwestorów, co zapewniło mu fotel prezesa. Następnie pozbył się Paola, oferując mu za jego udziały 40 milionów dolarów. Wreszcie odprawił wuja Alda, który mówił, że sprzedaż firmy jest dla niego jak wycięcie nerki. W ten sposób Maurizio został jedynym Guccim w zarządzie. Ale w jego przypadku sprawdziło się powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają. Zmęczony rozrzutnością i intrygami żony Maurizio postanowił się z nią rozwieść. Ale Patrizii nie wystarczały niebotyczne alimenty w wysokości 150 tysięcy dolarów miesięcznie. Żądza zemsty sprawiła, że wynajęła płatnego mordercę, który zastrzelił Maurizia na mediolańskiej ulicy. „Nie ma takiego przestępstwa, którego nie można kupić za pieniądze” – zapisała Patrizia w swoim dzienniku, który posłużył jako jeden z dowodów w sprawie o zlecenie zabójstwa. Skazano ją na dwadzieścia sześć lat więzienia, wyszła z niego po osiemnastu.

Maurizio Gucci (Fot. SUZANNE VLAMIS/EastNews)

Powiew świeżości

Rodzinne skandale mocno nadwyrężyły wizerunek Gucci. Pochopne decyzje Maurizia przyczyniły się też do problemów finansowych. Pomocy szukano najpierw u arabskiego potentata finansowego, Nemira Kirdara. Ale zastrzyk gotówki nie wystarczył na długo i w połowie lat 90. marka przeszła w ręce François-Henri Pinaulta, szefa grupy PPR, znanej obecnie pod nazwą Kering SA. Zatrudniony jeszcze przez Maurizia na stanowisku dyrektora kreatywnego Tom Ford świetnie sobie radził na swoim stanowisku. Dzięki niemu monochromatyczna paleta Gucci znów stała się symbolem elegancji i luksusu. Na ubraniach i akcesoriach, balansujących gdzieś na granicy zmysłowości, skandalu i prowokacji, pojawiły się motywy wędzidła i zielono-czerwone popręgi. Ford został nawet akcjonariuszem firmy, ale szybko się okazało, że również jego dotknęła klątwa pieniądza. Projektant latał prywatnym samolotem w towarzystwie ochroniarzy na lunche do Ritza, wydając pieniądze na prawo i lewo.

Powiew świeżości wprowadziła do Gucci zatrudniona w 2004 roku Frida Giannini. Za jej sprawą odeszły w niepamięć skandalizujące pokazy. Natomiast piastujący od stycznia 2015 roku stanowisko dyrektora kreatywnego Alessandro Michele na nowo definiuje luksus z metką Gucci. Na jego pokazach nie sposób się nudzić. Włoch lansuje surrealistyczną estetykę, zaskakując widownię podczas każdej prezentacji nowej kolekcji. Potrafi mistrzowsko balansować na granicy piękna i szoku. Wszystko wskazuje na to, że po latach rodzinnych waśni Gucci wpłynęło wreszcie na spokojniejsze wody.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę