Znaleziono 0 artykułów
21.09.2018

Haker liczy się bardziej niż żołnierz

Mural na Brooklynie przedstawiający Władimira Putina  (Fot. Getty Images)

Czyta się to jak najlepszy kryminał, a z każdą kolejną stroną skóra cierpnie bardziej i bardziej. A jednak to nie fantastycznie sfilmowana powieść „Milczenie owiec” z niezapomnianą Jodie Foster i diabolicznym Anthonym Hopkinsem lub przerażające horrory Stephena Kinga. Boimy się, gdyż wszystko, co opisują w „Rosyjskiej ruletce” dwaj amerykańscy dziennikarze – Michael Isikoff i David Corn – dzieje się naprawdę.

Ale po kolei. W listopadzie 2013 roku, w niezbyt ważnym czasopiśmie wojskowym, szef sztabu rosyjskiej armii, gen. Walerij Gerasimow opublikował tekst o tym, jak Rosja powinna zachowywać się podczas konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Generał analizował dziejącą się kilka lat wcześniej tzw. Arabską wiosnę, a zwłaszcza wpływ mediów społecznościowych i nowych sposobów komunikowania na zachowanie wielkich grup ludzi. Dostrzegł, że z pozoru niewinny Facebook, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie czasu wolnego, oraz możliwości przekazywania informacji i opinii, które stwarza internet, to nic innego, jak doskonałe narzędzia do prowadzenia wojny nowego typu. Skoro wiadomości umieszczane na Facebooku – tłumaczył generał – mogły wyprowadzić na ulice setki tysięcy demonstrantów i w efekcie obalać dyktatorskie rządy, czemu nie spróbować, by w podobny sposób destabilizować demokrację? Gerasimow objaśniał, że dzisiaj miejsce armat, karabinów i bomb mogą z powodzeniem zająć sieć i komputery, zaś ważniejszymi od żołnierzy i dowódców są hakerzy oraz zdolni propagandziści. Pisał: Prowadzone przeciwko wrogowi działania na odległość, bez bezpośredniego kontaktu, stają się głównym sposobem osiągania celów operacyjnych i wojennych.

Władimir Putin i gen. Walerij Gierasimow (Fot. Getty Images)

I tak w 2016 roku Rosja wypowiedziała Ameryce wojnę nowego typu, opisaną przez gen. Gerasimowa. Polem bitwy było wyborcze starcie dwójki kandydatów na prezydenta USA: Hillary Clinton i Donalda Trumpa. Moskwa i Władimir Putin, który osobiście nienawidził pani Clinton, postawili na Trumpa. Wynik tej wojny znamy; przywódcą USA został Trump.

Okładka książki „Rosyjska ruletka. Jak Putin zaatakował Amerykę i wygrał wybory za Donalda Trumpa" (Fot. Materiały prasowe wydawnictwa Agora)
Reklama

A przecież – tak przed wyborami podpowiadał tzw. zdrowy rozum – operacja rosyjskich służb specjalnych i propagandzistów wynajętych przez Kreml wydawała się niemożliwa do przeprowadzenia. Hillary Clinton nie była wprawdzie idealnym kandydatem na prezydenta. Kojarzono ją, i słusznie, z amerykańską elitą polityczną: arogancką, dumną, bogatą, zadzierającą nosa. Ciągnęły się za nią skandale obyczajowe związane z prezydenturą jej męża, Billa Clintona i opinia kobiety bezwzględnej, umiejącej w niezbyt elegancki sposób wykańczać politycznych rywali, co spotkało np. senatora Berniego Sandersa, kontrkandydata Clinton do wyścigu o prezydencki fotel. Lecz mimo wszystko miała coś do zaproponowania, a nie tylko opinię, że celebrycie wolno łapać kobiety za cipki.

Dlatego niewielu ekspertów przypuszczało, że Donald Trump jakkolwiek zagrozi Hillary. Nawet jego sztab wyborczy liczył bardziej na doraźne korzyści niż finalny sukces. Wiedziano przecież, że to człowiek kiepskich manier, marny, choć niezwykle bogaty biznesmen i pozer, puszący się telewizyjny celebryta z wulgarnych, prostackich talk-show. Nie raz dał dowody, że posługuje się bezczelnym kłamstwem i insynuacjami. Zastanawiano się – zupełnie jak dzisiaj – nad jego nadmiernie rozdętym ego i wynikającą z miłości własnej psychiczną niestabilnością. Wyśmiewano skłonność Trumpa do tweetowania na każdy temat, w paskudnym języku i bez większego sensu.

Donald Trump i Hilary Clinton podczas debaty prezydenckiej  (Fot. Getty Images)

Na dodatek przyszły prezydent USA prowadził szemrane interesy, również z rosyjskimi oligarchami, którym udowodniono mafijne kontakty. Przypuszczano, zupełnie słusznie, że Kreml ma na niego setki haków, również obyczajowych, a takie w pruderyjnej i religijnej Ameryce niejednego pchnęły w polityczny niebyt. Lgnął do ludzi szemranych, których jedyną zaletą było cwaniactwo i brak zahamowań, oraz otoczył się sztabem doradców wątpliwej konduity. Trump – była to wiedza powszechna – jest niepoprawnym mizoginem traktującym kobiety jak obiekt seksualnych igraszek i nie zna się na polityce. W czasach przed internetem i Facebookiem każda z tych wad byłaby absolutnie dyskredytująca. Ale w epoce mediów społecznościowych niemożliwe staje się możliwe, bo internet skutecznie wyłącza nam myślenie. O tym właśnie jest książka Isikoffa i Corna, przez wiele tygodni okupująca listę bestsellerów „New York Timesa”. Zdaje się, że Hollywood również nie odpuści tak znakomitego materiału. Najpewniej powstanie według niej film, podobny do „Wszystkich ludzi prezydenta” o aferze Watergate, która złożyła z urzędu prezydenta Richarda Nixona, choć ten wydaje się przy Donaldzie Trumpie niewinnym przedszkolakiem.

„Rosyjska ruletka” to świetnie napisana, rzeczowa i dokładna, lecz bez grzęźnięcia w nadmierną szczegółowość, trzymająca w napięciu (mimo że znamy rezultaty) przestroga: dożyliśmy czasów, w których karty rozdają kłamcy, pozerzy, buce i szalbierze. – Ludzie! – zdają się krzyczeć amerykańscy dziennikarze. – Myślcie, zanim podejmiecie wyborczą decyzję! Nie dajcie się zwodzić, miejcie własne zdanie, nauczcie się odróżniać prawdę od manipulacji, a wiedzę od kłamstwa i pozerstwa!

To także zachęta, by jednak interesować się polityką, mimo że czasami nudną, nieciekawą, pełną błota i śmieci. Bo jeśli nie, wówczas polityka zainteresuje się nami, a wtedy ratuj się, kto może. Każdy obywatel każdej demokracji – napisała o książce Anne Applebaum, dziennikarka „Washington Post”, analityczka polityki i laureatka nagrody Pulizera – powinien znać tę historię, ponieważ jeśli manipulacje w mediach społecznościowych i machinacje hakerskie mogą zniekształcić politykę amerykańską, to mogą zniekształcić wszelką politykę w dowolnym miejscu.

Dlatego „Rosyjska ruletka” jest, moim zdaniem, lekturą obowiązkową. Po to, by po kolejnych polskich wyborach nie obudzić się z ciężkim kacem, że oto znów trafiliśmy w ręce niedouczonych, źle wychowanych cwaniaków, którzy, niestety, znakomicie mogą zrujnować nam codzienne życie.

„Rosyjska ruletka. Jak Putin zaatakował Amerykę i wygrał wybory za Donalda Trumpa”, Michael Isikoff i David Corn, przekład Barbara Gadomska, wydawnictwo Agora

Maria Fredro-Boniecka
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę