Znaleziono 0 artykułów
20.11.2020

Haruki Murakami. Na granicy marzeń i rzeczywistości

Haruki Murakami (Fot. Getty Images)

Znany japoński pisarz Haruki Murakami powraca z tomem opowiadań „Pierwsza osoba liczby pojedynczej”. Tak jak w powieściach, balansuje na granicy marzenia i rzeczywistości, czasem bardziej przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. Można te opowiadania potraktować jako lekcje pisania i czytania. Nie mówiąc oczywiście o tym, że każde jest osobną przyjemnością, zwłaszcza w trudnym czasie, w którym utknęliśmy.

 – Czy potrafisz sobie wyobrazić koło, które ma kilka środków, ale nie ma obwodu? – To chyba będzie trudne – odparł bohater. – No pewnie – odrzekł starszy pan, jakby wypluwał coś twardego. – Wszystko, co ma jakąś wartość na tym świecie, trudno jest osiągnąć. – Potem odkaszlnął, jakby zaczynał nowy akapit. – Ale osiągnięcie czegoś trudnego przy dużym nakładzie czasu i wysiłku to właśnie śmietanka życia. (…) Zamknij jeszcze raz oczy i dobrze się zastanów nad kołem, które ma kilka środków, ale nie ma obwodu. Po to masz rozum, żeby zastanawiać się nad trudnymi kwestiami. Żeby jakoś pojąć to, co niezrozumiałe – usłyszał bohater od starca.

(Fot. Materiały prasowe)

Jeśli komuś marzy się pisanie, powinien wczytywać się i wsłuchiwać w Harukiego Murakamiego, nie zapominając, że osiągnięcie czegoś wartościowego jest trudne i wymaga czasu oraz wysiłku. Nie bez powodu w końcu – choć jak na razie bez powodzenia – japoński pisarz rokrocznie jest typowany na laureata literackiej Nagrody Nobla. 

Ten cudny fragment, który przywołuję, pochodzi z opowiadania „Śmietanka” z nowego, właśnie wydanego po polsku zbioru „Pierwsza osoba liczby pojedynczej”. Znalazło się w nim osiem opowiadań i każde potraktowałabym jako osobną lekcję pisania i czytania. Nie mówiąc oczywiście o tym, że każde jest osobną przyjemnością, zwłaszcza w trudnym czasie, w którym utknęliśmy.

Jak kiedyś powiedział Murakami, codzienną pracą powieściopisarza jest oddawanie się marzeniom, śnieniu i dzielenie się tymi snami z czytelnikiem. Każda z jego 14 powieści rozgrywa się na granicy marzenia i rzeczywistości, czasem bardziej przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. Tak też jest w jego nowych opowiadaniach. Łączy je narracja w tytułowej pierwszej osobie liczby pojedynczej. Kusi myśl, że to historie autobiograficzne, ale przypuszczam, że są właśnie doskonałym przykładem balansowania między tym, co zdarzyło się naprawdę, a tym, co mogło się zdarzyć. Wspólny też jest pomysł zawiązywania akcji. W każdym Murakami przywołuje jakieś wydarzenie, osobę z przeszłości i snuje wokół nich opowieść. Trochę jak spotkanie ze starszym doświadczonym człowiekiem, który w najdrobniejszych szczegółach pamięta to, co wydarzyło się dekady temu.

Podobne artykułyGazeta strajkowaPola Dąbrowska W pierwszym rozdziale „Do kamiennej poduszki” autor sięga do czasów studenckich. Wspomina o pięć lat starszą kobietę, z którą przypadkiem spędził noc. Niewiele o niej wiedział, a teraz po 50 latach nie pamięta jej imienia, ale pamięta, że zanim poszli do łóżka, ostrzegła go, że podczas orgazmu może wykrzykiwać imię mężczyzny, którego kochała. Było coś jeszcze. Zdradziła mu, że pisze wiersze i choć nigdy więcej się nie spotkali, przysłała mu do domu wydany własnym sumptem tomik. Tomik, a raczej kartki związane sznurkiem, ma cały czas, a wierszy nauczył się na pamięć. Nie znając jej nazwiska, nie może sprawdzić, czy jeszcze żyje, czy pisała więcej, czy poświęciła się w życiu czemuś innemu. A jeśli był jedynym na świecie, który poznał jej poezję i się nią zachwycał? 

Haruki Murakami (Fot. Getty Images)

W opowiadaniu „Charlie Parker Plays Bossa Nova” opisuje numer, jaki wykręcił redaktorowi naczelnemu pewnego uniwersyteckiego pisma artystyczno-literackiego. Narrator, jak i sam Murakami, od najmłodszych lat fascynował się jazzem. Na studiach napisał artykuł o nowej płycie, którą rzekomo nagrał Charlie Parker. Był to rok 1963, a Parker nie żył już od 1955 roku, tak więc narrator wskrzesił muzyka i napisał tekst od początku do końca wyssany z palca. Zrobił to znakomicie, recenzując po kolei każdy utwór. Naczelny puścił artykuł bez czytania. Ups! Redakcję zalały pełne oburzenia listy. Byli też i tacy, którzy pobiegli do księgarni muzycznych, by nabyć nowy album. Jakie było zdziwienie bohatera, gdy po latach w londyńskim sklepie muzycznym natknął się na tę nieistniejącą przecież płytę, pod tym tytułem i z takim repertuarem, jaki wymyślił do kłamliwego artykułu.

Podobne artykułyTadao Ando: Architektoniczne haikuKatarzyna Boni Z kolei w „Karnawale” autor przypomina poznaną w filharmonii kobietę, która, jak podkreślał, była wyjątkowo brzydka, ale umiała czerpać siłę ze swej brzydoty. Przyciągała umysłem i bystrością. Narratora zachwyciła jej niezwykła wiedza muzyczna. I to, że tak jak on kochała Schumanna. Fascynacja fortepianowym utworem „Karnawał” zbliżyła ich do tego stopnia, że wspólnie oddawali się słuchaniu wszystkich możliwych jego wykonań. Znajomość trwała pół roku. Urwała się, bo pewnego dnia wielbicielka muzyki klasycznej została aresztowana – okazała się bowiem oszustką finansową. Jak to możliwe, że ktoś tak wrażliwy, kto kochał Schumanna, oszukiwał starszych ludzi, namawiając ich na fikcyjne inwestycje, i jak mógł zwieść samego narratora? 

Murakami udowadnia, że pisać można o wszystkim, że ciekawych wątków jest nieskończona ilość. Ale jak powiedział kiedyś: „Najważniejsza jest wiara w siebie. Musisz wierzyć, że potrafisz opowiedzieć historię, (…) złożyć kawałki układanki w całość. Bez tej wiary nigdzie nie dojdziesz. To jak z boksem. Kiedy wejdziesz na ring, nie możesz się wycofać. Musisz walczyć do końca meczu”. W innym wywiadzie uzupełnił: „Kiedy piszę, wybieram obrazki i łączę je ze sobą. To jest rdzeń opowieści. Potem tłumaczę to czytelnikowi. Musisz być bardzo delikatny, kiedy coś tłumaczysz. (…) Proste słowa i dobre metafory; dobre alegorie. To jest to, czym się posługuję. Tłumaczę bardzo uważnie i jasno”. 
Osiem nowych opowiadań to najlepszy tego przykład. Czytelnik ani razu się nie zawaha, nie poczuje się ignorantem czy człowiekiem zagubionymf, choćby była to historia o małpie, która mówi, pije piwo i oferuje umycie pleców w łaźni.

* Haruki Murakami, „Pierwsza osoba liczby pojedynczej”, z japońskiego przełożyła Anna Zielińska-Elliott, wyd. Muza

Maria Fredro-Boniecka
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę