Znaleziono 0 artykułów
01.05.2020

Adele: Zaklinaczka uczuć

01.05.2020
Adele śpiewa na rozdaniu nagród Grammy (Fot. Getty Images)

Nagrywa płytę, która bije rekordy popularności, a potem na kilka lat znika. Jedna z najbardziej utytułowanych wokalistek w historii powtórzyła ten manewr już trzykrotnie. Właśnie wypuściła czwarty album – „30”. Znów zaśpiewała o złamanym sercu.

Trudno nie kochać Adele. Gdy w 2011 roku artystka wydała album i DVD „Live at the Royal Albert Hall”, oglądałam ten londyński koncert z przyjaciółmi hipsterami, którzy na co dzień słuchają tylko drum and bassu, moimi 50-letnimi rodzicami, określającymi się jako fani jazzu, oraz narzeczonym, który uważał nagrania z koncertów za zbrodnię na muzyce. Przy „Someone Like You”, jednym z największych, a na pewno najbardziej przejmujących przebojów Adele, wszyscy mieli łzy w oczach.

Adele na początku kariery (Fot. Getty Images) 

W przekonaniu, że nie jestem odosobniona w mojej ocenie Adele jako prawdziwej cudotwórczyni, utwierdził mnie skecz „A Thanksgiving Miracle” z programu „SNL” z 2015 roku. Po wydaniu singla „Hello” z płyty „25” (teledysk miał w trzy miesiące na YouTubie miliard odsłon – na tamten moment było to rekordowe tempo) twórcy postanowili pokazać, że Adele jednoczy ludzi. Ponad podziałami pokoleń i poglądów, tożsamości seksualnych i etnicznych. „Cud w Święto Dziękczynienia” miał bowiem polegać na tym, że nawet homofobiczni i rasistowscy dziadkowie przestają się kłócić z wnuczkami feministkami, gdy z radia płynie „Hello”. Nie dość, że wszyscy razem odśpiewują wtedy hymn Adele, to jeszcze przeobrażają się w jej przedstawione w klipie do piosenki alter ego z futrzanym płaszczem, charakterystyczną natapirowaną fryzurą i ultradługimi paznokciami. Adele się to pewnie spodobało, bo zawsze podkreślała, że jest za równouprawnieniem – w kwestii genderu, koloru skóry i pochodzenia. „Hello” nakręcił nota bene sam Xavier Dolan, co dodało jeszcze kilka poziomów dramatyzmu tej skrojonej na miarę przeboju piosence.

Czy Adele nie uwiera jednak to, że słuchają jej wszyscy? Czy za sukces poczytuje sobie, że słuchając jej piosenek, nie sposób umiejscowić ich w czasie ani w przestrzeni, bo mogłyby równie dobrze powstać pół wieku temu gdzieś w Nashville? Czy świadomie postanowiła nazywać się „Adele”, żeby wzorem największych – Madonny, Beyoncé czy Rihanny – zostać tak sławną, że niepotrzebne jej już nazwisko? Z tymi trzema władczyniami show-biznesu ma zresztą dużo wspólnego. Płyta „Ray of Light” Madonny, którą Adele uważa za najwybitniejszą w dyskografii królowej popu, zainspirowała ją do stworzenia „25”. Z Beyoncé dzieli rekordową liczbę nagród Grammy – podczas jednej ceremonii w 2012 roku zgarnęła aż sześć statuetek za „21” (ma też Oscara za piosenkę do bondowskiego „Skyfall” z 2012 roku). Dla magazynu „Time” napisała sylwetkę Rihanny, w której podkreśliła, że gwiazda „tworzy własne reguły i zmienia nasze”. Na liście inspiracji muzycznych Adele znajdują się właściwie same kobiety. Gdyby nie Spice Girls, pewnie w ogóle nie zaczęłaby tworzyć muzyki. Gdyby nie Amy Winehouse, nie sięgnęłaby po gitarę. Gdyby nie Ella Fitzgerald, Stevie Nicks czy Bette Midler, jej brzmienie nie byłoby tak klasyczne – jazzowe i soulowe, z domieszką country i bluesa.

Adele jest jedną z rekordzistek, jeśli chodzi o ilość nagród Grammy (Fot. Getty Images) 
Adele cieszy się ze zwycięstwa (Fot. Getty Images)

Ale niewiele brakowało, żeby nikt poza mamą nie usłyszał głosu Adele. Widziała się raczej w roli producentki albo realizatorki dźwięku. Ale gdy znajomi zaczęli wrzucać jej szkolne nagrania (uczyła się w BRIT School for Performing Arts & Technology w Croydon z Jessie J i Leoną Lewis) na MySpace’a, od kariery na scenie nie było już dla niej ucieczki. Pokazywania się publiczności na początku chciała uniknąć. Nigdy nie miała kompleksów na punkcie swojej sylwetki, ale wydawało się jej, że pop nie jest gotowy na dziewczynę, która nie przypomina supermodelki. Wciąż podkreśla, że nigdy nie miała zamiaru schudnąć, bo muzyka jest dla uszu, a nie dla oczu. Schudła, bo jak mówi, ćwiczenia pomogły jej w walce z depresją. Precyzyjnie wymyśliła swój wizerunek. Z nastolatki z gitarą, w przydługiej spódnicy i z krzywo obciętą grzywką, przeobraziła się w diwę. Uniesione włosy w stylu lat 60., pin-upowy makijaż, który sama Adele nazywa „charakteryzacją na granicy dragu”, ponadczasowe sukienki w mocnych kolorach inspirowane June Carter. Taka jest jednak tylko na koncertach, bo dodaje jej to pewności siebie w chwilach paniki. A takich jest wiele, bo wciąż zdarza jej się czuć tremę bliską paraliżowi.

Na nielicznych zdjęciach zrobionych przez paparazzich widzimy za to dziewczynę w wyciągniętym swetrze, legginsach i trampkach. Nielicznych, bo po tym, jak Adele w 2014 roku wygrała proces z jedną z agencji fotograficznych, która ośmieliła się udostępnić zdjęcia jej syna Angelo, media trochę się jej boją. Jak sama mówi, jest przede wszystkim mamą, więc będzie bronić swojego dziecka jak lwica. Angelo urodził się w 2012 roku ze związku z Simonem Koneckim. Dziś, po ośmiu latach razem i trzech małżeństwa, para się rozstała, ale podjęła decyzję o wspólnym wychowywaniu syna. Fani spodziewają się więc, że na czwartym albumie znów usłyszą opowieści o złamanym sercu. Cały album „21”, który utrzymywał się na szczycie amerykańskiej listy przebojów przez 23 tygodnie (a sprzedał się w 31 milionach egzemplarzy na całym świecie), opowiadał w końcu o rozstaniu z poprzednim chłopakiem. Tamte piosenki Adele pisała najczęściej po kilku drinkach, kilkunastu papierosach i nieprzespanych nocach. Dziś nie może sobie już na to pozwolić. Zamiast alkoholu, jak przystało na Brytyjkę, pije herbatę, czarną z dwoma kostkami cukru. Rzuciła palenie po operacji gardła w 2011 roku, która miała zabopiec utracie głosu. Noce przesypia, bo dni spędza z Angelo – w zoo, w pobliskim parku albo na lodach. Nie w Los Angeles, tylko w Londynie. Na punkcie autentyczności Adele ma lekką obsesję. W każdym wywiadzie podkreśla, że przyjaźni się od kilkunastu lat z tymi samymi osobami, sława w ogóle jej nie zmieniła i nigdy, przenigdy nie przeprowadzi się za ocean. W show-biznesie rzeczywiście uchodzi za jedną z najskromniejszych gwiazd. Jej jedynym kaprysem jest prywatność. Nie dość, że nie pozwala się fotografować, to jeszcze prawie nie udziela wywiadów. Nie mówiąc już o tym, że na każdy kolejny album każe czekać fanom po kilka lat. Przerwa po „25” trwa od 2015 roku. W chwili wydania tamtej płyty Adele była starsza, niż wskazywałby jej tytuł. Chciała jednak podkreślić, że pracę nad piosenkami zaczęła jako 25-letnia świeżo upieczona matka.

Adele na koncercie (Fot. Getty Images)

Adele jak nikt potrafi uchwycić naturę nostalgii. W czasach, gdy tysiące lajków zdobywają archiwalne fotografie supermodelek z lat 90., namiętnie oglądamy przywołujące lata 80. „Stranger Things”, a moda w klimacie vintage pojawia się na wybiegach, w sieciówkach i na ulicach, staliśmy się sentymentalni. Gdy Adele śpiewa o ulotnej młodości, utraconej miłości i dorosłości, która nas zaskakuje, milenialsom trudno się z tą pochwałą niedojrzałości nie utożsamić. Sama gwiazda na każdym kroku podkreśla, jak szczęśliwe miała dzieciństwo.

Urodziła się jako Adele Laurie Blue Adkins 5 maja 1988 roku w Londynie. Jej mama Penny miała wtedy zaledwie 19 lat. Ojciec, Walijczyk Marc Evans, zostawił rodzinę, gdy dziewczynka miała dwa lata. Matka stworzyła jej dom w niezbyt zamożnej dzielnicy Tottenham, a potem w nadmorskim Brighton. Zabierała córkę na koncerty, od kiedy dziewczynka skończyła trzy lata. Adele mieszkała potem z mamą aż do wydania „21”, a do dzisiaj są najlepszymi przyjaciółkami, które zwierzają się sobie ze wszystkiego. Ta relacja to jeden z punktów stałych w jej życiu. Nie pozwala Adele stracić kontaktu z rzeczywistością.

Sława jest toksyczna. Boję się jej. Im większa popularność, tym mniej prywatności, więc twoje życie się kurczy – mówi Adele, która po sukcesie „21” zaszyła się w domu. Czuła, że utknęła w martwym punkcie. Wtedy dowiedziała się, że jest w ciąży. I wszystko nagle znów nabrało sensu. – Zdarzył mi się taki cud, więc jak mogłabym nie ufać światu? – mówiła w wywiadzie dla „Rolling Stone”, zwierzając się jednocześnie z depresji poporodowej. Przyznaje, że bałaby się drugi raz zostać mamą.

Adele z byłym mężem Simonem Koneckim (Fot. Getty Images)

Swojego Angelo nazywa „rajem”, a słowa „Angelo” i „Paradise” ma wytatuowane na dłoniach. Macierzyństwo całkowicie odmieniło jej życie i nauczyło utraty kontroli. – Angelo jest moim szefem. To on dyktuje warunki. To wokół niego obraca się cały mój świat. Dla moich współpracowników to musi być zabawne, bo w pracy to zawsze ja muszę postawić na swoim – śmieje się Adele. Syn jest jej stabilizacją. Kiedyś jej muzyka żywiła się chłopakami, romansami, rozstaniami. – „Proszę, rozwiedź się!” – słyszę, jak mówią moi fani, wierząc, że dzięki temu znowu wydam płytę – śmiała się Adele jeszcze niedawno. Czy rozwód z Koneckim rzeczywiście sprawi, że znów sięgnie po swój notatnik, w którym zapisuje rozbrajająco romantyczne teksty?

Podczas gdy „19” był w przeważającej mierze akustycznym albumem o jazzowo-soulowym klimacie, w „21” słychać bluesowe wątki, a „25” to popowy przebój z echami lat 70. wyprodukowany przez współpracowników Taylor Swift, The Weeknd i One Republic, o nowej produkcji niewiele wiadomo. Adele znów wykonuje operację na otwartym sercu? Album „30” krytycy już uznali za najlepszy w jej dorobku. 

W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśniczek Adele się nie obnaża – ani na Instagramie, ani w wywiadach, ani dosłownie, ani w przenośni. Pełną skalę emocji pokazuje tylko w piosenkach. Gdy muzyka milknie, roztacza wokół siebie tajemniczą aurę kobiety z innej epoki. Jakby jednocześnie miała wciąż niewinne 19 lat, swoje prawdziwe 33 i wszystkowiedzące 89.

Anna Konieczyńska
  1. Ludzie
  2. Portrety
  3. Adele: Zaklinaczka uczuć
Proszę czekać..
Zamknij