Znaleziono 0 artykułów
16.10.2021

Zacząć wszystko od nowa

Sycylia (Fot. Getty Images)

Odwaga ma różne oblicza. Czasami jest potrzebna po to, by w trudnej sytuacji postawić wszystko na jedną kartę i zmienić swoje życie. Tak jak zrobiły to dziewczyny, które w czasie pandemii postanowiły wyjechać z Polski i zacząć wszystko od nowa z dala od domu.

Utrata pracy i brak perspektyw na znalezienie nowej czy związek, który przeszedł do historii – w czasie pandemii życie wielu z nas zmieniło się o 180 stopni. Ale to, co początkowo wydaje się przeciwnością losu niemożliwą do pokonania, może stać się impulsem, by nadać życiu nowy, lepszy bieg. Historie trzech dziewczyn, które w czasie pandemii wyemigrowały z Polski, pokazują, że zmiany często wychodzą nam na dobre, a na realizację od dawna odkładanych marzeń nigdy nie jest za późno. Wystarczy się odważyć – bo jesteś tego warta!

Miłość, słońce i pizza

Sycylia (Fot. Getty Images)

Gdy w czasie pandemii większość z nas utknęła w domach, nasze bohaterki właśnie wtedy postanowiły zmienić miejsca zamieszkania. Tak było w przypadku Sandry, którą związane z lockdownem życiowe zawirowania zmobilizowały do tego, by spakować walizki. – Od dziecka chciałam mieszkać nad morzem, gdzieś, gdzie zawsze jest ciepło i rosną palmy. Ale jakoś nie miałam odwagi, by to zrobić. A w czasie pandemii zamknęłam swoją firmę, rozstałam się z partnerem i stwierdziłam, że właściwie nic mnie już w Polsce nie trzyma – opowiada Sandra, która od ponad roku mieszka w sycylijskim miasteczku Milazzo. Początkowo na włoską wyspę przyjechała na wakacje, ale tamtejsza atmosfera urzekła ją tak bardzo, że natychmiast poczuła się na Sycylii jak w domu.

W przypadku Sandry nie obyło się bez problemów – choć szybko znalazła mieszkanie, włoska biurokracja nie ułatwiała koniecznych formalności, a covidowe restrykcje z godziną policyjną na czele mocno ograniczyły możliwość nawiązania nowych kontaktów. Historia Sandry jest jednak przykładem na to, że determinacja i pozytywne nastawienie potrafią zdziałać cuda. Naszej bohaterce w czasie pandemii udało się znaleźć nie tylko pracę, ale też miłość. – Poznałam mojego obecnego partnera przez aplikację randkową na Facebooku. Ryzykowaliśmy, spotykając się po godzinie policyjnej, ale na szczęście nigdy nas nie złapano. On jest cudownym, troskliwym i pełnym ciepła człowiekiem. Mimo różnic kulturowych i bariery językowej, która sukcesywnie się zmniejsza, rozumiemy się bez słów – wyznaje Sandra. Do innych plusów nowego miejsca zamieszkania zalicza też wrodzony optymizm mieszkańców i oczywiście włoską kuchnię. – Każdy, kto się tu przenosi, na początku tyje minimum pięć kilo. Nie da się inaczej przez tutejsze słodycze, pizzę i lokalne przysmaki, o których można by opowiadać naprawdę długo. Poza tym tu żyje się wolniej, spokojniej, bardziej na luzie, co bardzo mi pasuje – mówi.

Sandra przyznaje, że większość znajomych jej podjętą spontanicznie decyzję o przeprowadzce uznała za szaloną. Ale przekonuje, że nie żałuje wyjazdu bez żadnego planu. – Codziennie dziękuję sobie za tę decyzję. Los mi sprzyjał – uważam, że tak często się dzieje w przypadku odważnych osób. Wierzę, że to, co myślimy i czujemy, co przyciągamy do siebie, ma odbicie w naszym życiu. Wielokrotnie przekonałam się, że to prawda. Prawo przyciągania codziennie manifestuje się w moim życiu – przekonuje Sandra.

Suknia ślubna w walizce

Kuala Lumpur (Fot. Getty Images)

Ostatnie kilkanaście miesięcy uświadomiło nam wszystkim, że nawet najbardziej precyzyjne plany mogą w jednej chwili legnąć w guzach. Przekonała się o tym dobitnie Natalia, którą wybuch pandemii zastał w Bangkoku. Nasza bohaterka po zakończeniu kontraktu z agencją modelek zamierzała przeprowadzić się do partnera mieszkającego w Kuala Lumpur. I choć finalnie faktycznie dotarła do Malezji, nic nie odbyło się tak, jak planowała. – Pandemia mocno pokrzyżowała nam plany, z trzech miesięcy spędzonych w Tajlandii zrobiło się ponad pół roku, a dalsza podróż w tamtym momencie stała się dla mnie niemożliwa. Malezja zamknęła granicę dla cudzoziemców, musiałam wrócić do Polski. Obydwoje, żegnając się na lotnisku w Bangkoku, nie byliśmy przygotowani na to, że nasza rozłąka będzie trwać kolejne dziewięć miesięcy, a mój wylot do Kuala Lumpur stanie się ogromnym wyzwaniem – opowiada Natalia.

Kuala Lumpur (Fot. Getty Images)

Wielu z nas w czasie pandemii straciło swoich bliskich – tak niestety wydarzyło się też w przypadku partnera Natalii. Śmierć ojca chłopaka stała się bezpośrednim impulsem do decyzji o ślubie, który był jedyną opcję pozwalającą na ominięcie obostrzeń i dołączenie do dotkniętego tragedią partnera. – Początkowo obydwoje nie braliśmy tego pod uwagę. Mimo że byliśmy już kilka lat razem, nie myśleliśmy o ślubie, tym bardziej w takich okolicznościach! Jednak śmierć ojca partnera tak mną wstrząsnęła, że nie byłam w stanie dalej czekać. Tydzień później odbierałam już zaświadczenie o stanie cywilnym w urzędzie, a mój narzeczony załatwiał ostatnie formalności umożliwiające mi przylot. Zanim się obejrzałam, jechałam na lotnisko z upchniętą w bagażu suknią ślubną. Cała podróż była dla mnie bardzo emocjonalnym przeżyciem. Razem ze mną na pokładzie samolotu lecącego ze Stambułu do Kuala Lumpur było tylko sześć osób. Nigdy tego nie zapomnę – wspomina Natalia. I dodaje, że w Azji Południowo-Wschodniej znalazła swoje miejsce na ziemi. – Wiem, że najbardziej ryzykowne decyzje, które powodują̨ u mnie wyjście z mojej własnej strefy komfortu, zaprowadzą mnie do niesamowitych miejsc – mówi.

Zmiana planszy

Teneryfa (Fot. Getty Images)

Utrata pracy w czasie pandemii dotknęła pracowników wielu sektorów. Kaya, która pracowała jako tancerka salsy i tańców kubańskich oraz instruktorka tańca i trenerka terapii ruchem, straciła źródło utrzymania dosłownie z dnia na dzień. Również w jej przypadku trudna sytuacja stała się motywacją do zmiany. – Musiałam działać szybko, żeby zapewnić stabilizację finansową rodzinie i firmie. Jako filolog hiszpańska z wykształcenia w mediach społecznościowych zapytałam, czy ktoś nie chciałby się uczyć hiszpańskiego – wspomina Kaya. Odzew był ogromny – w ciągu tygodnia grafik Kai był pełen. 

– Zajawka stała się pełnoprawną pracą, która trwa do dzisiaj, a plus jej jest taki, że jest całkowicie zdalna – mówi nasza bohaterka. Brak stałego miejsca pracy stał się w jej przypadku inspiracją do zmiany adresu na bardziej egzotyczny. Padło na Teneryfę. – Na wyspę pojechałam w odwiedziny do koleżanki i stwierdziłam, że zostaję na dłużej. Wyprowadziłam się z Polski, ponieważ potrzebowałam zrobić coś dla siebie. Wcześniejszy pobyt na Helu pokazał mi, jak bardzo potrzebuję bliskości wody i słońca, nie tylko w okresie wakacyjnym, ale także przez cały rok. Dawało mi to poczucie przyjemności, świeżości w głowie, motywacji, inspiracji  tak bardzo mi potrzebnych po trudnym początku roku w trakcie pandemii, przy powoli nawracających stanach depresyjnych. Polska wyczerpała swój potencjał, potrzebowałam totalnej zmiany, rzucenia się na głęboką wodę – wyznaje Kaya.

Teneryfa (Fot. Getty Images)

Jeden ze znajomych Kai jej przeprowadzkę nazwał „zmianą planszy”. Ona sama mówi, że ta „nowa plansza” to jednocześnie „nowi ludzie, nowe możliwości, nowe pasje, nowe tempo życia, nowy poziom przyjemności i hedonizmu”. – Mieszkanie na wyspie, która jest hiszpańska, ale jest tam ogromnie dużo Latynosów, to zmiana perspektywy. Słynna mañana, czyli zwolnienie tempa, inny temperament  to zmieniło i dalej zmienia moje nastawienie i poczucie, co jest ważne. Gdzie zatracam balans między pracą a odpoczynkiem, na co przeznaczam czas wolny i ile sprawia mi to przyjemności – przekonuje Kaya. I dodaje, że przyjemność to w jej przypadku słowo klucz. – Na wyspie uczę się żyć tak, żeby wszystko, łącznie z pracą, sprawiało mi przyjemność. Widok oceanu z balkonu, palmy i kaktusy w ogrodzie, surfing ze znajomymi  to były moje młodzieńcze marzenia, które dzisiaj stają się moją codziennością. Patrzę na to jeszcze niekiedy z onieśmieleniem – przyznaje nasza bohaterka. – Dzięki tej przeprowadzce czuję, że wszystko jest możliwe we właściwym czasie, wymaga niekiedy cierpliwości, samozaparcia, wiary, puszczenia kontroli, poddania się nurtowi i popłynie dokładnie tak, jak ma być, jednocześnie całkowicie w zgodzie z tym, co we mnie – dodaje Kaya.

Fot. Materiały prasowe

 

Natalia Jeziorek
Komentarze (1)

Katarzyna Grotkowska17.10.2021, 16:00
Popieram całym sercem ❤️ Tez tak zrobiłam w czasie pandemii. Wyjechałam do Izraela
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę