Znaleziono 0 artykułów
24.12.2020

Inspirujące kobiety. Krysia Paszko: Nie bądźmy obojętni na przemoc

Fot. Kasia Marcinkiewicz

W czasie lockdownu wiele kobiet zostało uwięzionych w domach ze swoimi oprawcami. Zastraszone, bały się zadzwonić na policję. Rozwiązanie znalazła nastolatka z Warszawy, założycielka organizacji Rumianki i bratki, która walczy z przemocą wobec kobiet.

„Rumianki i bratki to sklep z naturalnymi kosmetykami. Pomożemy Ci przy zakupie odpowiednich specyfików, jak i we wszystkich innych problemach” – zaprasza na swój profil marka kosmetyczna. W ofercie nie znajdziemy jednak kremów ani balsamów, ale coś dużo ważniejszego – wsparcie. Krysia Paszko, nastolatka z Warszawy, wpadła na pomysł szyfru, kiedy usłyszała o podobnej inicjatywie we Francji. – Doświadczające przemocy kobiety mogły tam poprosić o wezwanie odpowiednich służb czy prosić farmaceutów o maseczkę numer 19. To był rodzaj szyfru. Stąd zrodził się pomysł, że moja inicjatywa również powinna opierać się na szyfrze. Początkowo nie planowałam ogólnopolskiej akcji, to miało być działanie kierowane do moich znajomych. Zamieściłam post na tablicy na Facebooku. Ustawiłam go jako publiczny, moi znajomi zaczęli go udostępniać, później zrobili to znajomi znajomych itd. – wspomina początki Rumianków i bratków. Post szybko stał się wiralem. W 24 godziny udostępniło go 13 tysięcy osób. – Wkrótce byłam zmuszona założyć sklep i zadbać o pomoc innych osób, bo liczba potrzebujących, do których dotarła ta informacja, była naprawdę spora – tłumaczy Krysia.

Doświadczająca przemocy domowej kobieta może za pośrednictwem profilu w mediach społecznościowych napisać do sklepu Rumianki i bratki. Jeśli powie, że jest zainteresowana ofertą, to znaczy, że ma problem, ale nie chce jeszcze wzywać policji. Jeśli zadeklaruje, że chce złożyć zamówienie, osoba znajdująca się po drugiej stronie wie, że czas na interwencję patrolu. Dziś profil Rumianków i braków śledzi ponad 19 tys. osób, inicjatywę wspiera Centrum Praw Kobiet. Związane z nim psycholożki i prawniczki prowadzą dyżury na czacie. Dotychczas dzięki działalności Rumianków i bratków pomoc uzyskało ponad 300 kobiet. Czasem wystarczy jednorazowa interwencja, ale często zdarza się, że pokrzywdzone kobiety potrzebują terapii albo pomocy prawnej. Wtedy do akcji wkraczają specjalistki z Centrum Praw Kobiet.

Fot. Kasia Marcinkiewicz

Krysia Paszko pamięta dobrze jedną z pierwszych interwencji z udziałem policji. – Matka małego dziecka rozstała się z partnerem. Chciała, żeby wyprowadził się z jej mieszkania, ale on odmawiał, stosował wobec niej przemoc. Poprosiła nas o interwencję policji, gdy kąpała dziecko. To był jedyny moment, kiedy partnera nie było w pobliżu i mogła sobie na to pozwolić. Wezwaliśmy policję, mężczyźnie nakazano oddanie kluczy i zabrano go na izbę wytrzeźwień, bo był pod wpływem alkoholu. Policjanci w stanowczy sposób wytłumaczyli mu, że jeżeli nie przestanie nękać i nachodzić byłej partnerki, jeśli będzie ją obrażał, ubliżał jej czy ją szantażował, to odpowie za to karnie – wspomina Krysia.

Fot. Kasia Marcinkiewicz

We Francji i innych europejskich krajach o ofiary przemocy domowej troszczy się państwo lub wspierane przez nie organizacje. Polska jest daleko w tyle. – Miałam poczucie, że istnieją instytucje, które powinny pomagać kobietom doświadczającym przemocy. Byłam też przekonana, że powinno wspierać je państwo, niestety teraz widzimy, że ono zawodzi, choćby przez chęć wypowiedzenia konwencji stambulskiej działa na niekorzyść kobiet. Dlatego postanowiłam działać. Gdybym miała świadomość, że tak jak np. we Francji państwo będzie w stanie zorganizować instytucjonalną pomoc, to zostawiłabym to w jego rękach – wyjaśnia Krysia. Wystarczyłoby, żeby państwo zwiększyło finansowanie istniejących organizacji. – Takie inicjatywy już są, ale potrzebują pieniędzy, aby móc dalej sprawnie funkcjonować, żeby zatrudnić więcej osób, kupić konieczny sprzęt. Wsparcie darczyńców nie wystarcza, więc jeśli rząd chce tytułować się jako wspierający kobiety, powinien zacząć od finansowania organizacji, które już istnieją i dobrze działają – podkreśla Krysia.

Fot. Kasia Marcinkiewicz

Wśród przedstawicieli starszego pokolenia pokutuje przeświadczenie, że młodym ludziom brak empatii. Krysia Paszko – dziś 18-latka – udowadnia, że jest inaczej. – Pomagania nauczyło mnie harcerstwo. Jestem przyboczną, współprowadzę drużynę. Tam uwrażliwiłam się na potrzeby innych – wspomina Krysia. Nie czuje się bohaterką, raczej jedną z drużyny bohaterek.

W przyszłości Paszko chce iść na prawo. – Kiedy komuś dzieje się krzywda, nie potrafi stać obojętnie. Nie ma we mnie zgody na niesprawiedliwość – tłumaczy Krysia. – Nie trzeba samemu działać charytatywnie. Wystarczy zareagować, kiedy widzimy przemoc u sąsiadów. Albo wspomóc finansowo jakąś fundację. To są małe rzeczy. Razem możemy więcej. Jeżeli każdy z nas będzie reagował na przemoc, jeśli każdy chociaż raz na rok z okazji świąt wpłaci chociaż 100 złotych na organizację pomagającą kobietom, to razem będziemy w stanie zrobić naprawdę dużo dobrego – przekonuje Krysia.

 

Natalia Jeziorek
Komentarze (1)

Anna Scibor25.12.2020, 11:51
Cudowna Krysia:)
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę