Znaleziono 0 artykułów
05.12.2019

Joan Didion: Smutek słowa

Joan Didion w swoim mieskzaniu na Upper East Side (Fot. Neville Elder/Corbis Sygma (Photo by Neville Elder/Corbis via Getty Images)

W Polsce o obchodzącej dziś 85. urodziny Joan Didion, legendzie amerykańskiej literatury, wielu usłyszało po raz pierwszy dopiero w ubiegłym roku za sprawą dostępnego na Netfliksie dokumentu „Wszystko w rozpadzie”. Tymczasem opierające się upływowi czasu teksty Didion, publikowane m.in. w „Vogue’u”, mają niezwykłą moc oddziaływania. 

Choć zaczęła pisać opowiadania w wieku pięciu lat, Joan Didion nie myślała o sobie jako o pisarce, dopóki nie opublikowano jej pierwszej książki. Urodziła się 5 grudnia 1934 roku w Sacramento. Ojciec dziewczynki był wojskowym, więc od wybuchu II wojny światowej rodzina często się przeprowadzała. Zmuszona zmieniać szkoły, nieśmiała Joan ukojenia szukała w książkach i na sali kinowej. Po powrocie do rodzinnego miasta pozostała outsiderką, która nad towarzystwo rówieśników przedkładała tworzenie własnych historii. Gdy dorosła, pisarstwo stało się czymś więcej niż lekiem na samotność. Didion ukończyła studia z literatury angielskiej na uniwersytecie w Berkeley. Na ostatnim roku wygrała organizowany przez magazyn „Vogue” konkurs. Nagrodą była praca. 

20-letnia Joan przyjechała do Nowego Jorku, by podjąć pracę w magazynie, który z czcią kartkowała w rodzinnym domu. Już jej pierwszy opublikowany w „Vogue’u” tekst, zatytułowany „Poczucie wartości. Jego źródło, jego moc”, trafił na okładkę. Jednocześnie Didion pracowała nad swoją pierwszą powieścią. „Tak się robiło. Kończysz studia i teraz napiszesz powieść. Kończyłam pracę w »Vogue’u«, a w domu zajmowałam się tym. Nie miałam żadnego jasnego wyobrażenia. Pisałam po kawałku. A potem wieszałam te kawałki na ścianach mojego mieszkania” – wspomina Didion w dokumencie „Wszystko w rozpadzie”. Powieść, zatytułowana „Rzekobieg”, pod pozorem rozpadu małżeństwa kalifornijskich plantatorów poruszała tematykę upadku ładu moralnego i wszelkich wartości. Książka nie zrobiła furory wśród czytelników, prawie nie została zauważona przez krytykę. Ale Joan poczuła się prawdziwą pisarką.

Joan Didion  i jej mąż John Gregory Dunne, 1970 (Fot. Getty Images)

Podczas pracy nad „Rzekobiegiem” Didion poznała dziennikarza „Time’a”, Johna Gregory’ego Dunne’a. Stali się nierozłączni. John pomagał Joan redagować powieść, po pewnym czasie zamieszkali razem, a rok później byli już małżeństwem. Ale choć Joan w wieku 28 lat miała męża, pracę w „Vogue’u” i spore grono znajomych, zaczęła się czuć w Nowym Jorku nieszczęśliwa, przytłoczona atmosferą miasta, które nigdy nie śpi. John, widząc, że jego żona pogrąża się w depresji, zrezygnował z pracy. Wyjechali do Kalifornii. Wspominając ostatni spędzony w Nowym Jorku rok, Joan napisała po latach: „Nie przypuszczałam, że można przedawkować wesołe miasteczko”.

Cisza przed burzą

Wyjazd do Kalifornii, który miał pomóc Joan odzyskać równowagę psychiczną, miał potrwać pół roku. John i Joan zamieścili w prasie ogłoszenie mówiące, że bezdzietni pisarz i jego żona poszukują domu. Udało im się znaleźć posiadłość położoną nad samym morzem, w Portuguese Bend. Zgodnie z przewidywaniem Johna jego żona odzyskała tam siły do życia. Oboje znów pisali, redagowali wzajemnie swoje teksty, byli swoimi pierwszymi czytelnikami i recenzentami. Na idealnym obrazku brakowało tylko dziecka. Niestety wkrótce wyszło na jaw, że nie mogą go mieć. Para zdecydowała się więc wystąpić o adopcję. Pewnego dnia zadzwonił telefon. Głos w słuchawce powiedział Joan, że w szpitalu Saint John czeka na nich nowo narodzona dziewczynka. Tak do rodziny weszła Quintana Roo – nazwana od prowincji w Meksyku, nieznanej ziemi.

Pojawienie się w ich życiu córki sprawiło, że John i Joan znów musieli się przeprowadzić. Właściciele domu w Portuguese Bend nie życzyli sobie dziecka. Para przeniosła się więc do wielkiego domu w niegdyś drogiej dzielnicy Hollywood. Ich sąsiadami były teraz gwiazdy rocka, nieopodal mieszkał też Roman Polański z Sharon Tate. Nowy dom Dunne’ów szybko stał się miejscem suto zakrapianych imprez, na których bywała Janis Joplin. Joan zaczęto zlecać wywiady z Jimem Morrisonem i reportaże o kontrkulturze. Ale obdarzona niezawodnym zmysłem obserwacji Joan widziała w naćpanych dzieciach kwiatach więcej niż bunt przeciwko zastanemu porządkowi świata. Dostrzegała rozczarowanie, upadek wartości i świat zmierzający ku nieuchronnemu upadkowi. 

„Wszystko było w rozpadzie. To był kraj bankructw, ogłoszeń o aukcjach majątków, częstych raportów o morderstwach, zagubionych dzieci, porzuconych domów i wandali, którzy robili błędy nawet w czteroliterowych słowach. Kraj, w którym znikały całe rodziny (...) nastolatki oddalające się z miasta do zniszczonych miast, zrzucające z siebie przeszłość i przyszłość, tak jak węże zrzucają skórę. Dzieci, które nie zostały nauczone i nigdy miały nie poznać gier, które scalają społeczeństwo” – pisała Didion w tytułowym eseju ze zbioru zatytułowanego „Pełzną ku Betlejem”. Za sprawą wydanej w 1968 roku książki Joan stała się gwiazdą. „New York Times” określił w recenzji zbiór jako „przykład najlepszej prozy, jaką wydaje się dziś w kraju”, „Los Angeles Times” uhonorował ją tytułem kobiety roku. Ale autorka nie potrafiła się w pełni cieszyć sukcesem. Być może jej wrażliwość nie udźwignęła tego, co Joan zobaczyła – kilkuletnie dzieci na haju, młodzi ludzie, idący przez życie bez celu, wszechobecny pesymizm. A może zbyt wiele czasu spędzała na hucznych imprezach z gwiazdami rocka, organizowanych w ich domu. Narkotyki były na nich wszechobecne, Didion znalazła je pewnej nocy nawet na podłodze w pokoju Quintany. 

Joan Didion pracuje razem z mężem w domu w Malibu,1972 (Fot. Henry Clarke/Condé Nast via Getty Images)
Joan Didion w swoim mieskzaniu na Upper East Side (Fot. Neville Elder/Corbis Sygma (Photo by Neville Elder/Corbis via Getty Images)

Joan znów przeszła załamanie nerwowe. Trafiła do szpitala psychiatrycznego w Santa Monica. Didion, tak jak w dzieciństwie, w pisaniu znalazła sposób, by wyciszyć lęki. Ale 9 sierpnia 1969 roku okazało się, że jej pesymistyczny obraz świata był jak najbardziej uzasadniony. Po zbrodni, której Charles Manson wraz ze swoją sektą dopuścił się na Sharon Tate i czterech innych osobach obecnych w domu przy Cielo Drive, nieopodal Franklin Avenue, gdzie mieszkali Didionowie, nic już nie było takie samo. Joan przeprowadziła wywiad z Lindą Kasabian, która w noc zbrodni stała na czatach. Przesłuchiwała także nagrania z rozpraw Mansona i członków jego gangu. Ich zbrodnia, jej przyczyny i konsekwencje, wraz ze wspomnieniem załamania nerwowego, posłużyły Joan za materiał do kolejnych esejów, publikowanych m.in. w magazynach „Life” i „Esquire”, a później zgromadzonych w książce „The White Album” wydanej w 1979 roku. 

Film i polityka

Zbrodnia Mansona wstrząsnęła całą Ameryką, ale państwo Didion przechodzili swój własny kryzys. John nie radził sobie z faktem, że to jego żona jest gwiazdą, a on, choć też pisze, został sprowadzony do roli męża i ojca. Zaczął urządzać awantury o każdy drobiazg. Para znalazła się na krawędzi rozwodu. Małżeństwo udało się jednak uratować. Ratunkiem okazała się przeprowadzka do spokojniejszej okolicy – Brentwood w Malibu. A także sukces, który tym razem małżonkowie odnieśli wspólnie. Scenariusz, który Didionowie napisali wspólnie, został zaakceptowany przez producenta i w 1971 roku na ekrany trafił film „Panic in the Needle Park” („Narkomani”). Małżeństwo w nowej pracy, w domu z widokiem na ocean znów odnalazło spokój. Wkrótce powstał kolejny scenariusz – adaptacja wydanej w 1970 roku powieści Joan „Play It as It Lays” („Graj, jak się da”).  Film został dobrze przyjęty przez krytykę, ale największym sukcesem Dunne’ów był scenariusz do filmu „Narodziny gwiazdy”, w którym wystąpili Kris Kristofferson i Barbra Streisand. Wraz z sukcesem zawodowym przyszła stabilizacja – urządzony w mieszczańskim stylu dom, ubezpieczenie zdrowotne, rodzinne kolacje, stałe zarobki. Joan pisanie scenariuszy określała jako „niezłą zabawę”, coś zupełnie innego od pracy nad książką.

Względny spokój w życiu prywatnym nie uśpił wrażliwości Joan na to, co działo się na świecie. Po wydaniu kolejnej powieści, „Modlitewnika”, zaczęła pisać eseje poświęcone tematom politycznym. W latach 70. i 80. zaczęto zaliczać ją do elitarnego grona najwybitniejszych przedstawicieli tak zwanego nowego dziennikarstwa – nurtu opierającego się na użyciu technik literackich w reportażach i innych formach publicystycznych. Jej nazwisko zaczęło się pojawiać w rozmowach i publikacjach obok takich postaci jak Tom Wolfe, Norman Mailer czy prekursor nurtu – Ernest Hemingway. W 1982 roku Didion pojechała do Salwadoru, gdzie toczyła się okrutna wojna domowa. Swoje doświadczenia opisała w reportażu.

Joan Didion przygotowuje obiad w swojej kuchni, 1972 (Fot. Henry Clarke/Condé Nast via Getty Images)

W kolejnych tekstach Didion skupiała się na krytyce administracji Busha czy wojnie w Iraku. Opublikowała też będący krytyką rasizmu esej o piątce czarnoskórych nastolatków, niesprawiedliwie skazanych za gwałt na białej biegaczce (powstał o tym też serial „Jak nas widzą” Netfliksa). Szerokim echem odbiła się także jej powieść „Demokracja”, opowiadająca historię długiego, ale niespełnionego romansu bogatej dziedziczki i starszego oficera CIA na tle zimnej wojny i konfliktu w Wietnamie. Kiedy Quintana wyjechała na studia, Didionowie zdecydowali, że ich przygoda w Kalifornii dobiegła końca. Znów zamieszkali w Nowym Jorku. Ale John zaczął podupadać na zdrowiu. Lekarz zdiagnozował u niego problem z gałęzią przednią zstępującą lewej tętnicy wieńcowej. Pisarz nie zamierzał jednak zwalniać tempa. Potraktował diagnozę jako impuls, by pracować ciężej.

Rok magicznego myślenia

Zimą 2003 roku Quintana zmagała się z, jak przypuszczano, wyjątkowo ciężką w przebiegu grypą. Wkrótce choroba przekształciła się w zapalenie płuc, a gdy kobieta, dusząc się, trafiła do szpitala, zdiagnozowano u niej sepsę. Gdy zapadła w śpiączkę, rodzice byli przerażeni. Prawdopodobnie to właśnie stres związany z jej ciężkim stanem przyczynił się do nagłego pogorszenia u Johna. Pewnego wieczoru pisarz upadł na podłogę. Zmarł na zawał jeszcze przed przyjazdem karetki pogotowia. W „Roku magicznego myślenia” Joan pisze o żałobie, którą przechodziła, odwiedzając jednocześnie w szpitalu chorą córkę.

Książka pomogła pisarce uporać się z niezwykle trudnymi emocjami, ale Quintana bardzo źle zniosła śmierć ojca. Pogrzeb odłożono, aż była na tyle zdrowa, by się na nim pojawić. Dzień później postanowiła polecieć na kilka dni do Malibu. Joan uznała, że córce dobrze zrobi wyjazd. Ale wychodząc z samolotu, Quintana upadła i uderzyła się w głowę. Początkowo uznała, że to nic poważnego, ale jej stan szybko się pogorszył. Zapadła w śpiączkę. Przez dwa lata podejmowano próby rehabilitacji, ale nic nie dało się już zrobić. Joan, która w przeciągu dwóch lat straciła męża i córkę, była zdruzgotana. Wydawało się, że tym razem nawet literatura nie zdoła jej uratować. Nie była już w stanie pisać, schudła do 40 kilogramów, powoli znikała.

Joan Didion z rodziną spaceruje po plaży w Malibu, 1972 (Fot. Henry Clarke/Condé Nast via Getty Images)

Przyjaciele wpadli na pomysł, by „Rok magicznego myślenia” przenieść na deski teatru. Podczas prób opiekowali się Joan. Dokarmiali ją. Udało się. Wróciła do żywych i znów zaczęła pisać. „Niebieskie noce” opowiadają o radzeniu sobie z największą stratą – śmiercią dziecka. I o poczuciu winy, z którym zmagała się Joan. Nie dopilnowała dziewczynki, którą jej powierzono. Pozwalała jej brać udział w szalonych imprezach dorosłych. Nie pomogła jej wyjść ze szponów nałogu. Didion nigdy do końca nie pogodziła się ze śmiercią Quintany, ale znalazła w sobie siłę, by żyć dalej. W wieku 80 lat przed obiektywem Juergena Tellera pozowała do kampanii Céline. W 2015 roku wizerunek autorki znalazł się na plakatach promujących wiosenną kolekcję. 

Didion w środowisku amerykańskich literatów od lat była uważana za ikonę stylu. Zdjęcia z końca lat 60. autorstwa Juliana Wassera, na których ubrana w powłóczystą spódnicę Joan pozuje na tle samochodu corvette stingray, zyskały miano kultowych. Kultowa jest też sama postać Didion, co dobitnie udowodniła zbiórka na platformie Kickstarter. Joan wystawiła w jej ramach na aukcję dwie pary swoich okularów słonecznych – niezależnie od pory dnia nieodłącznego elementu swojej garderoby. W taki sposób jej bratanek Griffin Dunne zbierał pieniądze na projekt o swojej ciotce. Planowano zdobyć 80 tysięcy dolarów. Ostateczna zebrano 220 tysięcy.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę