Znaleziono 0 artykułów
09.11.2021

Jak kupować biżuterię vintage

(Fot. Getty Images)

Kasia Kałużny - Janus od 10 lat zajmuje się biżuterią vintage. Zauważa, że ta z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W warszawskim butiku Magia Brylantów kupują coraz młodsze klientki, a wybierać mogą wśród wyjątkowych skarbów XIX i XX wieku. 

Niewielki butik na warszawskiej starówce przy Krakowskim Przedmieściu pachnie świeżo zaparzoną herbatą i ciastkami. Z głośników płynie jazz. Antyczne meble i zamknięta w gablotach biżuteria vintage przenoszą w czasie do starej Warszawy. – W tej kamienicy grał kiedyś Fryderyk Chopin. Ta wiadomość utwierdziła mnie w przekonaniu, że to moje miejsce. Starówka jest mi bardzo bliska – opowiada Kasia Janus, właścicielka Magii Brylantów. – Moja praprababcia, Władysława, była modystką. Miała zakład przy ulicy Freta na Nowym Mieście, dojeżdżała tam dorożką. Ręcznie robiła rękawiczki i kapelusze dla dam. Na starówkę zawsze przychodziłam na lody z jej wnuczką, a moją babcią Jadwigą, która opowiadała, jak wyglądało tu życie przed wojną. Pokazywała wszystkie zakątki, opowiadając o tym, jak jej mąż, mój dziadek, zazieleniał stolicę po drugiej wojnie światowej. Był kierownikiem Spółdzielni Ogrodniczej Śródmieście (tam się poznali), która uczestniczyła w odbudowie zielonej Warszawy - wszystkie parki w centrum czy wzdłuż ulic. Cieszę się, że mogę mieć sklep w starej kamienicy z widokiem na drzewa, które posadził mój dziadek. Otrzymał za to honorową odznakę Za Zasługi dla Warszawy – mówi. 

Miłość do biżuterii Kasia Janus wyniosła z domu. Wpływ na to miały mama i babcia, których portrety wiszą na ścianach butiku. – Kiedy przyjeżdżałam do babci, jedną z moich ulubionych rozrywek było grzebanie w jej szkatułce. Kiedy zrywały się jej korale, pozwalała mi je zabrać do domu i nawlec na nowo. Robiłam z nich nowe kompozycje –śmieje się Janus. – Babcia zawsze zakładała je na niedzielny obiad. Była bardzo kochana.

W Magii Brylantów najwięcej jest biżuterii z XIX wieku

Kasia Janus zaczynała od wytwarzania własnej biżuterii ze srebra. –Nauczyłam się podstawowych technik i miałam ogromną frajdę z tego, że mogę wyrazić się artystycznie i że ludziom podobają się moje projekty – wspomina. Kiedy doceniła biżuterię vintage, zrozumiała, że nie dorówna starym mistrzom. Zajęła się więc skupowaniem starej biżuterii.

Szuka jej zazwyczaj w sieci, chociaż ma też stałych dostawców. Większość sprowadza z Wielkiej Brytanii i Francji. Największą słabość ma do biżuterii datowanej na XIX w. – Francuska biżuteria tamtych czasów to czysta poezja – mówi Kasia Janus i wyjmuje z gabloty broszkę w kształcie kwiatu. – To odpowiedź na panujący wówczas naturalizm i realizm. Wykonana z diamentów w starych szlifach brylantowych i rozetowych. Liście wyglądają jak prawdziwe. Dzięki zastosowaniu popularnej wówczas techniki en tremblant, z użyciem zegarowych sprężyn, kwiat delikatnie trzęsie się przy poruszeniu.

Wykonanie broszki, podobnie jak innych rzeczy z epoki, wymagało setek godzin misternej pracy. – XIX-wieczna biżuteria jest dużo lżejsza i finezyjna od XVIII-wiecznej. To dzięki nowym technikom i rozwojowi przemysłu. Prąd dał twórcom dostęp do wierteł, maszyn, a przede wszystkim światła. Wcześniej pracowali przy świecach czy lampach oliwnych – tłumaczy Kasia Janus. 

Kupowanie biżuterii z drugiej ręki to nobilitacja

Kwiatowa broszka, którą oglądałyśmy, wyceniona jest na 43 tys. zł, ale Kasia Janus podkreśla, że można u niej znaleźć wyjątkowe przedmioty już za tysiąc złotych. – Kiedyś kupowały u mnie głównie starsze panie albo zamożne osoby, które chciały ulokować kapitał. Dzisiaj moimi klientkami są dwudziestoletnie dziewczyny szukające czegoś wyjątkowego. Z roku na rok widzę coraz większe zainteresowanie biżuterią vintage. Kiedyś kupowanie z drugiej ręki wynikało ze słabszych warunków finansowych, dziś jest nobilitacją – mówi. 

Dostaje mnóstwo próśb o naprawę biżuterii z masowej produkcji, która się łatwo psuje. Wypadają kamienie, pękają obrączki. To są, w przeciwieństwie do vintage, naprawdę jednorazowe przedmioty. – Sam fakt, że nosisz pierścionek, który powstał sto lat temu i ciągle wygląda tak samo pięknie, świadczy o jego jakości i ponadczasowości –podkreśla Kasia Janus. Obserwuje, że biżuteria vintage stała się też dobrą inwestycją. – Najlepiej inwestować w biżuterię XIX–wieczną, art déco czy secesyjną.

– Co jest najbardziej pożądane? – pytam. 

– Najczęściej sprzedajemy pierścionki z pojedynczym brylantem, klasyczne zaręczynowe w oprawie w stylu Tiffany. Klientki lubią też szafiry w otoczeniu brylantów. To chyba za sprawą Kate Middleton i jej pierścionka zaręczynowego

W Magii Brylantów rozwija się też sprzedaż online. Najdroższy przedmiot, jaki ktoś kupił jedynie na podstawie zdjęć, to pierścionek z dużym brylantem, w oprawie w stylu art déco ze szlifem przejściowym. Kosztował 125 tys. zł. – Klientka chciała, żeby wysłać go kurierem, ale nie odważyłam się na to. Pracująca ze mną pani Agnieszka zgodziła się zawieźć go samochodem. Musiała przejechać 400 km.

Jak nie dać się oszukać, kupując biżuterię vintage?

Jakie są największe wyzwania kupca vintage? – Nie dać się oszukać – Kasia tłumaczy, że to szczególnie łatwe w branży brylantowej, w której jest sporo podróbek. Dlatego w jej pracowni są wszystkie konieczne narzędzia, światełka, lupy. 

– Trzeba mieć sporo sprzętu, żeby nie dać się oszukać. Ale on nie wystarczy. Konieczna jest wiedza, dlatego ciągle się dokształcam. Mam sporą biblioteczkę fachowej literatury. Nie tylko albumy, lecz także opracowania historyków sztuki i mody. Jestem też w stałym kontakcie z ekspertami – wylicza Kasia i zapewnia, że dzięki temu zapleczu już patrząc na przedmiot, rozpoznaje czas powstania, technikę i materiały, z których został zrobiony. – Duże znaczenie ma świadomość cech probierczych, które były wybijane na biżuterii od setek lat. Z tej próby możemy rozpoznać z jakiej epoki pochodzi przedmiot. Wystarczy mieć lupę z odpowiednim powiększeniem i katalog z próbami. Potrafię rozpoznać, jeśli próba tylko udaje starą.

Ze względu na rozwijający się rynek podróbek Kasia Janus odradza szukania wartościowej biżuterii na własną rękę. Doradza natomiast sprawdzenie, czy ta, którą mamy, jest autentyczna i wartościowa. Chętnie w tym pomoże. – Uważam, że wiedzą trzeba się dzielić. Klienci często mnie o to pytają. Niektórzy planują sprzedać starą biżuterię po mamie czy babci i chcą wiedzieć, ile jest warta. To ważne, by ktoś nas nie oszukał i nie odkupił biżuterii po zaniżonej cenie.

Biżuteria vintage cenniejsza niż pieniądze 

Kasia Janus ciągle szuka wymarzonej biżuterii Fabergé, ale już ma w kolekcji skarb, z którego jest niezwykle dumna. To pierścionek z misterną wycinanką z platyny utrzymującej trzykaratowy diament w starym szlifie w pięknej bieli. Wokół wszystkie kamienie są autentyczne, nigdy nie były wymieniane. – Piękna koronkowa robota z lat 30. XX w. Ile byś mi nie zaoferowała, nie sprzedam go, bo wiem, że takiego skarbu już nie odkupię. 

– Nawet za milion dolarów? – dopytuję. 

– Nie, dziękuję bardzo. Są rzeczy, które mają dla mnie większą wartość niż pieniądze.

Kara Becker
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę