Znaleziono 0 artykułów
02.10.2018

Kino zamiast mszy

Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)

Kościół jest święty – mówi rzecznik Kurii grany w „Klerze” przez Mariusza Zaniewskiego – ale tworzą go ludzie grzeszni. Właśnie o nich zrobił swój najnowszy film Wojtek Smarzowski. „Kler” już pobił rekord frekwencji. W kilka dni zobaczyło go prawie milion Polaków.

Oj dawno, naprawdę dawno, nie mieliśmy w polskich kinach filmu, który wzbudziłby aż takie kontrowersje, ale przede wszystkim taką dyskusję o temacie, który w ten czy inny sposób dotyka w naszym kraju wszystkich. Myślę oczywiście o Kościele katolickim będącym ciągle instytucją tak potężną i sprzężoną kulturowo z każdą niemal dziedziną nadwiślańskiego jestestwa, że wpływa na życie nie tylko katolików i katoliczek.

Kościół jest święty – mówi rzecznik Kurii grany przez Mariusza Zaniewskiego – ale tworzą go ludzie grzeszni. I o nich właśnie zrobił swoje najnowsze dzieło Wojtek Smarzowski, najważniejszy być może dzisiaj reżyser filmowy w Polsce. O czym jest jego „Kler” nikomu zapewne tłumaczyć nie trzeba („Oto wielka tajemnica wiary: złoto i dolary” – śpiewają na imprezie na plebanii księża), bo o filmie jest tak głośno, że w wielu miastach ludność musi się zapisywać do komitetów kolejkowych, żeby móc go w ogóle zobaczyć. Blisko pół tysiąca kopii „Kleru” nie jest w stanie sprostać zainteresowaniu widzów, więc kina grają go od rana do nocy. Pobije „Kler” najpewniej dotychczasowe rekordy frekwencyjne i może stać się najchętniej oglądanym polskim filmem wszechczasów, co do czarnej rozpaczy doprowadza głównych zainteresowanych, bo jest takie podejrzenie, że owczarnia może zacząć patrzeć na swoich pasterzy zupełnie inaczej.

Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)
Reklama

Mnie się ten film jako dzieło sztuki – przyznać muszę szczerze – podobał umiarkowanie, bo Smarzowski rysuje go nieraz zbyt grubą kreską, a scena finałowa „Kleru” jest już właściwie jakąś niewiarygodną karykaturą samej siebie. Choć są, ma się rozumieć, w rzeczonym dziele najprawdziwsze skarby, role z watykańskim, powiedziałbym, rozmachem poprowadzone, bo jak inaczej pisać o Arcybiskupie Mordowiczu w brawurowym wykonaniu Janusza Gajosa czy Księdzu Lisowskim Jacka Braciaka (najbardziej niejednoznacznej w „Klerze” postaci).

Mimo tych aktorskich smakołyków miałem jednak poczucie ciągłego wpływania na dramaturgiczne mielizny, jakby reżyser cały czas walczył ze sobą i nie mógł się zdecydować, czy chce się skupić na pokazaniu skomplikowanych i uwikłanych z rozmaite relacje losów kilku wybranych bohaterów (polecam w tym miejscu świetną reporterską książkę Marcina Wójcika „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu”), czy też pokazać szerszy obraz kościelnej maszynerii. Coś mi, krótko mówiąc, nieustannie w „Klerze” zgrzytało, ale jednocześnie cieszyła się dusza moja, że naród, generalnie rzecz biorąc, może przejrzy w końcu na oczy. I spojrzy na Kościół katolicki tak, jak patrzą dzisiaj na niego inne arcykatolickie do niedawna narody – Hiszpanie i Irlandczycy, czyli krytycznie.

Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)
Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)

Jest nowy film Wojciecha Smarzowskiego interesujący także z powodu tego, kogo w nim nie ma. A nie ma w nim kobiet. A jeszcze dokładniej rzecz biorąc, nie ma w nim kobiet Kościoła. To znaczy są, ale przemykają się od czasu do czasu w trzeciorzędnych wątkach. Pojawia się więc na chwilę okrutna, znęcająca się na dziećmi z sierocińca zakonnica (warto tu przypomnieć znakomite „Siostry magdalenki” w reżyserii Petera Mullana), jakaś przegoniona przez Mordowicza z budowanego ołtarza krzątająca się zakonnica, czy w końcu dwie siostrzyczki trzymające się na mszy za ręce (kto nie czytał książki Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu” ten niech zginie w czeluściach piekielnych). I tyle, koniec, finito.

Takie to są kościelne role żeńskie u Smarzowskiego, bo takie też są w życiu (o nowej książce Zuzanny Radzik „Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół” pozwolę sobie napisać inną razą). Nie pojawia się w „Klerze” ani jedna pierwszoplanowa rola żeńska w habicie, nie ma też żadnej pierwszoplanowej roli świeckiej kobiety pracującej w Kościele. W kurii spotykają się sami faceci, w gabinecie biskupim sami faceci, na korytarzach sami faceci, w limuzynach sami faceci, na obiadach i rautach sami faceci, bo Kościół niezmiennie od dwóch tysięcy lat jest instytucją facetów i mających wobec nich służebną rolę kobiet. I nie jest tu żadnym wytłumaczeniem mówienie o „lawendowej mafii”, jak poetycko określa się gejów w sutannach, bo choć homoseksualni mężczyźni są w Kościele nadreprezentowani, to nadal są w nim mniejszością, gdyż Kościół to przede wszystkim świat heteroseksualnych mężczyzn, którzy – jak świat światem – są zawsze tam, gdzie władza i pieniądze.

Kadr z filmu "Kler" (Fot. Bartek Mrozowski, materiały prasowe Kino Świat)

Ciekaw jestem, czy „Kler” zmieni postrzeganie Kościoła katolickiego w Polsce, który nie zauważył tego, że świat się w ostatniej dekadzie zmienił. I to bardzo. Wstrząsają nim od Stanów Zjednoczonych, przez Chile i Irlandię, aż po Australię kolejne afery pedofilskie i finansowe. W Polsce dzięki sojuszowi ołtarza z tronem większość tego typu spraw udaje się tuszować, ale czuć w powietrzu, że to tylko kwestia czasu i lawina niebawem ruszy. I zmiecie, mam wrażenie, wszystko, także dobre dzieła Kościoła. Zmiecie szkoły i przytułki, sierocińce i domy opieki, zmiecie także tych dobrych, uczciwych i oddanych swoim parafianom księży. I kto będzie wtedy temu winny? No kto?    

Mike Urbaniak
Komentarze (1)

Wyloguj się
Krystyna Woźniak
Krystyna Woźniak02.10.2018, 11:27
Każdy powinien obejrzeć ten film. I każdy odbierze po swojemu ,wpływ na widzenie ma początki w dzieciństwie. Ja mam złe.Pokazuje zniewolenie i poddańczość szczególnie w małych miastach i wioskach. Bo księża to zwyczajni ludzie i nie mają symbolu Boskości. Końcowa scena wybitnie pokazuje jacy jesteśmy. Nie wszystkich można jedna miarką ale to wierzchołek piekła w niebie.
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę