Znaleziono 0 artykułów
04.04.2021

Krzysztof Zalewski: Mężczyzna odpowiedzialny

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Męskości nie definiuje strój ani wielkość bicepsa. Prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny za siebie i za bliskich – mówi muzyk. Opowiada nam o dorastaniu, toksycznej męskości i wychowaniu syna.

Jaki miałeś styl jako nastolatek?

Jako nastolatek miałem kompleksy na punkcie wzrostu. Na początku liceum byłem najniższy w klasie. Mierzyłem zaledwie 153 cm. Dopiero później zacząłem rosnąć i dogoniłem rówieśników. Chciałem mieć poczucie przynależności, poczuć siłę grupy, stać się częścią większej społeczności, dlatego zwróciłem się w stronę muzyki rockowej i metalowej. Nosiłem długie włosy i skórzaną kurtkę, na którą zbierałem kasę przez dwa lata. To była moja zbroja.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Kiedy zdecydowałeś się ściąć włosy?

Od dziecka miałem długie włosy. To była ważna część mojej tożsamości. Włosy zbierałem w kucyka, którego wiązałem gumką recepturką tak mocno, że włosy zaczęły mi wypadać garściami. Przed liceum zdecydowałem się je ściąć, a później znowu pieczołowicie zapuszczałem. W szczytowym momencie sięgały mi do pasa. Tak też zapamiętali mnie widzowie „Idola”. Jakiś czas po zakończeniu programu poszedłem na koncert. Tego wieczoru grali, m.in. Pogodno i Hey. Podczas koncertu kilka razy usłyszałem za plecami: „Ty, to jest ten polski Bruce Dickinson”. Mimo że byłem wielkim fanem Iron Maiden, strasznie mnie to ubodło. Nigdy nie chciałem być polską wersją kogokolwiek. Chciałem być sobą. Tego dnia postanowiłem, że czas pożegnać się z długimi włosami. Podczas mocno zakrapianej imprezy poprosiłem Jacka Szymkiewicza, czyli Budynia z Pogodno, żeby zgolił mnie na łyso. Rano potrzebowałem chwili, żeby przypomnieć sobie, co się stało. To było uwalniające. Przestałem być chłopakiem z telewizji.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Jak ubierasz się dziś?

Podstawą są dla mnie wygodne dżinsy lub fajne dresy i T-shirt. Mam kilka sprawdzonych stylizacji na wywiad albo spotkanie. Wtedy na mój stały zestaw narzucam ulubiony lekki płaszcz z wyszytą nagą kobietą z gitarą od Yamamoto. Struny instrumentu kończą się ozdobnymi, wiszącymi nitkami. Ciągle noszę też dwie jedwabne bomberki, które przywiozła mi z Japonii moja dziewczyna, tzw. souvenir jackets.

Na odrobinę szaleństwa i ekstrawagancji pozwalam sobie na scenie – noszę garnitury we wszystkich kolorach tęczy, marynarki z najróżniejszymi aplikacjami i czarne kreski na oczach. Przy wyborze scenicznych kostiumów pomaga mi projektantka i stylistka Vasina. Mam już niezłą kolekcję garniturów, w większości jej projektu.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Męski makijaż wciąż wzbudza duże emocje.

Szalenie mnie dziwi, że w XXI w. męski makijaż to wciąż szokujący temat dla niektórych. Przecież wielu rockmanów malowało się już 50 lat temu – David Bowie, Ozzy Osborne, Alice Cooper i wielu, wielu innych.

Pomysł, by poeksperymentować z makijażem, pojawił się w mojej głowie po zakończeniu „Idola”. Po 15 minutach sławy zszedłem do undergroundu na kolejne 10 lat. Wszystko zmieniła premiera pierwszej płyty. Przygotowując się do trasy koncertowej, chciałem zaprezentować fanom coś nowego. Postać, która ich zaczaruje.

Nigdy nie do końca odnajdywałem się w roli scenicznego celebransa, kogoś, za kim ludzie chcą podążyć. Na co dzień byłem raczej wycofany, więc chciałem oddzielić siebie prywatnie od tej publicznej persony. Pomyślałem, że taki drobny gest, jak pomalowanie oczu, a później również bardziej ekstrawagancki kostium, staną się moim znakiem rozpoznawczym. To było jak kostium superbohatera. Dziś już go nie potrzebuję, bo na scenie czuję się w pełni swobodnie, ale od czasu do czasu wciąż maluję oczy. Taka prosta kreska dodaje siły spojrzeniu, pozwalała mi zaczarować widzów.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

W świecie sztuki binarne podziały nabierają płynności, a granice – zacierają się. Wielu artystów – od Davida Bowiego po Harry’ego Stylesa – chętnie eksperymentowało ze swoją męskością. Czy masz artystów, którzy inspirowali cię do próbowania nowych rzeczy?

Wychowała mnie mama, dlatego szukałem własnych wzorców męskości. Stąd mój zwrot ku kulturze metalowców, która nie jest wcale tak tradycyjna, jak może się wydawać. Dorastając, byłem wielkim fanem Freddie'ego Mercury’ego. Jego seksualność nie była dla mnie tajemnicą. Pamiętam, jak zapytałem mamę, czym jest homoseksualność czy biseksualność. Ona wyjaśniła mi, że jedni kochają tak, a inni tak. I tyle. Zawsze podziwiałem Davida Bowiego, który uczynił z androgeniczności atut, znak rozpoznawczy. Tak samo Prince’a, który potrafił pogodzić w sobie oba te pierwiastki, męski i kobiecy. To wspaniałe, że na scenie można uwolnić się od tych tradycyjnych podziałów, etykiet i je przekraczać.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Granice tradycyjnej męskości ulegają powolnej przemianie. Czy dostrzegasz tę zmianę i co twoim zdaniem powinno się jeszcze zmienić?

Myślę, że jasne staje się, jak szkodliwe jest wmawianie chłopcom, że nie powinni płakać, okazywać emocji czy dzielić się swoimi uczuciami. Takie wychowanie dało nam kolejne generacje mężczyzn, którzy nie radzą sobie z emocjami, więc albo je wypierają albo zamykają się w sobie i nie są zdolni nawiązać głębszych relacji. Gdy chodziłem na terapię, widziałem nawet specjalne ilustracje przedstawiające określone emocje, które miały pomóc mężczyznom nazwać to, co czują.

Męskość zawsze kojarzyła mi się z poczuciem odpowiedzialności. Nie definiuje jej strój czy objętość bicepsa. „Prawdziwy mężczyzna” to człowiek, który jest odpowiedzialny, za siebie i za bliskich.

Fot. Marcin Kempski / Kayax

Jak pokoleniowo zmieniały się te wzorce?

Moim wzorem była moja mama. To ona pomogła mi stać się człowiekiem, którym jestem dziś. Wychowywała mnie sama, więc musiała wziąć na barki rolę i matki, i ojca. To ona nauczyła mnie wrażliwości i tego, że trzeba być w życiu dobrym, otwartym na drugiego człowieka. Czasami miałem poczucie, że brakuje mi tego męskiego pierwiastka, pewnej dozy szorstkości. Nikt nie uczył mnie takich rzeczy, jak posługiwać się wiertarką czy zmienić oponę – tego nauczyłem się z internetowych tutoriali lata później.

Ważnymi postaciami w moim życiu byli wujkowie. Dostarczali mi tego męskiego pierwiastka, choć bardzo różnego.  Jeden z nich zabierał mnie na spływy kajakowe, uczył mnie wędkować i posługiwać się szpadlem. To on też zachęcał mnie, żebym mówił niskim głosem. Nie było to łatwe, ale ostatecznie wyszło mi na dobre – dzięki temu moja barwa głosu jest bardziej oryginalna, różni się od klasycznego tenora. Inny wujek był kompozytorem, ale interesował się wszystkim. Uczył mnie astronomii, chemii, malowania akwarelami.

Na co zwracasz uwagę w wychowaniu syna?

Najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Staram się być blisko mojego syna, bawić się z nim, przytulić, gdy trzeba. Ale staram się też dawać mu przestrzeń do nauki i radzenia sobie samemu. Moja partnerka śmieje się czasem ze mnie, że jestem nieczuły. To nie tak. Gdy widzę, że coś mu się dzieje, to pierwszy do niego biegnę. Ale gdy widzę, że próbuje coś wymusić płaczem, zostawiam go i daję mu chwilę, żeby się uspokoił.   Czasem muszę wiedzieć lepiej od niego, co jest dobre czy bezpieczne. To przychodzi naturalnie.

 

Jak spędzasz święta?

Na Teneryfie w rodzinnym gronie. Pierwszy raz od czterech lat, po przejściu wszystkich niezbędnych testów, w końcu udało się nam wyrwać na dłuższe wakacje. Kiedy ponownie okazało się, że trasa koncertowa „Zabawy” musi być przesunięta w czasie, po prostu wyruszyliśmy ku słońcu. To wyjazd na osłodę.

Nad czym teraz pracujesz?

Ukojenie daje teraz muzyka. O tym jest mój ostatni singiel „Wszystko będzie dobrze”. Nie mogę się już doczekać, gdy wrócimy do grania. Potrzebuję tego do życia. Nawet jeżeli będziemy, tak jak latem, grać tylko dla połowy sali i ludzi siedzących w maskach, to zawsze jest kontakt z żywą widownią. Dzięki temu doświadczeniu odnajduję równowagę. Potrzebuję tego, by być lepszym człowiekiem i lepszym tatą. Staram się być optymistą i wykorzystać ten czas na pracę twórczą. Być może nawet tutaj uda mi się coś napisać? Kto wie

Zdjęcia: Marcin Kempski
Stylizacje: Vasina
Makijaż: Wilson
Włosy: Michał Bielecki

Julia Właszczuk
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę