Znaleziono 0 artykułów
27.05.2022

Książka tygodnia: Gabriel Krauze, „Tu byli, tak stali”

27.05.2022
Fot. Materiały prasowe

Krauze jest w swoich opisach brutalnie poetycki. Brzydota architektury i ludzi, bieda, smród, strach, dym marihuany, zęby zniszczone od przypalania cracku – o tym wszystkim przeczytamy w „Tu byli, tak stali”.

Autor „Tu byli, tak stali” daje nam szansę, byśmy zobaczyli londyńskie blokowisko South Kilburn oczami bandziora rozmiłowanego w książkach, czytającego Conrada i Szekspira. Dowiemy się też, jak zgrabnym majstrem jest w używaniu języka Gabriel Krauze. I poznamy opowieść o niewyczerpanej energii niektórych dorastających chłopaków.

Fot. © David Grinly

Jeśli ktoś pisząc, używa takich słów, zwrotów i tak konstruuje zdania, jak Krauze, to nie ma bata – musiał to słyszeć. Nie raz i nie dwa, tylko miesiącami i latami, na trzeźwo i po pijaku. A skoro wsłuchiwał się tak długo, musiał w tym tkwić zanurzony wyżej kokardy, wtapiać się w melodyjny na swój sposób, intrygujący, lecz jednak bełkot. Te wszystkie „nara, siema, elo, luzik, cotam”, slang złożony z góra 100 okaleczonych wyrazów nie niesie żadnej myśli, nie opisuje uczuć ani emocji, a jeśli, to na poziomie najprostszej fizjologii. Zauważmy zatem, jak zgrabnym majstrem jest w używaniu języka Gabriel Krauze. Gdyż to prawdziwa sztuka spisać dokładnie jak w relacji dokumentalnej przypadki niejakiego Snoopiarza, łobuza spod bloku dla ludzi klasy B. na londyńskim wygwizdowie. Recenzenci prozy Krauzego nazywają Snoopiarza gangsterem, choć to szczyl, gnojek, który może nawet zabić, bo nosi nóż i pistolet, ale taki z niego prawdziwy gangster, jak ze mnie siostra szarytka.

Ale też Krauze daje nam szansę, byśmy zobaczyli londyńskie blokowisko South Kilburn oczami Snoopiarza właśnie. Brzydota architektury i ludzi, bieda, smród, strach, dym marihuany, zęby zniszczone od przypalania cracku; Krauze w swoich opisach jest brutalnie poetycki. Do tego łańcuchy na szyjach, dresy, konkretny model butów Nike, dziury w mózgach i oczy czerwone od gandzi.

Siedział więc Snoopiarz, a tak naprawdę sam Krauze, na blokowej galeryjce lub zaszczanej klatce schodowej, jarał blanta za blantem, popijał lichym koniakiem, zajechał kogoś nożem – motylkiem, sprzedał działkę hery, a w głowie osadzały mu się obrazy migających jarzeniówek, zapach gnijących śmieci, listopadowe niebo „jak blacha” i różnokształtne cienie, gdzie chętnie się krył, lecz nie po to, by znaleźć miejsce na bandycką zasadzkę, lecz – by zyskać niewidzialność, odreagować pobyt w więziennej celi, gdzie wszystko jest na widoku. Pełna zgoda z jurorami Nagrody Bookera, którzy w 2020 r. wpisali powieść „Tu byli, tak stali” na listę kandydatów do ostatecznego lauru.

Znakomitość książki Krauzego polega również na tym, że z jednej strony oglądamy londyńskie slumsy, a z drugiej – studentów Queen Mary University; uczelni na takim poziomie niestety w Polsce nie mamy, choć bloków pod dostatkiem. Bowiem Snoopiarz-Krauze jest łobuzem studentem, rozmiłowanym w książkach, czytającym Conrada i Szekspira, analizującym przemyślenia wielkich niemieckich filozofów. Pisze eseje i rwie się do dyskusji na seminariach, a prowadzący je wykładowcy pytają na koniec, „czy wszyscy zapisali, co powiedział Gabriel”. Czyli prócz wyrażeń jak „elo” zna takie pojęcia, jak byt i świadomość.

„Tu byli, tak stali” wciąga jak crack, którym dilował. Rwany, nerwowy, prostacki język łapie czytelnika jak haczyk rybę, a te jarzeniówki ze stron powieści naprawdę świecą, tak jak w blokach South Kilburn. Blacha nieba, kałuże szczyn, zapach zioła oddają ten szczególny klimat, że albo strzelić samobója, albo komuś w łeb. I byłoby dość na powieść oryginalną oraz wartą nagród.

Lecz przede wszystkim imponuje bezwzględna odwaga Krauzego. Pisze o Snoopiarzu, nie chowając się pod mięciutkim kocem niepamięci, otwarcie, bez ulgowej taryfy zarówno dla łobuza, jak i dla wszystkich wokoło. Jest londyńczykiem o polskich korzeniach. Matka – malarka, ojciec – bardzo znany rysownik; oboje mówią jak emigranci i choć żyją lepiej niż gorzej, to jednak gorzej, niż by chcieli. Brat bliźniak całe dnie spędza na grze na skrzypcach i zostanie wybitnym muzykiem. Jeśli w tym domu słychać wrzaski, to znak, że Snoopiarz drze się na matkę, a matka na niego.

Ale i tak jesteśmy pewni, że nie geny i nie status społeczny zagnały Gabriela na South Kilburn. Może bezwiednie zrobili to rodzice, z którymi bardziej się kłoci, niż rozmawia? Może podziw Snoopiarza do raperskich nawijek, w czym jest naprawdę dobry? Tak czy siak, jako cholerny białas nie pasuje idealnie do stereotypu łobuza.

„Tu byli, tam stali” to także opowieść o niewyczerpanej energii, jaką biologia daje niektórym dorastającym chłopakom. O doskonałej pustocie życia między buchem trawy, łykiem z gwinta, grą komputerową, skrojeniem frajera, ucieczką przed pałami. Zawsze i wszędzie trzeba zachować łobuzerską reputację, nie pękać, patrzeć prosto w oczy, nie pucować się, trzymać z ziomami i nadstawiać głowę za ziomów, chyba że ziom sfrajerzy koncertowo. Krauze pisze: „Chcę spierdalać przed glinami żeby serce waliło tak aż na rzygi bierze. Chcę ruchać panny jakby to była moja ostatnia noc na ziemi. Chcę widzieć strach w oczach ludzi i połykać mój własny strach. Chcę żyć na pełnej kurwie, na rubieżach istnienia”. Ładne to zdania z literackiego punktu widzenia, choć brutalne i wielce niemiłe. Ale jak to wszystko jest doskonale bezmyślne i głupie!

Ma Krauze słuch i talent do układania zdań. Jego debiut słusznie wychwalano w Wielkiej Brytanii, a teraz przyszedł czas na Polskę. Nie jest częste, by pisarz od razu wkraczał na wyżyny literatury. Chciałbym, by znalazł tam dla siebie własne krzesełko.
Lecz czym innym jest pisanie o sobie i świecie, który dla większości bywalców księgarń zdaje się egzotyczny, a czym innym kolejny tom, w oczywisty sposób różny, bo takiej samej książki już nie popełni. Tak wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, że teraz musi skakać jeszcze wyżej. Co dajcie mu wszyscy bogowie łobuzerskich blokowisk.

P.S. Tylko ta biżuteria, noszona na zębach, błyszczące, złote nakładki, najlepiej wysadzane iskrzącymi się brylancikami – musiał młody Krauze świecić gębą jak sowiecki biuralista. Moda modą, ale to jednak frajerskie badziewie i obciach, nawet kiedy się ma około dwudziestki.
No i powinien Gabriel-Snoopiarz podziękować autorowi polskiego przekładu, gdyż bez niego nie zbierałby tu aż takich aplauzów.

Gabriel Krauze, „Tu byli, tak stali”, tłumaczenie Tomasz S. Gałązka, wydawnictwo Czarne

Gabriel Krauze będzie gościem Big Book Festival 2022

Festiwal potrwa od 24 do 26 czerwca 2022 r. w Warszawie; bigbookfestival.pl

 
Paweł Smoleński, „Gazeta Wyborcza”
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę