
Od Edyty Górniak do Edyty Bartosiewicz, od Kasi Kowalskiej do Kasi Nosowskiej, od De Mono do De Su. W książce „Wszystko jak leci” dziennikarz muzyczny Tomasz Lada przypomina najważniejsze osobowości, przeboje i wydarzenia polskiej sceny muzycznej lat 1990–2000.
Nie zapomnę moich pierwszych kaset – „Gemini” Kasi Kowalskiej, „Ho!” Hey, „Snu” Edyty Bartosiewicz. I tego świszczącego dźwięku, który dobywał się ze starego magnetofonu, gdy przewijałam taśmy, by raz jeszcze usłyszeć ulubione piosenki. Pamiętam mój pierwszy koncert w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, gdzie zespół De Mono promował płytę „Abrasax” w towarzystwie Varius Manx, do którego niedługo wcześniej dołączyła Anita Lipnicka. W pierwszej połowie lat 90. zaczynałam podstawówkę, a polski pop przeżywał swoje lata świetności.
Rozmowy Tomasza Lady odtwarzają krajobraz lat 90. w przemyśle muzycznym
Wspomina je w książce „Wszystko jak leci” starszy ode mnie o pokolenie dziennikarz muzyczny Tomasz Lada, który w tamtej epoce pracował w magazynie „Brum”. Na wspominki namówił dawnych współpracowników – redaktorów „Gazety Wyborczej”, „Rock’n’Rolla”, „Machiny”, producentów, menedżerów, założycieli wytwórni fonograficznych, jak np. Marek Kościkiewicz. Na liście jego rozmówców znaleźli się także twórcy sceny muzycznej tamtej dekady, w tym członkowie zapomnianych zespołów Latawiec (Monika Jeleszuk) czy Big Day (Anna Zalewska-Ciurapińska). W książce zabrakło kilku ważnych nazwisk, m.in. Katarzyny Kanclerz, szefowej Izabelinu, czy Kuby Wojewódzkiego. Lada zwrócił się do nich z prośbą o rozmowę, lecz nie uzyskał odpowiedzi. Nie chcieli wracać do przeszłości? Nie są podatni na sentymenty? Nie wspominają tych czasów dobrze?
Ci, którzy relacjonują zdarzenia z tamtego dziesięciolecia, widzą ich blaski i cienie. Sukces Edyty Górniak na Eurowizji w 1994 roku i porażkę musicalu „Metro” na Broadwayu. Wokalistki, których gwiazda świeciła jasno przez lata, jak Edyta Bartosiewicz, Justyna Steczkowska, Anita Lipnicka, i te, które rozbłysły tylko na chwilę, jak choćby dziewczyny z De Su śpiewające „Życie cudem jest”. Pozornie nieograniczone możliwości rozwoju wynikające z wejścia na polski rynek międzynarodowych wytwórni i zagrożenia wynikające z pirackiej sprzedaży nagrań. Dlaczego niektórym się nie udało? Dlaczego wytwórnie niektórym pomogły, a innych odtrąciły? Dlaczego niektórzy zarobili krocie, a inni do dziś żyją skromnie?
O czym marzyły Edyta Bartosiewicz, Justyna Steczkowska czy Anita Lipnicka?
W książce Lady przemysł muzyczny lat 90. w Polsce z jego amatorszczyzną, kumoterstwem i ułańską fantazją staje się soczewką, przez którą oglądamy osiągnięcia i potknięcia transformacji – dziki kapitalizm, ogromne inwestycje, wielkie marzenia. O międzynarodowej karierze marzyła Edyta Górniak, która sprzedała w Polsce pół miliona egzemplarzy płyty „Dotyk” (1995). Niezależności pragnęła jej imienniczka – Edyta Bartosiewicz, której nikt nie musiał prowadzić za rękę, bo sama miała na siebie pomysł. O przeskoczeniu sukcesu „Dziewczyny szamana” (1996) marzyła Justyna Steczkowska. O stabilnej pozycji solowej artystki śniła Anita Lipnicka, która po dwóch albumach nagranych z Varius Manx, „Emu” (1994) i „Elf” (1995), wierzyła, że „Wszystko się może zdarzyć”. Piotr Metz komentuje, że wysyp tych młodych zdolnych był wtedy czymś naturalnym – rynek się nagle powiększył i chłonął nowe głosy.
Te dziewczyny wciąż zapełniają imaginarium tamtych czasów. Wciąż też siedzą w mojej głowie. „Jestem kobietą” Górniak, „Jenny” Bartosiewicz, „Zanim zrozumiesz” Lipnickiej i Varius Manx ukształtowały moją dziewczyńską tożsamość.

Dziś czytam „Wszystko jak leci” nie tylko jako zapiski z epoki, która uwrażliwiła mnie muzycznie, lecz także jako kombatanckie opowieści o rodzeniu się wolnych mediów. Jak mówi Tomasz Żąda, wytwórnie i magazyny, przypominające undergroundowe ziny, tworzyły jedną wielką rodzinę. Razem się imprezowało, razem się odkrywało talenty i oczywiście razem się słuchało muzyki. Żałuję, że tego momentu fermentu nie dane mi było w życiu zawodowym doświadczyć.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.