Znaleziono 0 artykułów
14.09.2018

Mafia to nie hasztag

Sagg Napoli (Fot. Luke Jascz)

W Departamencie Obecności w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej trwa właśnie rezydencja Sagg Napoli. Włoska performerka w swojej twórczości skupia się na analizie narracji i fantazmatów dotyczących południa Europy.

Korupcja korupcji

Kartografia wyzysku w okolicach Europy jest oparta na przecinających się współrzędnych – Zachód eksploatuje Wschód, Północ wysysa soki z Południa. Jedną z aren tej dominacji jest potężny rynek mody. Na ładunku kapitału symbolicznego, który kupuje się razem z produktem z nadrukowanym oryginalnym znakiem towarowym, wykształcił się równoległy rynek handlu podróbkami. Niektóre domy mody, jak Gucci czy Vetements, w toku kosztownego researchu zrozumiały tę dynamikę i zdecydowały się na fascynujący wizualnie gest korumpowania korupcji. Rok temu Gucci odpaliło stronę nowej kolekcji z logotypem marki z literówką „Guccy”. Dior wybrał się natomiast na bezpłatne zakupy na Wschód i przywiózł do Paryża pełen know-how rumuńskiej produkcji folklorystycznych kostiumów z malutkiego regionu Bihor. Płaszcze trafiły do sklepów w cenie 26 tysięcy funtów za sztukę, a budżet tej operacji nie objął nawet łapówki dla lokalnych autorów. Sprawiedliwość została jednak wymierzona i Rumuni przekierowali tę falę pożądania autentyczności na własne potrzeby, zakładając markę Bihor Couture.

Sagg Napoli (Fot. Luke Jascz)

Tego typu zjawiska fascynują też badaczkę estetyki Południa, urodzoną w 1991 roku w Neapolu artystkę Sofię Ginevrę Gianni, znaną pod nom de guerre Sagg Napoli. Jej estetyka też jest trochę jak korupcja środków wyrazu przestępczego establishmentu – złoto, jaskrawe kolory, dużo odkrytej skóry. Sophia jest również antropolożką samej siebie, co widać zarówno w jej występach jak i w wypowiedziach. Jest uczciwa wobec zmieniających się wokół niej kontekstów. Porusza się pomiędzy skrajnościami: jej wesoła, kolorowa ekspresja opowiada o bólu, i tańczy zawsze przed granicą kulturowego przejęcia. Opowiada o kontekście, który zna z rodzinnego Neapolu, ale jest odważna również w kwestionowaniu swojego prawa do tej opowieści. 

Przemoc to nie swag

Żeby dobrze zrozumieć Sophię, trzeba trochę opowiedzieć o mieście w którym dorosła, zanim przeniosła się do południowego Londynu. Pierwsza wojna mafii w Neapolu trwała ponad rok i kosztowała życie ponad osiemdziesiąt osób. Korpus Karabinierów podczas aresztowań członków mafii występował w kominiarkach w obawie przed sądem kapturowym. Jednocześnie Ricci Guliano, dyrektor generalny mafii, ma w sercu miasta posesję, na której hoduje konie. Gdy służby porządkowe miasta akurat nie strajkują, dozorca wysuwa im między prętami ogrodzenia butelki luksusowego szampana – kieszonkowe w zamian za posprzątanie po źrebakach brudzących w ogrodzie. Strategia przedsiębiorczości w Neapolu oparta między innymi na mechanizmach z 1945 roku, kiedy mieszkańcy miasta nawiązali ekonomiczną relację ze stacjonującymi w porcie amerykańskimi żołnierzami, jest zarazem antysystemowa, jak i wkomponowana w system. Potężny, a jednocześnie zaskakująco zdywersyfikowany. Struktura mafii nie jest monolityczna. W przeciwieństwie do Cosa Nostry nie tworzy jednego organizmu pasożytującego na mieście, tylko konsorcjum mniejszych podmiotów. Na znanych z filmu „Gomorra” brutalistycznych osiedlach w kształcie żagli każda klatka schodowa jest odrębną organizacją. Dzielnicą najszybciej podbitą przez kartele heroinowe i przemytnicze jest Scampia, narkotykowa forteca z urbanistyką dostosowaną do swobodnego przepływu brudnych pieniędzy przetaczanych przez podziemne przejścia i niedoświetlone ulice. Kryminalnie utalentowani mają swój swag – sportowe samochody, aroganckie dyrektywy, skórzane kurtki, rozpięte na piersi koszule, trzydzieści lat od siebie młodsze kochanki – ale szeregowi zleceniobiorcy mafii mają zmartwienia jak robotnicy sezonowi najniższego szczebla. W biały dzień sprzedają papierosy z przemytu po cenach 45 procent niższych niż w sklepie, po które wypływają na statki czuwające tuż przed wodami terytorialnymi. Bieda jest czynnikiem tak determinującym, że boją się tylko morza, pomimo że co jakiś czas któryś transport znika, a tony papierosów zostają skonfiskowane przez policję.

Sagg Napoli (Fot. Luke Jascz)

Ulice Internetu

Neapol, podobnie jak Dubaj, jest strefą tranzytową. Dwa porty różni wszystko – pieniądze przepychane przez port w Dubaju są bardziej lub mniej pobłażliwie rejestrowane przez banki, podczas gdy w Neapolu króluje gotówka. Podawana z rąk do rąk, ale nigdy nie zagrzewająca miejsca w rozpadających się osiedlach, na których rzesze ludzi z braku wyboru zaakceptowało mafię jak pracodawcę. Nieubłaganego, skąpego i egoistycznego, ale z transparentnym kodeksem typowym dla każdej dyktatury, sprowadzającym się do do logiki posłuszeństwa.

Sagg Napoli (Fot. Luke Jascz)

SAGG nie fetyszyzuje tego rodzaju siły. Zorganizowaną przestępczość, romantyzowaną przez kulturę jako męska gra z wewnętrznym etosem solidarności i antysystemowej dumy, rozumie jako pospolitą przemoc i terroryzm ekonomiczny. Szuka nowego języka dla siebie, jednocześnie opowiadając historię tego miejsca. Jeden z wątków jej narracji rozwija się na Instagramie, który, jak sama przyznaje, przeżuwa jak antropolog („Internet to nowa ulica” – oświadcza ze smakiem podczas naszej rozmowy), ale też reżyseruje. Postać z jej fluorescencyjnego Instagrama flirtuje z intensywną ekspresją raperek takich jak Cardi B czy Junglepussy, ale komunikuje treści, które są słabo obecne w mainstreamie – samoobronę przed cywilizacją gwałtu, krytykę kulturowego przejęcia, historie o imigrantach. Jej internetowa obecność jest trochę jak spekulacja na temat nowego pojęcia luksusu, rozumianego jako świat, w którym pożądanie budzi nie uległość i subtelność, ale odpowiedzialna siła, równouprawnienie i hojność. 

Sagg Napoli (Fot. Luke Jascz)

Witchcraft

Jest w niej taka moc, że jak raz się to zobaczy, trudno nie zerwać z tym, co w naszej kulturze utarło się jako kobiece, przyjemne dla oka i atrakcyjne. Sophia jest skupiona i skromna, ostrożna i odważna. Nie generalizuje i wszystko traktuje jako odrębny przypadek, ale jak sumienny ogrodnik troszczy się o język, który starannie oczyszcza z szowinistycznych naleciałości. W dniu rozpoczęcia rezydencji Sophii w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie rozmawiam chwilę z nią i jej kuratorką, Natalią Sielewicz, szefową Departamentu Obecności. Siadamy jak jaszczurki na ostatniej ciepłej plamce stygnącego warszawskiego słońca i podajemy sobie słowa z ust do ust, co jakiś czas wykrzykując tryumfalne „Dokładnie!”. Rozmowie towarzyszy szczególna kombinacja ekscytacji i ulgi, która pojawia się wtedy, gdy jedna kobieta wyraża precyzyjnie to, co druga czuje. Staram się opanować swój wzrok, który łapczywie wbijam w Sophię, ale jest ciężko, bo nawet w prywatnej sytuacji emanuje charyzmą perfomerki. Bezwiednie śledzę każdą mikrozmianę w jej mimice, w podświadomej potrzebie żeby zobaczyć i zrozumieć wszystko. Rozmawiamy w scenografii z graffiti, które Sophia poprzedniego dnia napisała na zaoranych przez uderzenie prywatnego kapitału gruzach muzeum na Pańskiej („JAK NAZYWA SIĘ HETEROSEKSUALNY MĘŻCZYZNA, KTÓRY NIE WYLIZUJE CI…KI?”).

Rozmowa w efektownym narracyjnym meandrze schodzi na witchcraft
Jesteś małą czarownicą – mówi ciepło Natalia Sielewicz, a Sagg na to rozpromienia się i mówi z powagą, która towarzyszy przyjmowaniu największych komplementów:
Jejku. Dziękuję.

Kaja Kusztra
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę