Znaleziono 0 artykułów
20.05.2020

Mama z Instagrama: Cammy

(Fot. archiwum prywatne)

Macierzyństwo sprawia, że hasło: „ja na pierwszym miejscu” wydaje się niedorzeczne. W każdej chwili jesteśmy przecież odpowiedzialni za nasze dziecko – mówi Kamila Mraz, kolejna bohaterka naszego cyklu o matkach influencerkach.

Stylizowany na polaroida kadr pokazuje przytuloną do synka mamę. Utrzymany w miękkich, pastelowych, rozświetlonych barwach jest estetycznie spójny z innymi zdjęciami na profilu Cammy. Pod spodem widnieje aforyzm mistrza buddyjskiego Haemina Sunima: „Bez miłości życie minęłoby nam w okamgnieniu. Miłość ma moc zatrzymywania świata na chwilę”.

(Fot. archiwum prywatne)

W przeciwieństwie do wielu instagramerek, które ograniczają opisy do hashtagów albo oznaczeń marek, Kamila Mraz była zawsze wrażliwa na słowo. Jeśli nie cytuje ulubionych poetów, formułuje złote myśli sama. Zimą 2019 r. wydała własnym sumptem książkę „Szelest słów” w prezencie dla najwierniejszych czytelniczek. Tomik z poetyckimi przemyśleniami został przyjęty przez obserwatorki tak dobrze, że trzeba było zrobić dodruk.

Piszę o tym, żeby cieszyć się chwilą, dbać o siebie, pięknie żyć. Ja na tym właśnie buduję codzienność. Czasami ktoś mi mówi, że przecież nie da cieszyć się ze wszystkiego. A ja się tego nauczyłam. Byłam niespokojną, znerwicowaną, pesymistyczną nastolatką, długo skupiałam się na tym, co negatywne. W zrozumieniu siebie pomogły mi studia psychologiczne – opowiada Kamila.

Z rodzinnej Częstochowy wyjechała do Krakowa za kilka lat starszym ówczesnym chłopakiem, a teraz mężem i partnerem w biznesie. – Lubię spokój Krakowa. To mój mały świat. Warszawa jest dla mnie zbyt głośna – mówi Cammy. Bloga zaczęła prowadzić jeszcze na studiach. Dziesięć lat temu nie mogła przypuszczać, że hobby stanie się pracą. –Miałam inne plany zawodowe. Na studiach robiłam staż w ośrodku interwencji kryzysowej, chciałam prowadzić terapię dzieci i dorosłych. Potem poszłam do agencji reklamowej, ale z czasem stwierdziłam, że przecież mogę wymyślać kampanię nie dla kogoś, lecz dla siebie. Od trzech lat blog jest moją pracą, a od dwóch prowadzimy działalność razem z mężem – opowiada.

(Fot. archiwum prywatne)
(Fot. archiwum prywatne)

Godzenie macierzyństwa z pracą przychodzi Cammy naturalnie. – Bardzo chciałam mieć dziecko. Zanim zostaliśmy rodzicami, byliśmy z Mateuszem parą prawie 10 lat, małżeństwem pięć. Dużo było nacisków, żeby wcześniej założyć rodzinę, ale nie ulegaliśmy temu, bo chcieliśmy być gotowi. Otrzymałam dar macierzyństwa wtedy, kiedy chciałam. Poród wspominam tak dobrze, że postanowiłam podzielić się moją historią z innymi kobietami. Chciałam w ten sposób dać płomyk nadziei, siłę i świadomość, że można.  Obserwatorki pisały mi później, że pomogło im to w odebraniu tego doświadczenia jako coś pięknego, wyjątkowego. Z częścią moich obserwatorek łączy mnie niezwykła więź. Piszemy do siebie listy, wspieramy się, tworzymy wspólnotę – opowiada Cammy.

Do pracy wróciła niecały tydzień po wyjściu ze szpitala z nowonarodzonym synkiem. Pierwsze pół roku szło gładko – Antoni spał, jadł, prawie nie płakał. – Wtedy wydawało mi się, że szybko będziemy gotowi na drugie dziecko. Teraz wiem, że to się wiąże z ogromnym wysiłkiem. Odkąd Antoni zaczął chodzić, wszędzie go pełno. I potrafi postawić na swoim. Jest zdecydowany tak jak ja, choć wcześniej myślałam, że będzie spokojniejszy, taki jak Mateusz – śmieje się Cammy.

(Fot. archiwum prywatne)

W czasie kwarantanny pogodzenie różnych sfer życia stanowiło większe wyzwanie. – Macierzyństwo sprawia, że hasło „ja na pierwszym miejscu” wydaje się niedorzeczne. W każdej chwili jesteśmy przecież odpowiedzialni za nasze dziecko. A że mieszkamy z dala od rodziców, od początku musieliśmy z mężem radzić sobie sami. Czas izolacji też spędziliśmy we trójkę – mówi Cammy. Na początku kwarantanny brakowało jej wyjść z przyjaciółmi, ale najbardziej – chwili dla siebie. Wyjścia do kawiarni, żeby popisać. I tych chwil, późnym wieczorem, gdy zwykła siadywać z kartką przy świeczce. Ale nie narzeka. Jej sąsiadka – nauczycielka w czasie pandemii została sama z trojgiem dzieci, bo mąż musiał wyjechać do pracy.

W izolacji szczególnie zaprocentowało partnerstwo. Cammy i Mateusz równo dzielą się obowiązkami. – Gdy mąż widzi, że tracę cierpliwość, wysyła mnie pod prysznic, żebym miała chwilę dla siebie. Teraz okazuje się, jak dobrze się rozumiemy – mówi.

(Fot. archiwum prywatne)

Kamila już planuje Dzień Matki. Może po rodzinnym weekendzie nad morzem uda się zostać tam dłużej i mieć dzień dla siebie? Należy jej się wytchnienie, zwłaszcza że za nią niezwykle trudne chwile. W czasie kwarantanny Antoni ciężko zachorował i trafił do szpitala. – Wylądowaliśmy w najgorszym piekle. To zmieniło moje nastawienie do macierzyństwa. Wydaje mi się, że przeszłam już to, co najgorsze. Po powrocie do domu cieszy mnie wszystko – to, że Antoś biega, że ma siłę, że jest zdrowy – mówi Kamila.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę