Znaleziono 0 artykułów
21.09.2021

Młodzi zdolni fotografowie: Drobisz, Kuś, Malinowski

Na łamach wrześniowego „Vogue Polska” ukazały się zdjęcia zdolnych debiutantów, którzy zinterpretowali hasło przewodnie numeru „New Beginnings”. Przybliżamy ich sylwetki.

Iga Drobisz (30 lat): Dokumenty naturalności

(Fot. Iga Drobisz)

 

Na co dzień zajmuje się fotografią mody, niedawno ukazała się jej książka z portretami. – Na większości moich zdjęć są postaci, ale gdy usłyszałam o nowym początku, automatycznie pomyślałam nie o ludziach, a o odradzającej się naturze. Chciałam zrobić coś innego niż zazwyczaj – mówi. Zdjęcie powstało pod Sztokholmem w czasie spaceru. – Założyłam, że w lesie na pewno znajdę nowy początek. I znalazłam – wspomina. Mały kwiatek wyrastający z gałęzi na środku jakiejś wody zachwycił ją silnym instynktem przetrwania. 

Iga żyje pomiędzy dwiema metropoliami – Berlinem i Sztokholmem. Fotografia natury to dla niej powrót do polskiego dzieciństwa. W miłości do przyrody wychowywali ją rodzice, dziadkowie pszczelarze wciąż mieszkają na wsi. To tam, na polskim Podlasiu Drobisz zaczynała fotograficzną przygodę. Najpierw jej modelami były lokalne krajobrazy, potem osadzone w tych plenerach kobiety. Dziś jej fotografia koncentruje się właśnie na sylwetkach kobiet i tematach związanych z kobiecością. Pracuje teraz nad drugą książką. – Pierwsza to dokumentalne portrety, druga opowiada o ciele i wolności. Pokazuję w niej, jakie kobiety są na co dzień, kiedy dobrze czują się same ze sobą.

Na razie nie ma innych planów. – W życiu wszystko przychodzi do mnie samo, naturalnie. Moje plany nie sięgają dalej niż do końca roku – tłumaczy. Nie wie, co przyniesie przyszłość, ale wie, że będzie dalej robić zdjęcia.

Łukasz Kuś (37 lat): Syntetyczne piękno

(Fot. Łukasz Kuś)

Wenus – to pierwsze skojarzenie Łukasza z nowym początkiem. – Nie potrafię tego wyjaśnić, taki sposób myślenia obrazami wrósł we mnie wraz z edukacją i ekspozycją na popkulturę – mówi. Tę scenkę upodobał sobie szczególnie, po części dlatego, że zna ją od zawsze, po części, bo materializuje to, co najbardziej lubi – piękno klasyczne i absolutne. Upozowaną na Wenus modelkę osadził w znajomym miejscu – lesie nad rzeką Świder. – To chwila jazdy motocyklem z centrum, a miejsce jest niezwykle malownicze – mówi. 

Okolice Warszawy zaczął odkrywać ponownie dopiero niedawno. – Wychowałem się w zasadzie w lesie, a potem tempo pracy i specyfika branży mody pozwoliły mi skutecznie zapomnieć o tym, że potrzebuję natury – tłumaczy. Czas i spokój zawdzięcza nie tylko sezonowi lockdownów, ale przede wszystkim zawodowym wyborom. Przez sześć lat Kuś był asystentem Mateusza Stankiewicza. – We wrześniu 2020 roku zdecydowałem, że zaczynam od nowa i będę pracować wyłącznie pod własnym nazwiskiem. Zwlekałem z tym miesiącami. Praca z Mateuszem była wspaniałym doświadczeniem, wiodłem dobre życie – stabilne, pełne podróży, przygód, ale bardzo intensywne. W końcu podjąłem decyzję. I nigdy nie byłem szczęśliwszy – opowiada. 

Dziś dużo eksperymentuje. – Jestem zafascynowany fotografią mody. Nie ma tu ograniczeń formalnych – możesz robić zdjęcia wielkoformatowym aparatem albo starą komórką – mówi. Jego ciągnie do kompozycji nieprzegadanych, minimalistycznych, zdjęć świeconych w prosty sposób. Nie ulega trendom na estetykę lat 90. i dwutysięcznych. Choć jakość jego prac z roku na rok ewoluuje – widać w nich ten sam estetyczny kierunek. To zdradza wielowymiarowe doświadczenie. Kuś zanim zajął się komercyjną fotografią, pracował przy przygotowaniu materiałów graficznych do druku, studiował w Warszawie i Łodzi, zajmował się galerią fotograficzną. Teraz to wszystko procentuje.

Wiktor Malinowski (32 lata): Filmowe kadry

(Fot. Wiktor Malinowski)

Gdy był mały, dostał od taty rosyjski aparat Zenit. – Tata miał zajawki audiowizualne, z zapałem dokumentował nasze – moje i moich braci – dzieciństwo – opowiada Wiktor. Sam wtedy zaczął fotografować, a gdy przeczytał książkę o Stanleyu Kubricku, zapragnął zostać reżyserem. Ten plan pozostaje aktualny i powoli, ale systematycznie materializuje się. 

– Kino fabularne to najbardziej kapitalistyczna z form wyrazu audiowizualnego. Żeby zrobić pełnometrażowy film, a nawet krótki metraż, potrzebne są ogromne środki. Wciąż mi do tego daleko – mówi. Tak czy siak eksperymentuje z formami wideo. Jego ostatni komercyjny projekt doszedł do finału konkursu Papaya Young Directors. Do każdej sesji, którą przygotowuje, wymyśla filmowy scenariusz. Mikrofilmy powstają we współpracy z operatorami. – W obrębie kadru próbujemy zaklinać małe symbole. Fotografia jest monumentem, skondensowanym utworem, który choć ma dużo powiedzieć, często zostaje niezrozumiany. Kinematografia ma wielką przewagę – opowiada nie tylko obrazem, ale ruchem, tempem, natężeniem dźwięku – tłumaczy. 

Zawodowo fotografią zajmuje się od czterech-pięciu lat. W różnych proporcjach łączy tę pracę z projektowaniem graficznym. Przez lata pracował w studiu projektowym w Londynie, potem na luźnym etacie w Warszawie. – Zaczęło się od tego, że koleżanka, która projektowała ubrania do jogi, poprosiła mnie, żebym sfotografował jej kolekcję. Poradziłem sobie i złapałem bakcyla. Przez następne lata starałem się znaleźć jak najwięcej przestrzeni na tego typu sesje. Fotografowałem między innymi artystów na okładki płyt czy do brytyjskich magazynów. Wiktor podkreśla, że to właśnie poznawanie ludzi, zdobywanie wiedzy i energii ciągną go do aparatu. – Z formalnego punktu widzenia moje zdjęcia są bardzo intymne. Nie szukam już efekciarstwa, niecodziennej perspektywy, częściej czegoś prostego, choćby koloru

Hasło „nowy początek” wywołało u Malinowskiego eksplozję skojarzeń. Przeszukał swoje archiwum, wyjął z niego zdjęcia, które przywoływały rozkwit, regenerację i płodność. Na jednych są skąpane w czerwonym świetle postaci wynurzające się z wody, na innych pąki kwiatów. Szczególnie symboliczne jest ujęcie strupków na kolanie. – To noga mojej dziewczyny. Na naszej drugiej randce spadła ze schodów. Spotkanie skończyło się SOR-em, gipsem i zastrzykami. Miała poważnie skręconą nogę, złamany palec, rany. Randkowanie natychmiast przeszło w związek i wspólne mieszkanie. Zmieniałem jej opatrunki i obserwowałem, jak goją się skaleczenia i buduje uczucie – opowiada. 

Może nie tego kalibru, ale jakaś historia stoi za każdym z jego zdjęć, lokuje w nich to, co osobiste lub po prostu interesujące. – To, co widzę wokół w polskiej fotografii mody, opiera się na sprawdzonych wzorcach, referencje do prac innych artystów bywają aż nazbyt widoczne. Wiktor ma nadzieją, że odważymy się – jako Polki i Polacy – na szukanie własnej tożsamości i indywidualnych języków wizualnych.

Kamila Wagner
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę