Znaleziono 0 artykułów
29.11.2019

„Na noże”: Walka klas

Kadr z filmu "Na Noże" (fot. East News)

Podlany czarnym humorem kryminał z doborową obsadą zasłużenie zbiera bardzo dobre recenzje. Jego reżyser Rian Johnson w lekki sposób opowiada w nim o walce klas, zgodnie z tytułem prowadzonej na noże. W finale dochodzi do podobnych wniosków co twórcy poważniejszych „Parasite” i „Jokera”. 

Nie ma chyba dobrego tłumaczenia angielskiego określenia crowd pleaser, ale właśnie ono trafnie oddaje charakter filmu „Na noże”. Nie ma wątpliwości, że będzie się podobał szerokiej publiczności, bo reżyser doskonale wyczuwa jej oczekiwania. Na pokazie przedpremierowym w wypełnionej po brzegi sali warszawskiego kina Atlantic widzowie reagowali dokładnie tak jak z aptekarską dokładnością zaplanowano w scenariuszu. I nawet niżej podpisany, uprzedzony do rozrywkowego kina w tym stylu, dał się wciągnąć w wyjątkowo sprawnie poprowadzoną intrygę, w której jest miejsce na nie jeden, lecz kilka zwrotów akcji.

Kadr z filmu "Na Noże" (fot. East News)

Początkowo wydaje się, że mamy do czynienia ze sztampowym filmem z gatunku: „zgadnij, kto zabił”, bo zabawa polega na rozwikłaniu tajemnicy gwałtownej śmierci nestora rodu, Harlana Trombleya (Christopher Plummer), autora bestsellerowych kryminałów. Po hucznej imprezie urodzinowej znaleziono go w gabinecie z podciętym gardłem. Policjanci uważają, że to samobójstwo. Ale gdy do rutynowego śledztwa wkracza wytrawny detektyw (Daniel Craig), okazuje się, że sprawa ma znacznie głębsze dno.

Kadr z filmu "Na Noże"(fot. East News)

Co więcej, wychodzi na jaw, że uwikłanych w aferę może być kilka osób, przede wszystkim bliscy zmarłego, przez lata bezlitośnie żerujący na jego majątku. W feralną noc Trombley postanowił bowiem odciąć pępowinę łączącą go z całą rodziną. Wydawałoby się, że motyw zabójstwa jest więc oczywisty, ale znowu, twórcy bezlitośnie igrają z oczekiwaniami widzów. Zabawa w kotka i myszkę trwa.

Kadr z filmu "Na Noże" (fot. East News)

W podtrzymaniu napięcia pomagają aktorzy. Po szkatułkowej fabule trudno byłoby się poruszać bez dobrze napisanych i obsadzonych ról. Wypada stwierdzić, że mamy do czynienia z najlepszą obsadą sezonu obok „Irlandczyka” Martina Scorsesego. Poza wspomnianymi Plummerem i Craigiem w filmie zagrali Chris Evans, Jamie Lee Curtis, Michael Shannon, Don Johnson i Toni Collette. Siłą rzeczy potencjał wszystkich nie został w pełni wykorzystany, ale nawet drugi plan ma tutaj sporo do zagrania. Szczególne miejsce w produkcji otrzymała kubańska aktorka Ana de Armas, grająca troskliwą i empatyczną imigrantkę-pielęgniarkę Martę, traktowaną przez rodzinę z pobłażaniem.

Kadr z filmu "Na Noże" (fot. East News)

Warto śledzić losy tej bohaterki. Bo kluczem do sukcesu „Na noże” jest chyba właśnie to, że dobrze wpisuje się w aktualne nastroje społeczne, związane z nierównościami społecznymi. W pewnym momencie różnica w statusie bohaterów staje się źródłem dramaturgicznego napięcia. Na bazie resentymentów i uprzedzeń klasy próżniaczej, reprezentowanej przez rodzinę Trombleyów, reżyser Rian Johnson tworzy opowieść o walce klas. Jest to, zgodnie z tytułem, walka na noże. W ten sposób dochodzi do wniosków, które w innej formie przedstawiali twórcy „Parasite” i „Jokera”. Kinematografie wszystkich krajów ewidentnie łączy teraz jeden wielki temat – nierówności społeczne. Wiele wskazuje na to, że nie będzie to przelotny trend.

Kadr z filmu "Na Noże" (fot. East News)

Siła tego filmu polega także na tym, że ten przewrotny kryminał łączy w sobie jeszcze kilka innych motywów, których echa sięgają powieści Agathy Christie i figury Sherlocka Holmesa. Twórcy sięgają po szablony, ale tworzą na ich bazie coś zupełnie nowego: inteligentny, choć lekki pastisz kina kryminalnego, drwiący ze schematów.

 

Nie oczekiwałem od „Na noże” żadnej głębszej myśli. I nie dostałem jej. Film odsłania przed widzem prawdy w rodzaju: „pieniądze szczęścia nie dają” albo „nie wszystko złoto, co się świeci”, ale jego przekorność polega na tym, że wszystkie banały obraca w żart. Do najzabawniejszych motywów należy pewna wstydliwa właściwość pielęgniarki Marty. Otóż dziewczyna reaguje na kłamstwo… odruchem wymiotnym (sic!). Ta jej szczególna cecha, jak łatwo się domyślić, będzie cenna w trakcie śledztwa. W obronie przed zalewem fake newsów przydaliby się nam w życiu publicznym tacy kontrolerzy autentyczności. Oto usta prawdy, na jakie czekaliśmy!

Łukasz Knap
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę