Znaleziono 0 artykułów
18.12.2019

Narodziny gwiazdy: Piotr Witkowski

Piotr Witkowski (fot. Natalia Wieczorek)

Zabłysnął rolą rapera Tomasza Chady w „Procederze”. Już pracuje na planach kolejnych filmów. – Słowa uznania to nie powód, żeby się zatrzymywać i nimi upajać. To stymulacja, żeby iść dalej Piotr Witkowski. Wie, że dobry moment to nie powód, by tracić pokorę. 

Piotr Witkowski nie ma czasu cieszyć się sukcesem „Procederu”. Biografia rapera Tomasza Chady wyreżyserowana przez braci Węgrzyn, w kinach zgromadziła już prawie pół miliona widzów. Zamiast świętować, aktor płynnie wszedł na plan „Mistrza”, opowieści o Tadeuszu Pietrzykowskim, bokserze z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. – Mam świadomość, że tak dobrych recenzji jak za „Proceder” mogę już nie zebrać nigdy. Ale słowa uznania to nie powód, żeby się zatrzymywać i nimi upajać. To stymulacja, żeby iść dalej – przekonuje mnie, kiedy spotykamy się w Toruniu podczas 17. edycji festiwalu Tofifest.

Piotr Witkowski (fot. Natalia Wieczorek)

Na nowej planecie

Żeby opisać Piotra Witkowskiego, najpierw trzeba przypomnieć sobie obiegowe opinie na temat aktorów: próżni, nastawieni na sukces, skupieni na sobie egocentrycy, których delikatna nawet krytyka przyprawia o furię. Witkowski jest tych stereotypów zaprzeczeniem. Podczas rozmowy muszę go przymuszać do mówienia o sobie. Ciągle schodzi na, jego zdaniem, ciekawsze tematy: bohaterowie, których zagrał, artyści, których ceni, filmy, które zmieniły jego podejście do świata. – Nasza praca polega na tym, żeby pokazać widzom inny punkt widzenia na temat, który podejmujemy, a nie na tym, żeby skupiać uwagę na sobie – oburza się, kiedy mówię, że jego skromność nie pasuje do zawodu, który wybrał.

Na potrzeby roli Chady Witkowski zwiększył masę ciała. Intensywne treningi na siłowni spowodowały, że rozrósł się w barach. Kiedy zgolił głowę, przywdział kaptur i zaczął poruszać się luzackim, hip-hopowym krokiem, ludzie ustępowali mu się z drogi. – Niesamowite uczucie. Wydawało mi się wtedy, że mogę wszystko – mówi.

Zaskoczeń było więcej, bo świat Chady i jemu podobnych był 31-letniemu aktorowi obcy. – Nigdy nie słuchałem hip-hopu. Wolałem jazz. Nie doświadczyłem problemów, z którymi mierzył się Tomek. Wchodzenie w jego rzeczywistość było jak stawianie kroków na innej planecie. Niedawno pracowałem nad filmem sci-fi, którego akcja dzieje się w innej galaktyce. Czułem się podobnie.

 
Piotr Witkowski (fot. Natalia Wieczorek)

Nie tylko on był zdziwiony, że to właśnie jego, aktora, którego znakiem rozpoznawczym są uśmiech, dobre maniery i dobrane ubrania, wybrano do tej roli. Nieprzekonani byli też fani Chady, jego koledzy ani nawet reżyser Michał Węgrzyn, który długo trzymał dystans do Witkowskiego. Postawił na niego Wojtek, drugi z duetu braci Węgrzynów. Zobaczył w jego oczach tę samą iskrę, którą miał raper. – Dopiero kiedy wszedłem w rolę, Michał się do mnie przekonał. Podobnie ludzie z otoczenia Tomka, którzy gdy już kogoś zaakceptują, to staną za nim murem. Nie miałem w swoim życiu tak oddanych znajomych – opowiada.

Temperowanie 

„Proceder” pomógł mu zrozumieć bohatera i środowisko, w którym dorastał. – Tomek miał trudną więź z ojcem. Za pomocą rapu budował ze słuchaczami relację, jakiej sam nie stworzył. W kawałkach jest jak starszy brat, który daje dzieciakom wskazówki, wiarę w siebie i we własne możliwości, nawet jeśli pochodzą z rozbitych, ubogich rodzin tak jak on. Nakazywał robić swoje, nie przejmować się krytyką. „Pamiętaj, zawsze znajdzie się ktoś, kto ci kibicuje” – rapował. W jego rapie przeglądała się cała grupa społeczna ludzi wykluczonych, którzy nie dorobili się na transformacji ustrojowej.

Ten nowy świat zafascynował go do tego stopnia, że teraz nie wyobraża sobie życia bez hip-hopu. – Zawsze mam w samochodzie płyty Tomka. Włączam je często, szczególnie wtedy, gdy potrzebuję się sprowadzić na ziemię. Kiedy dostaję pozytywne recenzje, lecą na zapętleniu. Pomagają mi się przytemperować. Sięgam po nie też, gdy mam doła. Dają mi poczucie, że nie jestem z problemami i emocjami sam – mówi poważnie.

Raper zapisał się w historii zwłaszcza dzięki tekstom. To o nich dziennikarz i krytyk Rafał Woś napisał, że potrzebujemy mniej Miłosza i Herberta, a więcej Chady i Kalego. Otoczenie zapamiętało Tomka nie tylko z muzyki, ale przede wszystkim otwartości na świat i drugiego człowieka. – On przyprowadzał do domu ludzi, których inni bali się spotkać na ulicy, bo wyglądali na bandytów. Ale Chada nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych, do każdego podchodził z serduchem na dłoni – tłumaczy Witkowski. – Owszem, jak ktoś zaszedł mu za skórę, to miał przerąbane. Ale wychodził z założenia, że ludzie są super. I to mamy wspólne.

Piotr Witkowski (fot. Natalia Wieczorek)

Sam, gdy ktoś mu podpadnie, stosuje ostracyzm. Ale w młodości nie miał problemu, żeby mówić ludziom, co o nich myśli. Nawet jeśli byli od niego znacznie starsi i wyżej w hierarchii. – W podstawówce potrafiłem przewrócić ławkę i powiedzieć nauczycielce, że pracuje za publiczne pieniądze, więc ja ją zwalniam. Dziś nie jestem dumny z takich akcji - przyznaje.

Mimo ostrego temperamentu w szkole szło mu dobrze. Szybko łapał wiedzę, nie musiał się dużo uczyć, żeby mieć dobre stopnie. Miał więc mnóstwo czasu. Uprawiałem sporty – karate i pływanie, brał udział w konkursach recytatorskich, a w gimnazjum zaczął chodzić na zajęcia do amatorskiego teatru. – Pochłonął do tego stopnia, że w klasie maturalnej po próbach teatralnych wracałem do domu o trzeciej w nocy. Wiedziałem, że maturę zdam, więc przykładałem się do grania – wspomina.

Pokora i empatia

O innym kierunku niż aktorstwo nie mogło być mowy, choć w liceum chodził do klasy z poszerzonymi przedmiotami ścisłymi. – To się dla mnie w ogóle nie kłóci. Mój tata jest malarzem, a też kończył klasę matematyczno-fizyczną. Jak się jest aktorem, to trzeba czerpać zewsząd. Nie jest tak, że artystę wykształcą tylko przedmioty humanistyczne. Artysta to człowiek renesansu – twierdzi.

Rodzicom niespecjalnie podobało się, że nie ma planu B, choć to oni uwrażliwili syna na sztukę. – W dzieciństwie ojciec mnie i moim braciom dużo opowiadał o obrazach, a mama improwizowała piosenki i teatrzyki. Wszędzie potrafiła znaleźć punkt zaczepienia. Jej opowieści były mocno symboliczne, zabawne i miały piękne pointy. Jak jechaliśmy w niedzielę na rodzinne eskapady, to wystarczyło, że mama spojrzała za okno samochodu i dojrzała kawałek gruzu, żeby zacząć jakąś fantastyczną historię o tym, skąd się mógł wziąć. A że ma bardzo rozległą wiedzę, to przemycała w tych opowieściach mnóstwo informacji i odniesień do kultury. Dzięki temu ja i moi bracia, którzy są lekarzami, kochamy sztukę – przekonuje.

Piotr Witkowski (fot. Natalia Wieczorek)

Mimo to rodzice chcieli, żeby znalazł sobie zapasowy kierunek, bo jak mówili, mają znajomych, których syn był lepszy od Witkowskiego juniora na scenie, a i tak do szkoły aktorskiej się nie dostał. – Oczywiście, zadziałało to na mnie zupełnie odwrotnie. Jeszcze bardziej chciałem im pokazać, że się nadaję i postanowiłem zrobić wszystko, żeby tak się stało – śmieje się. Do łódzkiej „Filmówki” dostał się za pierwszym razem. – Rodzice gratulując mi, mówili, że od razu wiedzieli, że tak będzie – dodaje.

W szkole czekało go sporo wyzwań i rozczarowań. – Jak się ma 20 lat, to wszystko wydaje się niesprawiedliwe. A nam profesorowie nie popuszczali. Na koniec pierwszego roku dziesięć osób miało zagrożenie. Zamiast cieszyć się z wakacji, trzeba było się bić z myślami, czy nadaję się do tego zawodu – przyznaje. – Na egzaminie rocznym jedna z profesorek powiedziała, że zagrałem na piątkę, ale ona daje mi tróję, bo jeszcze nie rozumiem, dlaczego tak dobrze zagrałem – wspomina. – Może oni po prostu w ten sposób chcieli przytemperować nasze ego? Bo faktycznie, jak się wchodzi za mury uczelni, to człowiekowi się wydaje, że jest wybrańcem.

Piotr Witkowski (fot. Mateusz Motyczyński)

Rozmyślanie to jego druga specjalność obok grania. Choć lubi imprezy, na których może się powygłupiać, zdecydowanie lepiej czuje się tam, gdzie są ciekawe dyskusje. – Nawet jeśli nie mam nic do powiedzenia, to lubię słuchać, bo zawsze czegoś się dowiem.

Ma nadzieję, że sukces go nie zmieni. – Bez pokory i empatii nic się w tym zawodzie nie osiągnie. Nie pozbędę się ich tylko dlatego, że mam dobry moment – deklaruje. Zmianę, jak dotąd, zauważa tylko fizyczną –po tym, jak przypakował nie poznała go własna matka. Mówi, że to, co dała mu rola Chady najlepiej podsumował jego przyjaciel. 

Co powiedział? 
– Że jakby więcej mnie się przeniosło z mózgu do jajec. I naprawdę tak czuję! 

 
Artur Zaborski
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę