Znaleziono 0 artykułów
22.09.2018

Nie poluję na Chiarę Ferragni

(Fot. Archiwum prywatne)

Asia Typek, jedna z najlepszych fotografek mody ulicznej, żyje od fashion weeka do fashion weeka. Co oznacza, że właściwie przez cały rok jest w podróży. Mówi, że to praca dla cierpliwych, odpornych i upartych samotników, ale nigdy z niej nie zrezygnuje, bo to jej sposób na życie.

Czy stolice mody mają rzeczywiście swój wyrazisty styl? Obserwujesz go na fashion weekach?

W dużych modowych miastach charakterystyczny styl wydaje mi się coraz mniej widoczny. Kopenhaga, którą do tej pory uwielbiałam za minimalizm, coraz bardziej przypomina Mediolan. To dlatego, że na pokazy prawie zawsze przyjeżdżają ci sami ludzie – redaktorzy, kupcy, styliści, influencerzy.

Reklama

To oni, a nie miasto, mają swój look. Delikatnie dopasowują go do okazji, czyli stylu domu mody, na którego pokaz akurat się wybierają. Np. Veronika Heilbrunner, którą widzę na większości pokazów, lubi łączyć długie kobiece sukienki z ciężkimi butami albo trampkami. Zmienia marki, ale klimat pozostaje ten sam.

Rockowy look (Fot. Asia Typek) 

O ile redaktorzy mody chodzą cały dzień ubrani w jeden zestaw, influencerzy przebierają się przed każdym pokazem. Bo marka często zaprasza ważnych gości, wysyłając im rzeczy z najnowszej kolekcji. To najczęściej osoby, które przyszły do mody ze świata mediów społecznościowych. Zaczynają od Instagrama, a później stają się influencerami i zakładają własne firmy.

Właściwe jedyne miejsca, w których ludzie wyglądają podobnie i utrzymują charakterystyczny styl to lokalne fashion weeki. W Tbilisi wciąż wyraźny jest trend na lata 90. i postsoviet, ale może to wpływ Gruzina Demny Gvasalii (założyciel Vetements – przyp. red.). Na pewno dla Zachodu to jest egzotyka.

Mówisz o influencerach, dla których moda jest elementem strategii. Chcą być widoczni, zrobić wrażenie, poszerzyć zasięgi… ale to nie ich fotografujesz.

To prawda. Nigdy nie pobiegnę za Chiarą Ferragni, ale za Sarą Harris (redaktorka brytyjskiego „Vogue’a” – przyp. red.) już tak. Uwielbiam ją za prosty styl. Dżinsy z marynarką czy koszulą. I siwe włosy, odkąd pamiętam.

Albo Taylor Tomasi Hill, która specjalizuje się w sprzedaży marek awangardowych. W odróżnieniu od Sary, Taylor łączy najnowsze trendy, bawiąc się kolorami, teksturami. Poluję na osoby, których styl mnie inspiruje.

Street style to jej specjalność (Fot. Asia Typek)

Jak wygląda twoje „polowanie”? Wyobrażam sobie, że refleks i rozpoznanie wśród gości pokazów to za mało. Pewnie masz opracowany cały plan logistyczny.

Zaczyna się od stworzenia mapy. Plan pokazów ściągam ze strony fashion weeków, a potem wybieram te najbardziej interesujące. I wcale nie są to największe marki. Bo moda zaproszonych na nie gości ma dla mnie za mało autentyczności. W większości przychodzą ubrani od stóp do głów w rzeczach z najnowszej kolekcji. To jest naprawdę nudne. Wolę te mniej znane.

„Robię zdjęcia ludzi, których styl mnie inspiruje”. (Fot. Asia Typek)

Gdy wybiorę z grafiku najciekawsze dla mnie pokazy, zaczynam ustalanie adresów. Od kilku lat nie pojawiają się na stronie. Jeśli pracuję dla określonej redakcji, mam ułatwione zadanie, bo dostaję informację z wyprzedzeniem. Jeśli działam jako wolny strzelec, muszę kombinować – podpytywać innych fotografów, zaprzyjaźnionych redaktorów mody albo obserwować Instagram. Dokładny adres poznaję często w ostatniej chwili.

A później zaczyna się fotografowanie. Staram się dotrzeć na miejsce 15-20 minut przed pierwszym pokazem danego dnia, choć przy późniejszych, to często już niewykonalne.

Fotografuję, stojąc na ulicy przed wejściem. Tu liczy się refleks i... odporność. Na mróz i upał. W lutym w Nowym Jorku jest nie do zniesienia zimno, a we wrześniu w Mediolanie pali słońce. To są ekstremalne warunki.

Zawsze czekam do ostatniej chwili, więc nie wchodzę do środka i nie oglądam pokazu, nawet jeśli dostanę zaproszenie. Wolę przesiedzieć ten czas, żeby przygotować się na moment, gdy wszyscy będą wychodzić. To moja druga szansa. A później pakuję się i szybko przemieszczam na kolejny pokaz.

„Ta praca wymaga odporności. Mróz i upał bywają nie do zniesienia”. (Fot. Asia Typek)
Podczas tygodni mody Asia robi nawet trzy tysiące zdjęć dziennie (Fot. Asia Typek)

Pod koniec dnia musisz mieć kosmiczną ilość zdjęć.

W dobry dzień robię około 2,5-3 tysięce zdjęć. A należę do tych fotografów, którzy pstrykają selektywnie! Niektórzy cykają jeszcze więcej.

Zazwyczaj kończę prace około osiemnastej. Do 23. robię szybką selekcję. Rano ze świeżą głową jeszcze raz przeglądam materiał. Wybieram wtedy około 20-30 zdjęć, które wysyłam do redakcji. Tego samego dnia trafiają na stronę magazynu.

Jak dokonujesz selekcji? Czym wyróżnia się dobre zdjęcie streetstylowe?

To się bardzo zmienia. Kiedyś modne były sztywne stojące portrety, później zdjęcia dynamiczne, teraz chyba coraz więcej fotografów ma swój własny wypracowany styl, więc ciężko wskazać dominujące trendy. Zresztą magazyny online często odchodzą od konwencji. Ostatnio często publikują zupełnie absurdalne, niemodowe zdjęcia, dlatego, że są zabawne i mają atmosferę, a niekoniecznie portretują ludzi. Takie jak to z Jo Ellison. (redaktorka mody w Financial Times, fotografuje ekipę, pozującą w pomarańczowych strojach roboczych – przyp. red.) 

Wydaje mi się, że Instagram bardzo zmienił branżę. Rozpoznawalnych fotografów z dorobkiem zostało już niewielu. Coraz częściej pojawiają się nowi, tzw. sezonowi, często związani z miastem, w którym mieszkają. Bo żeby traktować ten rodzaj zdjęć jako zawód, trzeba naprawdę kochać życie w ciągłej podróży.

„Skupiam się na ludziach, których cenię”. (Fot. Asia Typek)

Jak określiłabyś swój styl?

Dobre pytanie. Często słyszę, że bardzo się zmieniłam, ale nie do końca to widzę. Cały czas pracuję tak samo. Skupiam się na ludziach, których lubię i cenię za to, co robią. Staram się zachować ich autentyczność, dlatego nigdy nie proszę, żeby ktoś się zatrzymał, nawet jeśli go znam.

W fotografii streetstyle'owej liczą się detale (Fot. Asia Typek)

A w ubraniu? Czy twoja praca wpływa na to, jak się ubierasz?

Zazwyczaj noszę monochromatyczne rzeczy – beżowe albo czarne. Fotografowie już tak mają. Gdy wkładasz coś kolorowego, stajesz się widoczna. Ale nie oszukujmy się, nawet w tych czarnych ciuchach każdy chce stać się charakterystyczny. Moje rzeczy muszą być wygodne. Codziennie pokonuję kilkanaście kilometrów, więc komfort ma znaczenie.

Jak po latach obserwowania najważniejszych wydarzeń w branży widzisz modę w roku 2018?

Mam wrażenie, że na modę patrzymy teraz trochę z przymrużeniem oka. Stała się bardziej dostępna. Coraz więcej ludzi stać na ubrania projektantów. Dzięki temu mogą się nią bawić. Jesteśmy na pewno odważniejsi i bardziej świadomi tego, co i jak chcemy nosić. Wiele osób powtarza, że nie rozumie fenomenu ostatnich kolekcji Balenciagi czy Vetements. Co prawda, ja też nie jestem ich fanką, ale skoro projektanci puszczają nam oko, tworząc kolekcje, my też musimy trochę tak do tej mody podejść. Oswoiliśmy się z tym, co do niedawna nas szokowało.

‚Moda nie traktuje się już tak poważnie. Projektanci puszczają do nas oko” (Fot. Asia Typek)

Ale ja skupiam się dalej na dokumentowaniu raczej niż ocenianiu mody, bo każdy przecież ma inne gusta.

Basia Czyżewska
Komentarze (1)

Wyloguj się
Justyna Szwed
Justyna Szwed12.09.2018, 01:52
Asiu, moje ogromnej gratulacje. Podziwiam Twoja skromnosc przy tak wielkich sukcesach. Powodzenia, niech Cie Anioly prowadza.
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę