Znaleziono 0 artykułów
26.07.2019

Nowy trend: Dziewczyny w męskich ciuchach

Magdalena „Mambi” Bujas, Pola Nikiel i Aleksandra Dubińska (Fot. Luka Łukasiak)

Kobiety coraz częściej sięgają po ubrania z działu męskiego – eleganckie koszule, obszerne marynarki, spodnie w kant. Jak włączają je do dziewczęcej szafy? Jak sprawiają, by męskie wyglądało kobieco? Jak ich wygląd odbierany jest przez otoczenie? Odpowiedzi na te pytania szukamy w rozmowie z trzema dziewczynami o wyjątkowym stylu. 

W latach 20. chłopczyce siały zgorszenie, 50 lat później męski styl Annie Hall stał się symbolem nowojorskiego ekscentryzmu, a kiedy w 2000 roku w trzecim sezonie „Seksu w wielkim mieście” Carrie Bradshaw, ikona stylu swojej epoki, wyszła na ulicę w pełniącej funkcję sukienki męskiej koszuli przewiązanej skórzanym paskiem, zelektryzowała wyobraźnię kobiet na całym świecie. Jej ubranie okazało się deklaracją Girl Power. I tak utrwaliło się w popkulturze, że 16 lat później małą, skromną i bliźniaczo podobną white shirtdress, pochwaliła się Rihanna. 

Mniej więcej w tym samym momencie wybuchła moda na agender – modę poza płcią, która zaintrygowała młode pokolenie i branżę. Płynne płciowo sylwetki pojawiły się na wybiegach znanych marek, takich jak Eckhaus Latta, Rick Owens czy Haider Ackerman. Specjalny dział Ungendered powstał w internetowych sklepach Zary, ale też w luksusowym brytyjskim domu towarowym Selfridges. Przez moment wydawało się, że przyszłość zmienia kod, a tradycyjny podział na to, co damskie i męskie, nie będzie już potrzebny. Po chwili euforii okazało się, że marynarka z zaznaczonymi ramionami czy szerokie spodnie niosą ze sobą tyle kodów i znaczeń, że nie chcemy z nich wcale rezygnować. Po męskie ubrania coraz częściej i naturalniej zaczęły sięgać kobiety. Co wybierają i jak to adaptują? Kiedy męskość staje się kobieca? A jak ich wygląd odbierany jest przez otoczenie? Odpowiedzi na te pytania szukamy w rozmowie z trzema wyjątkowymi kobietami, które na co dzień sięgają po ubrania dla mężczyzn.

Magdalena „Mambi” Bujas: Czysta forma

Magdalena „Mambi” Bujas (Fot. Luka Łukasiak)

Większość moich ubrań ma męski krój, tych z działu męskiego mam pewnie 50 procent – mówi Magdalena, stylistka i kostiumografka. W jej szafie wiszą duże T-shirty, koszule, płaszcze, spodnie sportowe, bluzy. Ma też kilka sukienek. – Noszę je, gdy mam przestrzeń, czas dla siebie, nie spieszę się. Albo gdy się zakocham. Ale one też nie mają klasycznie pojmowanego kobiecego kroju. Te bardziej dziewczęce przełamuję czymś mocnym i finalnie jest tak, jak lubię. Podobnie z butami. Nie noszę obcasów, mam specyficzną budowę stopy, więc po godzinie na szpilkach umieram – dodaje. – Przez większość roku (naprawdę!) chodzę w klapkach, bo świadomość, że w każdym momencie mogę dotknąć bosą stopą ziemi, jest dla mnie bardzo ważna. Czasami noszę sneakersy – podkreśla. Sportowe ubrania i dodatki są dla niej naturalnym wyborem, bo przez 12 lat trenowała akrobatykę, a potem była nauczycielką jogi. Mambi nie używa też kolorowych kosmetyków. – Mam bardzo wyrazistą urodę, mocne brwi, duże usta. W pełnym makijażu wyglądam na granicy wulgarności – mówi. Nie nosi dużo biżuterii, a jeśli już, to stawia na osobiste drobiazgi: etniczne dodatki, ale w bardzo prostym wydaniu. – Drewniane koraliki, białe bądź czarne, które noszę do wszystkiego. Często też kolczyk, ale zawsze jeden. 

Skąd pomysł na ten styl? – Dla mnie moda to forma. W damskich ubraniach jest mnóstwo ozdobników – połączenie kolorów, skomplikowanych fasonów, dodatków. Wydaje mi się to zbędne. Męskie ubrania są czyste, nadają kształt ciału, nie zakrzykują. Poza tym są romantyczne, bo masz wrażenie, że wiąże się z nimi jakaś przepiękna, intymna historia. 

Magdalena „Mambi” Bujas (Fot. Luka Łukasiak)

Ideałem Mambi jest klasyczna męska koszula. – Zobacz, co ona robi z mężczyznami. Wydobywa z nich wszystko, co najlepsze. Przemienia, dodaje klasy, a dobrze dopasowana jest najseksowniejszą częścią męskiej garderoby – mówi. Ale męskie ubrania mają krój męskiej sylwetki, dlatego Magda kombinuje – łączy koszule w pary, rozpina pod szyją, podwiązuje wolne rękawy. – Najczęściej coś rozcinam, spinam ze sobą, spinam paskiem, upinam agrafkami – mówi. – Mam taki styl od lat, jest naturalny i nikogo nie dziwi, często słyszę od ludzi: „ja bym tego nie założyła, ale tobie to dziwnie pasuje”. To prawdziwy dowód uznania.

Mambi nie lubi myśleć o swoim stylu w kategorii płci. Podział na to, co kobiece i męskie, wydaje się jej sztuczny i anachroniczny. – Bo ja tak nie patrzę na świat. Chcę widzieć ludzi – osobowości i energię. Sama też chciałabym być tak postrzegana. O to przecież chodzi w ubraniach.

Pola Nikiel: Pochwała indywidualizmu

Pola Nikiel (Fot. Luka Łukasiak)

Choć Pola chodzi jeszcze do liceum, ma już jasno określony styl, zbudowany na second handach. – Rzadko odnajduję się w sieciówkach, a poza tym mam ograniczone fundusze – deklaruje. Rzeczy z drugiej ręki stają się dla niej wdzięcznym polem do eksperymentów.

Buszując w ciuchach, Pola najpierw sprawdza wieszaki z działu „moda dla panów”. – Męskie rzeczy to jakieś 70 procent mojej szafy. Dlaczego? Bo nie lubię być opięta. Mam trzy pary dżinsów, tylko męskie. Uwielbiam je za to, że nie uciskają moich szerokich kobiecych bioder. Pola spina je paskiem w talii. Szerokie nogawki jej nie przeszkadzają. Czasem podbija nawet efekt ciężkiego dołu, zakładając dopasowane koszulki na ramiączkach w stylu gwiazdek MTV z początku milenium. – Lubię sylwetki Destinys’ Child – uśmiecha się. A także mocną czerwoną szminkę i długie paznokcie w migdał, uznawane stereotypowo za atrybuty drapieżnej kobiecości. Do tego drobne, ale liczne tatuaże i wyraźna biżuteria. To może być punkowa agrafka w nosie, złote sygnety albo infantylne pierścionki ze delfinkiem. – Z tym lubię przesadzić – dodaje.

Pola Nikiel (Fot. Luka Łukasiak)

Czasami udaje mi się upolować prawdziwe skórzane buty, jak od szewca. Bardzo je lubię. Mam szczęście, bo mój rozmiar stopy załapuje się na największe damskie i najmniejsze męskie rozmiary. W jej szafie wiszą też dużo za duże męskie marynarki z watowanymi ramionami, prochowce, skórzane ramoneski, T-shirty, bluzy z kapturem, swetry. – Nie kieruję się rozmiarem na metce – mówi. W second handach tak się nie da. Każda marka ma trochę inne proporcje swojej „modelowej sylwetki”, poza tym standard rozmiaru zależy od kraju i czasu produkcji. Z dekady na dekadę wzorzec ciała staje się coraz wyższy i smuklejszy. Gdy Pola bierze do ręki ubranie, wymyśla, jak je zaadaptować. – Bluzka w rozmiarze 56 może być sukienką albo luźną górą, wpuszczoną w spodnie – mówi. – Nie zawsze mam potrzebę podkreślania kobiecości, ale jeśli mam ochotę, to zakładam szeroki pas w talii i kobiecy bucik. Kiedy pytam o jej klucz wyboru, pojawiają się dwa hasła: niespójność i remiks.

Kiedyś jakaś kobieta zapytała mnie: „Ty jesteś chłop czy baba? Dlaczego to sobie robisz?”. Nie obeszło mnie to, bo otwieram się na ludzi, którzy szanują wolność. Lubię, kiedy mnie zauważają, najczęściej sami są oryginalni, więc wymieniamy się komplementami.

Aleksandra Dubińska: Męsko-damskie napięcie

Aleksandra Dubińska (Fot. Luka Łukasiak)

Ludzie myślą, że skoro jestem projektantką, to mam mnóstwo rzeczy, a to nieprawda. Mieszczę się z moim partnerem w jednej szafie – mówi Aleksandra, współwłaścicielka i główna projektantka marki Affair. Wspólna szafa jest praktyczna, bo część rzeczy, np. męska marynarka, zaprojektowana zresztą przez Aleksandrę, jest przechodnia. W zależności od dnia i okazji sięga po nią ona albo on.

– Lubię kontrasty, np. na seksowną sukienkę wkładam dużą męską marynarkę. Wtedy moja kobiecość jest trochę zasłonięta. Niedosłowna, bardziej prywatna – tłumaczy. – Z resztą chyba stąd wziął się mój pomysł na charakter marki – dodaje. Męskie w charakterze rzeczy, np. długi czarny płaszcz z winylu, Aleksandra stylizuje na różne sposoby. – Gdy założysz go jako sukienkę, rozchylisz dekolt, dodasz szpilki i biżuterię, będzie ubraniem na specjalne wyjście – mówi. Kiedy się spotykamy, ma na sobie damski garnitur i buty na obcasie. Na pytanie, czy to jej power suit, odpowiada twierdząco. Lubi, kiedy ubranie dodaje energii. – Dlatego projektuję, myśląc o młodych matkach albo singielkach. Takich kobietach, które mają mnóstwo obowiązków i są aktywne. Męskie kody w modzie, którymi żongluje Ola, są odpowiednie do ich nowej roli w domu i w pracy.

 

Bardzo dziękujemy Nowemu Teatrowi za udostępnienie przestrzeni do realizacji sesji zdjęciowej.

Basia Czyżewska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę