Znaleziono 0 artykułów
17.12.2019

„Patointeligencja”: Hymn pokolenia?

Mata w teledysku „Patointeligencja” 

Histeryczne reakcje na utwór Maty są smutnym dowodem na postępujący w Polsce wtórny analfabetyzm. Charakteryzuje się on tym, że wszystko czyta się dosłownie. „Patointeligencja” to bowiem nie wulgarna prowokacja rapera, jak chce wiralowy teledysk widzieć większość, tylko wyznanie potrzeby wyższych wartości, bliższych relacji i prawdziwych emocji.

Każdy artysta chciałby mieć pięć milionów odsłon na YouTubie w pięć dni, ale nie każdy ma. Każdy artysta chciałby w tym samym czasie otrzymać 200 tys. lajków, ale nie każdy je otrzymuje. Każdy artysta chciałby, żeby jego klip znalazł się w głównym wydaniu „Wiadomości” (szczególnie teraz!), ale nie każdy go znajduje. Każdy artysta chciałby być linkowany w co drugim poście na Facebooku, ale nie każdy na takie linkowanie zasługuje. Zasługuje na to wszystko, jak się okazuje, młody hiphopowiec Mata z klipem do swojego nowego kawałka pod tytułem „Patointeligencja”. Gdyby trafił do sieci nieco wcześniej, przykryłby najpewniej Nobla dla Olgi Tokarczuk. To się nazywa moc.

O rapie nie mam bladego pojęcia, więc przystąpiłem do muzycznej lektury „Patointeligencji” jak dziecko poznające świat. Otworzyłem szeroko oczy i uszy, wprowadzając swe zwoje mózgowe w stan coraz większego ożywienia. This is some good shit – pomyślałem i niechybnie przystąpiłem do ponownej konsumpcji tego, co Mata serwuje. I ponownej, i ponownej. Jest wielce prawdopodobne, że co najmniej milion odsłon to moja sprawka. No, może niecały milion. Zresztą, zostawmy to, nie o buchalterię tu chodzi, ale o to, co artysta śpiewa i jak na jego słowa reaguje świat. A zareagował doprawdy dziwacznie, jeżeli oczywiście coś jeszcze kogoś w Polsce potrafi zadziwić.

Okazuje się bowiem, że teksty o „waleniu hery” i „podawaniu kutasa” śpiewać mogą tylko twórcy spod odrapanej klatki schodowej. Klatki, to jasne, smutnego blokowiska gdzieś między torami a obsikanym krzakiem. Tam, daleeeeeko w otchłaniach proszę sobie ten rynsztok wyśpiewywać, a nie w naszym pachnącym internecie, co go sobie łapiemy drogimi łapkami podczas lanczu na Foksal. I kto to słyszał, żeby chłopiec z dobrej szkoły (i tata profesor!) tak się wyrzygał bez uprzedzenia. Ludzie, luuuuudzieeeee! Chyba są jakieś granice! Chyba szkoły mają prawo mieć dobre imię? Takie, dajmy na to, stołeczne liceum Batorego nie po to haruje na czołówkę w rankingu, żeby mu jakiś rozpieszczony bachor z, za przeproszeniem, wycmokanej warszawki pluł na elewację. Nie tak się przecież umawialiśmy. A poza tym, to nie o nas. Nie o naszych dzieciach. Moja córka – nigdy! Mój syn – w żadnym wypadku! Żadnych kutasów, żadnej hery. Tylko skrzypce po szkole, tenis i szlifowanie francuskiego. Bezczelna ta Mata, czy ten Mata – bo sami już nie wiemy, jakiej płciowości jest ta kanalia, co na naszych nieskazitelnych reputacjach karierę robić pragnie. Brak słów, naprawdę, brak słów. Normalnie ręce opadają jak szlabany na strzeżonych osiedlach. Chyba zwołamy w tej sprawie radę pedagogiczną w Batorym. I nakażemy uczniom żyć naszym wyobrażeniem o nich.

Histeryczne reakcje „dorosłego” mainstreamu na twórczość Maty są smutnym dowodem nie tyle nawet na hipokryzję tak zwanej elity (cokolwiek to dzisiaj znaczy), ale na postępujący w Polsce wtórny analfabetyzm, który charakteryzuje się tym, że mimo znajomości literek, niewiele się z nich rozumie, bo czyta się wszystko dosłownie. Ofiarą owego przykrego zjawiska padła w medialnym obiegu „Patointeligencja”, która chyba dla większości – w tym, co najbardziej smuci, dyrekcji prestiżowego liceum – okazała się być po prostu wulgarnym utworem szkalującym dobre imię szkoły. A jest niczym innym jak błyskotliwą diagnozą problemów tej młodzieży, która materialnie ma wszystko i zaczyna sobie zdawać sprawę, że to jednak za mało. Przecież tak naprawdę Mata nie śpiewa o niczym innym jak o potrzebnie wyższych wartości, bliższych relacji i prawdziwych emocji. Mata śpiewa o, z góry przepraszam za to słowo, imponderabiliach, o których biali uprzywilejowani ludzie zdają się mieć coraz mniejsze pojęcie, myśląc, że odpowiedzią na wszystko jest numer ich karty kredytowej. Dlatego nazywanie artysty w internetowych komentarzach „paniczem, któremu się w dupie poprzewracało”, zupełnie nic o nim nie mówi. Mówi za to sporo o autorach owych komentarzy.

„Patointeligencja” zapowiada nadchodzącą w styczniu płytę Maty pod tytułem „100 dni do matury”, którą on sam ma już za sobą (rocznik 2000). Będzie ona, jak się zdaje, masowo słuchana i przez fanów, i przez takie ciotki rewolucji jak ja, i przez funkcjonariuszy TVP (może znów będzie materiał w „Wiadomościach”), i przez ciało pedagogiczne Batorego, i z pewnością przez ojca Maty, który w odpowiedzi na burzę, jaką wywołał jego syn, napisał na Twitterze: „Słuchajcie swoich Dzieci. Mają Wam wiele mądrych rzeczy do powiedzenia”. Otóż to, słuchajmy. Ze zrozumieniem.

Mike Urbaniak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę