Znaleziono 0 artykułów
13.04.2019

Perfumy jak dzieła sztuki

Perfumy jak dzieła sztuki (Fot. Getty Images)

– Każdy stworzony przeze mnie zapach jest jak kamień pozostawiony na ścieżce do naszego wewnętrznego życia – mówi Majda Bekkali. To jedna z twórczyń perfum, które łączą zapachy z fotografią, malarstwem i rzeźbą, tworząc prawdziwy performans dla zmysłów.

Niezwykłe historie tych niesamowitych kobiet to dowód na to, że zamiast ograniczać się do jednej branży, warto puścić wodze fantazji. Choćby wydawały się najbardziej nierealne. Cytując Alicję z Krainy Czarów, tylko wariaci są coś warci. Pozwólmy sobie więc na twórcze szaleństwo jak artystki, które kreują zapachy jak dzieła sztuki.

Zapach w obiektywie

Céline Verleure (Fot. materiały prasowe)

W 2011 roku Céline Verleure stworzyła perfumeryjną markę The Olfactive Studio. Już jako 28-latka współtworzyła Kenzo Jungle z takimi legendami perfumiarstwa jak Dominique Ropion i Jean-Louis Sieuzac, a potem wraz z Olivierem Crespem przyłożyła rękę do kultowej l'Eau par Kenzo. Praca dla Kenzo jej nie wystarczała. Wyruszyła więc w podróż, by poprzez odkrywanie świata odnaleźć siebie. Studiowała japońską kaligrafię w Tokio i spędziła kilka miesięcy w Indiach. Wyjeżdżając z Zielonego Przylądka, przepłynęła Atlantyk, podróżowała też po Ameryce Południowej. Zakochała się w Rio de Janeiro, gdzie mieszkała przez dwa lata, zajmując się importem francuskich win. Ale zaczęła znowu tęsknić za tworzeniem perfum. Uruchomiła więc blog „o zapachach, które (jeszcze) nie istnieją”. Ponad 5600 fanów przyłożyło się do powstania nowej marki. Los dał się skusić, a Céline Verleure stworzyła w Paryżu The Olfactive Studio. Ale jak przystało na Celine, nie tylko zapach był tu ważny. Koncept marki opierał się na spotkaniu artystycznej perfumerii ze współczesną fotografią. Coś, co istnieje pomiędzy okiem a nosem. Po raz pierwszy w takiej formie perfumiarze nawiązali współpracę z fotografami, aby czerpać inspirację z ich twórczości. Perfumiarze The Olfactive Studio starają się wyczuć obraz, aby uchwycić jego olfaktoryczną istotę. Artystyczna intuicja Céline Verleure nie zawiodła. Dziś wody perfumowane i ekstrakty The Olfactive Studio są sprzedawane w 30 krajach na wszystkich kontynentach.

Zapach marki The Olfactive Studio (Fot. materiały prasowe)

Pierwszy zapach: Autoportrait (2011) został skomponowany przez utalentowaną perfumiarkę Nathalie Lorson. Bazował na monochromatycznym zdjęciu Luca Laputre, na którym samotna postać stoi na pustkowiu, pod niebem wyglądającym jak woda odbijająca niebo. W zapachu dominują nuty drzewne i żywiczne, ale w bardzo nowoczesnym, minimalistycznym ujęciu. Zapach jest czysty, ale bez tak popularnych teraz nut ozonowych. Dziś marka ma w portfolio ponad 20 niezwykłych fotografii i opisujących je zapachów. Wszystkie mogą być damskie lub męskie. Zgodnie z filozofią Celine, która uważa, że „perfumy to anioły. Nie mają płci, ale mają dusze”.

Sesja z flakonem

 

Andrea Maack jest znaną islandzką artystką wizualną. Od dyplomu na tamtejszej ASP w 2005 roku przełamuje granice między sztuką i modą, tworząc innowacyjne, multisensoryczne projekty. Jej marka perfumeryjna (założona z Renaudem Coutadier) powstała dzięki serii wystaw. Wszystkie zapachy Andrei Maack są uniseksowe, stworzone z artystycznym rozmachem i przy użyciu najwyższej jakości surowców. – Ze względu na to, jaka jestem, wszystko, co robię w moim codziennym życiu, liczy się jako inspiracja. Stale pracuję nad czymś nowym, jakimś wizualnym obiektem, ale od razu myślę też o tym, jak to się przekłada na zapach – zdradza w wywiadach. – Teraz mam taki moment w życiu, że wolę być na zewnątrz, wśród przyrody albo ciekawej architektury. Mój zespół i ja wybieramy się w wiele niesamowitych podróży, łącząc pracę z zabawą, od zwiedzania liczącej sobie 8 tys. lat podwodnej jaskini wodnej, po przekształcenie opuszczonego przedsiębiorstwa rybnego w studio sztuki. Nie znam granic i nie potrzebuję wakacji. Po prostu uwielbiam to, co robię, więc czuję, że kiedy pracuję, odpoczywam – opowiada o swoim artystycznym życiu Andrea Maack i dodaje z uśmiechem: – Lubię wiedzieć, co się dzieje i zmienia w dzisiejszym świecie, ale jednocześnie lubię się izolować. Nie zapominajcie, że dorastałam w Islandii. W latach 80. nie było to najbardziej kosmopolityczne i otwarte miejsce na świecie – dodaje. Takie też są jej projekty – te perfumeryjne i te wizualne.

Okulary powstałe z marką Soya (Fot. materiały prasowe)

Jej najnowszy zapach to Cornucopia, czyli róg obfitości, symbol spełnienia i dostatku, skupienia i kontemplacji, uwolnienia od potrzeb i pragnień. Jest w nim po trochu wszystkiego, ale jednocześnie pozwala swobodnie oddychać. Nuty gorzkich przypraw, ciepłej i zwierzęcej lukrecji, kadzidła i styraksu mieszają się z akordami zielonego i różowego pieprzu, drewna cyprysowego, czarnego piżma oraz kandyzowanych fig. Jej najnowszy projekt, współpraca z włoską marką okularów SoYa, miał premierę w Mediolanie w lutym tego roku. Zainspirowany wszechświatem Andrei Maack i jej rodzinną Islandią Matteo Pontello z SoYa zaprojektował zupełnie nowy model okularów, który wyraźnie odzwierciedla nordyckie korzenie i charakterystyczny styl artystki. Oprawki są hołdem dla flakonu sygnowanego przez jej markę – odwołaniem do skrystalizowanych skał wulkanicznych na islandzkich wyżynach. Okulary są dostępne w trzech wersjach kolorystycznych z trzema różnymi kolorami soczewek nawiązującymi do sezonowych odcieni arktycznego słońca: dymu wulkanicznego, pomarańczowej lawy i borealnej zieleni. – Można by pomyśleć, że okulary przeciwsłoneczne nie byłyby najważniejszą rzeczą w mojej szafie. W końcu mieszkam w arktycznej tundrze. Ale jest wręcz przeciwnie, są absolutną koniecznością, gdy silne arktyczne słońce wznosi się ponad horyzontem, w miesiącach zimowych, ale także latem, kiedy nawet o północy słońce świeci jasno – opowiada Andrea. Na pytanie, jaki artysta inspiruje ją najbardziej, Andrea bez zastanowienia mówi: – Uwielbiam pachnące instalacje Ernesto Neto. Są zarówno piękne wizualnie, jak i totalnie intrygujące. Nie sposób o nich zapomnieć. Właściwie to samo można powiedzieć o pracach islandzkiej artystki. Gdy spróbuje się jej perfum, nic już nie będzie takie jak wcześniej.

Zapach Dark Andrei Maack (Fot. materiały prasowe)

Olfaktoryczna ilustracja

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Working on my new formula #bespoke #lightcandles #atelierfirenze#mycreativeprocess 🇮🇹@moongiriphotographer

Post udostępniony przez Maria Candida Gentile (@mcg.maitreparfumeur)

 

Maria Candida Gentile ukończyła jedną z najstarszych szkół perfumeryjnych w Grasse. Nauczyła się tam rozróżniania trzydziestu różnych odcieni w zapachu jednej róży. Potrafi je wyizolować i bawić się nimi, tak jakby były kolorami. Jest jednym z najbardziej cenionych „nosów” na świecie. I pionierką innego sposobu myślenia o perfumach i nowatorskiego podejścia do ich produkcji. Jako jedna z pierwszych wprowadziła do świata perfum filozofię slow factory. W jej produktach wykorzystywane są wyłącznie najlepsze naturalne surowce. Ręcznie zbierane i przetwarzane na każdym etapie produkcji. – Luksus musi być czymś, co robi dobrze nie tylko nam, ale także naszym rodzinom i całej planecie. Uwielbiam, na przykład, zbierać jedynie bardzo ograniczone ilości wyjątkowych esencji, takich jak cytrusy na małych wyspach Morza Śródziemnego. Chodzi tu o to, aby znaleźć najlepszą jakość, ale także o to, by pomóc lokalnym rzemieślnikom żyć z ich pięknej i autentycznej pracy i utrzymać przy życiu tradycję. Marka bez wyraźnego zobowiązania do utrzymania środowiska w czystości i zdrowiu nie zasługuje już na istnienie – ostrzegała artystka już kilka lat temu w jednym z wywiadów. Nie tylko troska o planetę zaprząta jej głowę. Maria Candida aktywnie udziela się także w świecie artystycznym. Kilka razy brała udział w biennale sztuki współczesnej w Wenecji. „Per l’Eternita” był projektem stworzonym wspólnie z artystą Lucą Vitone w 2013 roku. Vitone stworzył krajobraz, w którym przeszłość i teraźniejszość stają naprzeciw siebie. Eternit reprezentował pamięć o przeszłości. Ten materiał sam w sobie nie ma zapachu, ale jego włókniste cząsteczki zabijają, jeśli są wdychane. Praca Vitone miała być więc wyczuwalna. Ktokolwiek wchodził do pawilonu włoskiego, nie mógł powstrzymać się od oddychania „Per l'Eternità”. Vitone zaprosił do współpracy Gentile. To ona stworzyła olfaktoryczną wizję wieczności.

Zapach „Per l'Eternità” (Fot. materiały prasowe)

Wybór padł na rabarbar, zielony, ostry i kwaśny. „Per l’Eternità”, wykonana wspólnie z Marią Candidą Gentile, była achromatyczną rzeźbą o trzech nutach: szwajcarskiego, belgijskiego i francuskiego rabarbaru (i całkowicie przypadkiem twórcy eternitu pochodzili z tych krajów). Zupełnie inny charakter miała instalacja zapachowa stworzona przez Gentile w 2016 roku na targach zapachowych w Los Angeles. Wokół „Once upon a time”, inspirowanej Pinokiem, rozprzestrzeniał się tajemniczy i intensywny zapach. Otulający i zalewający wspomnieniami. Spalone sosnowe drewno, woń starego papieru i świeżego chleba, cień cukru. Perfumy Marii Candidy Gentile też mają urok baśni. Lankaran Forest pachnie gorzką pomarańczą, czarną herbatą i żywicą magicznych „żelaznych drzew” rosnących na granicy Azerbejdżanu z Iranem. Barry Lyndon, zapach w hołdzie postaci z powieści Williama Makepeace'a Thackeraya, ma w sobie szczególną i rzadką odmianę lawendy, która występuje wyłącznie w Alpach, na wysokości powyżej 2,5 tys. m, oraz piołun, czyli zioło wchodzące w skład absyntu, słynnej „zielonej wróżki”, pod wpływem której tworzył między innymi Charles Baudelaire. – Moje kreacje są wyjątkowe, nie podążam za trendami ani nie patrzę na to, czego „brakuje” na rynku. Pracuję odwrotnie do tego, jak działa świat perfum masowych. Robię to, co kocham i co kochają i czego pragną moi przyjaciele i klienci – powtarza artystka. Wierność sobie jest najlepszą drogą. Świadczą o tym dzieła Marii Candidy Gentile.

Magia zapachu (Fot. Getty Images)

Pachnące rzeźby

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

#majdabekkali#parfumsdeniche#collectionandalus#tulaytulah

Post udostępniony przez Majda Bekkali (@majdabekkali)

Majda Bekkali pochodzi z tradycyjnej, arystokratycznej rodziny z Maroka. Dzieciństwo spędziła w Fezie, a w wieku 18 lat wyjechała do Francji, by uczyć się perfumiarstwa w słynnej wersalskiej szkole ISIPCA oraz studiować historię sztuki w paryskiej akademii sztuk pięknych. Jej marka Majda Bekkali obejmuje kompozycje o bardzo osobistych przesłaniach. Jednak nie tylko zapachy są dziełami sztuki. Kolekcja Sculptures Olfactives ma flakony, których kształt jest zainspirowany wyglądem wyszlifowanych przez wodę kamieni. Artystka znajduje je na kamienistej plaży nad Atlantykiem, niedaleko swojego domu. Wybrane przez nią wzory są odtwarzane przez francuskich mistrzów szkła w manufakturach, wciąż stosujących bardzo tradycyjne, pracochłonne techniki. Powierzchnia każdego flakonu jest szlifowana i polerowana tak długo, aż stanie się idealna, jak wygładzana przez wieki pieszczotą morskich fal… Korki wykonywane są z bardzo twardego drewna wiśniowego o pięknej fakturze. Każdy wzór robiony jest ręcznie, a zatem jest absolutnie niepowtarzalny. Bekkali stworzyła też kolekcjonerskie szklane flakony powstające z rzeźb tworzonych przez rzeźbiarkę Claude Justamon. – Tworzę, gdy odkryję coś, czym chcę się podzielić ze światem – wyznaje Bekkali.

Jeden z flakonów Majdi Bekkali (Fot. materiały prasowe)

Jej kompozycje są czymś więcej niż tylko ładnym pachnidłem. Są przesłaniem. J’Ai Fait un Rêve (Miałam sen) to „zapach dla lepszego świata”, kompozycja z jaśminu i kwiatu pomarańczy, która czyni człowieka bardziej otwartym na innych. Fusion Sacrée (Uświęcony związek) jest zapachem (rum, biała kawa i goździki) fizycznego przyciągania, radością z kontaktu z drugą osobą. Mon Nom Est Rouge (Na imię mam czerwień) został stworzony dla niewidomej od urodzenia przyjaciółki. Bekkali pragnęła, by dzięki perfumom mogła ona poczuć i „zobaczyć” kolor. To także pełen kadzidła, przypraw i róży hołd dla powieści tureckiego pisarza Orhana Pamuka. Tulaytulah (Toledo) to marcepanowo-migdałowa mieszanka woni, będąca modlitwą o pokój dla świata. – Dla każdej mojej kompozycji najpierw piszę wiersz. Potem robię listę składników, które chciałabym w niej zawrzeć. Każdy stworzony przeze mnie zapach jest jak kamień pozostawiony na ścieżce do naszego wewnętrznego życia. Każdy z nich ma w sobie czyste, prawdziwe uczucia – zdradza Majda Bekkali. „Uczyń swoje życie snem, a sen rzeczywistością” – napisał Antoine de Saint-Exupéry. I właśnie to robią te artystki: zacierają kontury po to, by można było zobaczyć wyraźniej i poczuć mocniej.

Maja Mendraszek-Goser
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę