Znaleziono 0 artykułów
21.09.2022

Łukasz Jemioł: Z Islandii na podbój świata

21.09.2022
Fot. materiały prasowe

Jesteśmy spragnieni pięknych ubrań – mówi Łukasz Jemioł, polski projektant, który za chwilę zaprezentuje swoją nową kolekcję „Islandia”. Zdradza też, w czym tkwi sekret jego bestsellerowych basiców, co pociąga go w twórczości Haidera Ackermanna i dlaczego najchętniej ubrałby na czerwony dywan Tildę Swinton i Timothée Chalameta.

Co zainspirowało cię do stworzenia najnowszej, jesienno-zimowej kolekcji?

Islandia – jej surowy klimat i dzikie, spektakularne krajobrazy. To wyjątkowe piękno starałem się przełożyć na język mody – wybór tkanin, zestawienie faktur i printów. Mam nadzieję, że udało mi się odzwierciedlić je w sylwetkach, jakie pojawią się na pokazie. Liczę też, że sam pokaz odda niesamowitą aurę Islandii. Poza tym, właśnie tam zrealizowaliśmy sesję zdjęciową promującą kolekcję. Było to ogromne produkcyjne przedsięwzięcie, a zarazem fantastyczne doświadczenie. Wspomnienia z tej wyprawy zostaną ze mną na długo.

Fot. materiały prasowe

Ile trwały prace nad kolekcją?

Nad każdą linią pracuję z moim zespołem minimum pół roku, czasem dłużej. Selekcja tkanin i podróże do fabryk, z którymi współpracuję, to zajęcia bardzo czasochłonne. Dziś wyprodukowanie tkanin zajmuje nawet 16 czy 18 tygodni. Najpierw robi się próbne konstrukcje, sprawdza materiały i dopiero wtedy, gdy efekt jest satysfakcjonujący, tkanina trafia do produkcji. Poza tym zwykle tworzę dwie kolekcje równocześnie. Pracując nad jesienną, tworzyłem też wiosenno-letnią, wybierając tkaniny na następny rok. Cały ten skomplikowany proces z roku na rok zamiast się skracać, trwa coraz dłużej. To dlatego, że chcemy stworzyć perfekcyjny produkt.

Czym zaskoczy nas „Islandia”?

Znajdzie się w niej sekcja wieczorowa, inspirowana islandzką Diamentową Plażą. Jej przedsmakiem była kreacja, w której aktorka Małgorzata Socha zaprezentowała się na ostatnim balu TVN. Małgosia razem ze stylistką Alicją Werniewicz towarzyszyły mi zresztą przy powstawaniu tej kolekcji. Poleciały ze mną do Włoch, by zobaczyć, jak wygląda praca nad wyborem i produkcją tkanin dla marki Jemioł. Bardzo się zaangażowały – sprawdzały różne wzory i kolory, dzieliły się swoimi wrażeniami. Ich kobiece spojrzenie było dla mnie niezwykle cenne. Dzięki nim rozumiem, dlaczego moda musi przechodzić ciągłe transformacje – przecież kobiety, dla których głównie tworzę, cały czas chcą się zmieniać. Mówię „głównie”, bo po raz pierwszy pokażę kolekcję kapsułową męskich sylwetek.

Zdradź, czego jeszcze możemy się spodziewać.

W kolekcji znajdzie się pełny przegląd mody jesiennej. Marynarki – krótkie, dłuższe, oversize’owe, a także szerokie spodnie, pudełkowe płaszcze, kamizelki, kurtki puchowe oraz sukienki o różnych długościach. Jeśli chodzi o tkaniny, jestem wierny najlepszej jakości wełnie. Wełna z wiskozą jest bardzo delikatna, przyjemna dla skóry i świetnie się nosi. Kaszmir z wełną merino to zaś moje ukochane połączenie. W swetrach zaprezentujemy też dużo bawełny, w tym bawełny z recyklingu, pojawi się również miękki dżins, welur połączony z dżinsem oraz tkaniny techniczne wykorzystane na kurtki i płaszcze przeciwdeszczowe.

Fot. materiały prasowe

Komu dedykujesz swoją „Islandię”?

Absolutnie każdemu. Projektuję tak, żeby kobieta o każdym typie figury i w każdym wieku znalazła coś dla siebie. Zajmuję się modą od 17 lat, pamiętam więc, by zadbać o każdą sylwetkę – stąd np. wprowadzenie linii petite oraz większych rozmiarów. Myślę, że kobieta, która pragnie współczesnej garderoby z luksusowym sznytem, ale takiej do chodzenia na co dzień, łatwo wybierze z tej kolekcji coś dla siebie. Są w niej idealnie skrojone spodnie, świetne marynarki, otulające miękkie swetry, mnóstwo sukienek oraz graficzne zestawienia i kwiatowe printy w wyszukanych kolorach. Moim zdaniem to składa się na styl dobrze ubranej, eleganckiej, modnej kobiety.

Jak ważną rolę w projektowaniu kolekcji odgrywają u ciebie trendy?

Tak naprawdę nigdy się nimi nie sugeruję. Staram się wypowiadać jako projektant, prezentować osobistą wizję. Oczywiście, jeśli spotyka się ona z dominującymi tendencjami, to super, bo klienci widzą, że rzeczy są nie tylko fajne, lecz także modne w danym sezonie. Wydaje mi się, że marka Jemioł poszła bardziej w stronę klasycznych rzeczy ze współczesnym twistem. Nasze produkty są ponadczasowe, można nosić je niezależnie od sezonu i wciąż wyglądać rewelacyjnie. Zresztą, już chyba nie lansuje się czegoś takiego, jak „hit sezonu”, prawda? To nie te czasy. Jesteśmy bardziej odpowiedzialni modowo, nie rzucamy ubrania w kąt, gdy przestaje być modne. Natomiast myślę, że typ prawdziwej fashion victim też doceni kolekcję „Islandia”. Chociażby motywy pięknych kwiatów, supermodny print country czy dżins odważnie łączony z czernią. Chcąc nie chcąc, moja nowa kolekcja jest „w trendach”, co mnie cieszy. Tym bardziej że szyk i dobre krawiectwo zawsze są in, a tego w ofercie marki Jemioł nie brakuje.

Twoja marka słynie też z bestsellerów. Bluzy z napisami przesłaniami, bomberki z haftem, trochę tego było.

Chyba mam nosa do tego, co się ludziom podoba. Czuję, co sprzeda się lepiej, a co może trochę gorzej. To wynika z biznesowego wyczucia branży. Choć często są też duże zaskoczenia, bo tego nie da się do końca przewidzieć. O tym, czy coś stanie się hitem, decyduje wiele czynników. Ubranie musi być perfekcyjnie zaprojektowane, doskonałej jakości, ważna jest oczywiście marka, ale też marketing i odpowiedni moment. Dlatego warto brać pod uwagę kwestie społeczne i geopolityczne – teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Czasem bywa też tak, że jedna osoba wylansuje twój produkt. Albo na Instagramie pojawi się świetny post z sesji i nagle każdy chce mieć tę rzecz ze zdjęcia. Ale, tak naprawdę, nigdy nie wiemy, co decyduje o tym, czy dana rzecz jest hot or not. Gdy się udaje i spotykasz na ulicach ludzi w twoich projektach, to zawsze wielka satysfakcja. Dzięki temu można rozwijać swoją markę, sięgać po nowe rozwiązania i pracować z najlepszymi fabrykami na świecie.

I właśnie o rozwój marki Jemioł chciałam zapytać.

Będziemy otwierać nowe miejsca stacjonarne, bo w Polsce jest na to zapotrzebowanie. Niebawem pojawi się więc kolejny butik pod szyldem Jemioł. Rozwijamy się też w internecie, gdzie rozszerzamy i ulepszamy naszą platformę. Pociąga nas też podbój świata, bo oferujemy rzeczy świetnej jakości – i mówię to bez kompleksów. Od października będziemy na Soho w Nowym Jorku z wyjątkową selekcją naszych ubrań. Chcemy docierać do jak największej liczby klientów z zagranicy. Codziennie widzę nowe zamówienia z całego świata, na przykład z Hiszpanii i Francji, bardzo dużo z Włoch, sporo z Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim z USA. To dodaje mi skrzydeł, pragnę razem z moim teamem rozwijać markę dalej i dalej. Moda z metką Jemioł poza granicami Polski. To nasz najważniejszy cel i pomału, ale z sukcesami, udaje nam się go realizować.

Fot. materiały prasowe

A jaka jest moda AD 2022?

Bardziej selektywna – kupujemy mniej, za to lepszej jakości. To dobra zmiana. Z powodu ograniczeń pandemicznych chyba wszyscy tęskniliśmy też za taką prawdziwą modą. Widzę odejście od typowo streetwearowych rozwiązań. Produktem roku jest marynarka, bez dwóch zdań. Może być większa, mniejsza, krótsza, przerysowana, ale to jest jej absolutny come back. Myślę, że dresowy casual z nami zostanie, ale wyszliśmy z takich bardzo wygodnych ubrań na rzecz konstrukcji. Przynajmniej takie mam wrażenie. Cóż, jako projektant chcę wierzyć, że ludzie są spragnieni pięknych ubrań.

A który światowy projektant jest dziś twoim guru?

Od lat podziwiam twórczość Driesa van Notena. Cenię też bardzo Haidera Ackermanna, który pięknie myśli o sylwetce. Podoba mi się też to, jak prowadzi swoje media społecznościowe – na Instagramie nie pokazuje poszczególnych produktów, tylko kreuje pewien nastrój, w tym samym czasie robiąc wspaniałe kolekcje. To niszowa, ale przepięknie zaprojektowana moda. Jeśli chodzi o komercyjne brandy, to uważam, że Anthony Vaccarello tworzy coś fantastycznego w ramach Saint Laurent. Ta grupa kobiet i mężczyzn, która nosi jego ubrania, ma w sobie wyjątkowy chic, z którym ja się bardzo utożsamiam.

Kogo chciałbyś ubrać na czerwony dywan?

Uwielbiam Tildę Swinton – muzę Ackermanna. Jest zawsze zjawiskowo wystylizowana. To ikona damskiej mody, choć jej wizerunek jest cudownie nieoczywisty. Z młodego pokolenia zachwyca mnie natomiast Timothée Chalamet. Jest bardzo nonszalancki i odważny modowo, przez co wyznacza trendy. Gdyby któreś z nich wystąpiło kiedyś w ubraniu z metką Jemioł, byłoby to dla mnie spełnienie marzeń.

Natalia Hołownia
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę