Znaleziono 0 artykułów
20.09.2018

Potrzebujemy małżeństwa, a nie wesela

Grzegorz Lepianka i Krzysztof Łoś (Fot. Luka Łukasiak)

Grzegorz Lepianka, który pracuje jako steward, i Krzysztof Łoś z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych wspólnie działają w Koalicji na Rzecz Związków Partnerskich i Równości Małżeńskiej. W naszym cyklu powstałym we współpracy z KPH rozmawiamy z partnerami z szesnastoletnim stażem o tym, dlaczego wciąż nie mogą w Polsce wziąć ślubu.

Jesteście razem od kilkunastu lat. Nigdy się ze sobą nie nudzicie?

Krzyś: Nie, bo nasz związek przez te lata dojrzewał, umocnił się.

Grześ: Dodatkowo prawie się nie kłócimy. Tylko czasem rzucam mięsem… Nawet dosłownie, bo raz zdarzyło mi się rzucić w Krzysia kurczakiem (śmiech). 

Krzyś: W życiu nawiązuje się różne relacje. Niektóre wypełniają swoją rolę i się kończą. Nasza trwa.

Grześ: Ja czuję, że nasz związek jest na całe życie. A w każdym razie chciałbym, żeby tak było. Często nam się zdarza, że osoby w związkach różnopłciowych stawiają naszą relację za wzór. Bo czują w nas harmonię.

Niczego wam nie brakuje?

Grześ: Na poziomie emocjonalnym nie. Na poziomie formalnym tak. Nie mamy praw. Nie możemy decydować o sobie nawzajem w szpitalu ani po śmierci. Potrzebujemy małżeństwa, a nie ślubu i wesela. Nie musimy składać sobie deklaracji, żeby o siebie dbać. Rytuał nie jest dla nas ważny, tylko równość wobec prawa. 

Krzyś: Mnie bardzo brakuje bycia uznanym przez nasz kraj. W domu jesteśmy szczęśliwi. Łączy nas tak naprawdę tylko miłość. Nie mamy dzieci, nie mamy ślubu, nie będziemy mogli po sobie dziedziczyć. Nie mamy tego, co zatrzymuje przy sobie większość par heteroseksualnych. 

Grześ: Przetrwaliśmy trzy kryzysy. Po dwóch, pięciu i siedmiu latach związku. Poszliśmy nawet na terapię dla par. Zrezygnowaliśmy, bo nie dawaliśmy sobie już żadnych szans. Ale wtedy, na granicy rozstania, poczuliśmy ogromną stratę.

Krzyś: No i nosimy z Grzesiem ten sam rozmiar, więc wymieniamy się ubraniami. Doszliśmy do wniosku, że dokonanie podziału byłoby zbyt skomplikowane (śmiech).

Krzysztof Łoś i Grzegorz Lepianka (Fot. Luka Łukasiak)

Od trzech lat działacie w Koalicji na Rzecz Związków Partnerskich i Równości Małżeńskiej. Codzienną walkę o to, żeby pary jednopłciowe miały równe prawa, prowadzicie jeszcze dłużej. Sytuacja w Polsce od czasu przejęcia władzy przez PiS zmieniła się na gorsze, na lepsze, czy pozostała taka sama?

Grześ: Zmieniła się na gorsze, ale w jakimś sensie też na lepsze. Przez to, że władza przyzwala na niechęć wobec społeczności LGBTQ, ogólna atmosfera w makroskali jest gorsza,niektóre środowiska czują się bezkarne i ośmielone do jawnej agresji. Ale z drugiej strony taka sytuacja dopinguje do wzmożonego działania i powoduje więcej inicjatyw, na przykład nowe marsze równości w mniejszych miastach. W bliższym otoczeniu też jest lepiej, ale to już zasługa selekcji, której dokonujemy. Otaczamy się wyłącznie ludźmi wspierającymi. Z tymi, którzy nas nie akceptują, nie wchodzimy w bliższe relacje. Przebywamy też w miejscach, w których czujemy się bezpiecznie. A w przestrzeni publicznej niestety wciąż się pilnujemy, nigdy nie czując się w stu procentach swobodnie. Nie ma mowy o trzymaniu się za rękę czy obejmowaniu. Całujemy się na przywitanie, ale tak, jak robią to przyjaciele. Mamy tak mocno wdrukowane, że nie możemy tego robić, że chyba nawet nam tego nie brakuje… Samoograniczenie weszło nam w krew. 

Krzyś: Ale gdybyśmy znów mieli osiemnaście lat i byli świeżo zakochani, chcielibyśmy przecież pokazać naszą miłość… To smutne, że młodsi od nas nadal nie mogą tego robić. Moim zdaniem, przepaść między Polską a krajami Zachodu jeszcze się pogłębiła.

Grześ: Wystarczy wyjechać do Berlina na marsz równości, gdzie ramię w ramię kroczą policjanci, strażacy, lekarze, nawet nauczyciele, a w organizację parady angażują się wielkie firmy, np. niemieccy producenci piwa. Kto wspiera polskie wydarzenia? Google i Netflix. Polskie firmy raczej w to nie wchodzą.

Krzysztof Łoś (Fot. Luka Łukasiak)

A jak czujecie się w miejscu pracy?

Krzyś: W pracy też wybieramy przestrzenie bezpieczne. Od studiów jestem związany z organizacjami pozarządowymi, przede wszystkim działającymi na rzecz praw człowieka. W takich miejscach nie może panować dyskryminująca atmosfera. Nigdy nie byłem więc szykanowany. 

Grześ: U mnie, w liniach lotniczych, w których pracuję, nie ma co prawda spisanych reguł antydyskryminacyjnych, ale przyjęło się, że steward to zawód często wykonywany przez gejów. Ze znajomymi z pracy mogę o moim życiu rozmawiać zupełnie otwarcie. Co nie zmienia faktu, że ta otwartość niekoniecznie przekłada się na kontakty z pasażerami. Ostatnio na pokładzie jakaś kobieta kilka razy powtarzała, jaką ładną parę tworzę z moją koleżanką. Aż w końcu zapytała: „No jak to, ta pani się panu nie podoba?”. Co miałem odpowiedzieć? Że podoba mi się mój chłopak? Bałem się jej reakcji albo innych pasażerów. Strach ma wielkie oczy, ale czasem trudno się z nim konfrontować.

Często towarzyszy wam lęk?

Krzyś: Grześ częściej mówi o lęku. Ja o wstydzie. Kultura wywiera nacisk, żebym się tak czuł. Na osobach nieheteronormatywnych ciąży swego rodzaju „stygmat wstydu”. Jak na alkoholikach, prostytutkach, więźniach.

Grześ: Niedawno na obiedzie weselnym pan młody, mój kolega, nagle wstał, żeby wznieść toast za mnie i za Krzysia. Mówił, że jesteśmy razem od kilkunastu lat i że chciałby żyć w kraju, w którym mamy równe prawa. Wzruszyliśmy się, bo to było wyjątkowe i wykazał się niesamowitą empatią, ale…

Krzyś: …i zawstydziliśmy. Ten wstyd jest rewersem gejowskiej dumy. Dumy, która nie oznacza zachwytu nad sobą, bo udało się zdobyć złoty medal, tylko samoakceptację. Prawo do bycia tym, kim jestem. Duma, która pozwala mi powiedzieć o sobie, że jestem OK. To poczucie wcale nie jest dla mnie zawsze tak oczywiste.

Krzysztof Łoś i Grzegorz Lepianka (Fot. Luka Łukasiak)

Dużo czasu zajęło wam pogodzenie się z waszą tożsamością seksualną?

Grześ: Nasze historie są zupełnie różne. Wielu gejów do pewnego momentu myśli, że jeszcze im się coś zmieni, że to tylko etap, że jeszcze będą tacy jak reszta. Kluczowa jest też reakcja osoby, której się o sobie mówi. Ja od dziecka wiedziałem, że jestem gejem. Podobali mi się chłopcy, w bibliotece szukałem informacji na temat osób homoseksualnych, potem zacząłem szperać także w internecie. Nie rozmawiałem jednak na ten temat z rodziną. Pamiętam, jak w MTV puszczano teledysk George’a Michaela. Moja siostra cioteczna powiedziała mi wtedy, że wokalista jest gejem. Interesowało mnie to, nasłuchiwałem i chłonąłem. Najczęściej niestety było w słyszanych przekazach dużo negatywów, złego nastawienia.  

Krzyś: Ja, zanim poznałem Grzesia, spotykałem się z dziewczynami. Pozwalałem innym decydować za mnie. Poddawałem się nurtowi życia. Byłem bierny. Cierpiałem na depresję, więc sfera erotyczna i emocjonalna były u mnie przytłumione, wyciszone. Decyzja o tym, że chcę być z Grzesiem, była pierwszą dojrzałą w moim życiu. 

Grześ: Nazywasz to decyzją? Po prostu się w sobie zakochaliśmy (śmiech). Te początki pamiętamy inaczej, bo ja miałem motyle w brzuchu, a Krzyś na świeżo oswajał się ze swoją tożsamością. Ani ja, ani on nie mieliśmy wcześniej chłopaków. 

Grzegorz Lepianka (Fot. Luka Łukasiak)

Ale na początku byliście kumplami? 

Krzyś: Moja dziewczyna kolegowała się z Grzesiem, ja nie miałem przyjaciół, a Grześ kolegów, więc namówiła nas na spotkanie. Poszliśmy na piwo. 

Grześ: A najpierw poznaliśmy się na imprezie u wspólnych znajomych. Nie miałem pojęcia, że Krzyś jest gejem. Kumplowaliśmy się, a potem zaczęło się między nami dziać coś więcej. To było kilkanaście lat temu. Jeszcze zanim w Warszawie odbyła się pierwsza Parada Równości. Na ulicach w ogóle nie widywało się gejów. Teraz są bardziej widoczni. Niektórzy twierdzą, że paradoksalnie, może dlatego, bardziej „prowokujemy” ludzi nam nieprzychylnych i stąd akty agresji – napady na KPH czy Lambdę. Ale co mamy zrobić? Wejść znów do szafy? 

Krzyś: Nie powinniśmy się cofać, bo walka o prawa człowieka to dobry kierunek.

Jakie relacje łączą was z rodziną?

Grześ: To nie jest łatwy temat. Moja rodzina oczywiście zna Krzysia. Widujemy się dosyć często. Nie mają zastrzeżeń do naszego życia codziennego. Ale gdy muszą o nas opowiedzieć znajomym, zaczyna się problem. Ciocia mówiła mi, że nie wie, co odpowiedzieć na pytanie o to, czy mam dziewczynę… Musimy liczyć się z tym, że nasz coming out to coming out całej rodziny. Najpierw jest reakcja: „Popełniłam błąd w wychowaniu, to moja wina”. Potem smutek, że nie będzie wnucząt. U podłoża takiego myślenia jest przeświadczenie, że mamy wybór. A przecież możemy wybrać tylko, czy żyjemy otwarcie, czy w ukryciu, a nie czy jesteśmy osobami homoseksualnymi! Powiedziałem o sobie mojej mamie po roku związku z Krzysiem, gdy czułem, że mam już dla niej jakiś dowód w postaci stażu i sprawdzenia się w relacji jednopłciowej. Otrzymałem od niej dwa sprzeczne komunikaty: „Wiedziałam, że tak będzie” i „Nigdy się tego nie spodziewałam”. Jakby podejrzewała, ale tych podejrzeń nie chciała zaakceptować, przyjąć.

Krzyś: Ja ograniczam kontakt z rodziną, bo nie czuję z ich strony wsparcia i akceptacji. Więc żeby nie przeżywać zawodu i rozczarowania po obu stronach, lepiej się nie kontaktować.

Krzysztof Łoś i Grzegorz Lepianka (Fot. Luka Łukasiak)

Dla sytuacji osób LGBTQ w Polsce ważniejsza jest zmiana świadomości społecznej czy wprowadzenie konkretnych regulacji prawnych? 

Grześ: To się ze sobą splata. W Polsce ciągle powolna jest zmiana świadomości społecznej, bo brakuje edukacji. Wczoraj tłumaczyłem koleżance z pracy, też stewardessie, dlaczego właściwie potrzebujemy związków partnerskich. Wydawało jej się, że moglibyśmy z Krzysiem wziąć ślub zagranicą, a potem bylibyśmy jako małżeństwo uznawani także w Polsce…

Krzyś: To prawda, że ciągle mało przebijamy się z naszymi postulatami, a bez systemowego wsparcia, bez szkoły i przychylnie nastawionej władzy jest bardzo trudno. Niestety coraz mniej mam nadziei na zmianę. Wątpię, że wydarzy się ona w Polsce za mojego życia. Myślę o emigracji, marzy mi się Hiszpania. Z drugiej strony, chcę działać dla dobra kolejnych pokoleń. Wszystkie zmiany społeczne – czy to walka na rzecz praw kobiet, czy z rasizmem – trwały kilkadziesiąt czy nawet kilkaset lat. Dlatego wierzę w to, że warto się starać. To wręcz mój obowiązek. Czuję, że opowiadam się po jasnej stronie mocy. 


Grzegorz i Krzysztof to jedna z pięciu par gejów i lesbijek, które należą do Koalicji na Rzecz Związków Partnerskich i Równości Małżeńskiej. Ta powstała w 2015 roku koalicja została stworzona przez ludzi, którzy wierzą, że każda miłość zasługuje na szacunek i że wszystkie pary, niezależnie od tego, czy są to pary osób tej samej czy różnej płci, powinny mieć prawo do ślubu. Głównym celem Koalicji jest doprowadzenie do wydania przez Europejski Trybunał Praw Człowieka historycznego wyroku, który zobowiąże Polskę do przyjęcia przepisów umożliwiających parom tej samej płci zawieranie związków partnerskich lub małżeństw. Poza wspomnianymi parami, wśród których jest Grzegorz i Krzysztof, koalicję tworzą cztery organizacje społeczne: Kampania Przeciw Homofobii, Miłość Nie Wyklucza, Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka, a także prawnicy i prawniczki z kancelarii Tataj Górski Adwokaci, Pietrzak Sidor & Wspólnicy. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o Koalicji to koniecznie odwiedź stronę dostrasburga.pl

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę