Znaleziono 0 artykułów
08.10.2019

Raphael Saadiq: Przekuć ból w dźwięki

Raphael Saadiq (Fot. Materiały prasowe)

Kompozytor, producent, wokalista i gitarzysta Raphael Saadiq po ośmioletniej przerwie powraca intymnym albumem o stracie brata. Na „Jimmy Lee”, najlepszej soulowej płycie roku, stawia jednocześnie niewesołą diagnozę na temat współczesnej amerykańskiej rzeczywistości.

Kiedy dobrych parę lat temu miałem okazję uczestniczyć w fenomenalnym koncercie Raphaela Saadiqa na nieistniejącym już festiwalu Pozytywne Wibracje, po pierwszych dźwiękach wiedziałem, że mam do czynienia z mistrzem. Klasyk neo soulu jednocześnie chwyta za serce i porywa do tańca. Choć najnowszy album jest dopiero piątym w jego dyskografii, kariera muzyka rozwija się nieprzerwanie od 30 lat.

Raphael Saadiq (Fot. Aaron Rapoport)

Raphael Saadiq (właściwie Charles Ray Wiggins) łączący klasyczny soul z funkiem, R&B i korzennym amerykańskim bluesem, gra na gitarze basowej od szóstego roku życia. W wieku lat 18 wygrał casting do zespołu Sheili E. i Prince’a, z którym spędził potem dwa lata w trasie koncertowej, promującej ósmy album Księcia – „Parade”. Następnie przez prawie dekadę współtworzył niezwykle popularny w Ameryce na przełomie lat 80. i 90. soulowo-taneczny zespół Tony! Toni! Toné! Nagrał z nim cztery pokryte platyną albumy, z których ostatni – „House of Music” z 1996 roku – uważany jest za ich opus magnum. W 1999 roku Saadiq skomponował płytę dla supergrupy Lucy Pearl, którą oprócz niego tworzyli Ali Shaheed Muhammad z A Tribe Called Quest, D’Angelo i następnie Dawn Robinson z żeńskiej formacji En Vogue. Jednocześnie nie należy zapominać o Saadiqu jako producencie i kompozytorze piosenek, które napisał dla takich wykonawców jak Joss Stone, TLC, Mary J. Blige, Whitney Houston, Solange, Ledisi czy John Legend. To on jest autorem największych przebojów D’Angelo, łącznie z utworem „Untitled („How Does It Feel)”, który w 2001 roku zdobył nagrodę Grammy. Hitów, nagród i nominacji Saadiq ma na swoim artystycznym koncie bez liku, w tym za swój fenomenalny debiutancki album „Instant Vintage” z 2002 roku i „The Way I See It” z 2008 roku. Mimo tego odczuwam pewien niedosyt. Saadiqa można nazwać najważniejszą postacią drugiego planu międzynarodowego soulu. Nie wiem, czy znakomity piąty concept, album „Jimmy Lee” to zmieni, ale już teraz jestem przekonany, że to jedna z najlepszych (obok świetnego solowego debiutu wokalistki Alabama Shakes Brittany Howard „Jaime”) płyt soulowych roku 2019.

„Jimmy Lee” Raphael Saadiq (Fot. Materiały prasowe)
Raphael Saadiq (Fot. Materiały prasowe)

To zbiór przepięknie zaśpiewanych, zagranych i wyprodukowanych na najwyższym poziomie ballad w klimacie łączącym klasyczne R&B i blues z neo soulem, funkiem, gospel i elementami spoken word. To przede wszystkim niezwykle emocjonalny album dedykowany utraconemu tragicznie rodzeństwu, w tym bratu, którego zniszczyły narkotyki. Jak pisze „The Guardian”, „Saadiq serwuje nam zbiór brutalnie szczerych medytacji o uzależnieniu i stracie, ale z wystarczającą ilością dobrej energii, przykrywającej ból i cynizm. Czuć w tych opowieściach bezsilność, ale jednocześnie bunt”. Hipnotyczne „Glory to the Veins”, funkowe „So Ready”, uduchowione „Belongs to God”, dramatyczne „On My Walk”, monumentalne „Rikers Island”, w którego drugiej części aktor Daniel J. Watts zdaje przejmujący raport z sytuacji Afroamerykanów w amerykańskich więzieniach. Vintage’owy klimat lat 60. i 70. sąsiaduje tu z wyczuwalnym podskórnie duchem mentora Saadiqa, czyli nieśmiertelnego Prince’a, a także takich klasyków soulu jak Curtis Mayfield czy Marvin Gaye.

Niezwykle ciekawym zabiegiem formalnym są gwałtowne, jakby urwane zakończenia utworów. Piosenki kończą się nieoczekiwanie, przechodząc w kolejny klimat. Jakby słuchacz zmieniał stację radiową w starym odbiorniku, wielkim pokrętłem szukając kolejnej piosenki, która mu w danym momencie podpasuje, by po chwili zacząć słuchać kolejnej. A im mocniej wchodzimy w ten świat, tym szybciej włączamy nowego Saadiqa od początku. Artysta konsekwentnie nie wystawia się na ostre światła pierwszego planu muzycznego show-biznesu. Nie musi. Jest wielki.

Raphael Saadiq (Fot. Materiały prasowe)

 

Maciej Ulewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę