Znaleziono 0 artykułów
22.11.2021

Raz, dwa, trzy, giniesz ty, czyli o fenomenie popularności „Squid Game”

Fot. Netflix

W Korei Południowej zwykło się mówić, że los człowieka znany jest już od narodzin. Jeżeli ma się szczęście, przychodzi się na świat z tzw. złotą łyżeczką – w rodzinie bogatej, która zapewni edukację i dobrą pracę. Ci, których łyżeczka jest z błota, choćby nie wiadomo, jak się starali, nie wyrwą się z biedy. Echa tego determinizmu pobrzmiewają w „Squid Game”, serialu, który stał się najchętniej oglądaną produkcją Netfliksa w ponad 90 krajach i wiadomo już, że doczeka się kontynuacji.

Ostrzeżenie: tekst zawiera spoilery

„Squid Game”: Dziecięce zabawy, dorosłe problemy

„Squid Game” („Gra w kalmara”) nie jest dla widzów o słabych nerwach. Nie jest tradycyjną K-dramą, telenowelą o miłości, której bohaterowie prędzej czy później pokonają przeciwności losu. Tu nie może być happy endu, bo tytułową grę może skończyć tylko jedna osoba. W dodatku, żeby w ogóle w nią zagrać, para musi pokonać pozostałych 454 zawodników. A przegrana znaczy śmierć.

Fot. Netflix

To najbardziej kontrowersyjny element serialu. 456 osób nie zna tej zasady, kiedy zgadza się wziąć udział w pierwszej grze. Jej uczestnicy są wybrani przez tajemniczych organizatorów na podstawie stanu konta – mają ogromne długi i brak perspektyw, by się z nich uwolnić. Jedni wpadli w zadłużenie, oszukując innych, drudzy byli wyzyskiwani przez pracodawców. Wiadomo jednak, że normalną pracą żaden z nich nie będzie w stanie nigdy wyjść na prostą.

Podczas dziewięciu odcinków pierwszej serii „Squid Game” zawodnicy rywalizują w sześciu grach bazujących na dziecięcych zabawach. Są tu koreańska wersja „Raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy” (w tej wersji rymowanka to „hibiskus rośnie i rozkwita”), zgadywanie liczby kulek w ręku, wycinanie kształtów w ciastkach, przeciąganie liny, chodzenie po szklanym moście i wreszcie tytułowy kalmar przypominający skrzyżowanie baseballa z grą w Indian i kowboi. Każda z pozoru niewinna, ale ubrani w różowe kombinezony zamaskowani ochroniarze strzelają do każdego, kto przegrywa.

Fot. Netflix

Z punktu widzenia organizatorów śmierć z tak błahych powodów ma sens, bo w życiu nikt i tak nikomu nie pomaga nawet w chwilach największej potrzeby. Ostry kapitalizm wpędził graczy w długi, które podważają sens ludzkiej egzystencji. Skoro istnienie przestaje mieć znaczenie, śmierć można przełożyć na konkretne pieniądze. Wyeliminowanie uczestnika oznacza dla pozostałych w grze powiększenie puli wygranej o 100 mln wonów. Na zwycięzcę czeka ostatecznie 45,6 mld wonów, równowartość ok. 152 mln zł.

Wysokość wygranej paraliżuje i niektórych wciąga. Odpaść – czyli zginąć – jest jednak bardzo łatwo, dlatego bohaterowie wycofują się z gry, by do niej wrócić, zawiązują sojusze, by zaraz potem zabijać się nawet pomiędzy grami, co ma zmniejszyć liczbę konkurentów i zwiększyć szanse na wygraną.

Fot. Netflix

Czemu to wszystko ma służyć? Rozrywce znudzonych bogaczy, którym pieniądze już nie dają radości. Organizują okrutne zawody, bo gra o życie jest tym, czego nie mogą kupić. Główny organizator z kolei szuka prawdziwego współczucia, chęci bezinteresownej pomocy dla drugiego człowieka. „Grę w kalmara” traktuje jak eksperyment społeczny – wprowadza graczy w stan ekstremalnego zagrożenia, żeby wydobyć z nich prawdziwe miłosierdzie.

„Squid Game”: Prawdziwe problemy Koreańczyków

Pytanie, czemu o tak istotnych problemach Koreańczyków opowiadać w tak drastycznej formie, która skłania co najwyżej do zamknięcia oczu przed kolejną sceną przemocy zamiast do refleksji nad stanem społeczeństwa. Najważniejsze, analiza socjologiczna, gubi się w zalewie krwi.

Fot. Netflix

W 2017 r. w Korei Południowej nakręcono dramat obyczajowy pt. „Mikrosiedlisko”. (W Polsce był prezentowany na festiwalu Pięć Smaków, przeglądzie kina azjatyckiego, w 2020 r.). Bohaterka „Mikrosiedliska” ledwo wiąże koniec z końcem. Gdy ceny alkoholu i papierosów rosną, staje przed wyborem: dalej wynajmować nędzny pokoik, rezygnując z nałogów, albo wyprowadzić się i pić i palić do czasu kolejnych podwyżek. Wybiera to drugie i jako bezdomna rozpoczyna podróż po starych znajomych, z którymi łączył ją kiedyś podobny poziom ekonomiczny i społeczny. Wszyscy oni po latach są dla niej obcy, nikt nie czuje się w obowiązku pomóc dawnej koleżance. Opuszczona dziewczyna rozbija maleńki namiot nad rzeką Han (tą samą, która kiedyś służyła jako opis sukcesu gospodarczego osiąganego przez leżący nad nią Seul), w którym, pozbawiona perspektyw, koczuje na tle rozświetlonych „normalnym” życiem wieżowców.

W „Mikrosiedlisku” nikt nie umiera, postaci nie zabijają się nawzajem. Temat jednak jest ten sam. Skrajne ubóstwo, brak możliwości poprawy, rosnące długi i wszechobecny wyzysk.

Fot. Netflix

Młodsze pokolenie Koreańczyków na Południu od lat nazywało swój kraj „Hell Joseon”, piekłem na ziemi (Joseon nawiązywało do nazwy ostatniej dynastii królewskiej, która najdłużej rządziła na Półwyspie Koreańskim). Młodzi zdawali sobie sprawę, że sukces, jaki był w zasięgu ich dziadków i rodziców – który można było jeszcze samemu wypracować, gdy nie stroniło się od ciężkiej pracy – jest już nieosiągalny. Media wciąż publikują przykłady skandali z udziałem polityków, bogaczy i znanych osób, którzy dzięki swojej pozycji czerpią korzyści nieosiągalne dla zwykłych ludzi. Protekcja, nepotyzm i korupcja to nowe odcienie cudu znad rzeki Han. Ostatecznie nawet poprzednia prezydent Park Geun-hye została na przełomie 2016 i 2017 r. odsunięta z urzędu za sprzeniewierzenie narodowego majątku i korumpowanie koncernów w zamian za załatwianie rozmaitych spraw dla swoich ludzi.

Tego samego problemu dotknął także „Parasite”, który w 2020 r. zdobył Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego.

Już kilka dni po premierze, 17 września, o „Squid Game” mówiono niemal wszędzie. Reżyser serialu Hwang Dong-hyuk twierdzi, że taki sukces nie jest dla niego zaskoczeniem, bo od początku chodziło mu o zdobycie jak najszerszej publiczności. Fabułę oparł na dziecięcych grach, żeby serial był zrozumiały dla widzów na całym świecie. Dzieci wszędzie bawią się podobnie, koreańskość staje się zaledwie dodatkiem. Po dwóch miesiącach od premiery Hwang zapowiada drugą serię. Prosi jednak o cierpliwość, bo musi wymyślić jej przesłanie i sens.

Rafał Tomański
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę