Znaleziono 0 artykułów
23.01.2021

Regé-Jean Page: Dżentelmen XXI wieku

(Fot. materiały prasowe)

Gdy przyjmował rolę Simona w netfliksowych „Bridgertonach”, wcale nie chciał stać się symbolem seksu. W romansie kostiumowym z czasów regencji najważniejsza była dla Regé-Jean Page’a reprezentacja – od początku kariery walczy o obecność osób czarnoskórych na ekranie.

Shonda Rhimes jest kobietą wielu talentów. Pisze scenariusze, które balansują na granicy opery mydlanej, ale nigdy jej nie przekraczają, promuje czarną społeczność w mainstreamowych mediach, podkreśla siłę kobiet. Może najważniejsza jest jej umiejętność dostrzegania talentu w innych. Dzięki niej Ellen Pompeo, czyli Meredith Grey z „Chirurgów”, z aktorki, która zagrała epizodyczną rólkę w „Przyjaciołach”, została najlepiej zarabiającą kobietą amerykańskiej telewizji. Dzięki niej Kerry Washington ze „Skandalu” z pięknej aktorki drugiego planu wyrosła na jedną z najpotężniejszych producentek. Dzięki niej Viola Davis ze „Sposobu na morderstwo” jako pierwsza czarnoskóra aktorka odebrała zasłużoną statuetkę Emmy. Nie mówiąc już o licznych bohaterach drugiego planu – osób koloru i LGBTQ+, którym twórczyni Shondaland dała widzialność. Programowo stosuje blind casting – tworząc postać, nie zastanawia się, jakie pochodzenie miałby mieć aktor, który ją zagra. O ulubieńców dba jak o własne dzieci.

(Fot. Morgan Lieberman/Getty Images)

Regé-Jean Page: Jak go czytać

Regé-Jean Page (na Twitterze radził kiedyś, jak wymawiać imię i nazwisko: Regé jako reggae, Jean jak Wyclef Jean i Page jak strona w książce) grał u niej w prawniczym „For the People”. Serial przetrwał tylko jeden sezon (do 2019 roku), więc postanowiła dać angielskiemu aktorowi drugą szansę, już po podpisaniu kontraktu z Netfliksem. Poradziła producentowi „Bridgertonów”, Chrisowi van Dusenowi, żeby książę Hastings miał wdzięk Page’a.

Na początku widać brwi – gęste, uniesione, świadczące o namyśle, wrażliwości, zdziwieniu. Potem na oczy – smutne, więc uwodzicielskie. Współczesny amant ma też namiętne usta, trzydniowy zarost i sylwetkę jak po siłowni. Na co dzień nosi szare T-shirty i ramoneski, ale w kostiumach z epoki regencji jest absolutnie wiarygodny. Regé-Jeana krępuje opowiadanie o sobie, a zwłaszcza o wyglądzie. A „Bridgertonowie” nie są dla niego romansidłem z historią w tle, tylko sposobem na pokazanie światu współczesnych wartości – emancypacji kobiet, otwartości seksualnej i reprezentacji osób koloru.

Jako dziecko czarnej pielęgniarki i białego kaznodziei z Anglii od zawsze czuł się inny, a więc naznaczony. Urodził się w 1988 roku w Londynie, niedługo później jego rodzice wyjechali do Harare, stolicy Zimbabwe. Wielorasowa tożsamość ciążyła mu w czarnej Afryce, a gdy wrócił do Londynu jako nastolatek, tym bardziej nie wiedział, kim jest. Przylgnęła do niego łatka prowincjusza wychowanego z dala od zachodniego świata. – Gdy byłem mały, Zimbabwe wydawało mi się najpiękniejszym miejscem na świecie, wraz z dojrzałością przyszło zrozumienie, jak trudne jest tam życie. Ale daje odpowiednią perspektywę. Gdy wychowujesz się w Nowym Jorku czy Londynie, wydaje ci się, że jesteś pępkiem świata, poza centrum uczysz się pokory – wspominał w wywiadach.

Z Phoebe Dyvenor (Fot. David M. Benett/Dave Benett/Getty Images for dunhill)
(Fot. Barry King/Getty Images)

W Londynie ukojenie dało mu aktorstwo. Traktował przyszłą pracę śmiertelnie poważnie, podobnie jak pozostałe dzieciaki z prestiżowej szkoły Drama Centre London (do absolwentów należą Tom Hardy, Pierce Brosnan i Colin Firth), gdzie dostał się po występach w National Youth Theatre, organizacji pomagającej tym, którzy marzą o karierze na scenie. Dyplom w 2013 roku zaowocował propozycjami zawodowymi – zagrał w „Kupcu weneckim” u boku Jonathana Pryce’a oraz w serialu BBC „Waterloo Road”. W 2016 roku pokazał się w amerykańskiej produkcji „Korzenie”, remake’u serialu z lat 70. o niewolnikach. Uważni widzowie Netfliksa przed „Bridgertonami” mogli go jeszcze zobaczyć w „Zabójczych maszynach”, cyberpunkowym science fiction klasy B. Drugoplanową rolę zagrał też w „Sylvie” dla Amazona (premiera w grudniu 2020 roku).

Artysta, nie celebryta

 

Wydaje się, że Page nie będzie miał w najbliższych latach czasu na wiele projektów poza „Bridgertonami”. Julia Quinn napisała osiem tomów sagi rodzinnej, więc teoretycznie może powstać tyle samo sezonów serialu. Już potwierdzono produkcję drugiego z Anthonym, najstarszym bratem Daphne, ekranowej ukochanej księcia, w roli głównej. Swoją drogą po seksownych scenach Bridgertonówny z Hastingsem dziennikarze zaczęli wypytywać Page’a o relację z Phoebe Dyvenor, która gra Daphe. – Wszystko, co musicie wiedzieć, jest na ekranie – powiedział Page. – Cały czas mamy kontakt – dodawała ona. – On nie uznaje small talku – mógłby skomentować aktor Malachi Kirby, przyjaciel Regé-Jeana od czasów „Korzeni”. – On jest prawdziwym artystą, a nie celebrytą – dodaje Kirby.

I trochę buntownikiem. Nie godzi się na uprzedmiotowienie gwiazd, wścibskie media, które chcą wchodzić aktorom do łóżka, niesprawiedliwe traktowanie mniejszości. Kiedyś sprzeciw wyrażał, krzycząc ze sceny w punkowym zespole, który założył z bratem. Dziś wykorzystuje spotkania z dziennikarzami, żeby wyłożyć swoją filozofię. Nie gra intuicyjnie, każdy jego ruch jest przemyślany. – Gdy grasz, musisz powściągnąć ego – twierdzi. – W aktorstwie najlepsza jest nieprzewidywalność – dodaje. – Dlaczego teraz opowiadamy tę historię? Dlaczego teraz wreszcie pokazujemy czarną historię? Anglicy i Amerykanie mają sporo za uszami, czas się z tym zmierzyć – mówił w „Guardianie”.

Czy ma coś wspólnego z księciem Hastings? – Simon to taki pan Darcy albo Heathcliff, gdyby był XXI-wiecznym podrywaczem – śmieje się Page, nawiązując do porównania „Bridgertonów” do Jane Austen czasów „Plotkary”. Aktorowi daleko do takiego wizerunku. Bliżej do mniej żartobliwej interpretacji. Tak naprawdę Page widzi w Hastingsie uosobienie nowoczesnej męskości. Książę kocha i cierpi, jest silny i słaby, mierzy się z traumą i buduje nowe życie. – To złamany, nieszczęśliwy człowiek, obciążony złymi doświadczeniami z dzieciństwa, który stara się zawalczyć o siebie – tłumaczy Page, podkreślając na każdym kroku, że on tu nie jest najważniejszy: – To feministyczna perspektywa. Opowiadamy historię kobiecego wyzwolenia. Jeśli książę może w tym pomóc, jestem do usług.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę