Znaleziono 0 artykułów
20.08.2022

Koniec toksycznej męskości

20.08.2022
Kadr z filmu "Na fali" (Fot. East News)

Toksyczna męskość doprowadziła do plagi złych relacji, niedbania o siebie i swoje zdrowie, podniosła statystyki samobójstw i przemocy stosowanej przez mężczyzn. Nowa męskość poszukuje okazji, aby się swoim i innych emocjom przyglądać i konfrontować się z nimi – mówi Marcin Grudzień. Psychoterapeuta opowiada o bromansie, męskich kręgach i terapii.

Kiedy myślę o męskiej przyjaźni, od razu przed oczami stają mi filmowe duety. Czy bromance, czyli głęboka męska przyjaźń, to wytwór Hollywoodu?

Pod moim tekstem na temat bromance’u, który napisałem cztery lata temu na portalu Masculinum, pojawiły się krytyczne komentarze, typu: „Po co wprowadzać obcobrzmiące pojęcie?”. Bromance [zbitka angielskich słów „bro” – brachol i „romance” – romans – przyp. red.] wydał się użytkownikom podejrzany, bo kojarzył się z romansem. Pisano, że przyjaźń męska to po prostu przyjaźń. Po co dzielić tę relację na przyjaźń i bromance? Sam mam kłopot z tym określeniem. Dla mnie męska przyjaźń będzie zawsze emocjonalna, intymna, bliska. Trudno bez tego mówić o jakiejkolwiek przyjaźni.

Ale chyba pójście z kolegami na piwo po pracy lub na mecz nie nazwiemy w taki sposób?

Każdy definiuje przyjaźń indywidualnie. Dla niektórych pójście na piwo będzie spełniało kryterium intymnej relacji. Z mojego doświadczenia pracy terapeutycznej i warsztatowej jednak wynika, że trudno ją w taki sposób zdefiniować. Głęboką, męską przyjaźń buduje się podczas pogłębionych rozmów na ważne tematy. Tak tworzy się bliskość. Raczej próżno szukać takiej relacji na meczu czy w pubie na piwie. W stereotypowym ujęciu męska przyjaźń może się tylko wykuwać w działaniu, czyli mężczyzna z mężczyzną mogą się zaprzyjaźnić na wojnie albo na polowaniu. Dziś takie piwo czy mecz mogłyby podpaść pod tę kategorię. W nowej męskości to działanie ustępuje miejsca relacyjności. Rozmawiamy, słuchamy, akceptujemy i nie doradzamy, tylko jesteśmy otwarci na to, co drugi mężczyzna mówi. Słyszymy siebie nawzajem.

Kadr z filmu "21 Jump Street" (Fot. East News)

Do niedawna mężczyźni wykuwali też zbroję, pod którą skrywali swoje emocje. Dziś tę zbroję się porzuca…

Aby móc empatyzować z emocjami innych mężczyzn, musimy mieć realny kontakt z własnymi uczuciami. Bez niego nie będziemy gotowi na empatię. Nowa męskość mówi o tym, że warto przyglądać się sobie. Sprawdzić, co czuję, w jaki sposób wyrażam emocje, jak są one odbierane przez innych i wreszcie, być gotowym na współprzeżywanie emocji innych. Wcześniej mężczyźni zakładali maskę i udawali „bycie twardym”. Nie wyrażali uczuć, nie kontaktowali się emocjonalnie z innymi. Toksyczna męskość doprowadziła do plagi złych relacji, niedbania o siebie i swoje zdrowie, podniosła statystyki samobójstw i przemocy stosowanej przez mężczyzn. Nowa męskość poszukuje okazji, aby się swoim i innych emocjom przyglądać i konfrontować się z nimi. 

Jak „nauczyć się” tej nowej męskości?

Na warsztatach i w męskich kręgach oraz na terapii. W obu przypadkach jest to praca na emocjach. Najczęściej trafiają do mnie mężczyźni, którzy dostrzegają kryzys w swoich relacjach z kobietami, rzadziej z ludźmi w ogóle. Wielu jest w kryzysowej relacji z własnymi dziećmi kilkuletnimi albo już nastoletnimi. Dociera do nich, że kontakt z dziećmi niekiedy budzi nadmierną złość, z którą trudno sobie radzić i nie wiadomo, skąd się bierze, albo że przez wiele lat byli emocjonalnie nieobecni w ich życiu. Mężczyźni, którzy przychodzili do mnie na warsztaty dla ojców nastolatek, często powtarzali, że przez wiele lat byli kierowcami swoich córek. Ich relacja sprowadzała się do tego, że odwozili i przywozili je na różnego rodzaju zajęcia. W samochodzie właściwie nie rozmawiali ze sobą. Mężczyźni widzą też brak satysfakcji w relacjach z kobietami. Praca z takimi mężczyznami polega przede wszystkim na rozmowie. Podczas męskich kręgów tworzymy bezpieczną przestrzeń do tego, aby się wygadać. Powiedzieć, co czujemy, gdy mówią oni, i co, gdy słyszymy opowieści pozostałych osób z grupy. To bardzo głęboka praca, w której jest przestrzeń i akceptacja na łzy, wzruszenie, złość, smutek. Gdzie można powiedzieć i zostać przyjętym.

Czy coś tych facetów zaskakuje?

To, że mają odwagę powiedzieć coś komuś w bezpieczny i asertywny sposób, wtedy, kiedy ktoś ich złości. Wcześniej nie mieli takich doświadczeń, bo wyrażanie złości często było agresywne, przemocowe albo bierno-agresywne. Często nie mieli też świadomości, co w tych momentach działo się w ciele i głowie. Na spotkaniach wracamy również do ważnych momentów w życiu tych mężczyzn, do dzieciństwa i późniejszych lat. Kiedy pojawiały się różne emocje, które były pacyfikowane. Sami nie dawali sobie prawa ich okazywać albo było im to zabraniane. Wracanie do tych sytuacji pozwala po czasie przeżyć te emocje i na bieżąco przy nich pobyć. A także monitorować, co teraz dzieje się w ich życiu i co za uczucia się z tym wiążą. 

Kadr z filmu "Skazani na Shawshank" Fot. Getty Images

Czy męskie kręgi to taka terapia grupowa?

Nie, bo terapia rządzi się swoimi prawami. Na męskich kręgach jest więcej swobody i podążania za różnymi indywidualnymi potrzebami uczestników, jak rozmowy, bycia wysłuchanym, ale też fizycznej bliskości. Nie jest to proces terapeutyczny, tylko wsparciowo-rozwojowy. Uczestnicy uczą się męskiej przyjaźni, która jest pozbawiona rywalizacji. Nikt nikogo nie ocenia. A jeśli nawet, to osoba może na to zareagować, inni też mogą to zrobić. 

Bardzo ważny jest kontakt fizyczny. Nie tylko siedzimy i rozmawiamy, ale też przytulamy się, dotykamy. Uczymy się kontaktu wzrokowego, ale nie konfrontacyjnego, tylko sprawiającego, że jesteśmy bliżej siebie. Wiele osób pierwszy raz w życiu doświadcza takiej relacji z innymi mężczyznami. Wcześniej z różnych powodów czuli się w męskim gronie niepewnie. Mimo że radzili sobie świetnie zawodowo, wśród mężczyzn nie byli swobodni, a są po czterdziestce. Bardzo często te przyjaźnie wychodzą poza kręgi i przenoszą się na grunt zupełnie prywatny.

Czy takie męskie kręgi mogą być odtrutką na homohisterię wśród heterofacetów?

Skala problemu homofobii i skala kręgów jest niewspółmierna. Takie męskie spotkania to niszowa historia, dla niektórych dość elitarna, dotycząca wąskiego grona chętnych. Nie da się jednak ukryć, że nawet mężczyźni, którzy decydują się dołączyć do kręgu, muszą przejść przez granicę skojarzeń. Przychodzą z różnymi obawami. Potem okazuje się, że bezpodstawnymi. Bliska męska przyjaźń może mieć zupełnie inny wymiar.

Mówisz o nowej męskości 40+. A młodsza męskość? Podobno następuje powrót maczyzmu, a młodzi dorośli brunatnieją. Czy to prawda?

Organizowałem warsztat o męskości dla najstarszych klas liceów w Warszawie. Na pierwszy nikt nie przyszedł, bo były to zajęcia dodatkowe (śmiech). Na drugim pojawiło się bardzo dużo stereotypowego myślenia o męskości i podejścia do relacji z kobietami. Z jednej strony, można pomyśleć, że jest to powrót do maczyzmu. Z drugiej jednak, to zachowanie może wynikać z momentu ich rozwoju. Idą w nieznane, to naturalne, że ratują się siłą. Ukrywają lęk przed nieznaną lub trudną dorosłością, są pozbawieni dobrych i bezpiecznych wzorców. Trochę starsi, dwudziestoletni chłopacy przychodzą do mnie na terapię. Też nie są brunatni, ale mają trudności w relacjach z kobietami czy rodzicami. Często spotkania determinowane są przez zaangażowanie ojca w życie syna, jego obecności lub jej braku w tym związku. Rozmawiamy o prawie do złości i o tym, czy i jak wyrażać inne emocje w takiej relacji…

Wspomniałeś o mężczyznach, którzy przychodzą do ciebie, bo orientują się, że nie mają kontaktu ze swoimi dziećmi. Teraz mówisz o chłopakach, którzy trafiają na terapię, bo mają kiepską relację z ojcem…

Bardzo często terapia jest o tym samym – o braku bliskiej męskości, również w relacji ojciec – syn. W pewnym momencie okazuje się, że brak tych pozytywnych emocji jest kluczowy dla naprawy i rozwoju ich związku. Obaj tego potrzebują, ale do tej pory nieskutecznie próbowali uformować własne tożsamości bez tej bliskości. 

Co taka praca nad męskością może spowodować „dla świata”?

Na zmiany staram się patrzeć jednostkowo. Może to banał, ale to jednak ważne, by budować relacje z innymi i ze samym sobą. Warto zrozumieć, że jak się przyglądam innym, poznaję też to, czego ja potrzebuję w budowaniu bliskości z innym człowiekiem. Taka jednostkowa zmiana przekłada się na to, że mężczyźni są zdrowsi, bardziej świadomi siebie, lepiej dbają o siebie i o innych. Globalnie, wierzę, że dopóki mężczyźni nie będą mieli okazji doświadczyć i wyrazić bólu, cierpienia, smutku, żałoby, straty i wściekłościna wszystkie zranienia, nie będą mieli okazji wyleczyć siebie. Spojrzeć na siebie i innych ze zrozumieniem i czułością. Bez tego wciąż będziemy żyli w świecie wojen i konfliktów, których ta wściekłość jest źródłem.

Jakub Wojtaszczyk
Komentarze (1)

Jacek Szkutnik21.08.2022, 14:58
O Boże jakie to jest chore. To w tych czasach nie ma żadnych relacji, nie ma przyjaźni, bo tak brakuje kobiet że każdy mężczyzna jest konkurentem o tę absurdalnie mała liczbę kobiet, tak że śmierć innego mężczyzny może wyłącznie cieszyć. Nie ma relacji z kobietami, bo ich jest za mało, nie ma relacji z rodzicami, bo nie chcą się odzywać do nieudacznika, który nie jest w stanie od 16 lat znaleźć dziewczyny. Nie ma nic poza pustka absolutnej samotności aż do śmierci.
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę