Znaleziono 0 artykułów
12.10.2018

Seks ma siłę

Maggie Gyllenhaal w serialu "Kroniki Times Square" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Candy to prawdziwa feministka – mówi Maggie Gyllenhaal o Candy, gwieździe porno lat 70., którą gra w serialu „Kroniki Times Square”. Aktorka podkreśla emancypacyjną moc kobiecego orgazmu na ekranie, zaprzęgając seks do walki z patriarchatem. 

Na małym ekranie można cię podziwiać w drugim sezonie serialu HBO „Kroniki Times Square”. Rola królowej porno lat 70. wiąże się dla ciebie z ryzykiem? 

Nie przeszło mi nigdy przez myśl, że rola Candy może mi zaszkodzić. Od samego początku darzyłam ją szacunkiem. Gdy przygotowywałam się do pracy nad tą postacią, zależało mi, żeby skupić się przede wszystkim na tym, co ją motywuje. Chciałam pokazać jej ambicję oraz siłę charakteru. To prawdziwie feministyczna postać.

Maggie Gyllenhaal w serialu "Kroniki Times Square" (Fot. Materiały prasowe HBO)
Reklama

Nie możemy dłużej udawać, że współczesny świat całkowicie różni się od przedstawionego w serialu. Wciąż zmagamy się z mizoginią.

Wcielając się w rolę jednej z prekursorek pornobiznesu w USA, zależało mi na tym, żeby podkreślić jej rozwiniętą emocjonalność. Seksualność mojej bohaterki określa nie tylko charakter jej pracy. To bizneswoman. A, co więcej, artystka. Candy nie jest jednak świadoma swojego talentu. Niewykształcona i spychana na margines instynktownie wykorzystuje wszystkie dostępne sobie możliwości, by utrzymać się na powierzchni. Jej działania są wykalkulowane z precyzją inżyniera. Candy czuje, że musi o siebie walczyć. Próbuje wykorzystać swój potencjał jak najpełniej. Niestety perspektywy ma ograniczone. To kobieta, która próbuje utrzymać władzę, kontrolę nad sytuacją i samą sobą. To kobieta, która mogłaby startować w kampanii prezydenckiej w 2020 roku. Oto w jakich czasach przyszło nam żyć.

Żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie? 

Niestety tak. Niemniej jednak chciałabym podkreślić, że żyjemy w niezwykłych czasach. Opadła nareszcie zasłona dymna. Skrywany dotąd rasizm, seksizm i mizoginię widzimy jak na dłoni. I dobrze! Niech cały ten brud wyjdzie na powierzchnię. Chyba nie muszę podkreślać, że osoba o jednej z najgorszych reputacji sprawuje dziś najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych.

Mówisz o mizoginii, a osoba z twojego najbliższego otoczenia, z którą wciąż współpracujesz, została przez pięć kobiet oskarżona o niestosowne zachowanie.

Nie mam zamiaru, ani teraz ani nigdy, rozmawiać o problemach Jamesa Franco. To są zbyt skomplikowane sprawy, żebym mogła podsumować je podczas półgodzinnej rozmowy. Moją opinię na temat Jamesa Franco, #MeToo i #TimesUp zatrzymam dla siebie i mojego najbliższego grona znajomych.

Maggie Gyllenhaal w serialu "Kroniki Times Square" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Niemniej jednak jesteś otwarta na rozmowę o seksie w kinie.

Wielokrotnie spotkałam się z profesjonalistkami, które mówiły o sobie jako o „seks uzdrowicielkach”. Oczywiście mówimy o zawodowych prostytutkach, które podchodzą do swojej pracy z pasją. Jak ja do aktorstwa. Szczerze wierzą, że ich usługi zmieniają świat na lepsze. Ja w ten sam sposób myślę o aktorstwie. Uważam, że seks może być sztuką. Należy mu się bezpruderyjnie przyjrzeć. Mało co wywołuje takie kontrowersje, jak kobiecy orgazm na ekranie. Dlaczego? Sposób, w jaki akt miłosny jest zaprezentowany na ekranie, opowiada nie tylko o namiętności łączącej bohaterów. Grywam skomplikowane postaci, które wchodzą często w dysfunkcyjne relacje seksualne. Czyż to nie fascynujące? Rozmawiajmy o tym jak najczęściej!

Maggie Gyllenhaal w serialu "Kroniki Times Square" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Podobne artykuły10 najlepszych seriali na jesieńArtur Zaborski Wcielając się w rolę gwiazdy porno, musiałaś zgłębić kulisy tego przemysłu? Czym różni się współczesne porno od filmów tego gatunku z lat 70.?

Tak, można powiedzieć, że poznałam historię kina pornograficznego (śmiech). Obejrzałam wiele pozycji (śmiech)… tytułów z tamtego okresu. Różnica jest kolosalna! Niektóre, co odważniejsze, erotyki sprzed 40-50 lat zahaczają bardziej o artyzm niż kategorię XXX. We mnie drzemie chyba pornograficzna artystka. Jestem o wiele bardziej zainteresowana formalnymi aspektami pracy na planie porno niż samym aktem seksualnym. 

Seks na ekranie może wzmacniać pozycję kobiet w męskim przemyśle? Kobiety mają tam wolność prezentowania własnej seksualności?

Trudno jest mi wypowiedzieć się w imieniu przedstawicielek filmów erotycznych, ale mnie seks na ekranie wyzwala. Reżyserowie chcieli ocenzurować sceny mojego orgazmu z uwagą na moją wrażliwość i moje dobre imię. Niejednokrotnie musiałam im tłumaczyć, że kobiecy orgazm na ekranie może być manifestem feministycznym. Moje uniesienia mówią o wiele więcej i mają większe przesłanie artystyczne niż jakiegokolwiek innego aktora. Nawet Brada Pitta. Seks ma siłę.

Maggie Gyllenhaal w serialu "Kroniki Times Square" (Fot. Materiały prasowe HBO)

Zdarzało ci się czuć na planie niekomfortowo? 

Zdarzają się sceny, które wymagają od aktora pójścia na kompromis. Z własnego doświadczenia wiem, że najczęściej są to sceny, których widzowie nie uznaliby za trudne. Bo na takie nie wyglądają. Pewnie wydaje ci się, że to sceny seksu lub te nacechowane przemocą sprawiają mi najwięcej kłopotów. W rzeczywistości to właśnie te momenty są najlepiej dopracowane, wielokrotnie przegadane, przećwiczone. To emocji boję się najbardziej. Tych głęboko skrywanych, które nagle wychodzą na światło dzienne. I pozbawiają moje bohaterki pancerza ochronnego.

Rozmawiamy o kobietach w przemyśle filmowym. A jest w nim też miejsce dla osób LGBTQ i przedstawicieli różnych kultur? Różnice łączą, a nie dzielą?

Oczywiście, że nasze „ja” ma przełożenie na to, co tworzymy. To urozmaica perspektywę i poszerza punkty widzenia. Sztuka powinna być autorska. Ważne, żeby w pracy twórczej nie otaczać się wyłącznie mężczyznami. Niedługo w kinach zagości mój najnowszy film „The Kindergarten Teacher” w reżyserii Sary Colangelo. Zrealizowany i wyprodukowany w przeważającej mierze przez same kobiety. Nasze, kobiece, spojrzenie ma wpływ na wymowę filmu.

Katarzyna Kasperska
Komentarze (1)

Wyloguj się
Bronisław Chlipała
Bronisław Chlipała12.10.2018, 09:51
intrygujące i chyba ma moc sprawczą
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę