Znaleziono 0 artykułów
27.05.2022

„The Silent Twins”: Prawdziwa baśń

27.05.2022
Fot. Materiały prasowe

Baśniowy, choć oparty na prawdziwej historii. Czuły, empatyczny i wrażliwy, ale odważnie mierzący się z tematem wykluczenia. „The Silent Twins” polskiej reżyserki Agnieszki Smoczyńskiej opowiada historię milczących bliźniaczek. 

Agnieszka Smoczyńska już od kilku lat świetnie radzi sobie na arenie międzynarodowej. Jej „Córki dancingu” z 2015 roku zdobyły ponad dwadzieścia nagród na zagranicznych festiwalach, w tym wyróżnienia na Sundance, w Wilnie czy Austin. Film miał też wąską dystrybucję w wielu krajach, umieścił autorkę na listach „najbardziej obiecujących” twórców, a dla niektórych stał się obrazem wręcz kultowym.

Późniejsza o trzy lata „Fuga” była pokazywana w Cannes w sekcji Tydzień Krytyki. Premiera w Teatrze Miramar zapełniła salę po brzegi, a wrażliwość autorki została doceniona przez dziennikarzy. W 2022 roku na Croisette Smoczyńska przyjeżdżała jako uznana twórczyni. Jej film, wyświetlany w prestiżowej sekcji Un Certain Regard, uznawany był za jeden z najciekawszych na festiwalu. Nagrodzony w Cannes długimi owacjami na stojąco „The Silent Twins” umacnia pozycję reżyserki jako wizjonerki.

Niezwykła, prawdziwa historia

Choć film zawieszony jest między snem a jawą, historia, na której oparty jest scenariusz Andrei Seigel, wydarzyła się naprawdę. W 1986 roku opisała ją w swoim reportażu nagradzana autorka Marjorie Wallace. Bohaterkami książki są siostry bliźniaczki June i Jennifer Gibbons. Na ekranie wcielają się w nie znana z „Czarnej Pantery” Letitia Wright i Tamara Lawrance („Na plaży Chesil”). Poznajemy je jako małe dziewczynki, które mają swój własny, magiczny świat. Fascynuje je sztuka opowiadania, tworzenie historii i budowanie narracji. Obie marzą o karierze pisarek. Otoczenie nie ma jednak dostępu do bogatego świata wewnętrznego, bo ani June, ani Jenny się z ludźmi nie komunikują. Są inne nie tylko dlatego, że milczą (mówią tylko do siebie i jednej z sióstr, kiedy nikt inny nie słyszy), lecz także z powodu koloru skóry. W walijskim miasteczku, gdzie osiedlili się ich rodzice, nie ma żadnych innych czarnych dzieci. June i Jenny, mające karaibskie korzenie, padają ofiarą nasilającej się przemocy i szykan ze strony rówieśników. Z powodu mutyzmu wybiórczego zostają przeniesione do szkoły specjalnej, a potem rozdzielone, co skutkuje u obu katatonią. Po ponownym spotkaniu niezrozumiane nastolatki zaczynają eksperymentować z używkami. Za popełnione pod ich wpływem napaść i podpalenie dostaną wyjątkowo ostry wyrok: bezterminowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym Broadmoor, ośrodku zamkniętym o podwyższonym standardzie bezpieczeństwa. W koszmarnych warunkach, często separowane i faszerowane mocnymi lekami dziewczyny, zapadają się w sobie. W głuchych ścianach placówki spędzą aż jedenaście lat. Pierwszą osobą, która zechce im pomóc, stanie się dopiero Wallace (Jodhi May).

Film między jawą a snem

Fot. materiały prasowe

Nauczeni doświadczeniem „Córek dancingu” widzowie mogli spodziewać się, że Smoczyńska na ekranie pomiesza w charakterystycznych proporcjach gatunki, porządki i estetyki. „The Silent Twins” zaprasza widza w podróż inną niż wszystkie. Wiele scen rozgrywa się tu z perspektywy wyobraźni bohaterek, które brak werbalnej komunikacji zastępują malowaniem nad wyraz żywych obrazów w myślach. Bez problemu ożywają (i mówią do widza) własnoręcznie uszyte pacynki, tańczą litery na kartach książek, pokój kochanka niczym luksusowy basen napełnia się Pepsi, a inicjacja seksualna z szybkiego numerku na tylnym siedzeniu przeobraża się w zmysłowy akt pośród rozkwitających pąków jaskrów.

Świat wyobraźni ma u Smoczyńskiej te same prawa co suche fakty, ba, czasami jest wręcz w pozycji uprzywilejowanej. Same bohaterki nierzadko wyrażają emocje poprzez muzykę (jej autorami są Marcin Macuk i Zuzanna Wrońska). Nagle wskakują na wyimaginowaną musicalową scenę w przejściu podziemnym i przy akompaniamencie rytmicznie mrugających świateł wykonują od niechcenia numer taneczny w idealnym synchronie. Subiektywna, zbudowana z niespotykanej wrażliwości bohaterek perspektywa jest na ekranie filtrem, przez który przesącza się każdy kadr. Fantastyczną robotę wykonali operator Jakub Kijowski i montażystka, Agnieszka Glińska.

W zwierciadle

Idealnie musiały zagrać Wright i Lawrance, ale też wcielające się w młodsze wersje bohaterek Leah Mondesir-Simmonds i Eva-Arianna Baxter. To niesamowicie trudne aktorsko zadanie, bo relacja bohaterek nieustannie ewoluuje. Raz jest mimetyczna, za chwilę przemienia się w konkurencję, niekiedy wręcz amensalizm. Bliźniaczki, choć wcale nie identyczne, bywają jak jeden umysł w dwóch ciałach. Rozdzielone, i tak wyczuwają emocje tej drugiej, są dla siebie jak, niekiedy krzywe, zwierciadło. Zarówno starszej, jak i młodszej parze aktorek udało się fantastycznie uchwycić ten zniuansowany synchron. Wszystkie aktorki opanowały też niezwykle szybki, świszczący kreolski dialekt Bajan, którym mówiły prawdziwe „milczące bliźniaczki”.

„The Silent Twins” można oglądać jak baśń, ale film poddaje się też lekturze bliższej życiu. Zza kolorowych kadrów i dźwięcznych piosenek wychylają się systemowy rasizm, filozofia „dzieci i ryby głosu nie mają”, wrogość wobec indywidualizmu. Czy film ma szanse na nagrodę w Cannes? Trudno powiedzieć, bo mimo raczej przychylnych recenzji konkurencja w tym roku jest ogromna. Jedno jest jednak pewne. June i nieżyjąca już Jenny straciły głos także z powodu opresji. Smoczyńska go im oddaje w geście czułym, uważnym i pełnym empatii.

Anna Tatarska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. „The Silent Twins”: Prawdziwa baśń
Proszę czekać..
Zamknij