Znaleziono 0 artykułów
29.04.2019

Sophia Roe: Mój styl bazuje na intuicji

Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)

– Prawdziwemu Duńczykowi nie wypada się przechwalać – mówi Sophia Roe, jedna z najbardziej znanych skandynawskich influencerek, którą na Instagramie śledzi już ponad 220 tysięcy obserwatorów. Ona akurat ma się czym chwalić. Stara się rozwijać jako stylistka, inspiruje zarówno stylem, jak i wiedzą z zakresu designu, konsekwentnie odmawia też udziału w projektach, które nie są zgodne z jej estetyką. Jak sama przyznaje, bycie sobą to najbardziej atrakcyjny aspekt osobowości i stylu. To pierwsza bohaterka naszego nowego cyklu o związanych z modą dziewczynach, które nas inspirują. 

Mówi się, że internet wie wszystko. Ta zasada nie ma jednak zastosowania do dwudziestoparoletniej Dunki. W opowiadaniu o sobie Roe jest prawie tak oszczędna jak w swoim stylu. Paradoksalnie to właśnie powściągliwość czyni ją tak magnetyczną. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zrobione na ulicach pochmurnej Kopenhagi zdjęcie, na którym Roe ma na sobie dżinsy z lekko przydługą nogawką, biały T-shirt i klapki na obcasie, inspiruje tak bardzo? Jak uzasadnić to, że największą popularnością cieszą się jej niepotraktowane żadnym filtrem, surowe i niekiedy nawet nieco niewyraźne fotografie? Dunka nikogo nie udaje, choć coraz większa instagramowa popularność mogłaby to na niej coraz bardziej wymuszać. I o tym też opowiedziała mi najwięcej: o byciu sobą, ufaniu intuicji i autentyczności – zarówno w życiu, jak i w biznesie.

Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)
Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)

Nie wiem dlaczego (cały czas usilnie staram się to rozgryźć), ale Roe, którą na Instagramie obserwuję już ponad półtora roku, zawsze jawiła mi się jako postać z jednej strony trochę niedostępna, a z drugiej jako ktoś, z kim chciałabym się zaprzyjaźnić. Takich sprzeczności odczuwam zresztą coraz więcej. I na pewno nie wynikają one z tego, że wizerunek najbardziej inspirujących mnie influencerek jest w jakimś stopniu niespójny. Możliwe, że nie do końca jeszcze przywykliśmy do faktu, że dziewczyny – czasem niespełna 25-letnie – obracające się w świecie najbardziej luksusowej mody, które ciuchy od The Row łączą na co dzień z dodatkami Loewe, mogą być do bólu zwyczajne. Jedzą pizzę i popijają ją zimnym piwem, walczą z niepraktycznym lub za małym mieszkaniem, a zamiast taksówek wybierają metro.

Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)

Oprócz prawdziwości i naturalności, jakiej cały czas na Instagramie szukam (jej pseudowersja mnie nie przekonuje), w Sophii Roe niezmiennie urzeka mnie styl: minimalizm najlepszej próby i o największej sile rażenia, zmysł do łączenia ponadczasowych klasyków z najgorętszymi modelami sezonu, miks nowego oraz vintage i pomimo ewidentnego jej zamiłowania do prostoty nieuciekanie przed wyrazistymi elementami. – Skandynawski styl to już coś więcej niż tylko minimalizm i klasyka – mówi Roe. – Ja nadal lubię ubierać się w zgodzie z tym nurtem, ale wychodzę z założenia, że styl powinien bazować przede wszystkim na intuicji. Moja zasada jest prosta: jeśli źle czujesz się w jakimś trendzie, to po prostu za nim nie podążaj. Zamiast tego ubieraj się tak, aby jak najlepiej uwypuklić swoje cechy. Bycie sobą jest moim zdaniem największym wyznacznikiem atrakcyjności – zarówno w kwestii osobowości, jak i stylu. Faktycznie, w stylizacjach Roe widać pewną powtarzalność. Jednak działa ona tylko na jej korzyść. Marynarki wpuszczone w obszerne spodnie nie są u Dunki jednorazowym eksperymentem, a jednym z jej ulubionych zabiegów stylizacyjnych. Kolarki i klapki na obcasie nosi systematycznie od zeszłego roku. A jej wieczorowe stylizacje praktycznie zawsze bazują na jedwabnej sukience Oresund Iris lub Arket. Gdy pytam ją, jak podejmuje swoje modowe wybory i czy uważa, że kupuje dużo, odpowiada, że zawsze stawia na klasyki. – Zostaną ze mną na lata! Lubię też takie projekty, o których wiem, że założę je więcej niż raz. To moje zrównoważone podejście do mody. Obecnie marzę o satynowych klapkach na obcasie od Miu Miu. Będą świetnie wyglądać z dżinsami vintage i białą koszulą!

Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)
Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)

Moda modą, ale bycie influencerką na pełen etat to dla Roe i jej koleżanek całkiem dochodowy biznes. Na tyle dochodowy, że łatwo się w nim pogubić. Porównując jej konto z profilami o podobnych zasięgach, nie sposób nie zauważyć, że znacznie mniej jest na nim typowo komercyjnego kontentu. A jeśli jest, to z reguły promujący kosmetyki do pielęgnacji skóry (Roe prawie w ogóle się nie maluje) lub minimalistyczne kolekcje mniej lub bardziej znanych marek. Widać, że selekcja jest dla niej wyjątkowo ważna. – W tej branży naprawdę łatwo jest stracić wiarygodność – mówi. – Oczywiście, wszystkie jesteśmy inne i pracujemy na innych zasadach, ale wydaje mi się, że w modzie w ogóle wyjątkowo ważne jest to, by pracować w zgodzie ze sobą i swoją marką. Dostajemy mnóstwo ofert współpracy, ale nie wszystkie są spójne z naszym wizerunkiem. Bądźmy świadome, co chcemy sobą reprezentować. Nie mam oporów przed udzieleniem odmowy, jeśli jakiś projekt nijak ma się do mojego stylu czy do tego, co lubię.

Sophia Roe (Fot. Christian Vierig, Getty Images)

Co zatem lubi obserwowana przez ponad 220 tysięcy osób Dunka? Oprócz oczywiście wysokiej jakości ponadczasowych klasyków równie dużą sympatią darzy retrostylizacje, w których w połowie lat 70. brylowała na ulicach (i klubowych parkietach) Bianca Jagger, a także projekty Toma Forda dla Gucci. Jednak w prawie takim samym stopniu co moda inspirują ją także design i sztuka. Zamiłowanie do tych ostatnich być może ma po matce, projektantce wnętrz. Louise oprócz tego, że posiada własną markę wnętrzarską (jej projekty kupicie także w Polsce – w Łodzi i Warszawie), jest właścicielką jednego z najciekawszych concept store’ów w Kopenhadze. Sophia na designie zna się więc świetnie. Ostatnio zachwycił ją projekt włoskiego artysty Vincenzo De Cotiisa, który pokazywał podczas tygodnia designu w Mediolanie. – Lubię się uczyć – mówi Roe. – Obserwować ludzi, słuchać ich. Czy oznacza to, że do sukcesu także podchodzi z pokorą? – Prawdziwemu Duńczykowi nie wypada się przechwalać – śmieje się. I zaznacza, że bycie influencerką ceni przede wszystkim za kreatywną wolność. To luksus, który nie jest na sprzedaż.

Michalina Murawska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę