Znaleziono 0 artykułów
08.10.2018

Springer: Rachunek za dumę

(Fot. Filip Springer)

Po Wielkiej Przemianie miasto odzyskało nie tylko dumę, ale również poczucie fajności – coś, czego nie było tu od czasów Gierka. Do lat 90. tożsamość była tu ściśle związana z kulturą pracy. A potem tej pracy zabrakło. Katowice przestały być Polsce potrzebne. Ludzie tę zbędność odczuwali osobiście – zauważa Filip Springer. W drugim odcinku swojego reporterskiego serialu sprawdza, ile kosztował śląski sen o potędze.

1 miliard – wyburzenie starego dworca i budowa w jego miejscu Galerii Katowickiej
262 miliony – nowa siedziba Muzeum Śląskiego
320 milionów – budowa galerii handlowej Supersam na gruzach przedwojennej hali targowej
303 miliony – Międzynarodowe Centrum Kongresowe 
300 milionów – gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia 
260 milionów – przebudowa Rynku i łączącej się z nim Alei Korfantego
200 milionów – remont Spodka
170 milionów – przygotowanie terenów dawnej kopalni „Katowice” i nowego układu komunikacyjnego Strefy Kultury
Łącznie: 2,8 miliarda złotych.
Płatnicy: władze miejskie, wojewódzkie, Unia Europejska (1,5 mld), prywatni inwestorzy (reszta).

(Fot. Filip Springer)

Reżyser Wielkiej Przemiany – Piotr Uszok – uważa, że było warto. Dziś potrafi na to spojrzeć z oddali, przed nim nowe wyzwania – być może jeszcze bardziej ambitny plan. Jako prezes spółki Silesia Nova ma wybudować na granicy Katowic i Siemianowic całą dzielnicę. Ona też, jest tego pewien, będzie olśniewać. Przez szesnaście lat, do 2014 roku, Uszok był jednak prezydentem Katowic. Nie ma nowoczesnej metropolii bez metropolitalnych obiektów – tłumaczył ludziom wtedy i tłumaczy też dziś. Miasto powinno dawać swoim mieszkańcom poczucie dumy. – Bywając w tych nowych obiektach w Strefie Kultury regularnie widzę, że tak się właśnie dzieje. Ludzie są z nich dumni.

Reklama

2,8 miliarda złotych – tyle mniej więcej kosztowała ta duma. Nigdzie indziej w Polsce nie wpompowano w tak krótkim czasie tak gigantycznych pieniędzy w tak stosunkowo niewielki obszar.

Przy okazji Katowice stały się polem wielkiego eksperymentu. Pobojowisko, jakie zostawił tu po sobie komunizm, modernizm i trudna transformacja nie znajduje właściwie analogii w całym kraju. Tutaj, w jednym miejscu, skupiły się wszystkie główne problemy, z jakimi borykają się polskie miasta. Zdegradowane śródmieście wyludnia się w niepokojącym tempie. Zaniedbana rzeka Rawa pełni już jedynie funkcję smętnego ścieku płynącego niestety ciągle przez samo serce miasta. Do tego dochodzi trudna modernistyczna spuścizna, północna część śródmieścia zabudowana według corbusierowskich, negatywnie zweryfikowanych przez historię, dogmatów. A jakby tego wszystkiego było mało, Katowice musiały borykać się poprzemysłowymi reliktami, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić. Wszystko to sprawiało, że przez wiele lat centrum tego miasta było przestrzenią odpychającą i – zdaniem wielu – bez przyszłości. Wielka Przemiana miała tę przyszłość zdefiniować na nowo. Przed nią na katowickiej ASP panował taki zwyczaj, że gdy przyjeżdżał ważny gość na konferencję czy wykład, to robił swoje, a potem szybko zabierano go do Krakowa. 

(Fot. Filip Springer)

Tak przynajmniej wspomina to doktor Zofia Oslislo-Piekarska, autorka książki „Nowi Ślązacy. Miasto / dizajn / tożsamość”: – Dziś można takiego gościa bez wstydu przeprowadzić przez miasto, jest gdzie usiąść, wypić kawę, zjeść obiad – mówi, gdy idziemy przez wyremontowany katowicki Rynek. – Jest mu co pokazać. Nie są to może zabytki, bo Katowice to ciągle miasto nowe. Ale taki jest ich urok.

Po Wielkiej Przemianie miasto odzyskało nie tylko dumę, ale poczucie fajności – coś, czego nie było tu od czasów Gierka. Do lat 90. tożsamość była tu ściśle związana z kulturą pracy. A potem tej pracy zabrakło. Katowice jako przemysłowe zaplecze przestały być Polsce potrzebne. Ludzie tę zbędność odczuwali osobiście. Przez lata było to po prostu jedno z wielu miast w umęczonej transformacją aglomeracji. 

(Fot. Filip Springer)
(Fot. Filip Springer)

Dziś Katowice przyszłość swą widzą ogromną. Bo przecież wielka sala koncertowa, jeszcze większe centrum kongresowe i muzeum całego regionu nie powstały tylko na potrzeby trzystutysięcznego miasta. Kosztowna duma idzie w parze z ambicjami. W marcu 2017 roku sejm specjalną ustawą powołał do życia metropolię Górnośląsko-Zagłębiowską. W jej skład weszło 41 gmin i miast zamieszkałych przez ponad 2,2 miliona ludzi. Metropolia ma pięcioprocentowy udział w podatku PIT z regionu, zasilana jest też składkami od miast i gmin członkowskich. Jej budżet w 2018 roku to ponad 360 milionów złotych. Do głównych zadań metropolii należy zarządzanie transportem, dbanie o ład przestrzenny i promocja. Ale przedstawiciele GZM są też na przykład stroną w negocjacjach z Unią, negocjują pakiety pomocowe dla regionów górniczych w czasie transformacji. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to pierwszy taki twór w Polsce, choć podobne rozwiązania są wykorzystywane w Europie i na świecie od wielu lat. Katowice, choć nie wszystkim to w smak, chcą być jej najważniejszym miastem. 

(Fot. Filip Springer)

W 2009 roku katowicki magistrat zapytał mieszkańców o temat akceptacji dla realizacji wielu planowanych inwestycji Wielkiej Przemiany, w tym Międzynarodowego Centrum Kongresowego i sali koncertowej NOSPR. Poparcie dla nich nie przekraczało pięciu procent. Obiekty te znalazły się na końcu listy potrzeb wyrażonych w badaniu przez mieszkańców. Pomimo takich wyników badań Piotr Uszok podjął decyzję o rozpoczęciu inwestycji. 
I jest z tego bardzo zadowolony.

Zmiana, która się tu dokonała, ma charakter godnościowy i nie można tego lekceważyć – mówi doktor Oslislo-Piekarska, gdy stoimy już na jednym z zielonych tarasów Międzynarodowego Centrum Kongresowego i spoglądamy na huczące miasto. – Traktuję tę przebudowę w kategoriach psychoterapii. Ona była niezbędna, by ruszyć dalej.

W następnym odcinku: Początek Katowicom dała kolej. Historię tego miasta da się więc opowiedzieć poprzez historię jego dworców. Od niewielkiego baraku zagubionego wśród pól, przez brutalistyczną perłę, którą zachwycał się świat, po stojącą na jej gruzach galerię handlową. 

W poprzednim odcinku: Kompletnie zatraciliśmy się w tym, czym jest sztuka budowania miasta. Uważam, że nie umiemy tego robić – mówił architekt Tomasz Konior w 2013 roku.  W samym sercu Strefy Kultury umieścił więc osobliwy labirynt. Wyrysował go na planie przedwojennego śródmieścia Katowic. To nie tylko przyjemna, zielona przestrzeń dla spacerowiczów, ale też wyraz marzenia o mieście pełnym życia. Marzenia, które przez wiele lat próbowano ignorować, a potem zastępować budową kolejnych galerii handlowych. 

Filip Springer
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę