Znaleziono 0 artykułów
31.12.2018

Sukienka kopertowa: do biura i do łóżka

Diane Von Furstenberg jesień-zima 2016-2017 (Fot. Getty Images)

Łatwo ją założyć, ale jeszcze łatwiej zdjąć. – Pokocha ją twój facet, a matka nie będzie miała nic przeciwko niej – mówi Diane von Fürstenberg, która uczyniła wrap dress uniformem wyzwolonej kobiety. Projektantka, która odkryła opartą na fasonie kimona sukienkę kopertową dla współczesnej mody, obchodzi dziś 72. urodziny.

Kopertowe sukienki „na zakładkę” znane są od wieków. Już stulecia temu były noszone w formie kimon. W latach 30-tych XX wieku na salony wprowadziła je, znana z zamiłowania do innowacji, włoska projektantka Elsa Schiaparelli. W czasach Wielkiego Kryzysu jej tańszą wersję, uszytą najczęściej z perkalu podomkę, tzw. „hooverette”, nosiły amerykańskie panie domu. Praktyczna i łatwa w produkcji, była dostępna nawet dla najbiedniejszych. Gdy Christian Dior wprowadził po II wojnie światowej swój słynny New Look, kopertowa sukienka odeszła w zapomnienie. Obchodząca dziś 72-gie urodziny Diane von Furstenberg, projektując w latach 70-tych swoją wrap dress prochu nie wynalazła. Ale to właśnie tej amerykańskiej projektantce sukienka zawdzięcza niesłabnącą do dziś popularność.

Ekspozycja wystawy "Diane Von Furstenbergs Journey Of A Dress" (Fot. Getty Images)

Zanim pokochał ją świat

Diane von Furstenberg niezbyt chętnie odpowiada na pytania o kopertową sukienkę. Co prawda właśnie ten, zaprezentowany po raz pierwszy 1973 roku, model przyniósł projektantce popularność i kosmiczne zarobki. Ale Diane podkreśla, że lista jej osiągnięć nie kończy się na jednej sukience. Trudno odmówić jej słuszności, ale nic, co stworzyła później, nie zdołało pobić rekordu popularności ustanowionego przez wrap dress. Do dziś wielu uważa, że to amerykańska projektantka wymyśliła ten model. Prawda jest jednak taka, że sukienka o podobnym kroju była znana już wieki wcześniej.

Zakładane na krzyż poły, ściągnięte w talii paskiem, to baza tradycyjnego japońskiego kimona. Jeśli przyjąć, że to ono było pierwowzorem kopertowej sukienki, jej historia sięga 900 roku naszej ery. Kimonowy krój trafił do Europy w XIX wieku, kiedy w czasie secesji zapanowała moda na Orient. Ale ponieważ szanujące się kobiety tamtej epoki były wierne gorsetom, luźne kroje oparte na kimonie widywało się jedynie w formie szlafroków czy peniuarów. W taki strój odziewano się w pracowniach artystycznych, domach publicznych, czy palarniach opium, rzadziej w buduarach dam, a już na pewno nie na eleganckich przyjęciach. Gdy po I wojnie światowej moda uległa drastycznym zmianom, a kobiety przestały zniekształcać sylwetki gorsetami, kopertowa sukienka po raz pierwszy wkroczyła na salony. Wprowadziła je tam w 1931 roku, znana z zamiłowania do innowacji i ekstrawagancji, włoska projektantka Elsa Schiaparelli. Jej wersja tego stroju miała długość do połowy łydki, była uszyta z czarnego aksamitu, a w talii przewiązana dość grubym pasem. W przeciwieństwie do bardziej zwracających na siebie uwagę, szokujących projektów słynnej Włoszki, takich jak sukienka z aplikacją w kształcie homara, jej wersja kopertowej sukienki nie wzbudziła wielkich kontrowersji. Była lubiana, ale nie zrobiła zawrotnej kariery. Za to za oceanem zbliżony do niej strój cieszył się ogromną popularnością.

Joan Crawford w sukni Schiaparelli (Fot. Edward Steichen/Condé Nast via Getty Images)
Twiggy w kopertowej sukience (Fot. Getty Images)

Gdy po krachu na giełdzie w 1929 roku w USA zapanował Wielki Kryzys, Amerykanki nie myślały o strojnych fatałaszkach. Zmuszone każdego dnia walczyć o to, wiązać koniec z końcem, ubierały się w to, co tanie i praktyczne. Właśnie dlatego wielką popularnością cieszyła się wówczas tzw. „hooverette”, nazwana na cześć urzędującego wówczas prezydenta, wiązana z boku podomka o kopertowym kroju. Jej prostota sprawiała, że nawet nie mogąca się poszczycić wielkim talentem krawieckim kobieta mogła ją sobie sama uszyć. W domu, z tego, co akurat miała pod ręką. Często był to najtańszy, kwiecisty lub kraciasty perkal, w najlepszym razie za jedyną dekorację służyła koronkę przy dekolcie. W takim stroju można było oglądać mieszkające na farmach panie domu, często nosiły go też kelnerki w przydrożnych barach. Jak łatwo się domyślić, gdy kryzys minął, taki krój nie kojarzył się dobrze. Na długi czas stał się synonimem biedy i prowincjonalności. Po II wojnie światowej, gdy zmęczony latami wojennych oszczędności świat pokochał pełen przepychu New Look Christiana Diora, o kopertowej sukience zapomniano na dobre. Podobny fason powracał jedynie w odzieży sportowej, m.in. w projektach tworzonych z materiałów syntetycznych. Na salonach pojawiła się dopiero w latach 70-tych. Wszystko za sprawą pewnej księżniczki. A raczej kobiety, która księżniczką właśnie być przestała.

Jej własna bajka

Zwykle bajki kończą się na tym, że dziewczyna poślubia księcia. Moja zaczęła się, gdy małżeństwo z księciem się skończyło – powiedziała Diane von Fürstenberg w wywiadzie dla „W Magazine”. Projektantka, której ojciec pochodził z Rosji, wychowała się w Brukseli, a wykształcenie zdobywała w Szwajcarii. To właśnie tam, w prestiżowym kurorcie Gstaad, poznała swojego pierwszego męża, księcia Egona von Fürstenberga. Ale choć był nie tylko przystojny, ale też bajecznie bogaty, Diane nie chciała być tylko dodatkiem do jego wystawnego życia. Postawiła na własną karierę, a gdy po przyjeździe do Ameryki szkice projektów pokazała legendarnej redaktorce „Vogue’a”, Dianie Vreeland, ta zasugerowała jej otwarcie własnego biznesu. Państwo von Fürstenberg w Nowym Jorku obracali się wśród bohemy artystycznej, poznawali osobistości takie jak Salvador Dali, Damien Hirst, Andy Warhol i Bianca Jagger. Ale małżeńska sielanka nie trwała długo. W 1973 roku, cztery lata po ślubie, para wzięła rozwód. Diane nie płakała jednak po nieudanym małżeństwie. Miała już wówczas w zanadrzu projekt, który miał na dobre odmienić jej życie i skierować je na właściwe tory.

Od lewej: Andy Warhol, Diane von Furstenberg oraz aktorka Monique Van Vooren (Fot. Getty Images)

Świeżo rozwiedziona von Fürstenberg postanowiła stworzyć sukienkę dla silnej, niezależnej, wyzwolonej kobiety. Takiej, jaką sama chciała być. Zaprojektowana przez nią sukienka, tzw. wrap dress miała prosty, wręcz minimalistyczny krój. Długość lekko za kolano, zwieńczony kołnierzykiem dekolt w serek i wiązanie w pasie – na pozór nic specjalnego. Powstała z połączenia dwóch wcześniejszych projektów Diane, topu o kroju kimona i spódnicy. Ale, jak to zwykle bywa, diabeł tkwił w szczegółach. Uszyta z bawełnianego dżerseju o princie w intensywnych kolorach znakomicie wpisywała się w modę lat 70-tych. Dzięki wiązaniu w talii i dekoltowi w serek, wyglądała pięknie na każdej sylwetce. Szczupłym dziewczynom o ciałach chłopczyc dodawała kobiecości, paniom o większych rozmiarach pozwalała ukryć niedoskonałości figury. Lekko rozciągliwy dżersej idealnie modelował sylwetkę. Sukienka nie miała guzików ani suwaka, łatwo więc było ją założyć i jeszcze łatwiej zdjąć. Była seksowna, co czyniło ją świetnym wyborem na randkę. A jednocześnie wyglądała na tyle przyzwoicie, że można było w niej pójść do pracy w biurze, czy na niedzielny, rodzinny obiad. Jak mówi sama projektantka: „to sukienka, którą pokocha twój facet, a matka nie będzie miała nic przeciwko niej”. Słowem: ideał.

Diane von Furstenberg z synową po pokazie swojej kolekcji na sezon wiosna-lato 1998 (Fot. Getty Images)

Wrap dress natychmiast stała się bestsellerem. Kobiety oszalały na jej punkcie. W samym 1975 roku von Fürstenberg produkowała 15 tysięcy kopertowych sukienek tygodniowo. I nawet taka ilość sprzedawała się na pniu. Kupowały ją gwiazdy filmowe i dziewczyny pracujące w biurach na Manhattanie. Debiut sukienki zbiegł się w czasie z rewolucją seksualną w Ameryce. Stała się swojego rodzaju symbolem siły, strojem kobiety wyzwolonej. Takiej, która potrzebuje stroju, w którym może pójść prosto do pracy w razie, gdyby randka przedłużyła się do rana. „To była więcej niż sukienka, to był cały styl noszenia się” – mówiła o swoim projekcie Diane. I trudno nie przyznać jej racji, bo nawet unikający raczej modowych tematów „Newsweek”, umieścił ją na okładce w 1976 roku. W latach 70-tych projekt von Fürstenberg idealnie wpisywał się w społeczno-kulturową rewolucję. Dziś, choć nie ma już waloru nowości, wciąż jest lubiany przez kobiety na całym świecie. Gości na czerwonych dywanach, a nawet gra w filmach.

Diane Von Furstenberg jesień-zima 2018-2019 (Fot. ImaxTree)

Kwintesencja kobiecości

Kopertowej sukience nie sposób odmówić kobiecego wdzięku. Doceniają go miliony kobiet, ale też twórcy filmów. Tacy jak hiszpański reżyser Pedro Almodóvar, który uczynił z niej ważny rekwizyt w filmie „Skóra, w której żyję”. Stała się w nim istotnym atrybutem kobiecości. Grający chirurga plastycznego Antonio Banderas daje Verze, swojej tajemniczej pacjentce, właśnie kopertową sukienkę projektu Diane von Fürstenberg. Reżyser przyznał, że wybór takiego stroju nie był przypadkowy, bo dla niego wrap dress jest symbolem kobiecości. Sukienka zagrała też w głośnym „Taksówkarzu”. Wystąpiła w niej wtedy Cybill Shepherd. Współcześnie Amy Adams nosiła ją, grając w „American Hustle”. Również w przypadku jej oscarowej roli była symbolem kobiecej siły i wyzwolenia.

Amy Adams w filmie "American Hustle" (Fot. Reporter, East News)

Gwiazdy chętnie noszą kopertowe sukienki nie tylko na srebrnym ekranie, ale też prywatnie. Projekt von Fürstenberg był stałym elementem garderoby serialowej Carrie Bradshaw, ale odtwórczyni jej roli, Sarah Jessica Parker, również chętnie w nim występuje. Podobnie jak Angelina Jolie, która ten fason wybiera nie tylko na czerwony dywan, ale też na co dzień. Bo choć kopertowa sukienka może być niezwykle seksowna, jednocześnie sprawdza się świetnie w biznesowych czy formalnych okazjach. Dlatego chętnie sięgają po nią Michelle Obama czy księżna Cambridge, Kate. Co ciekawe, sama von Fürstenberg bardzo rzadko występuje w swoim ikonicznym projekcie.

Choć najsłynniejszy projekt Diane von Fürstenberg zalicza wzloty i upadki, od swojego debiutu na początku lat 70-tych, cyklicznie powraca do łask. Tak było w latach 90-tych, gdy po latach nieobecności na rynku mody Diane zaproponowała go w lekko odświeżonej wersji. W późniejszym czasie projekt zaczęto kopiować i wprowadzać różne wariacje na jego temat. Dziś jego różne wersje można znaleźć również w kolekcjach innych projektantów oraz w sieciówkach. W corocznym zestawieniu najgorętszych trendów na nadchodzący rok wg Pinteresta, obok bambusowych koszyczków i spodni kolarskich, znalazła się właśnie kopertowa sukienka. „To strój, który nie wymaga wysiłku i nadaje się na każdą okazję, pasuje do każdego miejsca na świecie, odpowiada potrzebom współczesnych kobiet” – mówi Diane, pytana o powód ponadczasowej popularności swojego projektu.  I trudno się z nią nie zgodzić.

Natalia Jeziorek
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę