Znaleziono 0 artykułów
12.10.2020

Co się stanie ze street stylem

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

W obliczu niepewnej przyszłości, najistotniejsze wydaje się zwrócenie się ku źródłom – dokumentowaniu codziennego ubioru ludzi, obserwacji, jak komunikują się poprzez strój. Zastanawiamy się, jak przeniesienie pokazów mody do świata cyfrowego zmieni fotografię mody ulicznej. 

Tegoroczna karuzela miesiąca mody była fuzją prezentacji internetowych, filmów i fizycznych pokazów z zachowanym dystansem społecznym. Zabrakło czegoś, co wydawało się niezbędne podczas fashion weeków – mody ulicznej i związanej z nią fotografii.

Machina zatrzymała się dla fotoreporterów, blogerów i influencerów. Ograniczenia dotyczące podróżowania uszczupliły cieszące się zainteresowaniem galerie zdjęć prezentujące stylizacje istnych kameleonów mody z Nowego Jorku, Londynu, Mediolanu i Paryża.

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

Czas na szczerość

Członkowie społeczności street style’u dyskutują więc o rewolucji, która wydaje się nieukniona. Niektórzy twierdzą, że nadchodzi zbyt późno, inni zastanawiają się, dokąd doprowadzi.

– Pojawia się wiele niepewności – mówi Tamu McPherson, włoski gwiazdor fotografii ulicznej, redaktor oraz twórca bloga All the Pretty Birds. – Gdy myślę o swoich początkach, zanim moje projekty przekształciły się w coś większego, uświadamiam sobie żmudny proces budowania relacji pomiędzy fotografem a studiowanym przedmiotem czy zjawiskiem. Obecnie jesteśmy w momencie, w którym musi nastąpić zmiana. Może to okazja do zdefiniowania nowego kursu, poprawienia obecnego? Może kluczem do wyjścia z tej sytuacji jest dokumentowanie mody ulicznej, ale w bardziej autentyczny sposób? 

Historia street style’u najprawdopodobniej sięga paryskiego fin-de-siècle, ale przełomowy moment nastąpił dopiero w latach 60. XX w., wraz z fenomenem minispódniczek Mary Quant. Wówczas Carnaby Street w Londynie zapełniły dziewczyny noszące ten rewolucyjny projekt, wpływając na modę silniej niż niejeden kreator prezentujący kolekcje na wybiegach. Pod koniec lat 70. autentyczne ujęcia alei i zaułków Manhattanu autorstwa Billa Cunninghama, fotografa „The New York Times”, ugruntowały estetykę zdjęć ulicznych i ukształtowały ten nowy gatunek sztuki..

Konstelacja nowych gwiazd

Z początkiem nowego milenium gatunek ten zaczął rozwijać się za sprawą Scotta Schumana z bloga The Sartorialist, Tommy’ego Tona i Phila Oh, którzy jako fotoreporterzy tygodni mody kursowali pomiędzy światowymi stolicami. 

A potem wynaleziono Instagram. Od 2010 r. internetowy wszechświat działa w parze z branżą mody, jak i niezależnie od niej, odzwierciedlając, ale i dyktując trendy. Miliony polubień, konstelacja własnych gwiazd – siła, jaką Instagram dał influencerom, zbudowała sieć samowystarczalnych ikon stylu śledzonych przez setki internautów. 

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

Jednak, jak zauważa McPherson, niektóre z ostatnich najbardziej wpływowych obrazów generowanych przez fotografów mody ulicznej, odbiegają od schematu, którego trzymają się podczas fashion weeków. Zwracają się ku swojemu najbliższemu otoczeniu i tym samym powracają do korzeni. – Ostatni ruch zapoczątkowali tacy ludzie, jak Scott Schuman, który tworzy swego rodzaju studium codzienności, dokumentując to, co noszą otaczający go ludzie – mówi.  

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

Kierunek zmian

Niemniej jednak, bez energii towarzyszącej fizycznym pokazom podczas miesiąca mody, magia fotografii ulicznej słabnie. – Branża potrzebuje nieustającego ruchu, a ty musisz płynąć z jej nurtem – mówi projektantka i miłośniczka tego gatunku zdjęć, Michelle Elie. – Nie sądzę, by kultura prezentacji na żywo wymarła całkowicie – dodaje.

Dla Elie ten rodzaj fotografii demokratyzuje skostniały świat wybiegów i łamie ramy narzucane przez konserwatywnych kupców oraz osobistości z branży. – Po pokazach widzisz setki fotografów z przeróżnych krajów – dodaje. – Samodzielne snucie się z aparatem nie wyzwala we mnie takiej samej energii i ekscytacji, jak podczas spotkania z tym tłumem. Warto mieć także na uwadze, że są tu nie tylko fotoreporterzy, sławy i modelki, lecz także osoby prywatne: spacerowicze, ci którzy przychodzą przyjrzeć się wydarzeniu, czy dzieci chcące zdobyć autograf Rihanny lub Kanye. Cała kultura związana z fotografią uliczną nie zniknie, bo tak naprawdę nie chodzi tu o influencerów, tylko o ludzi, którzy spotykają się, by celebrować modę.

Ale to gwiazdy internetu napędzają kasowość fotografii ulicznej i sięgając do jej źródeł, są odpowiedzialni za ciągły rozwój swojej społeczności.

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

Jonathan Daniel Pryce, lepiej znany pod pseudonimem Garçon Jon, uważa, że obecna zmiana i tak następuje z opóźnieniem. – Obserwuję, jak styl uliczny się kurczy, co idzie w parze ze zmianami w kierunku zrównoważonego rozwoju i wpływu fashion weeków na środowisko – mówi. – Wybuch pandemii był jedynie ostatnią brakującą iskierką, która wznieciła ogień. 

Pryce zauważa, że dzięki małej skali fotografia uliczna jest jedną z najbardziej ekologicznych form komunikacji dotyczącej mody: – To jedynie portrecista i jego aparat.

Mierząc się z nową rzeczywistością

Oprócz praktycznych zalet, trwały urok tego gatunku sztuki może częściowo wynikać ze znajomości i zażyłości z jego ugruntowaną estetyką. – Jakieś pięć lat temu, gdy zdawało się, że fotografia uliczna osiągnęła szczyt, a zainteresowanie nią ustabilizowało się, rozpoczęły się dyskusje – kontynuuje Pryce. – Ludzie byli zmęczeni, pytali, kiedy to się skończy. Dla mnie, to tak, jak pytać o koniec relacjonowania pokazów mody. Styl uliczny stał się nową formą dokumentacji trendów. Był okres, gdy towarzyszyła mu ogromna ekscytacja, ale nadal jest popularny i nie sądzę, by to minęło.

Zgadza się z nim McPherson: – Pandemia koronawirusa jest wyzwaniem dla fotoreporterów. Będą musieli wykazać się kreatywnością, ale fotografia uliczna nie zginie, nie w najbliższym czasie.  

(Fot. Jonathan Daniel Pryce)

W obliczu niepewnej przyszłości, najistotniejsze wydaje się zwrócenie się ku źródłom – dokumentowanie codziennego ubioru ludzi, obserwacji, jak komunikują się poprzez strój. Karuzela fashion weeków nie ma tu nic do rzeczy. 

– Istnieje błędne przekonanie, że fashion weeki to jedynie ubrania – mówi Pryce. – Ale moda to przede wszystkim ludzie. Nie da się zastąpić bezpośrednich interakcji cyfrową wersją człowieka zaklętą w małym monitorze. Kluczowe są spotkania z niesamowitymi i inspirującymi ludźmi z całego świata. 

Mimo iż nie wiadomo, jak to wszystko będzie wyglądało za rok, dwa, to więzi międzyludzkie pozostaną, choć pewnie w powściągliwej formie. W końcu jaki byłby pożytek z fotografii ulicznej, gdyby nie odzwierciedlała czasów, w których żyjemy?

Liam Hess
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę