Znaleziono 0 artykułów
14.09.2021

Gabriela Hearst: Moim zadaniem jest tworzenie zbroi dla silnych kobiet

Fot. Fredrik Altinell

Zrównoważony rozwój to najważniejsza wartość, jaką projektantka kieruje się, wybierając tkaniny, projekty i opakowania. Od wykorzystania materiałów zalegających w magazynach po ręcznie przędzone włókna – Gabriela Hearst opowiada w „Vogue'u” o filantropijnych inicjatywach ekologicznych jej marki. 

Jedną rzeczą jest zobaczyć misternie wykonane projekty Gabrieli Hearst, ale czym innym jest ich dotknąć. Powstają z wełny merynosów pozyskiwanej na jej rodzinnym ranczo w regionie Paysandú w Urugwaju, z materiałów zalegających w magazynach firm z górnej półki, takich jak Loro Piana, oraz lnu zmiękczanego aloesem. 

42-letnia projektantka świadomość na temat wpływu, jaki branża mody wywiera na środowisko naturalne, przypisuje swojemu wychowaniu. – Ranczo mojej matki, które nasza rodzina ma od 170 lat, jest zupełnie samowystarczalne – wyjaśnia. – Jedzenie hoduje się na otaczającym je terenie i racjonuje. Wszystko zostało zbudowane w taki sposób, by opierać się żywiołom i wytrzymać wiele lat. Z kolei Nowy Jork, gdzie Hearst żyje od 20 lat, w spotęgowany sposób przypomina, jak bardzo ludzie odeszli od natury.

Fot. Fredrik Altinell

Odkąd w 2015 r. założyła firmę, Gabriela Hearst prowadzi działalność filantropijną. Zaczęło się od współpracy z Manos del Uruguay – kobiecą kooperatywą non profit produkującą przędzę. Jest ona odpowiedzialna za ręcznie dziergane projekty marki. Z kolei 20 proc. dochodu z niedawno stworzonej kapsułowej kolekcji dla Mytheresa trafia na rzecz organizacji Save The Children, która właśnie obchodzi stulecie.

Fot. Fredrik Altinell

Spotykamy się z Gabrielą Hearst w Monachium, gdzie przy kolacji z lokalnie pozyskiwanych produktów opowiada nam, czym jest dla niej współpraca z Mytheresa oraz o krokach, jakie podejmuje, by jej biznes działał w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Czym różni się twoja główna kolekcja od kolekcji kapsułowej dla Mytheresa?

Mam w głowie bardzo konkretną wizję kobiety, dla której projektuję: jest dynamiczna i stawia sobie wysokie wymagania w związku z rozwojem kariery. Nasze klientki to prawniczki, inżynierki, lekarki – moim zadaniem jest stworzenie dla nich zbroi. Te same zasady obowiązują w przypadku kolekcji dla Mytheresa. Wszystkie tkane materiały wykorzystane do jej produkcji pochodzą z magazynów, w których od dawna zalegały, lub są ponownie wykorzystywane. Gdy ją tworzyłam, często myślałam o Eglantyne Jebb, która 100 temu założyła organizację Save The Children mającą chronić dzieci cierpiące z powodu wojen pustoszących Europę. Nawet nasza paleta kolorystyczna nawiązuje do logo tej organizacji.

Fot. Fredrik Altinell

Zasiadasz w zarządzie Save The Children. Co w pracy tej organizacji przemawia do ciebie najbardziej?

W 2017 r. pojechałam z Save The Children do Turkany w Kenii i zobaczyłam, jakie spustoszenie wywołuje tam susza. Działo się to niedługo po wyborze Trumpa na prezydenta, a kryzys ten nie pojawiał się zbyt często w serwisach informacyjnych. Widząc wiele niedożywionych dzieci i kobiet kopiących w dnach wyschniętych rzek w poszukiwaniu wody, zrozumiałam, że 20 mln ludzi na świecie jest zagrożonych suszą. Wychowałam się na farmie, więc naprawdę to do mnie trafiło. Musiałam coś zrobić.

Fot. Fredrik Altinell

Zadeklarowałam, że uzbieram 600 tys. dolarów. Nasza kolekcja torebek natychmiast stała się dostępna w sklepach Net-A-Porter i Bergdorf Goodman – niektóre modele wyprzedały się w ciągu kilku godzin. Pieniądze, które w ten sposób zebraliśmy, zapewniły dotacje dla ponad tysiąca rodzin w regionie Turkana. Mogli za nie kupić jedzenie, zwierzęta hodowlane i czystą wodę.

Zrównoważony rozwój to teraz popularny zwrot w branży mody, ale jak można go skonkretyzować? Jak zamierzasz dalej redukować wpływ twojej firmy na środowisko?

Obecnie ok. 30 proc. naszych produktów wykonujemy z materiałów zalegających wcześniej w magazynach. W ciągu trzech lat chciałabym osiągnąć próg 80 proc.

Pozyskiwanie takich materiałów wiąże się z dużą ilością czasu, który trzeba przeznaczyć na wyszukiwanie i zbieranie tkanin, a także tkanie naszych własnych z zalegającej w magazynach przędzy. To łamigłówka, ja podchodzę do niej jak do jogi – zaczynasz od małych celów, a potem, gdy robisz się w tym coraz lepsza, cele stają się coraz bardziej ambitne. Musisz też edukować klientki. But farbowany substancją pochodzenia roślinnego może nie ma idealnie jednolitego odcienia, ale czy na pewno wolałyby idealne buty, które wydzielają toksyczne chemikalia?

Fot. Fredrik Altinell

Dwa z naszych najnowszych osiągnięć to obcasy robione z plastiku z recyklingu lub substytutu plastiku (fermentowanej skrobi roślinnej) oraz biodegradowalne pokrowce na ubrania, które stworzyliśmy od podstaw z marką Tipa, a które może wykorzystać każdy. Jesteśmy małą firmą, ale jeśli możemy być miejscem, gdzie rozwijają się nowe idee, które inni ludzie mogą wykorzystać na większą skalę, uznajemy to za dobrze wykonaną robotę. Obecnie wszystkie opakowania, których używamy, są biodegradowalne i rozkładają się w ciągu kilku tygodni, a nie 500 lat.

W styczniu sprzedałaś mniejszościowy pakiet udziałów w swojej firmie koncernowi LVMH. Udaje ci się pozostawać wierną swojej wizji?

To było partnerstwo strategiczne, które okazało się świetnym pomysłem. Mamy pełną wolność, jeśli chodzi o wizję kreatywną. W Nowym Jorku pracuje nas około 30, jesteśmy więc małą ekipą. Ale kiedy we wrześniu otwieraliśmy nasz sklep w Londynie, dzięki LVMH szybko znaleźliśmy wspaniałych ludzi, którzy będą tam pracować. Mam teraz dostęp do talentów z całego świata. Na przykład, gdy wpadam na nowy pomysł dotyczący zrównoważonego rozwoju, idę z nim do Sylvie Bénard (dyrektor ds. ochrony środowiska LVMH). Jest naukowczynią, więc wiem, że dostanę od niej merytoryczny feedback. To Sylvie skontaktowała mnie z EcoAct – grupą doradców w kwestiach zapobiegania zmianom klimatu – dzięki której wiem, że nasza kolekcja wiosna-lato 2020 była neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla.

Fot. Fredrik Altinell

Czy myślisz, że dziś ludzie bardziej zwracają uwagę na to, skąd pochodzą ich ubrania i jak są produkowane, niż pięć lat temu?

Nikt nie kupi moich ubrań tylko ze względu na moje dobre intencje. Kupią je, bo będą ich pożądać. To ja jestem odpowiedzialna za to, czy odrobię zadanie i wezmę pod uwagę każdy szczegół. Na przykład teraz tworzymy linię płaszczy zawierających specjalną srebrną tkaninę, która zapobiega docieraniu promieniowania z telefonów komórkowych do narządów rozrodczych. Ludzie powinni czuć się w naszych projektach silni, piękni, powinno im być wygodnie. Ubrania mają stanowić kontekst dla ich życia – nie chodzi o same ubrania, chodzi o nich.

W maju wypuściłaś kolekcję mody męskiej Gabrieli Hearst, przy której współpracowałaś z grafikiem Peterem Milesem. Jego klientami są też Marc Jacobs i Celine. Jak to wspominasz? 

To, że jestem kobietą, ułatwia mi projektowanie mody damskiej. Ważne jest, by rozumieć psychologię bycia kobietą i ubierania się. Mężczyźni to zupełnie inne uniwersum, więc potrzebowałam męskiego punktu widzenia.

Skąd teraz czerpiesz inspirację?

Czytam „Mity greckie” Roberta Gravesa. Podoba mi się to, jak przenikają się mity i fakty historyczne, jak ludzie się zmieniali albo nie zmieniali, bo i tak czasem bywa.

Liam Freeman
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę