Znaleziono 0 artykułów
26.05.2020

Wczoraj i dziś: Backstreet Boys

Backstreet Boys w 1995 roku i na koncercie w Las Vegas w 2019 roku (Fot. Getty Images)

W naszym nowym cyklu przypominamy gwiazdy show-biznesu, które przed laty budziły emocje i fascynują nas do dziś. Przeglądamy ich dokonania, analizujemy styl. Sprawdzamy, co oprócz nostalgii, sprawiło, że ciągle są interesujący. Na początek – najsłynniejszy boysband lat 90., Backstreet Boys.

Pod koniec kwietnia na profilu Backstreet Boys na Instagramie pojawiło się archiwalne zdjęcie zespołu. „20 kwietnia 1993 roku po raz pierwszy spotkaliśmy się w pełnym składzie. Nie znaliśmy jeszcze żadnego z was, naszych fanów. Mogliśmy o was tylko pomarzyć. Dla was pisaliśmy naszą muzykę. A potem przyszła fala – setek, tysięcy, milionów słuchaczy. Jesteśmy tu dzięki wam. Jesteśmy wdzięczni za każdego z was. Przetrwamy razem dzięki muzyce” – napisali Brian Littrell, Nick Carter, A. J. McLean, Howie Dorough i Kevin Richardson, dziś dobiegający pięćdziesiątki, wtedy niedługo po maturze.

Zaczęło się od tego, że Brian Littrell i jego kuzyn Kevin Richardson śpiewali w chórach kościelnych w rodzinnym Kentucky. Potem Richardson przeprowadził się na Florydę, pracował w Disneylandzie, gdzie poznał Cartera, McLeana i Dorougha. Wspólnie stworzyli zespół, do którego dołączył także Brian. Pierwszy koncert zagrali w oceanarium w Orlando 8 maja 1993 roku, po czym wyruszyli w trasę koncertową wybrali się po amerykańskich szkołach. To tam znaleźli pierwszych fanów. Dorastające dziewczynki umawiały się między sobą, którego z Backstreet Boysów kochają najbardziej.

Oni tymczasem pojechali do Europy. W sierpniu 1995 roku w Szwecji nagrali pierwszy oficjalny singiel – „We’ve Got It Goin’ On”. Wiosną 1996 roku, w Niemczech, ukazała się ich pierwsza płyta. Fanki mdlały, gdy członkowie zespołu zapewniali w piosenkach, że „nigdy nie złamią im serca”, a słupki sprzedaży rosły, aż osiągnęły rekordowe sto milionów egzemplarzy.

Dwa lata po debiucie wydali „Backstreet’s Back”. Nie rezygnując z image’u grzecznych chłopców, ale postanowili poeksperymentować z rockowymi akcentami w dźwiękach i ubiorze. Towarzyszący singlowi „Everybody” teledysk jak z taniego slashera miał nawiązywać do „Thrillera” Michaela Jacksona. Członkowie zespołu wcielili się w role gotyckich postaci – upiora w operze, wilkołaka, Drakuli, mumii i Mr. Hyde’a. 

Rozstawali i schodzili wielokrotnie. Od 2012 roku znów działają na stałe. Pandemia przerwała wspominkową trasę koncertową Backstreet Boys – DNA World Tour, którą rozpoczęli po premierze dziesiątego wspólnego albumu. Mieli zagrać sto koncertów, wznowią występy w przyszłym roku. W 2019 zbierali na stadionach na całym świecie wielotysięczne tłumy, zarabiając sto milionów dolarów na biletach.

Niezmienna jest nie tylko smykałka do biznesu, ale i kiepski gust chłopaków. W połowie lat 90. wyglądali, jakby obrabowali sklep Tommy’ego Hilfigera w prowincjonalnym mallu, dziś wydaje im się, że białe dżinsy z dziurami i ramoneski odmłodzą 45-latków o dwie dekady. Ale paradoksalnie, stylówki Nicka i spółki z minionych lat – kraciaste koszule robotników sezonowych, bluzy z przerośniętym logo, dresiarska biżuteria, czy okulary przeciwsłoneczne jak ze Stadionu Dziesięciolecia – w hipsterskich kręgach uchodzą za cool. Nie bez znaczenia jest tu zwrot w kierunku vintage. Nosząc rzeczy z drugiej ręki, czerpiemy z pokładów nostalgii, jednocześnie spoglądając w bardziej zrównoważoną przyszłość mody.

Ta zasada ma zastosowanie też do muzyki Backstreet Boys. Ich przeboje, które w chwili premiery jednoznacznie podchodziły pod kategorię easy listening, po latach weszły do kanonu melodyjnego popu. Nastąpiło tylko pokoleniowe przesunięcie – nie słuchają już „Quit Playing Games with my Heart” nastolatki, którym niedawno złamano serce, a trzydziestoparolatkowie, którzy z sentymentu chodzą na koncerty Backstreet Boys, żeby przypomnieć sobie, co ich bolało, gdy byli 20 lat młodsi.

Backstreet Boys ani w warstwie muzycznej, ani wizerunkowej nigdy nie pozowali na buntowników. Ale podczas gdy część kontrkulturowych artystów z przełomu wieków takich jak Marilyn Manson, The Prodigy czy Korn, czytamy teraz jako kampowych, boysbandy od samego zarania były corny, czyli banalne, ckliwe i niewinne.

Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Gość28.05.2020, 09:53
BSB istnieje cały czas. Kevin od nich odszedł na parę lat, wrócił w 2012 roku. A trasa koncertowa jest wznowiona od czerwca. Ich koncerty są świetne. Ale o gustach się nie dyskutuje 😊
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę