Znaleziono 0 artykułów
16.12.2018

Wyspa zawieszona w czasie

Hawana (Fot. Getty Images)

1 stycznia minie 60 lat od wybuchu kubańskiej rewolucji, która dała początek radykalnym zmianom nie tylko na samej wyspie, ale również na zimnowojennej arenie międzynarodowej. Choć terytorialnie niewielka, ze względu na swoje położenie Kuba od wieków stanowiła klucz do geopolitycznej układanki regionu. 

Viva la revolución!

Położona niecałe 170 km od wybrzeży Florydy i 200 km od półwyspu Jukatan w Meksyku Kuba od wieków stanowiła newralgiczny przystanek na drodze do kolonialnych aspiracji, zarówno tych z czasów Kolumba i jego następców, jak i tych bardziej współczesnych, skupionych na interesach zagranicznych koncernów. To właśnie dlatego w styczniu 1959 roku tłumy z takim zapałem podążyły za Fidelem Castro i Che Guevarą. Zaangażowanie Kubańczyków w obalenie skorumpowanego i proamerykańskiego dyktatora Fulgencio Batisty było wprost proporcjonalne do poczucia wyzysku, którego tak długo doświadczali. Zrozumienie tego faktu jest konieczne, by móc pojąć, dlaczego do tej pory, pomimo oczywistej odwilży i pokoleniowych zmian, pewne sentymenty pozostają trwałe. Zarówno starsi, jak i młodsi Kubańczycy z dumą mówią o solidarności, dzięki której przetrwali kilka dekad el bloqueo. Jednocześnie, z typową dla siebie rezolutnością, otwierają kolejne interesy, w przeważającej większości związane z odradzającą się od kilkunastu lat turystyką. Dla Kubańczyka jedno i drugie nie musi się wykluczać. Powracająca na wyspę okrojona wersja kapitalizmu w żaden sposób nie osłabia wiary w konieczność utrzymania sukcesów rewolucji ‒ bezpłatnej służby zdrowia, edukacji i programów socjalnych.

Flaga kubańska powiewa w Hawanie (Fot. Getty Images)

Jaka jest Kuba?

Kuba jest pełna kontrastów, intrygujących nieścisłości i codziennych smaczków, dlatego najgłębiej przemawia do tych, którzy dostrzegają piękno w przysłowiowym chaosie. Jednak każdy, kto zapałał do tej karaibskiej wyspy szczerą miłością, czuje, że jest to uczucie mimo wszystko niewygodne. To dlatego, że dłuższy pobyt na Kubie, zwłaszcza gdy wiąże się z wyjściem poza utarte turystyczne ścieżki, pozwala zdemaskować wiele porewolucyjnych mitów, jak chociażby ten o równości. Kuba, ku zaskoczeniu wielu, nadal zmaga się z instytucjonalnym rasizmem wobec czarnych Kubańczyków, potomków niewolników, którzy kilka wieków wcześniej zostali zesłani na wyspę, żeby pracować na licznych plantacjach trzciny cukrowej. Do dziś czarni Kubańczycy są najczęstszym celem kontroli ze strony policji; ich kontakt z turystami (czego sama doświadczyłam) traktowany jest jako podejrzany; skarżą się też na ograniczenia w dostępie do możliwości rozwoju, a co za tym idzie – lepszej pracy.

Kuba, pomimo zachodzących tam zmian, pozostaje też krajem biednym. Miesięczne zarobki przeciętnego mieszkańca wyspy rzadko przekraczają 30 dolarów. W praktyce oznacza to, że większość usług, z których korzystają przybywający do karaibskiego raju turyści, pozostaje poza zasięgiem jego obywateli. Uwielbiane przez przybyszy mohito czy lejący się strumieniami rum to produkty, po które miejscowi sięgają bardzo rzadko lub wcale. Warto o tym pamiętać, gdy dane nam będzie przyłączyć się do Kubańczyków np. w klubie.

Kuba od dekad niezmiennie cierpi też na brak dostępu do wielu produktów, a to za sprawą wspomnianej wcześniej ekonomicznej blokady. Pakując się więc przed wyjazdem, warto zabrać pewne przedmioty, za które Kubańczycy zawsze są wdzięczni. Przybory szkolne, zeszyty, ręczniki, a nawet niepotrzebne ubrania ‒ wszystko to warto zostawić po sobie, zwłaszcza gdy zatrzymujemy się w coraz bardziej popularnych casa particulares, czyli prywatnych kwaterach.

Kubańskie cygara to jeden z najlepszych towarów eksportowych wyspy (Fot. Getty Images)

Pomimo oczywistych problemów Kuba potrafi jednak oczarować jak mało inny kraj. Najcenniejszym darem wyspy niezaprzeczalnie są jej mieszkańcy. Piękne białe plaże na północnym wybrzeżu kraju czy lazurowe wody Morza Karaibskiego to z pewnością plus, gdy rozważa się odpoczynek w tropikach, ale to właśnie dla ludzi, którzy tworzą niepowtarzalną kulturę i atmosferę tego kraju, powinno się podjąć decyzję o podróży na Kubę. Do prawdziwych miłośników wyspy należeli też znani i wielcy tego świata, w tym chociażby Frank Sinatra, Marlon Brando i – oczywiście – Ernest Hemingway.

Seks, cygara i Sinatra

Liczne wizyty Sinatry na Kubie otoczone są aurą fascynującej tajemniczości, a to za sprawą jego dobrze udokumentowanych kontaktów z bossami La Cosa Nostry, w tym szczególnie z Charlesem „Lucky” Luciano i Meyerem Lanskym, który wybudował tu słynny i stojący do dziś hotel Habana Riviera. Karierę, którą Sinatra odniósł w show-biznesie, w dużej mierze przypisuje się właśnie mafii, która sponsorowała przedsięwzięcia muzyka na początku jego artystycznej drogi. Sinatra nie pozostał dłużny. W Hawanie bywał często, umilając bossom spotkania, podczas których ważyły się losy kryminalnego imperium USA, z Kubą w roli eksterytorialnej stolicy. Do legendy przeszła już konferencja hawańska ‒ szczyt zorganizowany w grudniu 1946 roku w słynnym Hotel Nacional w Hawanie. Sinatra brał w niej udział nie tylko jako artystyczna maskotka, ale również dostarczyciel prezentu dla powracającego z wygnania we Włoszech „Lucky” Luciano. Muzyk, wraz z towarzyszącymi mu kuzynami Ala Capone, przywiózł do Hawany 2 miliony dolarów w gotówce. Była to kwota należna Luciano za jego udziały w mafijnych interesach na terenie USA.

Frank Sinatra i Ava Gardner spędzili w Hawanie miesiąc miodowy w 1951 roku (Fot. EastNews)

Czego by nie powiedzieć o licznych kasynach i hotelach, w których Sinatra śpiewał, a bossowie zbijali bajońskie na tamte czasy sumy, to właśnie w tych miejscach rozkwitła muzyczna scena, z której Kuba słynie do dziś. Spopularyzowane w Hawanie mambo i pobudzająca wyobraźnię rumba przyciągały do stolicy Kuby liczne gwiazdy, w tym wspomnianego już Marlona Brando czy Kennedy’ego (jeszcze sprzed czasów, gdy został senatorem). Piękni i bogaci Ameryki na Kubę jeździli w jednym celu ‒ by z dala od pruderyjnej ojczyzny pofolgować swoim fantazjom. Krąży legenda, że jedną z orgii, w których uczestniczył Kennedy, przez weneckie lustro podziwiał sam Santo Trafficante, jeden z hawańskim bossów. Podobno żałował potem, że wyczynów przyszłego polityka nie sfilmował, by móc go w przyszłości szantażować.

Sielanka Hemingwaya

Najgłębszą miłością do Kuby z pewnością pałał Ernest Hemingway, który właśnie tam napisał większość swoich powieści, w tym „Komu bije dzwon” i nagrodzonego Noblem „Starego człowieka i morze”. Uczucie Hemingwaya do miejsca, które uważał za swój dom, było tak silne, że wielu wierzy, iż popełnione przez pisarza samobójstwo w 1961 roku spowodowane było rozpaczą po tym, jak rok wcześniej rząd amerykański wymusił na nim decyzję o opuszczeniu wyspy z powodu przerwania dyplomatycznych stosunków z rządzoną przez socjalistyczny rząd Fidela Castro Kubą.

Hemingway mieszkał na wyspie w latach 1939-1960. Pierwszym miejscem, w którym tworzył przez większość 1939 roku, był odwiedzany obecnie przez miłośników jego literatury hotel Ambos Mundos w Hawanie. Finca Vigía ‒ posiadłość, którą w 1940 roku zakupił z ówczesną żoną, Marthą Gellhorn, jedną z najbardziej znanych korespondentek wojennych ‒ pozostaje nietknięta od dnia, kiedy opuścił Kubę. Dziś muzeum to, znajdujące się na obrzeżach Hawany, odwiedzają rocznie tysiące turystów.

Ernest Hemingway z Fidelem Castro w 1959 roku (Fot. EastNews)

Wspomnienia tych, którzy znali Hemingwaya z okresu jego życia na Kubie, to kopalnia fascynujących anegdot. Choć wyspa służyła pisarzowi za azyl, jego status sprawiał, że odwiedzało go wiele legendarnych postaci kina, literatury i polityki. Pewien rybak, który jako nastolatek pomagał Hemingwayowi przy pracy na ukochanej łodzi Pilar, opowiedział dziennikarzowi „Vanity Fair”, jak pewnego wieczoru pisarz kazał mu włożyć stopy do basenu, przy którym zasiedli. ‒ Ava Gardner właśnie pływała tu nago ‒ Hemingway miał dodać ze śmiechem. Warto przypomnieć, że Gardner była ówczesną ikoną kina i żoną Franka Sinatry.

20 lat spędzonych przez pisarza na Kubie upłynęły w atmosferze sielanki, co tłumaczy, dlaczego Hemingway miał kiedyś powiedzieć znanemu miejscowemu pisarzowi, Cabrera Infante, że chciałby tam pozostać na zawsze. Z opowieści przyjaciół wiadomo, że gdy Hemingway nie pisał, z pasją grał w tenisa, pił i poszukiwał zatopionych nazistowskich łodzi podwodnych. Uwielbiał przygody i ryzyko, miłował się również w strzelbach. Prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt, przesłał mu jedną w prezencie.

„Nasz” Hemingway

Hemingway był również zapalonym wędkarzem. Swoje morskie wyprawy zawsze rozpoczynał w porcie Cojímar, kilkanaście kilometrów od Hawany. Organizował też wędkarskie turnieje. To właśnie w trakcie jednego z nich doszło do jedynego spotkania między pisarzem a Fidelem Castro. Było to w maju 1960 roku, kilkanaście miesięcy po obaleniu przez rewolucjonistów dyktatury Batisty i raptem rok przed samobójstwem Hemingwaya. Przy znanej dziś pod nazwą Marina Hemingway największej przystani w Hawanie pisarz wręczył Castro trofeum za złowienie największego okazu merlina.

Jestem w tej materii nowicjuszem ‒ miał powiedzieć Castro.

W takim razie jest pan szczęściarzem ‒ odpowiedział Hemingway.

Podobno Fidel lubił się chwalić fotografią obrazującą pamiętny, przynajmniej dla niego, dzień.

Nie ulega zresztą wątpliwości, że miłość Hemingwaya do Kuby była przez rząd Castro wykorzystywana do ocieplania własnego wizerunku. Sam Hemingway wyjechał z Kuby, jeszcze zanim rewolucja pokazała swoją twarz w pełnej okazałości. Nigdy już nie dowiemy się, co tak naprawdę sądziłby o kierunku obranym przez Kubę na kolejnych kilkadziesiąt lat.

Na Kubie rewolucja i jej bohaterowie są wciąż żywi (Fot. Getty Images)

Wiemy natomiast, że jego fascynacja wyspą i jej mieszkańcami była do końca niezachwiana. To właśnie im zadedykował otrzymaną w 1954 roku Literacką Nagrodę Nobla. ‒ „Ta nagroda należy do Kuby, ponieważ tam powstawały moje książki. Razem z moimi ludźmi z Cojímar, którego jestem obywatelem” ‒ napisał.

Niezniszczalny El Comandante

Fidel Castro, który z Che Guevarą u swojego boku 1 stycznia 1959 roku dokonał przewrotu i obalił dyktatorski rząd Batisty, to postać, która rządziła wyobraźnią i aspiracjami Kubańczyków do końca swoich dni. A było ich sporo. Castro zmarł w 2016 roku w wieku 90 lat.

Wydźwięk politycznych działań Castro odbijał się echem w najdalszych zakamarkach globu. Było to o tyle zadziwiające, że zarządzał przecież niewielką wyspą. Położenie Kuby jest jednak na tyle strategiczne, że regularnie spędzała Amerykanom sen z powiek. Jak choćby w 1962 roku, gdy Castro zezwolił Związkowi Radzieckiemu na umieszczenie pocisków balistycznych średniego zasięgu na terenie Kuby. Cały świat wstrzymał wówczas oddech, obawiając się nuklearnego rozwiązania w toczącej się zimnej wojnie.

Castro wsławił się też oporem, jaki stawiał amerykańskiemu lobby, przez wielu Kubańczyków postrzeganemu jako naczelny wróg. Wstydliwa porażka amerykańskiej armii w Zatoce Świń w 1961 roku, do której zwerbowano kubańskich dysydentów, jeszcze bardziej nadęła i tak już rozchwiane ego Castro. Jeden z ówczesnych dyplomatów USA, tłumacząc mediom fenomen Fidela, powiedział: ‒ Castro zostanie zapamiętany jako Kubańczyk i rewolucjonista, który stawił opór Ameryce, i wygrał.

Wspólny wróg

Rewolucja, którą 60 lat temu rozpoczął Castro, wygnała z wyspy nie tylko amerykańskie koncerny, ale również zaprzyjaźnioną z Batistą siatkę mafijną. Luksusowe hotele i kasyna, które w oczach rewolucjonistów stanowiły fizyczną manifestację tego, co w amerykańskim kapitalizmie najgorsze, z dnia na dzień opustoszały. Milionowe straty poniesione przez do tej pory nietykalnych bossów doprowadziły do nietypowej współpracy. Mówi się, że CIA i mafia wspólnymi siłami dokonały ponad 600 prób wyeliminowania Castro. Metody były nad wyraz kreatywne, rodem z filmów o Jamesie Bondzie. Od nasączonych toksyną botulinową liści tytoniu, przez wybuchające muszlę i pióro, po zatruty kombinezon do nurkowania ‒ każda z 638 prób zabicia dyktatora zakończyła się porażką. Castro dożył późnego wieku. Zmarł w wyniku powikłań po przewlekłej chorobie jelitowej.

Po trwających cztery dni uroczystościach pogrzebowych prochy Fidela Castro spoczęły na cmentarzu w Santiago, prawie 900 km na południowy wschód od Hawany. Miejsce pochówku nie było przypadkowe. To właśnie stamtąd Castro – wówczas jako młody absolwent prawa – rozpoczął swój rewolucyjny marsz na stolicę.

Życie toczy się dalej

Kubańczycy, choć w przeważającej mierze szczerze tę śmierć przeżyli, jednocześnie od dawna byli już na nią przygotowani. W umysłach ludzi, którymi rządził, Castro pozostanie ikoną, choć postępujących na wyspie zmian nie mógł już powstrzymać. I chyba nawet nie zamierzał. W końcu nie kto inny jak Fidel mianował Raula, swojego brata, na następcę, gdy jego zdrowie zaczęło szwankować. To właśnie Raul Castro rozpoczął proces odwilży, który doprowadził administrację Baracka Obamy do podjęcia decyzji o otwarciu Ambasady USA w Hawanie po kilkudziesięciu latach nieobecności. Choć wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2016 roku zamroziła proces polepszania stosunków z Kubą, trendu nie da się już odwrócić. Amerykanie coraz liczniej i chętniej przybywają na Kubę. Jedni śladami Castro i Che Guevary, drudzy Hemingwaya i Sinatry. Wszyscy, ponad podziałami, z cohibą i rumem w szklance.

Katarzyna Czernik
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę